-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Carrie udało się w końcu miło go zaskoczyć. Dzięki temu wreszcie mogli spróbować czegoś, wokół czego czaili się już od pewnego czasu, ale brakowało im odwagi, żeby po to sięgnąć, bo ważniejsze było stwarzanie pewnych pozorów, nawet jeśli poprzez to wyłącznie sobie szkodzili.
Zamrugał kilkakrotnie, gdy zarzuciła mu przebiegłość, po czym roześmiał się rozbawiony. Skoro już został o to posądzony, chyba mógł w to dalej pójść… – Masz mnie – uniósł ręce, nie przestając się uśmiechać. Nie był teraz poważny i od razu można było to po nim poznać. Choć rzecz, o którą go podejrzewała, wcale nie była głupia, to jednak Lando nie zdążył niczego takiego sobie zaplanować. Na razie chciał po prostu miło spędzić z nią czas.
Kiedy zaproponowała, że mu pomoże, przechylił głowę lekko w bok, zastanawiając się, co mógłby jej oddelegować. Na szczęście szatynka prędzej sama wyszła z sugestią, która brzmiała sensownie, dlatego Mangione pokiwał głową, zgadzając się na taki układ. – Idealnie. To herbatę znajdziesz w tamtej szafce w rogu, a kubki mam tutaj – od razu poinstruował Carrie, gdzie powinna szukać potrzebnych jej rzeczy, ale nie tylko dał jej te niejasne wskazówki, tylko też wskazał palcem konkretne miejsca.
Sam zaś pochylił się, aby zajrzeć do jednej z dolnych szafek i przejrzeć swoje zapasy przekąsek. Nim jednak zaczął się przez nie przekopywać, zerknął jeszcze z dołu na Pillbury krzątającą się po jego kuchni i uśmiechnął się do siebie na ten widok. Potem wrócił do swojego zadania, które zakończył sukcesem, wyłaniając się z dwoma opakowaniami popcornu w rękach. – Co wybierasz: masło czy ser? – zapytał, trzymając przed nią oba opakowania, aby mogła wybrać, która wersja popcornu przemawia do niej bardziej.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeśli im na sobie zależało, musieli zadbać o to, by to jednak się udało.
Mieli jednak czas, aby jeszcze to wypracować. Najpierw musieli jeszcze sprawdzić, czy rzeczywiście dobrze się przy sobie odnajdywali. Zważywszy na to, jak sprawy układały się między nimi do tej pory, taki scenariusz zdawał się graniczyć z cudem, ale mimo to teraz Carrie nie czuła się skrępowana. Kiedy zaprzestali walki, zniknął cały dyskomfort, który wcześniej przy nim odczuwała. Zupełnie tak, jakby wszystko wróciło na właściwe tory.
Sama uśmiechnęła się w odpowiedzi na jego śmiech. Pozwoliła sobie raz jeszcze omieść jego sylwetkę spojrzeniem, a później już skupiła się na zadaniu, jakim było przygotowanie herbaty. Nie było szalenie skomplikowane, ale mimo to miało stanowić pewne wyzwanie, bo przecież nie znała rozkładu jego mieszkania. Wszystkiego musiała się najpierw nauczyć.
Czajnik nie był jednak ukryty, choć tego samego nie mogła powiedzieć o kubkach. Otworzyła odpowiednią szafkę, a żeby w niej poszperać, musiała wspiąć się na palce. Dla siebie wybrała taki, który ozdobiony był psią podobizną, chwilę później odnajdując inny, który zainteresował ją b a r d z i e j. — Masło. Zdecydowanie masło — zawyrokowała, brzmiąc trochę tak, jakby była to sprawa największej wagi. Nie tak istotna jak kubek, za sprawą którego Carrie posłała Lando pytające spojrzenie. Nie była też w stanie ukryć rozbawienia, które wymalowało się na jej twarzy, gdy tylko dostrzegła napis ulubieniec mamy.
Z wrodzonej złośliwości na pewno nie miała zbyt prędko dać mu o tym zapomnieć, dlatego to właśnie ten kubek przygotowała, aby zrobić w nim szatynowi herbatę.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale dobre chęci w tym przypadku były niezłym początkiem. Oboje chcieli dać temu szansę i dziś stawiali pierwsze kroki, przestając za złośliwościami ukrywać swoje prawdziwe zamiary. Odkrycie pewnych kart wcale nie musiało oznaczać, że zaraz skończą zranieni, bo jak się okazało, chcieli tego samego i nie musieli uciekać się do swoich toksycznych i krzywdzących reakcji obronnych.
