39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Powrót z wakacji był trudniejszy niż sądził. Wydawało mu się, że powrót do rzeczywistości będzie łatwiejszy. Inaczej, nie rzeczywistości, a po prostu codzienności. Pierwsza i największa zmiana była taka, że cholernie przyzwyczaił się do obecności Darcy w każdej minucie swojego dnia. Tak, po prostu za nią tęsknił. Pewnie dlatego dał jej kilka mniej lub bardziej subtelnych sygnałów, że to zamieszkanie razem może nie być dla nich wcale takim najgorszym wyjściem. Dał jej klucze do swojego apartamentu i całkiem naturalnie wyszło tak, że praktycznie zamieszkali razem. Tak, Darcy kilka razy w tygodniu spała u siebie czy w hotelu żeby po prostu od niego odpocząć, ale spędzała więcej nocy u niego niż gdziekolwiek indziej, co było cholernie przyjemne. Nie tylko dlatego, że mogli się kochać kilka razy dziennie, ale po prostu lubił budzić się obok niej. Swojej kobiety. Nawet jeśli nadal nie powiedzieli sobie tak oficjalnie kim dla siebie są, ani nie usłyszał tych magicznych dwóch słów w stosunku do siebie. Nie wywierał też żadnej presji swoimi wyznaniami. Mogło mu się wymsknąć kilka razy kiedy rzeczywiście się kochali, lecz starał się być całkiem świadom tego jak często to mówił.
Drugą, nieco gorszą sprawą był powrót do pracy. Szczerze? Po prostu cholernie nie chciało mu się wracać do tego bajzlu. Już dawno jego morały zostały wypaczone. Rodzinne motto nie znaczyło tak wiele, co kiedyś. Nie miał tego przekonania, że zostawia świat lepszym niż go zastał. Nie miał już tego od lat. Do tego oglądanie na co dzień tych wszystkich okropności, do których dopuszcza się przestępczość zorganizowana... Zaczynało zbierać swoje żniwo. Czuł się tym wszystkim po prostu cholernie zmęczony. Do tego stopnia, że znów zaczynało go kusić sięgnięcie po nielegalne zarabianie funduszy. Nie chciał do tego wracać. Nie, kiedy sprawy z Darcy zaczynały wyglądać coraz lepiej. Nareszcie miał do czego i do kogo wracać.
Dzisiaj nie był dla niego najlepszy dzień. Mieli dość dużą obławę. Nie poszła tak, jak planowali. Kilka osób wylądowało w szpitalu. On pewnie też powinien. Traf chciał, że miał dzisiaj również trop odnośnie osoby, która, jak się później okazało, faktycznie włamała się do domu Darcy. Arvel należał raczej do impulsywnych osób. Nie zamierzał go przecież tak po prostu aresztować. Wywiązał się pościg, bójka. Tutaj też nie wszystko poszło po jego myśli. Oberwał bardziej niż mógł się spodziewać. Chyba robił się trochę za stary na tę robotę.
Wrócił do apartamentu dość późno. Było już dobrze po dwudziestej drugiej. Tak jak uwielbiał wracać do Darcy czekającej na niego w apartamencie, tak miał dzisiaj szczerą nadzieję, że to nie jeden z tych wieczorów. Nie chciał by widziała go w takim stanie, więc wysłał jej wcześniej wiadomość, że pewnie nie wróci dzisiaj na noc więc nie było sensu żeby na niego czekała. Przekroczył drzwi kuśtykając i klnąc pod nosem. Zrzucił z siebie swoją skórzaną kurtkę tuż przy drzwiach nie mając ochoty się w tym momencie schylać. Poszedł od razu do łazienki.
- Ja pierdolę... - mruknął przyglądając się sobie w lustrze.
Miał rozciętą wargę, podbite oko oraz policzek. A to tylko twarz. Dość głośno sycząc ściągnął z siebie również koszulkę. Kilka siniaków na żebrach, brzuchu i pewnie plecach. Przynajmniej nie miał niczego złamanego, ale mógł mieć zwichniętą kostkę. Najgorsza była jednak szrama na jego piersi. Rana nadal krwawiła i już wiedział, że sama się nie zamknie. Będzie musiał się zszyć. Ten skurwiel naprawdę był blisko z tym nożem.
