ODPOWIEDZ
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Quiero servir de inspiración
Quiero ser carne de cañón


Krzyki… płacz… dźwięki urządzeń szpitalnych wybrzmiewały w jego głowie. Dzisiejsza zmiana była brutalna już od samego początku. Zaczął o czwartej nad ranem... miał za sobą już trzy przypadki urazów głowy. Na szczęście obyło się bez poważniejszych operacji czy zabiegów, jednak sam fakt, że w środowy poranek było ich aż tyle, wydawał się niezrozumiały. Zazwyczaj takie natężenie przypadków przypadało na święta, a to był przecież środek tygodnia. Bał się nawet myśleć, jak będą wyglądały jego dyżury podczas Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Chociaż… czy do tamtego czasu w ogóle będzie jeszcze w stanie operować? Na razie czuł się w miarę dobrze... pomimo sporadycznych migren i bólów głowy, które tłumił tabletkami albo - coraz częściej - whisky po pracy. Odpowiedzialne? Oczywiście, że nie. Ale co miał do stracenia? Nic. Nikt na niego w domu nie czekał. Wracał do pustego mieszkania, a jego przyjaciele o niczym nie wiedzieli, a młoda panna Torres, z którą miał przelotny romans, zniknęła z jego życia tak szybko, jak się w nim pojawiła. Zostały mu tylko długie zmiany, sporadyczne wypady na tańce z Marią i picie z kolegami po fachu. Będąc zajętym, nie miał czasu myśleć, że chodzi z tykającą bombą w głowie.

Wychodząc z sali, umył dłonie, zdjął fartuch i rękawiczki, po czym wrzucił je do kosza przy wyjściu. Ruszył przed siebie, gdy nagle rezydent trzeciego roku, Robbins, podbiegł do niego jak oszalały. - Doktorze Garcia, mamy kolejny przypadek! - Ezequiel spojrzał na niego mrużąc oczy, - Przypadek? - prychnął z dezaprobatą, - Yyy… tak, to znaczy nie… pacjentka - poprawił się spanikowany. Garcia zatrzymał się i zmierzył go spojrzeniem. - Uspokój się. Oddychaj i mów, co się dzieje.
- Dziewczynka, osiem lat. Przywieźli ją ze szkoły. Podobno jakiś chłopak wpadł na nią z impetem. Na chwilę straciła przytomność. - Garcia zmarszczył brwi, wyrwał notatki z jego ręki i ruszył szybkim krokiem w stronę pacjentki. Po chwili zobaczył dziewczynkę leżącą na łóżku, z założonym kołnierzem ortopedycznym. Na jego twarzy pojawił się łagodny, profesjonalny uśmiech i podszedł bliżej. - Panienka Addams? Jak się czujesz? Jestem doktor Garcia. Za chwilę zabierzemy cię na tomografię komputerową głowy. To takie badanie, w którym będziesz musiała leżeć nieruchomo. Ale nie martw się... będę do ciebie mówił cały czas, dobrze? - Przysunął krzesło i usiadł przy niej. Dziewczynka lekko kiwnęła głową. Ezequiel uniósł dłoń i zaczął powoli przesuwać palec przed jej oczami, obserwując reakcję źrenic. - Dobrze… Wiesz, jak masz na imię?
- … - nie odezwała się.
Po chwili pokazał kolejno palce. - Ile widzisz? - Zmienił układ.. jeden, cztery, trzy. Nagle za jego plecami rozległy się podniesione głosy. - Proszę chwilę poczekać! Lekarz właśnie bada córkę!
Garcia westchnął cicho, odsunął zasłonę i zobaczył szczupłą... i, trzeba przyznać, atrakcyjną... kobietę. Spojrzał na pielęgniarkę - Collins, na litość boską, proszę ją przepuścić skoro to matka dziewczynki. - Następnie zwrócił się do kobiety spokojniejszym tonem, - Doktor Garcia. Prowadzę badanie pani córki. Proszę się z nią przywitać... za chwilę zabierzemy ją na dalszą diagnostykę. Będę cały czas obok, więc mogę wszystko wyjaśnić.

