
- naturalnie posiada prawo jazdy, ponieważ przemieszczanie się po okolicach rodzinnego Winnipeg byłoby trudne bez pojazdu bogatego w cztery koła. Jest raczej dobrym kierowcą, choć nie lubi przekraczać 100km/h i wzbrania się czterema rękami i nogami przed parkowaniem równoległym
- biegle posługuje się - oprócz rodzimego języka - również fińskim oraz niemieckim, z których w wolnym czasie udziela korepetycji
- potrafi szydełkować, haftować, dziergać na drutach a także całkiem sprawnie przyszywa każdy rodzaj guzika
- jest ogromnie kreatywna, doskonale sprawdza się w roli nauczycielki wczesnoszkolnej i przedszkolnej. Wymyślanie zabaw i aktywności dla dzieciaków jest najlepszym elementem jej dnia, nawet jeśli nie zawsze jest to proste i często wymaga sporego gimnastykowania się. Ma anielską cierpliwość a każdą sytuację ratuje uśmiechem i spokojem, co sprawia że podopieczni przepadają za spędzonym z nią czasem
- potrafi jeździć na łyżwach figurowych, często robi furrorę w okresie zimowym ze względu na umiejętność bardzo płynnego poruszania się po lodzie, wzbogaconego o obroty i proste skoki, niewymagające od niej zbyt dużego wysiłku
- stresujące sytuacje i takie nad którymi traci kontrolę wywołują u niej znacznie bardziej nasilone reakcje niż u innych osób. Często w newralgicznych momentach doznaje duszności, uciążliwej i uniemożliwiającej normalne funkcjonowanie. Powyższy stan jest związany bezpośrednio z jej chorobą, na co nie ma żadnego wpływu, choćby nie wiem jak bardzo chciała
- nadmierny poziom empatii oraz utożsamiania się z problemami innych ludzi często prowadzi ją do przekraczania granic własnego komfortu, spoufalania się i poświęceń dla innych kosztem swojego zdrowia, zarówno psychicznego jak i fizycznego. Jest świadoma tego zjawiska i realnie pracuje nad sobą, jednakże nauka ochrony siebie jest w jej przypadku niezwykle mozolna
- nie znosi wysokości oraz latania samolotem, zmiany ciśnienia oraz sam fakt przebywania na "ponadtysięcznym" metrze wywołuje w niej lęk i dyskomfort. Preferuje typowo lądowe formy transportu.
- ma uczulenie na orzechy, ananasy, kiwi oraz małże - alergia jest łagodna w objawach, głównie dotyczy lekkiej wysypki na twarzy oraz zaczerwienienia w okolicy policzków i ust, niemniej unika powyższych produktów jak ognia
- nie jest jej po drodze z pływaniem i spędzaniem czasu na łodziach, jachtach, promach - choroba morska to jej drugie imię
- uznaje siebie za absolutne beztalencie muzyczne, nie potrafi grać na żadnym instrumencie a nauka nut jest katorgą nie do przeskoczenia
Jak minął tydzień? zapytał spokojnie, jak gdyby nigdy nic pozwalając sobie na łagodny uśmiech. Jego oblicze i zachowanie było bardzo spokojne, dla Neeve wręcz kojące i zacierające lekkie zmieszanie sytuacją, w której się znajdowała.
Młoda dziewczyna naciągnęła rękawy na dłonie i oparła łokcie o kolana, lekko pochylając drobną sylwetkę do przodu.
Próbuję zebrać wszystko w całość odpowiedziała krótko i zwięźle, przyglądając się uważnie siedzącemu naprzeciw mężczyźnie Nowa praca, nowi lekarze, nowe mieszkanie... nieco zbyt wiele nowości jak na tak krótki okres czasu. Nie przepadam za takim bałaganem dodała po krótkiej chwili milczenia, opierając się plecami o miękkie oparcie fotela, nie spuszczając wzroku z rozmówcy.
Mężczyzna pokiwał głową i uniósł lekko notatnik, zerkając na spisane przez siebie krótkie hasła, lekko marszcząc czoło Ostatnim razem rozmawialiśmy sporo o tym, jak wiele zamieszania wprowadziła przeprowadzka powiedział spokojnym głosem, unosząc spojrzenie na siedzącą naprzeciw Neeve czy kontaktowałaś się ze swoim ojcem? zapytał, skupiając na niej uwagę w cierpliwym oczekiwaniu na odpowiedź. Neeve odchrząknęła i pokiwała przecząco głową, odgarniając niesforny kosmyk lekko lokujących się włosów za ucho.