Musieli tylko włożyć w to wszystko trochę wysiłku, ale czy nie było warto, jeśli w rzeczywistości lubili się, coś ich do siebie ciągnęło i chcieli to eksplorować? I mogło być naprawdę miło, co właśnie pokazywali, prędko zaczynając się ze sobą dogadywać i z łatwością odnajdując się obok siebie bez kłótni.
Potrafili, tylko musieli chcieć.
Kiedy tak szybko i stanowczo wybrała popcorn, Lando popatrzył na nią z uniesioną brwią, na oślep odkładając odrzucone opakowanie. – Masz coś do serowego popcornu? – bardzo lubianego przez Mangione, tak swoją drogą. Nie bez powodu miał w domu jego zapasy, chociaż maślany też bardzo lubił, więc nie miał żadnego problemu z wyborem Carrie. Chyba po prostu próbował ją poznać, dlatego ciągnął ją za język nawet w tak prostej kwestii. I może powinien jeszcze bardziej ją zagadać, żeby odciągnąć jej uwagę od tego nieszczęsnego kubka, na który w końcu zwrócił uwagę. I od razu miał ochotę zapaść się pod ziemię.
Ale zamiast tego mógł tylko westchnąć głośno i mieć nadzieję, że Carrie nie zwróciła uwagi na lekki rumieniec, który oblał jego buzię. – Jakbyś ty w życiu nie dostała głupiego prezentu – przewrócił oczami, starając się zmniejszyć szkody, udając, że to nic wielkiego i nie powinna tego rozdmuchiwać. Wiedział jednak, że gdyby zamienili się rolami, prędko nie dałby jej żyć z tego powodu. I coś mu podpowiadało, że ona postąpi podobnie. Dlatego nawet nie miał jej tego za złe.
Gdyby tylko wiedział, że dojdzie do takiej sytuacji, pewnie ukryłby gdzieś głęboko ten kubek, zamiast zostawiać go na wierzchu. A leżał tam, bo przypadkiem złożyło się tak, że Lando używał go niemal codziennie, ale teraz miał nadzieję, że Pillbury się tego nie domyśli.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Plan, który przedstawił jej na dzisiejszy wieczór, wpisywał się w pełni w jej upodobania. Nie stroniła co prawda od ewentualnych wyjść, a jednak ich dwójce na pewno dobrze miało zrobić to, że w końcu zostaną sami. W nieco spokojniejszych okolicznościach mieli mieć lepszą szansę na to, aby skupić się na swoich odczuciach i rzeczywiście razem coś wypracować.
Najwyraźniej jednak nie mieli w pełni pohamować własnej złośliwości, choć czy rzeczywiście musieli? Bywały chwile, kiedy nawet ona posiadała swój urok.
Zmarszczyła lekko nos i tylko kątem oka zerknęła na Lando. — Do samego smaku? Nie. Do zapachu, kiedy grzeje się go w mikrofali? — nie dokończyła, jednak mina, którą wówczas zrobiła, powinna być dostatecznie wymowna. Carrie lubiła ser i ceniła sobie potrawy, w których skład wchodził, a jednak nie sposób zaprzeczyć temu, że czasami to właśnie przekąski o takim smaku potrafiły pachnieć p r z e o k r u t n i e. Nie chciała natomiast, aby dziś im to przeszkadzało. Wolała skupić się na tym, co miało być dla nich przyjemne.
Choć Lando mógł w ten sam sposób nie postrzegać tego, że zdecydowała się na użycie jego u l u b i o n e g o kubka.
I owszem, dostrzegła to, jak nieco się zawstydził, co sprawiło, że na jej ustach pojawił się jeszcze szerszy uśmiech. Wpakowała do kubków torebki z herbatą, a kiedy czekała na zagotowanie się wody, oparła się pośladkami o kuchenną szafkę tak, aby móc przy okazji obserwować szatyna. — Całkowicie to rozumiem — stwierdziła w końcu, choć mimo to wyraz jej twarzy mógł sugerować, że nie powiedziała jeszcze wszystkiego, co chodziło jej po głowie. — Chociaż gdybym wybierała go ja, postawiłabym raczej na największego złośliwca na świecie — dodała, nie widząc powodów, dla których nie miałaby się odrobinę z nim podroczyć.