Na chwilę po prostu oparł się o umywalkę zwieszając głowę. Był zmęczony, cholernie zmęczony.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rzeczywistość po powrocie z wakacji była… dziwna. Niby taka sama, dość szybko trzeba było wrócić do rutyny, ale jednocześnie zupełnie inna. Przez to wszystko, co działo się między nimi. Czy czegokolwiek żałowała? Nie. Co prawda nie wyobrażała sobie, żeby Arvel miał zamieszkać w domu Daniela, ale jednocześnie spędzanie w jego mieszkaniu kilku nocy w tygodniu było zaskakująco przyjemne. Chociaż nie próbowała analizować, co to właściwie znaczyło. Po prostu cieszyła się chwilą, nie było sensu za dużo o tym wszystkim myśleć.
Nie myślała też o tym, co właściwie znaczyła jego wiadomość, która jej wysłał. Prawda była taka, że gdy ją dostała - już u niego była. Czy powinna się spakować i wyjść? Nie. Nie chciała. Nawet jeśli miał nie wracać na noc, ona chciała spędzić noc w łóżku, które nim pachniało. Przyzwyczaiła się do tego i spało jej się w takich okolicznościach dużo lepiej niż wcześniej. Więc, gdy Arvel wrócił do domu ona już spała, więc w pierwszej chwili zwyczajnie się tym hałasem przestraszyła. Potrzebowała chwili lub dwóch, żeby zrozumieć, co się właśnie stało i że to chyba naprawdę nie był dobry dzień.
Z łóżka wstała właściwie bezszelestnie. W samej koszulce do spania, boso, z bałaganem na głowie i bez makijażu - jakby naprawdę była u siebie, chociaż to wcale nie był prawda. Równie cicho przeszła do łazienki, stanęła na jej progu i przyglądała mu się w ciszy, nawet nie wiedziała, czy ja od razu zauważały… serce zaczęło bić jej szybciej, bo nie pamiętała kiedy ostatni raz miała okazję widzieć go w takim stanie. Czy kiedykolwiek?
- Czy to ten moment, w którym mówisz mi co się stało, czy stwierdzasz, że to nie moja sprawa i mam wypierdalać? - przerwała ciszę, wchodząc do łazienki i odnajdując męskie spojrzenie w odbiciu w lustrze… nie wyglądała na zachwyconą, ale w jej oczach odbijała się głównie troska. Wyglądał źle i musiał być tego świadomy, więc jak ona mogłaby przejść obok tego obojętnie? Znał ją chyba wystarczająco dobrze - Usiądź i powiedz, gdzie masz apteczkę. Jej jeszcze nie miała okazji szukać… - bo do tej pory żyli w tym pieprzonym okresie miesiąca miodowego, nie musiała opatrywać jego obitej twarzy. Kiedy powiedział jej, w których szafkach powinna szukać - zebrała wszystkie niezbędne fanty i wróciła do niego, a wszystko, co mogło jej się przydać do opatrzenia jego ran rozłożyła na umywalce - Dlaczego nie obejrzał Cię żaden lekarz? - nie był typem spod ciemnej gwiazdy, był policjantem… dlaczego więc wracał w nocy do domu w takim stanie?


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nawet nie usłyszał kiedy zeszła na dół. Ten jeden wieczór nie chciał żeby tu była. Nie chciał żeby widziała go w takim stanie. To nie jest coś, co zdarza się zbyt często. Zwłaszcza odkąd porzucił większość swoich nielegalnych źródeł dochodu. Chciał żeby im to wyszło, więc próbował pokazać się z tych lepszych stron. Miała ostatnio wystarczająco dużo na głowie. Nie musiała jeszcze martwić się o niego albo co gorsza pomyśleć, że jest podobny do jej męża. Nie był. Nie chciał być. Dzisiaj to po prostu wypadek przy pracy.
Gdy ją usłyszał przeszedł go średnio przyjemny dreszcz. Może nawet trochę go przestraszyła. Po swojej wiadomości nie spodziewał się jej tutaj dzisiaj zastać. Specjalnie był nieco oschły licząc na to, że uda mu się ją trochę zniechęcić. Nie wiedział jak powinien zareagować. Z jednej strony nie chciał żeby go takiego widziała. Z drugiej natomiast... Cholera, dobrze było ją widzieć. Jego tęczówki zawsze nieco się rozświetlały gdy wracał do domu, a ona już na niego czekała. Tym razem pomimo tych mieszanych uczuć nadal cholernie dobrze było ją widzieć. Lubił ją w tym wydaniu. Domowym. Nie musiała być dla niego cały czas seksowna i umalowana. Dla niego zawsze była seksowna. Tym razem jednak nie nachylił się od razu do namiętnego pocałunku. Zamiast tego po prostu lekko się uśmiechnął.