Nie, nie dzwoniłam do niego odpowiedziała prędko wybrałam numer, przemyślałam pierwsze kilka zdań jakie chciałabym powiedzieć i ostatecznie nie rozpoczęłam połączenia. Mój instynkt samozachowawczy najwyraźniej uznał, że to jeszcze nie ten moment tu uśmiechnęła się blado, jakby rozładowująco na wzbierający się w niej niepokój.
Mężczyzna pokiwał wolno głową w geście zrozumienia i splótł palce obu dłoni, kładąc je na notatniku leżącym na jego kolanach. Czy w takich sytuacjach jak ta tęsknisz za Winnipeg? zapytał, powoli obracając pióro we własnych palcach, ledwie zauważalnie dla dziewczyny.
Neeve na dźwięk tego pytania cichutko westchnęła i spoglądnęła przed siebie, unikając przez chwilę spojrzenia terapeuty. Wbiła własny wzrok w jeden z wiszących w gabinecie obrazów, pozwalając sobie na chwilę milczenia. Dopiero po dobrych kilku sekundach wróciła spojrzeniem na oblicze czterdziestolatka, postanawiając wysilić się na odpowiedź.
Trochę odrzekła, natomiast wiedziała że tym razem krótka odpowiedź zdecydowanie nie będzie wystarczająca, a dalsza ucieczka przed opowiedzeniem o swoich rodzinnych stronach z pewnością nie popchnie procesu do przodu. Wzięła głęboki wdech, co nie umknęło uwadze terapeuty, po czym ponownie pochyliła się nieco ku przodowi, zakładając nogę na nogę. Mężczyzna milczał widząc, że dziewczyna intensywnie zastanawia się nad następnymi słowami.
Tęsknię, ale za konkretnymi okresami, nie za całokształtem. Rollercoaster emocjonalny w Winniepeg zdecydowanie nie sprzyjał dorastaniu, tego możemy być pewni... Pierwsze lata swojego życia wspominam raczej dobrze, choć jak dużo do szczęścia potrzeba kilkuletniemu dziecku? Wychowywałam się na zmianę z dziadkami i rodzicami. Wydarzenia z tamtych lat są raczej zamglone, ale przebłyski to w głównej mierze cudowny czas spędzony z babcią i dziadkiem na peryferiach miasta, do których jeździłam co weekend. Tydzień roboczy spędzałam w domu rodzinnym kilkanaście kilometrów dalej, początkowo z obojgiem rodziców oraz starszą siostrą, Nyx. Pamiętam, że w tamtym czasie nie dogadywałyśmy się zbyt dobrze, prawdopodobnie ze względu na prawie pięcioletnią różnicę wieku... Nyx miała swoje priorytety, sporo wykraczające ponad moje ówczesne zainteresowania i ciągłą potrzebę zabawy. Cóż, z perspektywy czasu nie należy się temu dziwić, w końcu pięć lat to dość znacząca przepaść jak na tamten okres życia... Nie spędzałyśmy ze wiele czasu, choć kojarzę że zabiegałam - na swój dziecięcy sposób - o kontakt, niestety bez większego efektu. Rodzice nie ingerowali w relacje między mną a siostrą, skupieni byli raczej na własnych problemach, których nie brakowało. Odkąd tylko pamiętam nasz dom przesiąknięty był sprzeczkami, cichymi dniami, bierną agresją a pod sam już koniec, przed ich rozwodem, siarczystymi kłótniami których nawet nie starali się przed nami ukrywać. Kiedy skończyłam siedem lat po raz pierwszy zaczęłam zauważać, że moja matka nadużywa alkoholu. Pamiętam swój lęk i dyskomfort, gdy kładła mnie spać ledwo trzymając się na nogach, a bajki czytane na noc były trudne do zrozumienia ze względu na jej plączący się, bełkoczący głos. Pamiętam też ten zapach - odstręczający, ostry, mdły zapach alkoholu, który wiódł się za nią po całym domu, praktycznie cały czas. Przypominam sobie obrazy własnej matki zbierającej jajecznicę z podłogi gołymi rękoma, którą postanowiła przyszykować mnie i siostrze po uprzednim wypiciu blisko połowy butelki wódki; albo sytuacje, w których potykała się o stopnie na schodach, gdy niosła mnie na rękach do łóżka. Jestem w stanie przypomnieć sobie dźwięk zgrzytania własnych zębów i to uczucie niepokoju jakie zalewało mnie, gdy w trakcie nucenia mi kołysanki usypiała oparta o ścianę, chrapiąc i mówiąc przez sen. tu kobieta zatrzymała na chwilę swoje słowa, potrzebując wziąć głębszy oddech. Mężczyzna słuchał jej w ciszy, nie notując a jedynie wpatrując się naprzemiennie w jej oblicze i pustą kartkę notesu. Gdzie był ojciec w tamtych sytuacjach? zapytał korzystając z chwili pauzy, jaką Neeve zapoczątkowała.
