ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
170 cm
rekonstruktor mebli | własny warsztat
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jasmine, gdyby tylko ktoś ją o to zapytał, twierdziłaby zawzięcie, że przez skromną niedogodność jaką była praktycznie całkowita umiejętność mówienia wskutek bycia naocznym świadkiem wyjątkowo brutalnego morderstwa swojej matki i jej kochanka miała w zasadzie możliwość jedzenia bez groźby mówienia z pełnymi ustami. I dziękowała wszystkim znanym sobie bogom za szybki metabolizm i życie w ciągłym ruchu, bo inaczej już dawno osiągnęłaby kształt idealny do toczenia się.
Czasami spontanicznie wypadała do fazt fooda i polowała na niezbyt zdrowe jedzenie. Głównie wtedy, gdy była zapracowana lub zestresowana. Okazjonalnie też w chwilach zwiększonego zapotrzebowania na kalorie. Czyli w zasadzie bardzo często. Tym razem stojąc w kolejce za wycieczką szkolną będącą chaosem jej umysł przeszyła nagła myśl: a co gdyby wziąć jedzenie i przejść się do któregoś z przyjaciół? Była pewna, że niejaki Oliver wspominał coś o wolnym dniu.
Raz powziętej decyzji nie zamierzała zmieniać. Jak przystało na dorosłego człowieka po poważnych studiach i wykonującego poważny zawód zamówiła trzy happy meale (bo dwa na ich dwójkę to podejrzewała, że stanowczo za mało) z losowymi zabawkami. Jeszcze jej na tyle nie skrzywiło, żeby kłócić się z dzieciakami o figurki.
Uzbrojona w jedzenie była gotowa na spotkanie z przyjacielem.
Nawet nie minęło dużo czasu, gdy stanęła przed jego drzwiami i zapukała do nich. Zamachała torbą z jedzeniem, mając nadzieję że ruszała się na tyle szybko aby dotarło przynajmniej trochę ciepłe. Szczerze wątpiła, by ten cel został osiągnięty. Próbować jednak mogła. Z czystej grzeczności zapukała drugi raz, a potem uznała że w zasadzie wystarczy tych uprzejmości i po prostu nacisnęła klamkę i weszła do środka. Była nieco zaskoczona, że mężczyzna ich nie zamknął, no ale było to na jej korzyść. Nie zamierzała narzekać.
Ruszyła prosto przed siebie rozglądając się w poszukiwaniu gospodarza. Nie zachowywała się specjalnie cicho, wolała nie oberwać czymś ciężkim w razie pomylenia jej z włamywaczem.

Oliver Moon
23 y/o
For good luck!
181 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak po prawdzie to Oliver nie znosił mieć dni wolnych. Każdy normlany człowiek byłby szczęśliwy, nie musząc pracować, a mogąc zamiast tego oddać się przyjemnościom wolnych chwil - czytaniu najnowszych bestsellerów, graniu w nowy tytuł komputerowy albo może nawet testowaniu tego nowego przepisu, który wyświetlił się raz na tik toku. Problem polegał na tym, że Moon nie posiadał takich hobby. Podobne czynności nie przynosiły mu żadnej formy satysfakcji lub radości, toteż dawno przestał nawet próbować. Prawdziwym problemem było jednak to, że kiedy umysł chłopaka nie był zmuszony do bycia skupionym na pracy, to zaczynał rozmyślać - a im więcej rozmyślał, w tym większy marazm potrafił wpaść.
W przeszłości zdarzały się poranki, kiedy Oliver nie potrafił podnieść się z łóżka - i trwało to wtedy mniej więcej do późnego popołudnia. W skrajnych przypadkach nawet do wieczora. Paraliżująca bezsilność zagłuszała wszystko, od ssania pustego żołądka, aż po cisnący pęcherz. Gapienie się w sufit było jedynym realnym elementem.
Ostatnie dni były jednak znacznie lepsze. Choć dość nieliczne, pojedyncze słoneczne dni dodawały mu nieco sił. Miho zmuszała go do podnoszenia się już z samego rana, drąc się w niebogłosy, póki jej nie nakarmił. Czasami Oliver nie znosił tego jej miauczenia, ale nie dało się ukryć, że wiele mu zawdzięczał. Wciąż pozostawał jednak problem - co właściwie miał zrobić dziś z całym tym wolnym czasem?
Dość ironicznym był fakt, że chociaż wyjście do sklepu na zakupy czy nawet obejrzenie najnowszego sezonu serialu wydawało mu się dziś zajęciem ponad siły, coś skusiło Moona, aby sięgnął do jednej z szuflad swojego biurka. Wyciągnął z niej dość pokaźny plik zadrukowanych kartek. Mniej więcej połowa z nich poznaczona była czerwonym długopisem. Moonowi łatwiej było wyłapywać własne błędy czytając wszystko jeszcze raz na papierze, niż na ekranie komputera.
Pogrążył się w lekturze i gorączce poprawiania logicznych nieścisłości własnego tekstu tak bardzo, że nawet nie usłyszał pierwszego pukania. Drugiego w sumie też nie. Dopiero kiedy Miho zeskoczyła z górnej półki prosto na niego, a potem pobiegła na korytarz, Oliver podskoczył na krześle i prawie z niego spadł. Gorączkowo zerwał się na nogi, chowając plik kartek pod jakąś książką i podążył za kotką, chcąc zidentyfikowac intruza.
- Jasmine! Co ty tu robisz? - zawołał zaskoczony widząc dziewczynę - Czemu mi chociaż nie napisałaś, że zamierzasz wpaść? - absolutnie nie pamiętał tego, by wspominał jej, że będzie mieć dzień wolny... Nie był największym fanem takich niezapowiedzianych wizyt. Z drugiej strony - zauważył co Sparrow przytargała ze sobą - a on dopiero teraz poczuł, jak był głodny.

Jasmine Sparrow
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”