- Jeśli kiedyś powiem Ci żebyś wypierdalała... Powinnaś wziąć swoją prawą dłoń, zamknąć pięść i pierdolnąć mnie w wątrobę. - spojrzał na nią miękko i lekko się zaśmiał po czym syknął czując obite żebro - Nie pozwól mi nigdy tak do siebie mówić. Chyba, że w żartach. - puścił jej oczko siląc się na ten swój zaczepny uśmiech, lecz nie wyglądał tak przekonująco z tą rozciętą wargą.
- Apteczka jest w tamtej szafce. - skinął na górną szafkę po jej prawej stronie - Ale bądź tak miła i przynieś mi jeszcze butelkę czegoś mocnego z barku. Nie mam morfiny. - sam klapnął sobie na toalecie głośno wypuszczając powietrze.
Zaczekał na jej powrót oglądając resztę swoich ran. Nie wiedział jak dużo powinien jej powiedzieć. Pewnie prościej byłoby zmyślić jakąś historyjkę, ale zdecydował się powiedzieć po prostu prawdę.
- Lekarze mają obowiązek raportować obrażenia odniesione przez funkcjonariuszy. Tak, jak potrafią przymknąć oko na jakieś podbite oko czy wybity palec, tak kiedy muszą cię zszyć, to liczy się jako operacja, a to muszą zapisać w karcie. - wyjaśnił odbierając od niej butelkę i pociągając dużego łyka chcąc się trochę znieczulić - A te obrażenia to tak nie do końca zdobyłem na służbie... - mruknął odkładając butelkę na ziemię i wskazując żeby podała mu alkohol do dezynfekcji.
- Przypadkiem znalazłem gościa, który włamał się do twojego mieszkania. W trakcie nalotu miał przy sobie Twoją broszkę. Mam ją w kurtce. - spryskał otwartą ranę na piersi i cicho syknął bo było to cholernie nieprzyjemne - Nie bój się. Żyje. - powiedział unosząc na nią wzrok zanim zdążyła go o coś posądzić - Po prostu zaczął uciekać, stawiać opór, a ja miałem naprawdę słaby dzień więc no... poszarpaliśmy się. - uśmiechnął się do niej niego głupkowato, co sprawiło, że rozcięcie na wardze znów się otworzyło.
- Jesteś pewna, że chcesz to widzieć? - zapytał wychylając się po igłę oraz nić żeby zszyć swoją ranę.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Domyśliła się, że jej tu nie chciał. I przez tą chwilę, gdy go obserwowała w ciszy i właściwie niezauważona - domyślała się dlaczego jej tu nie chciał. Jednocześnie ona cieszyła się, że przyszła, że miała okazję to zobaczyć… bo nie chciała ładnej bajeczki, nie chciała lukrowanej codzienności. Chciała jego nawet jeśli oznaczało to, że będzie się o niego martwic i denerwować, że był nieodpowiedzialny i głupio ryzykował własnym życiem. Bo w jej głowie pojawiło się całe mnóstwo scenariuszy, co też mogło go spotkać i naprawdę liczyła, że powie jej prawdę.
- Więc dobrze, że nie mówisz, bo wyglądasz jakby twoja wątroba mogła dzisiaj więcej nie wytrzymać - skwitowała zaskakująco swobodnie i lekko jak na to, co miała na myśli. Wyglądał źle i wszystko bolało ją od samego patrzenia na to. Więc nie dziwiła się, że potrzebował czegoś mocniejszego - także do uśmierzenia bólu.
Zniknęła na zaledwie parę chwil, przyniosła mu butelkę szkockiej i sięgnęła po apteczkę. Jednocześnie słuchała… i zerkała na niego odrobinę podejrzliwie.
Bo co to właściwie znaczyło, że nie do końca zdobył je na służbie? Czy w takim razie nie powinien tego zgłosić? W jej głowie pojawili się setki dodatkowych pytań, ale uparcie gryzła się w język, żeby mu nie przeszkadzać i żeby miał okazję sam się ze wszystkiego sprzedać. I czy zrobiło jej się słabo, a zmarszczka na jej czole się tylko pogłębiła, gdy wspomniał, że to przez jej sprawę? Przez nią. Oczywiście, że tak.