matka pacjentki
40 y/o
For good luck!
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała szczerą nadzieję, że słońce w pokoju jej brata będzie zawsze świeciło mu w oczy. Rano była gotowa do spędzenia spokojnego przedpołudnia na kawie, z książką o biznesie w dłoni. Sama lektura okazała się być aż zbyt naiwna i co ciekawsze infantylne wnioski podkreślała markerem, całkiem nieźle się bawiąc. Nie wierzyła czasem w głupotę ludzi, zwłaszcza tych uważających, że kluczem do osiągnięcia sukcesu jest bycie miłym dla pracowników i osób współpracujących jako najważniejszych składowych udanego przedsięwzięcia. Niemal prychała, gdy to widziała.
I zapewne ten dzień potoczyłby się dalej swoim rytmem: poszłaby do rodzinnej firmy sprawdzić czy dokumenty są na pewno dobrze wypełnione i czy nic nie wskazuje nadchodzących problemów, odebrałaby Vesper ze szkoły (dalej nie wiedziała co w nią wstąpiło, że zgodziła się w ogóle na pomysł córki o uczęszczaniu do publicznej szkoły. Chociaż dalej bawiło ją mocno, że średnio raz na tydzień musiała osobiście udawać się do placówki, bo młoda Addamsówna była godnym potomkiem jej rodziny i nauczyciele nie dawali sobie z nią rady), a potem zapewne spędziłaby miły wieczór z resztą rodzeństwa, aby ostatecznie wyruszyć na zmianę w klubie. Plany te zostały jednak zweryfikowane przez telefon ze szkoły dziewczynki. Krew zawrzała w jej żyłach, gdy usłyszała o wypadku i szpitalu. Lodowato zapytała o dokładny szpital i nie zamierzała zostawić tej sprawy w spokoju ani słuchać tłumaczeń kobiety po drugiej stronie telefonu. Jej córka była ważniejsza, tym mogła zająć się później.
Stukot jej obcasów rozbrzmiewał miarowo i szybko, gdy zdenerwowana szła zobaczyć i zweryfikować sama co się działo u Vesper i czy wszystko z nią w porządku. Kochała swoją rodzinę i bliskich, ale to córka była dla niej najważniejsza i byłaby skłonna spalić całą szkołę z ludźmi w środku, gdyby tylko stało jej się coś poważniejszego. W środku wrzała z gniewu i strachu o dziewczynkę, chociaż na zewnątrz nie okazywała tego mocno i mogła sprawiać wrażenie lodowatej.
Gdy pielęgniarka próbowała ją powstrzymać zwróciła część uwagi na nią.
Jestem naprawdę urzeczona faktem, że lekarz decyduje się wykonywać swoje obowiązki wobec pacjentów zamiast pić kawę w swoim gabinecie- odpowiedziała chłodno mrużąc oczy. Jeśli ta kobieta myślała, że będzie usłużnie czekać i załamywać ręce to się grubo myliła. Irytował ją jej podniesiony głos i trzymanie się procedur. Już miała przepchnąć kobietę w bok bez większych ceregieli, gdy chyba jedyny myślący członek personelu powiedział, aby ją przepuścić. Kiwnęła głową na powitanie. Rejestrowała jego słowa, ale była bardziej zainteresowana córką. Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać informacji o przywitaniu się z dziewczynką. Jej zimna postawa niemal natychmiast wyparowała, ustępując miejsca uldze. przykucnęła przy łóżku i delikatnie odgarnęła włosy dziecka z czoła, w rzadko okazywanym publicznie wyrazie troski i opiekuńczości. - Cześć nietoperku - powiedziała czule i delikatnie przytrzymała głowę dziecka w jednym miejscu, gdy próbowała obrócić się w jej stronę. - Nie wierć się, mówiłam ci, że szkoła to zdecydowanie nie jest dobry pomysł, mały uparciuchu - niemal przewróciła oczami. Upór miała niestety po niej.
– Mamo… - serce kobiety ścisnęło się na cichy szept, ale widząc, że brunetka chce coś dodać pochyliła się nad nią mocniej. - Wbiłam mu łokieć, gdy na mnie wpadał - wyszeptała z dumą, a Larva pokręciła głową z rozbawieniem
Czy wszystko będzie z nią w porządku? I co zamierza Pan dalej z nią zrobić? Będę wdzięczna za wszystkie wyjaśnienia, postaram się nadążyć.

