ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

#5
Now I see fire
Inside the mountain
And I see fire
Burning the trees
And I see fire
Hollowing souls
Znalezienie tego miejsca było dla Erin jak powiew świeżego powietrza. Magicznie też zbiegło się z nadejściem wiosny, której bardzo wyczekiwała. Co prawda burleska raczej nie pasowała do przyszłej mamy, a brzuch już był widoczny, niemniej kontrolę nad sytuacją przejęła już Rae, czyli sceniczna wersja Erin.
Do tego klubu trafiła przez przypadek, wieczorem wychodząc z Joshem - zabawnie było patrzeć, jak peszył się widząc nieprzystojne tańce pani przebranej za seksowną pszczółkę. Sama nawet nie wiedziała, kiedy wieczorna randka zamieniła się w rozmowę z właścicielem lokalu, który trochę zaintrygowany Erin w końcu przeszedł na tematy zawodowe. I tak, nasza Rae musiała przygotować koncert dla klubu z burleską. A właściwie show!
I tak po raz pierwszy od wielu tygodni, z rumieńcami na policzkach, wyszła na scenę słysząc brawa, jeszcze zachowawcze. Potem zaśpiewała głosem, który nie miał prawa mieścić się w tym drobnym ciałku. Burza włosów robiła własne przedstawienie, reagując na każdy ruch długiej szyi. A publiczność, szczególnie męska reagowała coraz intensywniej na każde spojrzenie i uśmiech.
A w przerwie miedzy utworami po prostu rozmawiała. Naturalnie, kąśliwie, żartobliwie. Wciągała widzów w swój świat, zamieniając z kilkoma kilka zdań. Przenosząc ich w dawne czasy elegancją i swoim południowym akcentem.
- My darling hwhat do you do here with that georgious girl?
Oh! It's your wife! How lovely!
Gurl, you took him here for a date? You have children? Oh, you do! That's why...

Na scenie odzyskiwała koloryt Nowego Orleanu i samą siebie z tamtego miejsca, bo przecież nie czasów. Od jej przeprowadzki minęło raptem kilka miesięcy.
Występ zakończyła finałowym kawałkiem, który pozwolił jej wyzwolić cały potencjał jej głosu. Więc kiedy wybrzmiała ostatnia fraza piosenki, jako punkt kulminacyjny, na moment zapadła cisza. Dopiero po przedłużającej się chwili zaczęły się brawa i gwizdy. Żartem o tym, że z powodów ciąży przebywanie w tak gorącej atmosferze jest dla niej niewskazane i oddała scenę kolejnym artystkom, które szykowały już swoje kabaretowe przedstawienie. Zaś sama zeszła ze sceny i jeszcze w swoim scenicznym kostiumie. Wprawne oko, które nie było skupione na scenie mogło zobaczyć, jak na moment z twarzy Erin spada maska Rae. Głębszy oddech sprawił, że twarz rozluźniła się, a sceniczny uśmiech zastąpił czuły, kiedy obejmowała dłońmi swój jeszcze niewielki, ale już widoczny brzuch ciążowy. Westchnęła czując, że występy jednak kosztują ją więcej siły, niż te cztery miesiące temu i usiadła przy barze zamawiając dla siebie lemoniadę. Chciała jeszcze chwilę chłonąć atmosferę tego miejsca, bo nie miała za wiele okazji do występów.

Erika Lindberg
Żejmi/Maxio
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzeba było przyznać, że kto jak kto, ale Lindberg akurat bywała w wielu różnych kolorowych punktach na mapie Toronto. O ile rzecz jasna miała na to czas pomiędzy pracą nad podcastem, odbębnianiem obowiązków edytorki, a w wolnej chwili nie dopadało jej zbyt wielkie lenistwo.
Z pewnością jednak można było się nad nią natknąć w takich miejscach jak klubiki komediowe, lokale dla tęczowej społeczności czy zwyczajne miejsca goszczące w swoich progach wyjątkowych artystów. Nieważne czy chodziło o niszowy zespół rockowy, rozchwytywaną drag queen czy królową burleski: lubiła patrzeć na artystów, których działalność ją w jakiś sposób inspirowała.
Tego wieczoru miała podziwiać akurat występ pań, które miały zmysłowo zrzucać z siebie wymyślne ubrania składające się w głównej mierze z gorsetów, tiulów, koronek oraz ogromnej masy cekinów. Wiedziała na co się pisze. Przynajmniej w teorii, bo jednak poza niezwykle pięknymi tancerkami w różnych rozmiarach, mogła podziwiać także występ pewnej niezwykle utalentowanej piosenkarki, która rozgrzewała publiczność swoim wokalem oraz dowcipną osobowością.
Na ogół nie słuchała zbyt wiele jazzu. Oczywiście znała całkiem sporo przebojów z tego gatunku, ale nie były to jej wiodące rytmy. Bawiła się jednak na pewno przednio. Nawet jeśli sama nie pasowała wizualnie zbytnio do tego miejsca przez dosyć skromny acz elegancki strój w odcieniach stonowanej czerni... Bo właśnie tego miała najwięcej w swojej szafie.
Obserwowała uważnie ruchy artystki, a kiedy tylko zeszła ze sceny, Erika postanowiła na chwilę przysiąść się do Rae. Wpierw jednak zezwoliła na to, aby kobieta odetchnęła i wzięła ożywczy łyk zimnej lemoniady.
- Naprawdę dajesz czadu na scenie. W starożytności rozbijałabyś swoim śpiewem statki na skałach - skomplementowała ją w może i nieco nietypowy sposób, ale czy cokolwiek było typowe, gdy chodziło o Lindberg?
Potrafiła ją sobie wyobrazić jako kuszącą syrenę na Morzu Śródziemnym. Na pewno uwiodłaby niejednego marynarza i sprawiła, że obrałby śmiertelny kurs byle tylko znaleźć się bliżej tej czarującej artystki.