- Nie tylko chcę to widzieć. Daj mi to zrobić. - stwierdziła rzeczowo, jednocześnie zabierając się za umycie rąk - Nie martw się, nie zrobię ci krzywdy, to jest moje pierwsze rodeo. Myślałeś o tatuażu, który ci się będzie ze mną kojarzył,,, to proszę. Będziesz mógł przykryć koślawą bliznę. - próbowała zażartować, żeby może trochę rozładować atmosferę, bo stresowała się,,, oczywiście, że się stresowała, chociaż bardzo nie chciała dać tego po sobie poznać - Lepiej powiedz, czy Ty jesteś pewien… mogę jechać z tobą na SOR. Nakłamiesz, że byłeś po godzinach pracy, wracałeś do domu, ktoś cię zaatakował i ukradł ci portfel, wziął cię z zaskoczenia i dlatego udało mu się uciec. - wypadki i napady się zdarzały, mógł ten jemu… a przynajmniej dostałby profesjonalną pomoc. Stojąc tuż przy siedzącym Arvelem wreszcie okazję miała być od niego wyższa, więc złapała go za podbródek i uniosła go do góry, żeby na nią spojrzał - Wolałabym, żebyś tak dla mnie nie ryzykował… szkoda takiej ładniej buzi. - dodała jeszcze, usmichajac się do niego… inaczej. Nawet nie próbowała ukryć swojej troski - Znieczul się, bo będzie bolało, Cadwalader. - rzuciła zanim zacisnęła wargi i zabrała się za szycie. I chociaż było po niej widać nerwy… dłonie jej nie drżały. To naprawdę nie był jej pierwszy raz.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dobrze, że humor nadal się jej trzymał. Cicho się roześmiał, co niestety nie było zbyt przyjemne ponieważ odezwały się nieco obite żebra. Syknął za chwilę cicho i spojrzał na nią z pewnym wyrzutem, lecz definitywnie doceniał to, że w tą wątrobę nie dostał.
- Nie rozśmieszaj mnie Darcy, na razie to z żebrem mam problem. W wątrobę możesz przyłożyć mi później. - uśmiechnął się do niej dość zaczepnie jak na swój stan.
Tak bardzo jak nie chciał jej teraz mieć przy sobie, tak zaskakująco dobrze było nie być ten jeden raz samowystarczalnym. Pomimo tego, że przez pewien czas miał narzeczoną w swoim własnym życiu był nauczony liczyć na siebie. Od momentu, kiedy przeprowadził się do Toronto polegał na sobie. Miał kilku znajomych, nawet może przyjaciół. Później partnerkę, lecz nigdy nie dzielił się z nimi swoimi największymi problemami. Nauczył się radzić sobie sam. Stąd ta wiadomość do niej. Częściowo dlatego, że chciał ją chronić przed swoim widokiem, a częściowo bo po prostu był do tego przyzwyczajony. Dlatego był zaskoczony tym z jaką łatwością przychodziło mu przyjmowanie jej pomocy. Może to dlatego, że ją znał. Wiedział, że jakby zaczął ją zbywać pewnie faktycznie dostałby w tę wątrobę.
Widział jak na niego patrzyła. Już dawno nie patrzyła na niego tak podejrzliwie. Nigdy za dużo przed nią nie ukrywał. Dzisiaj też nie zamierzał. Podejrzewał, że dobrze będzie usłyszeć, że w końcu znalazł gościa, który włamał się do jej domu. Nawet jeśli zupełnie wypadkiem. Wiedział, że przy niej nie musi się wybielać. Doskonale go znała. Jego wady, zalety. Nie czuł, że musi nadal próbować jej imponować, chociaż zdecydowanie chciał. Po prostu nie zamierzał tego robić za wszelką cenę.
- Zrobić? - uniósł pytająco brew bo nie posądzał jej o zdolności pielęgniarskie.
Najwyraźniej jest to kolejna rzecz, której o niej nie wiedział, lecz chętnie odkrył.
- Cóż... Tatuaż Cię nie ruszał, bo nie mogłaś go sama zrobić? Trzeba było tak od razu. - uśmiechnął się do niej robiąc dobrą minę do złej gry - Jestem pewien. Wymówki nie zadziałają. I tak trafi to do moich akt. Wewnętrzni mogą zacząć węszyć... Gra nie warta świeczki. Nie umrę od tego. - zdecydował się nawet puścić jej oczko zgrywając nadal tego odważnego policjanta.
Zanim zaczęła swoją robotę sięgnął jeszcze raz po butelkę i pociągnął łyk. Później kolejny. Przez chwilę na nią spojrzał i pociągnął jeszcze na wszelki wypadek trzeci lekko się już krzywiąc.
- Szkoda, nie szkoda... Nikt nie będzie okradać mojej kobiety. - uśmiechnął się do niej całkiem dumnie kładąc nacisk na te dwa ostatnie słowa.