Zresztą, gdyby rzeczywiście zdecydowali się na takie kubki, mogliby zakupić sobie pasujące.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I to prawda, że taki spokojniejszy czas tylko we dwójkę, bez rozpraszaczy i dodatkowego stresu mógł im dobrze zrobić. To była dla nich okazja, żeby zatrzymać się, skupić na sobie i bliżej obserwować zachowanie tego drugiego, żeby je lepiej zrozumieć. Musieli wreszcie zacząć przykuwać większą uwagę do detali i zauważać rzeczy, które powiedzą im jak odbierać siebie nawzajem, bez zakładania z góry najgorszego, bo to zawsze najbardziej im szkodziło. Lando wiecznie wątpił w dobre intencje Carrie, ale chyba wreszcie zaczął otwierać się na opcję, że mógł się co do niej mylić.
– Ok, słuszna uwaga – pokiwał głowa, zgadzając się z nią, po czym nie ociągając się dłużej, wstawił do mikrofali popcorn i idąc śladem szatynki, on również oparł się o szafkę i odwrócił ku niej głowę, przywołując na twarz łagodny uśmiech.
Ale utrzymał się tam krótko, bo zaczęły się ataki w jego stronę, na które nie mógł reagować zadowoleniem. Lando zacisnął usta i zmrużył oczy, jakby ostrzegał Pillbury, żeby przemyślała to, co zamierza powiedzieć, bo od razu po niej poznał, że coś kombinowała i w ogóle się nie pomylił! – O nie, nie. Nie mógłbym ukraść twojego tytułu, nie mogę się z tobą równać w tej kategorii – odbił piłeczkę i uśmiechnął się łobuzersko, nie zamierzając pozostać jej dłużnym. Idąc w tym kierunku, Carrie popełniła błąd i powinna to przewidzieć – Lando miał tu jej do zarzucenia tyle samo, co ona jemu.
I być może rzeczywiście powinni wymienić się takimi kubkami, chociaż Mangione zamierzał upierać się przy tym, że on wcale na ten tytuł nie zasługiwał. Ale co innego ona, chociaż tym razem wcale nie brzmiał tak, jakby miał jej to za złe. Raczej sprawiał rozbawionego tym wszystkim, bo po raz pierwszy od dawna przemawiali się w ten sposób w żartobliwym tonie, nie próbując wymierzać ciosów.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W ten sposób wyłącznie dodatkowo sobie szkodzili.
Tym bardziej zaskakujące mogło wydawać się to, że znaleźli w sobie nawzajem coś, co jednak ich do siebie ciągnęło. Carrie nie potrafiła tego wyjaśnić, a jednak tych kilka przelotnych chwil, które spędziła w jego ramionach obudziło w niej to dziwne pragnienie zachowania tego wyłącznie dla siebie. Nie chciała, żeby Lando skupiał swoją uwagę na innych dziewczynach, więc kiedy na tapet wjechała Betty, Pillbury w końcu zyskała motywację do tego, aby nieco sobie odpuścić.
Można więc przyjąć, że dobrze stało się, iż Lando zdecydował się z nią umówić, choć gdyby zapytał o zdanie Carrie, najpewniej odparłaby, że była to największa głupota, jaką p r a w i e popełnił.
Kiedy rozprawił się z popcornem i przystanął obok, uśmiech na ustach Pillbury nieznacznie się poszerzył. Nie odmówiła sobie przy okazji tego, aby raz jeszcze omieść jego sylwetkę spojrzeniem. Był wielkoludem, więc żeby spojrzeć mu w oczy, musiała nieco zadrzeć głowę. — Proszę cię… Żebyśmy mogli mówić o kradzieży, musiałbyś zacząć ubiegać się o tytuł największego słodziaka — stwierdziła, strojąc przy tym głupią minę, a palcem jednej dłoni wskazując siebie, jakby w ten sposób chciała podkreślić, że to ona na niego zasługiwała. — Bez walki oddałabym go tylko Toto — dodała po chwili, nieznacznie wzruszając przy tym ramionami.
A choć zgrywała się teraz, nie znaczy to wcale, że nie potrafiła być u r o c z a. Lando nie znał jej od tej strony, a jednak właśnie taka Carrie była na co dzień, własną złośliwość dopuszczając do głosu wyłącznie przy nim. Wcześniej to on wyciągał z niej to, co było w niej najgorsze, a jednak mimo to mieli szansę, aby to zmienić.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Górą mogli wyjść tylko inwestując w tę znajomość i starając się wyciągnąć z niej coś dobrego. Jak widać, dostrzegali w sobie coś, co im się podobało, więc najwięcej mogli skorzystać, jeśli spróbują sprawdzić, czy mogło wyniknąć z tego coś więcej. Bo randka nie była deklaracją, a raczej początkiem czegoś, co mogło się rozwinąć lub dobiec końca, jeśli uznają, że to jednak nie działa.
