29 y/o
For good luck!
182 cm
senior data analyst google
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja wymknęła się spod kontroli. Rzeczy działy się niezależnie od niego, a on pierwszy raz od naprawdę bardzo dawna, nie miał na to żadnego wpływu.
I to właśnie ta niemożność wykonania jakiejkolwiek akcji, która zmieniłaby bieg wydarzeń, wprawiała go w jeszcze większe przerażenie; to właśnie niemoc nie pozwalała mu się uspokoić i jedynie pogłębiała skomplikowany stan.
Nawet jeśli wcześniej doświadczał ataków paniki, to żaden z nich nie był aż tak rozległy; nigdy wcześniej ścisk w klatce piersiowej nie był tak silny, a niemożliwość zaczerpnięcia głębszego oddechu nie trwała tak długo.
Jego mózg ledwie kodował, że Dae rozstawiał ludzi po kątach; w innej sytuacji być może uznałby, że było to seksowne miłe z jego strony, lecz teraz koncentrował się jedynie na swojej śmierci. Było mu przykro, że przeżył jedynie trzydzieści lat; chciał doświadczyć czegoś więcej, ale wszystko wskazywało na to, że pozostawi siostrę. Może to i lepiej, że jej tu nie było, bo gdyby patrzyła na niego w tym stanie, nie potrafiłby sobie tego wybaczyć.
Bo cóż z tego, że był młodszy, skoro nadal powinien ją wspierać?
Dacey 一 probował powiedzieć, jednocześnie podejmując kolejne, r o z p a c z l i w e, próby złapania oddechu (co znów zakończyło się niepowodzeniem). 一 Dacey 一 Walczył z zawałem serca, z oceniającymi spojrzeniami ludzi i narastającym drżeniem ciała.
Kiedy to się miało skończyć?
Dlaczego świeże powietrze z otwartych okien nie działało?

Ratownicy szybko zorientowali się w sytuacji; poprosiwszy o zrobienie miejsca, przystąpili do wykonania podstawowych badań, jednocześnie przeprowadzając wywiad związany z objawami. Ocena stanu pacjenta wkrótce pozwoliła im na wykluczenie zawału serca; jego brak sprawił, że Mars spanikował jeszcze bardziej.
Bo co pomyślą sobie współpracownicy?
Jaką opinię o nim będzie miał pracodawca?
Spokojna rozmowa nie przyniosła upragnionego rezultatu, dlatego opieka medyczna zadecydowała o podaniu leków na uspokojenie. Dopiero po nich Carrington zaczął się uspokajać i osadzać się w nie tak tragicznej, jak mogłoby się wydawać, rzeczywistości.
Niestety, w tym stanie nie mógł wziąć udziału w swojej części konferencji (dla niego to była istna k a t a s t r o f a), dlatego chciał opuścić to cholerne centrum jak najszybciej (co także nie było przecież możliwe). 一 Proszę z nim zostać. Powinien odpocząć 一 Jeden z ratowników zwrócił się bezpośrednio do Daceya.
Stan powoli się normował, dlatego nie było konieczności zabrania Marsa do szpitala.