Wydawało mu się, że już wystarczająco się znieczulił. To nie był pierwszy raz jak szyją go bez SORu. Zazwyczaj robił to jednak sam. Tym razem... Syknął gdy igła pierwszy raz dotknęła jego skóry. Zacisnął mocno szczękę i starał się nie marudzić, ale to naprawdę cholernie bolało kiedy robił to ktoś inny.
- Jesteś pewna, że... - znów syknął, a nawet warknął - Zszywasz skórę a nie- - tym razem już zdecydowanie warknął zaciskając boleśnie dłonie na własnych udach - mięśnie? - wystękał w końcu bo jego oddech zaczął przyśpieszać.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Istniało spore prawdopodobieństwo, że humor w tym przypadku był sposobem na ukrycie zdenerwowania i generalnie strachu… nie lubiła tego uczucia, a teraz dodatkowo bardzo brutalnie uświadamiało, że jej zależy. Gdyby to było coś niezobowiązującego, a on byłby jej obojętny zdenerwowałaby się pewnie na kilka sekund, zapytała czy potrzebuje pomocy i pewnie uznawałby, że nie chce przeszkadzać i tym samym organizując sobie drogę ucieczki. Pewnie na zawsze. Teraz nie chciała uciekać. Tak jak nie chciała go uderzyć, więc naprawdę dobrze, że nie kazał jej się stąd wynosić.
- Nie chce ci robić tatuażu, Cadwalader. Chce ci zrobić bliznę - właściwie nie chciała, ale obawiała się, że jeszcze gorzej byłoby patrzeć jak on robi ją sobie sam. Po prostu nawiązała do rozmowy o tatuażach starając się cały czas rozluźnić atmosferę i może nawet trochę odciągnąć jego uwagę od tego w jakim był stanie. Niech sobie lepiej wymysli jak tą bliznę będzie mógł przykryć, jakim tatuażem. Tak, może to było naiwne z jej strony, ale naprawdę liczyła, że jakoś skupi się na przyjemniejszych rzeczach niż na tym, że miała wbić igłę chirurgiczną w jego skórę, żeby ją zszyć.
Bo zszywała. Spojrzała na jego twarz, gdy się skrzywił i na moment się zawahała. Czy była pewna? Oczywiście, że stu procentowej pewności nie miała, ale wcale nie musiał o tym wiedzieć. Zresztą była prawie pewna - Ciesz się, że mogłam trafić w mięsień a nie serce. - prychnęła, dając mu do zrozumienia, że jest dobrze i przyspieszyła, zakładając kolejne szwy. Sprawnie i pewnie, żeby jak najbardziej skrócić czas jego cierpienia - Napij sie - dodała jeszcze, a w myślach zapisała, żeby kiedyś podrzucić mu do apteczki lidokainę. Tak na wszelki wypadek! - Swoja drogą mam nadzieję, że nie umrzesz… bardzo byś mnie tym rozczarował. Zaczęłabym uważać, że to ze mną jest coś nie tak, że moich facetów mordują w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie mówiąc o tym jakie ja miałabym wtedy przez ciebie problemy… wyobrażasz sobie jak musiałabym się tłumaczyć dlaczego mam na koncie kolejnego trupa? Więc jeśli nie szkoda ci buźki to weź poprawkę na to. - gadała, żeby odwrócić jego uwagę i wreszcie się wyprostowała, igłę wrzuciła do umywalki, umyła ręce i wróciła do niego, żeby jeszcze raz oczyściła ranę i to samo zrobić z następnymi - Daj twarz.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- No tak, swojego imienia nie chciałaś mieć na mojej skórze, więc stwierdziłaś, że mi je wyhaftujesz. Bardziej permanentnie. Sprytnie, sprytnie zazdrośnico... - wyszczerzył się do niej chcąc mimo wszystko rozluźnić nieco tę atmosferę.
Sam niekoniecznie obawiał się tego, co miało nadejść. To nie był pierwszy raz, kiedy wymagał szycia. Również nie pierwszy raz gdy szył go ktoś, kto niekoniecznie miał o tym jakieś zaawansowane podejście. Wliczając w to jego samego oczywiście. Wiedział, że będzie bolało. Był na to przygotowany. Widział natomiast, że Darcy robiła dobrą minę do złej gry. Nie wiedział dlaczego uparła się, że akurat ona to zrobi skoro była tym tak zdenerwowana, ale nie chciał się z nią o to kłócić. Wiedział, że jeśli coś postanowiła, nie była co wchodzić jej w drogę. Mógł się jedynie odpowiednio do tego wszystkiego znieczulić i trochę pożartować żeby było jej raźniej.