pan doktor
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez krótką chwilę nie odpowiedział. Słyszał jej chłodny, opanowany ton i widział, jak momentalnie mięknie przy córce. Interesujące. Nie powinien był o tym myśleć, nie teraz, nie przy ośmioletniej pacjentce z urazem głowy. A jednak przemknęło mu to przez myśl, po czym dodał - Na razie zamierzam nie robić z nią nic dramatycznego, pani Addams- powiedział spokojnie, odsuwając się nieznacznie, żeby dać jej przestrzeń przy córce, ale nie na tyle, by stracić kontrolę nad badaniem. - Co w szpitalu, proszę mi wierzyć, jest zazwyczaj dobrą wiadomością.- Spojrzał na Vesper, a kącik jego ust drgnął bardzo delikatnie, kiedy usłyszał o łokciu.- A informację o łokciu uznam za… klinicznie nieistotną, dopóki nie przywiozą mi tutaj drugiego dziecka z obrażeniami żeber - rzucił sucho, bardziej do dziewczynki niż do jej matki, po czym uniósł brew. - Ale proszę się tym na razie nie chwalić pielęgniarkom. Są bardziej pamiętliwe niż lekarze.

Vesper, mimo zmęczenia i ogólnego otępienia po uderzeniu, wydawała się przez sekundę niemal dumna. Garcia odnotował to w myślach równie odruchowo, jak wszystko inne. Kontakt logiczny zachowany. Reakcja na bodźce prawidłowa. Mowa cicha, ale obecna. Dobrze. Na razie dobrze. - Proszę nie pozwalać jej obracać głowy - dodał zaraz, spoglądając na kobietę - Kołnierz jest założony profilaktycznie, dopóki nie wykluczymy urazu odcinka szyjnego. Wiem, że chce być bliżej pani, ale przez najbliższe kilkanaście minut potrzebuję, żeby była możliwie nieruchomo. - Przesunął spojrzeniem po dokumentacji, którą wciąż trzymał w dłoni, potem wrócił wzrokiem do kobiety. - Straciła przytomność, więc zrobimy tomografię głowy. Chcę wykluczyć krwawienie, obrzęk albo złamanie. Sprawdzimy też szyję. Jeśli obraz będzie czysty, najpewniej skończy się na obserwacji i wstrząśnieniu mózgu. Jeśli nie, od razu panią poinformuję - Nie lubił obiecywać rodzinom, że wszystko będzie dobrze, zanim miał przed sobą obrazy badań. To była jedna z tych fraz, które dobrze brzmiały tylko w serialach medycznych i na kartkach z życzeniami. W rzeczywistości medycyna nie była zbudowana z zapewnień. Była zbudowana z faktów, obserwacji i paskudnie długiego oczekiwania na wyniki. Uniósł wzrok znad karty i spojrzał na matkę dziewczynki uważniej. - Po badaniu zostanie na obserwacji. Będziemy monitorować ból głowy, nudności.

Robbins stał obok jak cień, zdecydowanie zbyt spięty, więc Garcia nawet na niego nie patrząc rzucił, - Robbins, proszę zadzwonić na radiologię i upewnić się, że CT jest gotowe. Głowa i szyja. Teraz, nie za dwadzieścia minut. - Tak, doktorze - rezydent niemal podskoczył i odszedł szybkim krokiem. Ezequiel odprowadził go wzrokiem tylko przez ułamek sekundy, po czym znów skupił się na dziewczynce. Przysunął się bliżej, - Vesper, posłuchaj mnie uważnie, dobrze? - powiedział spokojnym głosem.- Za chwilę zabierzemy cię na badanie. Masz tylko leżeć bardzo nieruchomo i nie próbować udowadniać nikomu, że potrafisz walczyć łokciami w kołnierzu ortopedycznym. To może poczekać do czasu, aż wypiszę cię do domu. - Potem zerknął na panią Addams - Pani może z nią iść do radiologii, ale przy samym skanie będzie musiała pani stanąć tam, gdzie powie technik. Jeśli będzie pani próbowała negocjować z technikiem, przegra pani. Oni są gorsi ode mnie.-Na jego twarzy przemknął cień uśmiechu. Zerknął jeszcze raz na Vesper, potem na jej matkę. Przez sekundę ból za skronią pulsował mu mocniej.. nachalniej. Zignorował go. Oczywiście, że zignorował. Miał przed sobą dziecko, przerażoną matkę udającą lodowiec i oddział, który tego dnia najwyraźniej postanowił sprawdzić, ile dokładnie człowiek może unieść, zanim pęknie. - Ma pani jakieś informacje, które mogą mi pomóc? - zapytał już ciszej. - Choroby przewlekłe? Leki? Alergie? Wcześniejsze urazy głowy?Cokolwiek, co powinienem wiedzieć, zanim wsadzimy pani małą kopię do tomografu?

pani Addams
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”