Erin St. Clair
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Niby spodziewała się tego, że ktoś do niej zagada, ale mimo wszystko zawsze wydawała się zaskoczona, kiedy ktoś ją po występie zaczepiał. Odwróciła się do Eriki na tyle gwałtownie, że burza jej loczków przez moment tańczyła, kradnąc show dziewczynom na scenie. Na jej buzi pojawił się naturalny i ciepły uśmiech. Niby taki sam, a jednak zupełnie inny niż na scenie. Zatrzymała spojrzenie na dłużej, przyglądając się uśmiechowi i buzi Eriki. Komplement był na tyle ciekawy, że na chwilkę ją zatkało.
- Och dzięki! To chyba najciekawszy komplement, jaki w życiu słyszałam! - powiedziała, ciekawie przyglądając się dziewczynie, która koło niej stała.
Zazwyczaj to panowie przychodzili z miłym słowem. Trochę jak w starych filmach, kiedy wracasz po występie do garderoby, a tam czeka starszy milioner z wielkim bukietem kwiatów. No dobra, takich przygód akurat nigdy nie miała, ale byłoby miło. Musi o tym kiedyś opowiedzieć Joshowi. Burleska sprzyja odgrywaniu scenek.
- Bardzo się cieszę, że Ci się podobało, to mój pierwszy występ po przeprowadzce...
Najwyraźniej chciała mówić dalej, ale urwała tutaj, sięgając po lemoniadę. Podekscytowanie występem trochę za bardzo ją poniosło, dlatego zatkała własnego dzioba szklanką i upiła spory łyk kwaśnego płynu, który zmusił jej ślinianki do intensywnej, nieco bolesnej pracy. Odbiło się to delikatnym, rozbawionym skrzywieniem na jej twarzy.
- Pomysł godny plakatu! - zmieniła temat po odstawieniu szklanki, wracając do rozmowy o starożytności. - Ja z rybim ogonem siedząca na skale, w okół rozbijające się fale i szczątki porozbijanych okrętów. Tylko chyba brzuch by mi przeszkadzał, bo syreny siedzą raczej seksownie na skałach, nie?
Rety, Mała, znowu paplasz...
Jej dłonie oparły się na ciążowym brzuszku, jakby chciała przekazać swojemu dziecku, że nie jest przeszkodą w niczym.

Erika Lindberg
Żejmi/Maxio
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zaczepiała każdego. W tym momencie jednak czuła, że może sobie na to bez większego problemu pozwolić. Liczyła też na to, że ewentualnie wyczuje moment, w którym Erin mogłaby sobie życzyć, aby jednak zostawić ją w spokoju. Wiedziała, że każdy miał swój własny sposób na to, aby odetchnąć lub też napawać się swoim występem tuż po jego zakończeniu.
- Proszę cię. Nawet nie próbowałabym cię karmić jakimiś banałami, które słyszysz na co dzień - zapewniła ją, bo zapewne wszystkie z nich musiały się po pewnym czasie zlewać w jedno i nie niosły ze sobą takiej samej mocy.
Najważniejsze, że kobieta się uśmiechnęła i usłyszała coś, co może przez dłuższy czas zostanie z nią i będzie przywoływało kolejne fale wesołości, gdy tylko sobie przypomni o tej dziwnej wymianie zdań. Przynajmniej na to liczyła Lindberg.
- I jak wrażenia? Toronto spełnia twoje wymagania? - zapytała zaciekawiona.
Z tego, co widziała wymalowane na jej twarzy to chyba dokładnie tak było, ale wolała się upewnić. Na pewno Toronto daleko było do barwnego Nowego Orleanu, który stał na jazzie, voodoo i kreolskiej kuchni chociażby. W porównaniu z nim stolica Ontario wydawała się być naprawdę nudna i pozbawiona magii.
- Nie wiem czy by przeszkadzał. Na pewno zależy od tego w jaki koncept chciałabyś pójść. Można zrobić coś uber-sexy. Luizjańska Syrena, która przyniesie ci zgubę... Albo też wpleść w to jakieś elementy macierzyństwa. Narodziny Syreny brzmi całkiem dobrze. Jak nazwa albumu - podsunęła jej, a z takim tekstem na pewno na okładce mogłaby z tym rybim ogonem lepiej wyeksponować brzuszek i ułożyć na nim dłonie tak jak robiła to w tym momencie.