- Ach, skarbie... Do mojego serca już trafiłaś, wiesz to doskonale. - spojrzał na nią z cieniem uśmiechu na ustach pomimo bólu, który właśnie mu sprawiała.
Znieczulenie chyba naprawdę zaczynało działać skoro stać go było na takie romantyczne teksty podczas zabiegu. Miał nadzieję, że ręka jej przez to wszystko nie drgnie bo naprawdę chciał mieć to już z głowy. Zszywanie zawsze bolało o wiele bardziej niż samo zadanie rany. Gdy adrenalina już opadała, a ktoś wbijał Ci igłę w otwartą ranę... Naprawdę cholernie bolało, ale próbował być tutaj dzielnym pacjentem. Jak na dorosłego faceta przystało, chociaż co chwila wymykały się z jego ust pojedyncze mruknięcia i syknięcia.
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz Darcy. - pokręcił głową - Ostatnie, czego chcę to Cię rozczarować. - puścił jej oczko oddychając z ulgą gdy w końcu skończyła - Mam Ci napisać jakiś świstek, że jeśli coś mi się stanie to na pewno nie jest to twoja wina? Chociaż czekaj... To byłoby jeszcze bardziej podejrzane. - uśmiechnął się do niej żartobliwie.
Jego rana nadal pulsowała. Patrzył akurat na efekty jej pracy i musiał stwierdzić, że chyba nie będzie tak źle. Sam pewnie robiłby większe przerwy tylko po to żeby oszczędzić sobie bólu. Darcy nie była dla niego taka łaskawa i wcale się za to nie gniewał.
- Tak jest siostro Bowman. - uniósł twarz w stronę jej i uśmiechnął się patrząc w jej oczy - Musiałem coś zrobić dobrze skoro mam w domu taką piękną pielęgniarkę. - skoro już zadbała o to żeby miał wolne dłonie to wylądowały one dość swobodnie na jej pośladkach.
- Dziękuję, że jednak przyszłaś. Lubię do Ciebie wracać. - mruknął przyciągając ją bliżej do siebie z całkiem słodkim, jak na siebie uśmiechem.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła, a kącik ust drgnął jej wymownie w rozbawieniu - Jeszcze nie widziałeś mnie zazdrosnej i uwierz na słowo, że nie chcesz zobaczyć. - bo nie była przy ty, urocza, a tym bardziej seksowna. Kończyło się to zazwyczaj gigantyczną awanturą, spektakularnych babskim fochem i brakiem kontaktu przez dłuższą chwilę. Była zbyt niepewna siebie, żeby dobrze znosić zazdrość. I naprawdę miała nadzieję, że Arvel nie będzie chciał jej testować, po prostu. Nigdy.
Cieszyła się, że żartował… bo to znaczyło, że nie było z nim tak źle jak źle wyglądał, a jego rany były powierzchowne. Będzie żył i to całkiem nieźle. Nawet jeśli się denerwowała, nawet jeśli cała ta sytuacja mocno wyprowadziła ją z równowagi, a jego nawiązywanie do uczuć jeszcze dolewało oliwy do ognia… rękę miała pewną. I może faktycznie była bardziej dokładna niż powinna, ale chciała to zrobić dobrze. Nie chciała, żeby do rana połowa ze szwów puściła, a on dostałby jakiejś cholernej infekcji. O to też się bała… nie miała pojęcia, co to za ostrze, co go zraniło i jakie mogło nieść to za sobą konsekwencje. Nawet jeśli próbowała żartować to te wszystkie wątpliwości krążyły gdzieś z tyłu jej świadomości i nie mogła pozbyć się wrażenia, że ona przejmowała się tym bardziej niż on. Nie chciała żadnych świstków, chciała żeby nic mu się nie stało.
Wywróciła wymownie oczami, gdy nazwał ją pielęgniarka, a jego dłonie zacisnęły się na jej pośladkach. Zdecydowanie ona przejmowała się bardziej niż on.