Ale na razie wyglądało to lepiej, niż ktokolwiek mógł się po nich spodziewać. Wcale nie wyglądali tak, jakby zaraz mieli skoczyć sobie do gardeł. Mało tego, oni naprawdę dobrze bawili się w swoim towarzystwie i czuli się przy sobie swobodnie, w dodatku bez pomocy alkoholu, jak zdarzało się to w przeszłości. Tym razem po prostu było dobrze.
A jeśli rzeczywiście w jakimkolwiek stopniu przyczyniła się do tego jego niedoszła randka z Betty, to rzeczywiście dobrze, że się na nią zdecydował. Teraz jednak w ogóle już o niej nie myślał i nie pamiętał o tym, że według pierwotnego planu miał teraz spędzać czas z inną kobietą.
Roześmiał się dźwięcznie, gdy podzieliła się z nim swoim pomysłem. A nawet jego oczy napełniły się łzami, dlatego kiedy przestał, musiał je przetrzeć palcami. – Mogę się z tobą zgodzić, że Toto zasługuje na ten tytuł. Za to ty… Musisz się bardziej postarać i może coś z tego będzie – poruszył zaczepnie brwiami i uniósł kącik ust do zadziornego uśmiechu. Mógłby zareagować inaczej, mógłby też powiedzieć, że Carrie ma swoje l e p s z e momenty, kiedy potrafi być naprawdę urocza, ale nie zamierzał łechtać jej ego w momencie, gdy zadzierała nosa, więc żeby poznać prawdę, musiała być bardziej uważna. Wystarczyłoby na przykład, żeby zauważyła, jak ciepło na nią spoglądał. Chociażby to zdradzało go z tym, że potrafił dostrzec jej urok i teraz nawet się z tym nie krył jakoś mocno.
I chciał jeszcze głębiej eksplorować tę stronę Carrie. Uroczą, zabawną i sympatyczną, której jeszcze nie miał szansy oglądać zbyt często, ponieważ wcześniej ich relacja była pełna napięć, których teraz mogli się pozbyć… A przynajmniej zanosiło się na to, że będą starali się do tego dążyć.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Prawdę powiedziawszy zdarzały się chwile, kiedy Carrie skłonna była nie zgadzać się z nim wyłącznie dla zasady, nawet jeżeli jej prawdziwe zdanie było dokładnie takie samo.
Wynikało to głównie z faktu, iż przy nim była wyjątkowo niepewna tego, w jaki sposób ją widział. Pozwolił jej uwierzyć, że miał ją za nic, dlatego sama obrała taktykę obronną. Może nie najlepszą, skoro za jej sprawą wychodziła z niej ta najpaskudniejsza część jej charakteru, jednak w tamtym momencie nie potrafiła inaczej. Z tego samego powodu niełatwo było jej pogodzić się z myślą, że trochę jednak mogła go polubić.
Przestawienie się na to, aby zacząć podchodzić do niego n o r m a l n i e powinno być zatem o wiele trudniejsze, a jednak wcale nie było. Wystarczyło, że on także dał jej od siebie coś więcej, aby Carrie w końcu zmiękła. Ostatecznie też odsłoniła się przed nim i zaczęła pokazywać mu prawdziwą siebie. Bo wbrew temu, co mógł myśleć wcześniej, Pillbury wcale nie była taką z o ł z ą.
Uśmiechnęła się, obserwując jego reakcję. Dobrze było wiedzieć, że potrafiła go rozbawić, a zasługi za to nie musiała przypisywać swoim błędom. Dzięki temu jego uśmiech miał zupełnie inny wydźwięk i wydawał się jeszcze bardziej pociągający niż wtedy, kiedy tak bardzo ją irytował. Łapiąc się na tej myśli, delikatnie przygryzła dolną wargę, a później zerknęła w stronę czajnika, w którym w końcu zagotowała się woda.
— Jeszcze nie wiesz na co mnie stać — skomentowała tylko, po czym odwróciła się na krótko po tym, jak nieznacznie wzruszyła ramionami. Przygotowała dla nich napoje, a później razem z kubkami ruszyła w stronę kanapy. Mniej więcej w połowie drogi obróciła się przez ramię na Lando. — Idziesz? — ponagliła go, nie odmawiając sobie przy okazji zaczepnego uśmiechu.
Zaraz zresztą usadowiła się na kanapie, a miejsce obok niej zajął Toto, któremu najwyraźniej w ogóle nie przeszkadzało to, że Carrie wciąż nie zabrała go do siebie. Prawdę powiedziawszy, mając przy sobie ich dwójkę, wydawał się jeszcze bardziej zadowolony niż zwykle.
Lando Mangione