Studiował. Wieczorowo odpowiedziała prędko, poprawiając się lekko na fotelu nie ukończył studiów ze względu na urodzenie się mojej starszej siostry, Nyx. Oboje mieli ledwie 18 lat, gdy moja matka zaszła w pierwszą ciążę. Od razu zdecydowali się na ślub, choć dziadkowie z obu stron nie byli zbyt przychylnie nastawieni do tego pomysłu. Ale tak, w te wieczory mojego ojca zazwyczaj nie było, a gdy wracał wcześniej i zastawał matkę w takim stanie wybuchała awantura. Głośna, siarczysta, agresywna awantura połączona z wylewaniem alkoholu do zlewu, przepychankami między nim a mamą, przekleństwami i niekiedy interwencją sąsiadów, którzy słysząc wrzaski dzwonili domofonem nawet o drugiej czy trzeciej w nocy zaniepokojeni, później grożąc że następnym razem wezwą policję. Ich groźby zwykle działały jedynie na krótką chwilę, to znaczy spokój trwał do rana, później przez parę godzin gdy mama była trzeźwa... a pod wieczór sytuacja zaczynała się na nowo. Nie zliczę sytuacji, gdy po ciemku szłam z nią za rękę do sklepu monopolowego, prosząc ją i płacząc, że chcę wrócić do domu i że boję się, że się przewróci. Mając sześć lat podtrzymywałam własną matkę w pionie, gdy traciła równowagę w drodze do sklepu. Już wtedy było mi absolutnie wstyd przed naszymi sąsiadami, którzy przyglądali się temu zazwyczaj bezczynnie, czasem jedynie zadając mi pytanie "czy wszystko w porządku..."
Całość powyższego skończyła się na jednym, konkretnym wieczorze - gdy moja matka ostentacyjnie, na oczach moich i Nyx cięła własną skórę po wewnętrznej stronie nadgarstka nożem tapetowym, wykrzykując przez telefon obelgi do naszego taty. Pamiętam jedynie widok tego nadgarstka oraz noża, późniejsze wydarzenia są jakby rozmyte. Wiele tygodni spędziłyśmy u dziadków, nie widziałyśmy wtedy mamy choć obie domagałyśmy się informacji na temat tego co się z nią dzieje. Miałam siedem lat gdy obwieszczono nam oficjalnie, że rodzice się rozwodzą, a następne miesiące kojarzę z wielokrotnymi wizytami u psychologa sądowego który skłaniał nas ku opowiadaniu tego wszystkiego od początku do końca, próbując jednocześnie wybadać z kim chcemy zamieszkać po rozwodzie. Z perspektywy czasu oczywistym było, że prawo rodzicielskie otrzyma nasz ojciec - jednak wiele się skomplikowało, ponieważ mama złożyła obszerne zeznania na tatę, jakoby ją bił i znęcał się na nią przez wiele lat, co miało doprowadzić do jej załamania psychicznego i problemów z alkoholem. Niewiele rozumiałyśmy z tego, co się działo - spędzałyśmy częściowo czas z ojcem, dziadkami jak i także z mamą i rodziną z jej strony, regularnie karmione oboma polami widzenia i co rusz nastawiane przeciwko temu "złemu" rodzicowi. Naturalne było, że jedna strona mówiła na drugą same najgorsze rzeczy, co generowało w nas absolutne poczucie zagubienia i prawie niemożliwy do uniesienia przez dziecko balast, kończący się stresowymi wymiotami i problemami ze snem czy nauką.