- Właściwie już tu byłam, gdy napisałeś. Powiedziałeś, że nie wrócisz, więc nie czekałam… - po prostu poszła spać z myślą, że albo wpadną na siebie rano, gdy ona będzie wychodzić albo i nie, to nie był żaden problem - Zauważyłam, że lepiej zasypia mi się tu z tobą… albo gdy chociaż poduszka tobą pachnie. - przyznała szczerze, trochę ciszej i poważniej, bo wiedział, że przyznawanie się do uczuć nie było jej mocną stroną. Nie dała jednak mu okazji, żeby od razu odpowiedzieć. Nasączony gazik przycisnęła do jego rozciętej wargi… tak z pełną premedytacją, żeby jej słowa trochę rozpłynęły sie w powietrzu między nimi. Po wardze była skroń, która też oczyściła i nakleiła na nią niewielki plasterek - Rano go możesz zdjąć jakby był za mało męski, żeby iść z nim do pracy, - uśmiechnęła się pod nosem i odsunęła od niego, żeby posprzątać cały ten łazienkowy bałagan. Jak na jej standardy? Zdecydowanie za dużo krwi i chciała się tego jak najszybciej pozbyć.



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Miała rację. Nie widział jej do tej pory zazdrosnej. Nigdy nie miała tak naprawdę o co, przecież ich relacja była po prostu czystą wymianą korzyści. Chociaż wydawało mu się, że raz czy dwa w klubie czuł na sobie jakieś nieprzychylne spojrzenie kiedy któraś z innych tancerek akurat z nim rozmawiała. Czy chciałby zobaczyć ją zazdrosną? Może chociaż raz. Pokazałoby mu to, że jej zależy, chociaż na to były również inne, lepsze sposoby. Niemniej chciał ją poznawać. Wszystkie jej strony. Również tę zazdrosną, nawet jeśli nie jest tak ładna, jak mógł sobie to w tym momencie wyobrażać. Powinien doświadczyć wszystkiego. Zarówno tego złego jak i dobrego. Na razie nie zamierzał jej dawać powodów do zazdrości. Jest już trochę za stary na wymyślanie jakichś planów. Chociaż... droczenie się z nią w tym temacie zdecydowanie jest czymś w jego stylu.
Na wszystko przyjdzie odpowiednia pora. Na razie musiał zacisnąć zęby i dać jej kontynuować pracę. Nie widział jeszcze jej efektów, aczkolwiek to ile szwów mu zakładała plus to, że na razie dłoń jej nawet nie drgnęła mogło świadczyć o tym, że nie był to jej pierwszy raz. To wzbudzało jego zainteresowanie, pewne pytania. Nie sądził by jej mąż często wdawał się w jakieś bójki, a gdyby tak było pewnie miałby prywatnego lekarza do takich spraw. Zapisał sobie to, jako coś, o co pewnie powinien zapytać przy dogodnej okazji.
Na razie zdecydowanie bardziej skupiony był na tym, że w końcu miał do kogo wrócić po słabym dniu w pracy. Tak pięknej kobiety jak Darcy. Był szczęściarzem. Skoro zabieg dobiegł już końca adrenalina zaczęła opadać, a te kilka głębokich łyków z butelki z rzędu dawało o sobie znać. Czuł charakterystyczne rozluźnienie ciała, lekki zawrót głowy. Daleko było mu do bycia pijanym, ale alkohol w połączeniu z opadającymi emocjami dawał spotęgowane efekty.
Nawet jeśli właśnie przyciskała mu szczypiący wacik do ust, to nie zmyło z jego ust tego szerokiego, szczęśliwego uśmiechu, którym właśnie ją raczył patrząc na jej nieco zakłopotaną twarz. Doskonale wiedział, że opisywanie uczuć nie wychodziło jej najlepiej, więc, to, że przyznała się do tego, że lubi spać w jego łóżku bo jest jego jest dla niej naprawdę dużym krokiem. Teraz nawet ten cios w wątrobę nie zmyłby tego uśmiechu. Ani tych wesołych iskierek w jego tęczówkach.
- Wiesz, że jesteś tutaj zawsze mile widziana Darcy. - zluzował nieco dłonie na jej pośladkach przesuwając je niżej na jej uda, lecz bez zbędnych podtekstów - Nie wróciłem dzisiaj w najlepszym stanie, ale to nie tak, że nie chciałem Cię tutaj widzieć. - odchrząknął przewracając na siebie oczami bo trudno my było jakoś zebrać myśli - Co chciałem powiedzieć, to to... Że miło mi się wraca do domu, wiedząc, że jest szansa, że Ty w nim będziesz. Lubię do Ciebie wracać. - dodał jeszcze na koniec jakby nie wszystko było wystarczająco jasne.
- Myślisz, że moja męskość jest tak wrażliwa? - wstał w końcu stając za nią i kładąc jej dłonie na biodrach - Jeśli jest naklejony z czułością przez moją kobietę mogę to nosić jak inne trofea po niej. - poruszył wymownie brwiami patrząc na nią w lustrze zanim pocałował jeszcze jej szyję.