Erin St. Clair
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
28 y/o
For good luck!
159 cm
śpiewam i gram na nerwach pewnego doktora
Awatar użytkownika
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Niby spodziewała się tego, że ktoś do niej zagada, ale mimo wszystko zawsze wydawała się zaskoczona, kiedy ktoś ją po występie zaczepiał. Odwróciła się do Eriki na tyle gwałtownie, że burza jej loczków przez moment tańczyła, kradnąc show dziewczynom na scenie. Na jej buzi pojawił się naturalny i ciepły uśmiech, niby taki sam, a jednak zupełnie inny niż na scenie. Zatrzymała spojrzenie na dłużej, przyglądając się uśmiechowi i buzi Eriki. Komplement był na tyle ciekawy, że na chwilkę ją zatkało.
- Och, dzięki! To chyba najciekawszy komplement, jaki w życiu słyszałam! - powiedziała, ciekawie przyglądając się dziewczynie, która koło niej stała.
Zazwyczaj to panowie przychodzili z miłym słowem. Trochę jak w starych filmach, kiedy wracasz po występie do garderoby, a tam czeka starszy milioner z wielkim bukietem kwiatów. No dobra, takich przygód akurat nigdy nie miała, ale byłoby miło. Musi o tym kiedyś opowiedzieć Joshowi. Burleska sprzyja odgrywaniu scenek.
- To bardzo miłe... Musisz mieć piękną duszę, skoro w taki sposób postrzegasz świat. - zauważyła, poprawiając się na swoim stołku, który w jej stanie wcale nie należał do najwygodniejszych.
Czarne oczy odruchowo poszukały jakiegoś miejsca, w którym mogłyby usiąść wygodniej. Tym bardziej, że występ na scenie potrafił zaaferować nawet dziewczyny swoją dowcipnością i nieprzyzwoitością.
- To długi temat... Masz pół wieczoru? - zapytała, zsuwając się ze swojego siedzenia.
Przeciągnęła się, próbując rozciągnąć lędźwie. Niby nie była bardzo zaawansowana w ciąży, ale przy jej sylwetce jednak dawało się to we znaki.
- Chodź, usiądziemy tam... - wskazała jedną z lóż, która była wolna, i ruszyła w tamtą stronę.
W połowie kroku zatrzymała się i wyciągnęła rękę w kierunku baru, by sięgnąć po swoją lemoniadę.
- Tak będzie zdecydowanie lepiej. - dodała wyjaśniająco i po chwili obie dziewczyny mogły już wygodniej usiąść w miejscu, które było trochę cichsze i nie rozpraszało wszystkich zmysłów po kolei.
- Przyjechałam tutaj do narzeczonego... - zaczęła tłumaczyć, sama zastanawiając się, dlaczego tak bardzo się otwiera.
Może to porównanie do syreny? W duszy Eriki było coś, co przyciągało duszę Erin.
- Więc generalnie spełnia. Ale to miasto jest zupełnie inne od Nowego Orleanu. Przede wszystkim jest tutaj strasznie zimno.
Przeciągnęła przedostatnie słowo, dając upust swojej zimowej frustracji. Uciekła spojrzeniem od Eriki, a jej oczy na moment przygasły, kiedy dalej zastanawiała się nad jej pytaniem.
Tak... Było wspaniale... Ale jednocześnie całkowicie zmieniła swoje życie. I miało się zmienić jeszcze bardziej, już za kilka miesięcy.
Pokiwała głową, troszkę nieobecna, ale słuchała pomysłów na plakat. Wreszcie podniosła spojrzenie i uśmiechnęła się do rozmówczyni.
- Masz rację, narodziny syreny to bardzo dobry tytuł. - złapała zmianę tematu, odzyskując lekkość.

Erika Lindberg
Żejmi/Maxio
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”