Sytuacja zakończyła się po około roku, gdy ostateczną rozprawą sądową pełną władzę rodzicielską otrzymał nasz tata. Dzień po rozprawie spotkałyśmy się z mamą w towarzystwie psychologa - pamiętam, że dała nam kilka prezentów, przytuliła bardzo mocno i obiecała zabrać na wakacje do Canmore... i to był ostatni raz, kiedy ją widziałyśmy. tu kolejna przerwa na złapanie tchu i otarcie pojedynczej łzy, która spłynęła po jej policzku. Delikatnie skubiąc skórki paznokci dziewczyna uniosła spojrzenie na oblicze terapeuty, który kończył notować zdanie.
Czy mama próbowała się z wami jakkolwiek kontaktować? zapytał niemal natychmiast, odkładając długopis.
Nie, to był nasz ostatni kontakt. Podobnie też nie odezwała się więcej do naszego ojca, w żaden sposób. Kilka lat później okazało się, że dzwoniła raz na czas do własnej mamy, jednakże bardzo sporadycznie i nie dążyła do tego aby wznowić kontakt ze mną i Nyx. odpowiedziała lekko drżącym głosem. Terapeuta skinął głową, pozwalając jej w ciszy zebrać myśli i kontynuować opowieść.
Nasz ojciec prędko poznał nową partnerkę, z którą związał się na lata. Sądzę, że moment odejścia naszej mamy zapoczątkował także proces odsuwania się naszego ojca od relacji ze mną i Nyx. Wszystko... wywróciło się absolutnie do góry nogami. Tata stał się chłodny, zamknięty w sobie, obojętny. Większość czasu spędzał raczej sam, milcząc i nie angażując w żadne aktywności z nami, prędzej skupiając własną uwagę na tworzeniu nowej relacji. Pamiętam, że byłam wtedy bardzo zdezorientowana i próbowałam za wszelką cenę przypodobać się zarówno jemu jak i jego partnerce, co zapewne wyglądało dość groteskowo jednak... poczucie samotności jako dziecko którego rodzice się rozwiedli, którego rodzina rozpadła się na drobne kawałki było przepotężne. Nie potrafiłyśmy sobie poradzić, co w późniejszym czasie wygenerowało sporo konfliktów, zwłaszcza między Nyx a naszą macochą. Kłóciły się niemal codziennie oraz o wszystko, a nasz ojciec nie reagował na to w żaden sposób. Prędko obie zaczęłyśmy odsuwać się od niego, przestając już zabiegać o uwagę której tak bardzo potrzebowałyśmy. W wieku nastoletnim obie przeprowadziłyśmy się do dziadków, gdzie czułyśmy namiastkę opieki i miłości.
Okres szkolny nie był dla mnie zbyt szczególny, pamiętam tylko swoją ogromną podatność na wpływy innych osób oraz to, jak paranoicznie próbowałam zaistnieć w towarzystwie i czuć się zauważana. Szybko sięgnęłam zarówno po papierosy, alkohol i inne używki jednak... złe samopoczucie tuż po ich spożyciu było tak duże, że prędko rezygnowałam z kontynuowania nałogów.
Jako nastolatko pamiętam też, że byłam kompletną "nogą" jeśli chodzi o sport. Miałam kompletnie zerową wydolność oddechową, nie nadążałam za rówieśnikami w trakcie gier zespołowych czy lekkoatletyki, poddawałam się bardzo prędko i każde zajęcia związane z wychowaniem fizycznym były katorgą. Po wysiłku bardzo długo dochodziłam do siebie, często kilka dni zanim przestawała boleć mnie głowa a duszność towarzyszyła mi nieustannie, nawet przy drobnym podbiegnięciu do autobusu.