- A teraz zmykaj, ja posprzątam swój bajzel. - zamknął ją jeszcze na chwilę w swoich ramionach - Dziękuję, że się mną zajęłaś. - musnął zagłębienie pomiędzy jej szyją, a barkiem swoim nosem wdychając jej zapach.
- Zaraz dołączę do Ciebie w łóżku. - odsunął ją lekko od zlewu zabierając się za sprzątanie.
Był dużym chłopcem i nie oczekiwał, że ktoś będzie po nim sprzątać. Jego problemy, jego konsekwencje. Nie oczekiwał, że Dracy będzie jego sprzątaczką.

Darcy Bowman
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że prawdopodobnie prędzej czy później będzie musiała się wytłumaczyć ze swojej umiejętności chałupniczego zszywania niegroźnych ran. Zaskakująco jednak… wcale jej to nie martwiła. Normalnie pewnie by tak było, normalnie pewnie gdzieś z tyłu jej głowy pojawiłaby się myśl, a przede wszystkim strach, że musiałaby się przed nim do czegoś przyznać, o czymś opowiedzieć. Tylko już się tego nie bała. Już się przed nim otworzyła i świat się nie zawalił, więc może wcale nie było to takie straszne. Może dlatego też odważyła się przyznać dlaczego została i dlaczego lubi u niego zostawać. Widziała jak na jego twarzy pojawia się z tego powodu szeroki uśmiech. No naprawdę… aż wywróciła oczami, ale jednocześnie kącik ust drgnął jej lekko w rozbawieniu. Bo na swój sposób było to całkiem urocze. I całkiem dla niej nowe! Że kto cieszył się z tego, że przyznała, że lubi zasypiać w jego łóżku. Tym bardziej, że właśnie walczyła też z jego rozciętą skórą a to do najprzyjemniejszych należeć nie mogło. Ale był dzielnym pacjentem. I zamiast jakkolwiek mu odpowiadać na to, że lubił do nie wracać… pocałowała go. Krótko i spokojnie, starając się nie urazić jego rozciętej wargi. Jednocześnie tak, żeby w tym pocałunku przekazać dokładnie to samo, co on wyraził słowami. Lubiła tu wracać. Lubiła do niego wracać.
A kiedy wstał i stanął za nią - wbiła spojrzenie w ich odbicie w lustrze. Gdyby nie te ślady krwi to byłby najbardziej normalny, naturalny i domowy obrazek jaki tylko można sobie wyobrazić. Uśmiechnęła się pod nosem, bo zawsze ja to bawiło… jego trofea. Bo ona nie potrafiła zapanować nad swoimi emocjami i trochę zbyt mocno wbijała paznokcie w jego skórę! Chyba nikt przed nim nie był z tego tak zadowolony.
- Nie musisz mi dziękować. Tak chyba robią wszystkie… dziewczyny. - nawet jeśli już dawno były w wieku, gdy średnio było się nazywać czyjąś dziewczyną! Dlatego właśnie kącik ust drgnął jej niebezpiecznie w kierunku uśmiechu. Jednocześnie przyjemny dreszcz przemknął wzrok jej kręgosłupa, gdy jego ciepły oddech kolejny raz musnął jej skórę na szyi - Wszystkie pewnie też by się upierały, że mogą posprzątać, ale… - ona się tam grzecznie odsuwała. Uśmiechnęła się od niego i wycofała z łazienki, dając mu czas dla siebie. Bo podejrzewała, że nie tylko o posprzątanie bałaganu w umywalce chodziło. Miało jej tu nie być, miał mieć czas dla siebie… a jednak musiał z tym handlować, więc bardziej narzucać mu się nie zamierzała. Wróciła na górę do sypialni, ale nawet nie próbowała zasypiać. Czekała na niego.
- To trochę niesprawiedliwe, że nawet z tak obitą twarzą jesteś tak seksowny, Cadwalader - rzuciła, gdy sam też wspiął się po schodach i do niej dołączył - Rozumiem, że ten drugi wyglądał jeszcze gorzej? Co się właściwie z nim stało? Co się t a m właściwie stało? Chcesz mi opowiedzieć o tym teraz, czy wrócić do tematu rano? - na spokojnie a nie w środku nocy - Na szafce masz przeciwbólowe… tak na wszelki wypadek jak wstaniesz. - mogła nie umieć rozmawiać o uczuciach, mogła bać się zobowiązań i wielkich deklaracji, ale potrafiła się troszczyć o bliskie jej osoby. W tym nie była najgorsza.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#31”