ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
164 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001
Flat tire? Deploy the guy.
  Jej dzień zaczął się dość wcześnie i skończył zdecydowanie później, niż zakładał jakikolwiek rozsądny plan, który poczynili na uniwestytecie. Wracała właśnie z terenu, z jednego z tych wyjazdów, gdzie stoi się po kostki w błocie przy brzegu zimnego zbiornika wodnego, próbując pobrać próbki osadu, opisać roślinność przybrzeżną i jednocześnie nie utopić telefonu, notatnika ani własnych chęci do życia. Lubiła swoją pracę, co nie zmieniało faktu, że bywała ona momentami mniej niczym naukowa pasja, a bardziej tanim, nierzadko śmierdzącym, survivalem. I nawet jako hydrobiolog mogła nie znosić smrodu zakisłego jeziora.
  Tego dnia objechała dwa punkty pomiarowe, spędziła za dużo czasu rozmawiając z człowiekiem z lokalnej administracji, który nie rozumiał różnicy między eutrofizacją a, jak to określił – zielonym syfem, a na koniec jeszcze wylądowała kolanem w rowie, kiedy grunt pod nią osunął się.
  Wracała więc na do Toronto zmęczona, wilgotna i nieco podśmierdująca. Myślami to była już w domu, pod prysznicem, a dalej z miską ciepłego instant ramyeonu i dobrym serialem.
  Jej samochód postanowił jednak mieć własne zdanie na temat planów na wieczór.
  Najpierw lekko ściągnęło ją w bok. Na tyle, że przez sekundę uznała to po prostu za nierówność w naweirzchni. Chwilę później kierownica zadrżała po raz drugi, a z tyłu pojawiło się to charakterystyczne ciągnięcie do pobocza, które – choć była blondynką – rozpoznała i sklasyfikowała niemal od razu..
  — Nie. Nie, nie, nie.
  Ściszyła radio, bo inaczej człowiek nie potrafił się skupić, po czym zjechała ostrożnie na pobocze. Minęły ją dwa samochody. Jeden mrugnął światłami, a drugi zwolnił, by jego kierowca wykonał gest wskazujący tył jej pojazdu, po czym odjechał z energią człowieka, który spełnił obywatelski obowiązek i nie zamierzał angażować się dalej.
  Złapała gumę. I to żadną HubęBubę.
  Wysiadła z auta, zapięła kurtkę pod szyję i obeszła pojazd. Opona wyglądała dokładnie tak, jak wygląda opona, która straciła wolę życia. Rozlana przy asfalcie, smutna, bezużyteczna i najwyraźniej bardzo, ale to bardzo zdeterminowana utrudnić jej wieczór.
  Przez moment stała z rękami na biodrach, patrząc na nią z wyrzutem. Zdradziecki kawał gumy.
  — Okej. Dobra. I can do this.
  Na pewno była zdeterminowana, by sobie poradzić. Nie zmieniała nigdy co prawda koła, ani nawet nie oglądała o tym filmiku na YouTube, ale teraz był chyba odpowiedni czas.  
  Otworzyła bagażnik. Koło zapasowe było tam, gdzie być powinno; był nawet klucz i trójkąt ostrzegawczy, który wyciągnęła i odłożyła na bok. Brakowało jej tylko jednego elementu. Zaczęła przekładać wszystko jeszcze raz. Ale lewarka jak nie było, tak nie znalazła. Cudownie.
  — No jasne, super. Co jeszcze?
  Sięgnęła po telefon i wybrała numer, do jednego rodziców. Kilka sygnałów i odbiła się od poczty głosowej, w dodatku w innym języku. Ach, no tak. Mieli przecież urlop i wyjazd.
  Rozłączyła się.
  Przesunęła listę kontaktów niżej i z pewnym wahaniem nacisnęła kolejne imię.
  Eric.
  Jeśli ktoś miałby przyjechać bez zbędnego biadolenia, ogarnąć temat i przy okazji jeszcze pewnie śmiać się z niej przez najbliższe pół roku, to był właśnie on. Co prawda w wirze pracy zghostowała niechcący parę jego wiadomości, ale miała szczerą nadzieję, że to nie będzie dzień, w którym postanowi jej mieć to za złe.
  Przyłożyła telefon do ucha, opierając się biodrem o samochód i słuchała kolejnych sygnałów z próby połączenia.
  — Błagam, odbierz. Nie chcę być zeżarta przez niedźwiedzia — mruknęła, patrząc na drogę prowadzącą do nieodległego już Toronto. Widziała je nawet na horyzoncie w przygasającym prędko świetle dziennym.

Eric Stones
piesek
hit me with your best shot
24 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
178 cm
it AG
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... turn it off and turn it on
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

#kiedyś_sie_uzupełni

To był intensywny dzień. Już od samego rana nie wiedział, jak się nazywał, bo a to listonosz przyszedł, a to nie mógł znaleźć kluczyków do auta i w dodatku, musiał pamiętać o opłaceniu rachunku za prąd, ponieważ termin zapłaty zbliżał się ku końcowi. Oczywiście, jakby tego wszystkiego było mało, w pracy także miał kocioł, przez co miał ogromną ochotę, rzucić wszystko w cholerę i wyjechać gdzieś, gdzie mógłby walnąć się na plaży i wyluzować. No ale przypomniawszy sobie o tym, co miał do opłacenia, westchnął i wrócił do pracy, mając nadzieję, że wkrótce będzie choć trochę spokojniej.
Po pracy niestety nie mógł wrócić od razu do domu, ponieważ musiał pojechać za miasto, gdyż zawoził kumpla, któremu popsuło się auto, do domu. Jasne, mógł mu pozwolić pojechać pociągiem, ale obiecał, że mu pomoże, a kumpel obiecał, iż w ramach podzięki wręczy Stonesowi dwa piwa i to ponoć jakieś takie, jakich nie szło dostać w normalnych sklepach spożywczych. Także bardzo go ciekawiło, co to były za piwa - obstawiał zagraniczne Tylko ciekawe, skąd pochodziły... i oby faktycznie były piwem, a nie jakimś przeterminowanym napojem lub zwykłym sokiem, przelanym do jakiejś fancy puszki.
Zawożąc kumpla, poruszyli różne tematy podczas rozmowy, a pod koniec podróży jechali w milczeniu, bo temaciki wyszły, a Eric zwyczajnie… nie miał siły się wysilać, by myśleć nad tematem do rozmowy. Poza tym, po kilku minutach dotarli, kumpel podziękował, przyniósł Ericowi obiecane piwka i gdy Stones miał już ruszać, usłyszał w głośnikach, że ktoś do niego dzwonił.
Maelle?
Nie spodziewał się telefonu od niej.
- Halo? Co tam? - spytał zaskoczonym tonem, ruszając spod mieszkania kumpla, bo chciał jak najprędzej wrócić do domu, żeby rzucić się na kanapę albo od razu do łóżka i odlecieć do krainy snów - lecz raczej nie będzie mu to niestety dane. Mimo wszystko miał nadzieję, że Maelle po prostu chciała pogadać lub potrzebowała podwózki, a ponieważ on miał w aucie zestaw głośnomówiący, to nie musiał trzymać telefonu przed buzią. Wolał nie dostać mandatu, bo bardzo lubił swoje autko oraz lubił jeździć. Aż się uśmiechnął do samego siebie, gdy przypomniał sobie swoje nocne jazdy po mieście.
- Gdzie jesteś? - spytał nagle, bo zdawało mu się, że słyszał u niej samochody, tj. przejeżdżające obok niej. I nie brzmiały tak, jakby były za oknem…

Maelle Lennox
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”