Początkowo było to brane po prostu za brak kondycji, jednak gdy pojawiły się pierwsze omdlenia, sinienia na twarzy i końcówkach palców u rąk postanowiono nieco pochylić się nad problemem. Pierwszą diagnozą była anemia i lekka tachykardia co zrzucono na karb niedbałego odżywiania oraz łatwej podatności na stres ze względu na ciężkie przeżycia z dzieciństwa. Niestety problem nie ustępował i przez kolejny rok, a kulminacyjnym punktem była całkowita utrata przytomności i obudzenie się już na szpitalnym oddziale ratunkowym, gdzie dopiero zalecono szczegółowe badania kardiologiczne. Wyniki zarówno EKG jak i echokardiografii przemawiały za powoli rozwijającą się niewydolnością mięśnia sercowego, a biopsja dobiła gwóźdź do trumny. Generalnie moje serce postanowiło, że zamieni się w kłębek włóknika i tłuszczu... wzruszyła lekko ramionami, nie przestając skubać skórek wokół paznokci, próbując instynktownie rozładować rosnące wewnątrz siebie napięcie. Opuściła wzrok na własne dłonie, zauważając że kilka pomniejszych ranek lekko krwawi.
Kto był z Tobą w trakcie diagnozy? zapytał terapeuta, uważnie przyglądając się dziewczynie, a na jego ciepłym obliczu wymalował się wyraźny ślad współczucia, co nieco ośmieliło Neeve do dalszego opowiadania.
Siostra. I babcia. odpowiedziała prędko Mój tata również był, jednak zawsze gdzieś "z boku". Mówiąc po krótce tuż po rozwodzie postanowił założyć rodzinę z nową partnerką i jego priorytety zmieniły kolejność. Po kilku latach zabiegania o kontakt i prób "przypodobania się"... po prostu się poddałam. Jeszcze przed diagnozą zamieszkałam u babci i dziadka z jego strony, a Nyx prędko przeprowadziła się za mną. Tam czułyśmy się wysłuchane, bezpieczne i przede wszystkim zauważane, kochane. I także tam przeżywałam pierwsze chwile tuż po diagnozie. Niedługo później stan mojego serca zaczął się diametralnie pogarszać - wielokrotnie dochodziło do pojawiania się niebezpiecznych arytmii, częstoskurczy komorowych, bloków trzeciego stopnia, omdleń kończących się na SOR-ze i w karetce. Spędziłam wiele tygodni w szpitalu, łudząc się że wielokrotne kardiowersje bez i w znieczuleniu doprowadzą sytuację do porządku jednak... nie obyło się bez rozrusznika.
Od operacji jego umieszczenia jest względnie stabilnie, choć bywają gorsze dni. uśmiechnęła się blado, wspominając pobyt w szpitalu i w ułamku sekundy próbując rozmyć ów obraz w swojej głowie, przypominając sobie gorzko całą drogę diagnostyczną.
Jak wyglądała później codzienność? Już po operacji, diagnozie i stabilizacji choroby? zapytał mężczyzna, odkładając notatnik na stolik obok i poprawiając się w fotelu delikatnie, przyglądając się dziewczynie z uwagą.
Neeve wyciągnęła dłoń po szklankę wody, która stała naprzeciw niej. Napiła się łyk, milcząc przez krótką chwilę. Odłożyła szklankę i pozostając w lekkim pochyleniu omiotła pomieszczenie spojrzeniem brązowych oczu.
Spokojnie. Stabilnie. Zgodnie z odgórnymi zaleceniami. Unikać stresu, unikać nadmiernych emocji, przychodzić na kontrolę, brać leki. Szkołę skończyłam już bez większych trudności, na całe szczęście zwolniona dożywotnio z zajęć sportowych. Następnie poszłam w kierunku edukacji dzieci - zdobyłam dyplom Early Childhood Educator w Red River College Polytechnic a pół roku temu przeprowadziłam się już tutaj. powiedziała, zerkając ukradkiem na zegarek za plecami terapeuty wiedząc, że ich czas powoli dobiega końca.
Co z Nyx? Ojcem? Dziadkami? zapytał spokojnie, doskonale wiedząc o powoli upływającej już godzinie lecz chcąc domknąć kwestię rodzinną, zanim zakończą swoje spotkanie.
Nyx pracuje w Vancouver. Obrała drogę artystyczną, jest malarką i pracuje w centrum sztuki nowoczesnej. Mój ojciec pozostał w Winnipeg, nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej na jego temat. Dziadkowie... dziadek zmarł trzy lata temu na skutek powikłań po grypie. Babcia ma się fenomenalnie, jednak powoli nawiedzają ją objawy demencyjne. Czasem ciężko nam się rozmawia, ale wciąż chce dbać o mnie jak o najukochańszą wnusię tu dziewczyna w końcu zdobyła się na cieplejszy uśmiech, choć prędko zamgliło go nieco smutne spojrzenie, które opuściła na własne dłonie - pokładam w Toronto naprawdę duże nadzieje, zwłaszcza odkąd usłyszałam zdanie, że moje serce może być największą komplikacją mojego szczęścia - dodała i splotła palce rąk na kolanach, stawiając kropkę na tym zdaniu. Psychoterapeuta odpowiedział uśmiechem, po czym oparł się łokciami o kolana, pochylając nieco do przodu.
Neeve, dziękuję, że dziś tak otwarcie podzieliłaś się swoją historią. Widzę, że wymagało to od Ciebie sporo odwagi i energii. To, co słyszałem, to obraz absolutnie chaotycznego i emocjonalnie niestabilnego dzieciństwa. Dorastałaś w otoczeniu, w którym podstawowe poczucie bezpieczeństwa było regularnie naruszane – przez uzależnienie matki, głośne konflikty rodziców, a później przez nagłe odejście jednego z rodziców i stopniowe emocjonalne oddalenie się ojca. Jako dziecko często musiałaś pełnić rolę „małej dorosłej” – podtrzymywać mamę, ukrywać wstyd, radzić sobie z lękiem i poczuciem winy, którego żadne dziecko nie powinno dźwigać. Myślę, że możemy wyodrębnić kilka ważnych wzorców, które warto będzie przepracować:
Po pierwsze – silne poczucie samotności i niewystarczalności. Już jako mała dziewczynka nauczyłaś się, że miłość i uwaga są czymś, o co trzeba zabiegać, a i tak często ich nie ma. To mogło stworzyć przekonanie: „Muszę się bardzo starać, żeby ktoś mnie zauważył i pokochał, ale i tak mogę zostać odrzucona”. Widzę ślady tego przekonania w tym, jak opisujesz swoje próby przypodobania się tacie i macosze, a później – podatność na wpływy rówieśników w okresie nastoletnim.
Po drugie – trudność z regulacją emocji i tendencja do unikania. Kiedy pojawia się silny niepokój Twój „instynkt samozachowawczy” włącza tryb unikania. To całkowicie zrozumiała strategia, która kiedyś chroniła Cię przed kolejnym bólem. Problem w tym, że w dłuższej perspektywie to unikanie może utrzymywać lęk i poczucie niedokończonych spraw. Chroniczny stres, lęk i poczucie braku kontroli w dzieciństwie mogły realnie wpłynąć na rozwój problemów kardiologicznych. Dziś ważne jest, żebyśmy patrzyli na to holistycznie: jak Twoje obecne myśli i zachowania wpływają na poziom stresu i na pracę serca.
Na plus – widzę u Ciebie ogromną siłę. Mimo wszystkiego udało Ci się skończyć szkołę, zdobyć zawód, przeprowadzić się do nowego miasta i rozpocząć terapię. To nie jest przypadek. Masz w sobie zasoby – umiejętność refleksji, zdolność do budowania bezpiecznych relacji i determinację, żeby żyć inaczej niż w przeszłości. mężczyzna tu także postawił kropkę. Widzimy się za tydzień, prawda? zapytał jeszcze, a Neeve ponownie otarła policzki wierzchem dłoni, zdając sobie sprawę z tego jak silnie uderzyły w nią słowa terapeuty. Pokiwała twierdząco głową i uśmiechnęła się przez łzy. Tak, widzimy się za tydzień. odparła, po czym powoli zaczęła szykować się do opuszczenia pomieszczenia, które obecnie stało się nieco bardziej przyjazne, niż wydawało się być z samego początku wizyty.
- czuje absolutny lęk przed ludźmi będącymi pod wpływem alkoholu czy środków odurzających, unika ich jak ognia podobnie jak nie sięga po napoje wysokoprocentowe - zarówno ze względu na awersję jak i swoją chorobę i przyjmowane leki
- mieszka z dwoma zaadoptowanymi ze schroniska dla bezdomnych zwierząt kotami; mruczki to Maurycy i Andrii, są jej absolutnymi oczkami w głowie
- przynajmniej raz w miesiącu ma wizytę kontrolną u kardiologa, często widywać ją można z zamontowanym holterem ciśnieniowym lub EKG