Dacey Finnegan
32 y/o
For good luck!
178 cm
Informatyk Google Canada
Awatar użytkownika
Don't explain computers to laymen. Simpler to explain sex to a virgin.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Patrzył na Marsa wyraźnie przejęty jego stanem, bo od razu było widać, że jest coraz gorzej. Nie bardzo wiedział co zrobić, żeby mu pomóc, dlatego zerkał co chwilę na ratowników, coraz bardziej wyczekująco, prawie grożąc im swoim wzrokiem, chcąc ich pospieszyć i już miał na końcu języka jakieś ostre słowa, mające ich przywołać do porządku, żeby ruszali się szybciej, kiedy Mars powiedział jego imię.
Tak? Mars? 一 rzucił, kierując się w jego kierunku i przyklękając przed nim, po czym w dramatycznym geście sięgając po jego dłoń. Skoro to były jego ostatnie chwile i taka była jego wola, to zostanie z nim do końca i będzie go wspierał, nawet jeżeli oznaczało to po prostu trzymanie jego ręki. Potem, na pogrzebie, będzie mógł się chwalić, że nie tylko ulżył mu w ostatnich chwilach, ale i wypełnił jego ostatnią wolę. Kupi mu wieniec, nie taki największy, bo wcale nie miał super wysokiej pensji, ale na pewno ładny i że wstążką. Może zamówi mały napis, na przykład: żegnaj. Albo może szarpnie się na dwa słowa i wtedy powie, żeby napisano: żegnaj przyjacielu. Tak, to była zdecydowanie lepsza, chociaż droższa, opcja.
Tak, słyszę cię, Mars 一 dodał, kiedy znowu usłyszał z jego ust swoje imię. Rozejrzał się i zauważył, że niedaleko stoi kobieta z czasopismem w dłoni. 一 Dawaj to 一 mruknął do niej i wyrwał jej gazetę, po czym zaczął nią wachlować Carringtona.
Lepiej? Czy mocniej machać? 一 zapytał po chwili, przyglądając się bladej twarzy mężczyzny. Nie mógł wprost uwierzyć, że tak się potoczyła ich znajomość i że do jej końca dojdzie na wyjeździe służbowym. Może i Mars nie był najbardziej uprzejmą osobą na świecie, w końcu wyrzucił go z jego pokoju hotelowego, kłamiąc, że to jemu się bardziej należy, ale nie zasłużył sobie na koniec w takim miejscu, z dala od bliskich. Dobrze, że miał jego, Daceya, to nie było w końcu aż tak źle.
Zamruczał pytająco, kiedy w końcu ratownicy kazali mu się trochę odsunąć. Przyglądał się ich pracy uważnie, przestępując z nogi na nogę i kręcąc się trochę niespokojnie. Zakładał ręce na klatce piersiowej, wachlował sam siebie skradzionym czasopismem, a potem robił kilka kroków w stronę bufetu i znowu wracał, nie spuszczając wzroku z Marsa.
Będzie żył? 一 zapytał młodą ratowniczkę z wyraźnym przejęciem. Dziewczyna popatrzyła na niego niepewnie, zerknęła na kolegę, który wzruszył ramionami i wróciła wzrokiem na Daceya.
一 Taa… jasne. Podaliśmy mu coś na uspokojenie i zaraz dojdzie do siebie 一 zapewniła, na co Dae podniósł obie ręce do góry i zacisnął je w pięści w geście zwycięstwa. Podziękował za dobrą nowinę, a na odchodne zapewnił ratowników, że odpowiednio się nim zajmie i Mars na pewno już więcej dzisiaj nie umrze. Przynajmniej miał taką nadzieję. Później pomógł Marsowi wstać i rozejrzał się nieprzychylnym spojrzeniem po gapiach.
No już, na co czekacie. Rozejść się. Mars potrzebuje przestrzeni i powietrza. Odsunąć się 一 mówił podniesionym głosem, prowadząc mężczyznę do wyjścia. 一 Pomogę ci dojść do naszego… znaczy twojego… pokoju 一 wymruczał już ciszej. mocno go przytrzymując. Chyba lekko drżał. A może to on sam drżał z przejęcie? Nie był pewien. Kiedy doszli na odpowiednie piętro i weszli do pokoju, Dacey powoli posadził Marsa na brzegu łóżka.
Potrzebujesz czegoś?

mars carrington
myre
Posty wygenerowane przez ai
29 y/o
For good luck!
182 cm
senior data analyst google
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy wcześniej nie doświadczył stanu, który wymagałby wezwania karetki, więc wszystko obciążyło go do tego stopnia, że myślał tylko o tym, aby zniknąć z powierzchni ziemi (co miało mu pomóc w zapanowaniu nad ogromnym wstydem). Odnosił wrażenie, że śmiał się z niego każdy; miał pewność, że już teraz był tematem wielu plotek, a wszystko miało eskalować, gdy wróci do pracy w Toronto.
Tyle dobrego, że miał przy sobie informatyka; w życiu nie spodziewał się, że będzie myślał o nim w tak pozytywnych kategoriach, ale teraz był wdzięczny opatrzności, że nie był tu sam. Choć może podejście było błędnę? Może nie powinien dziękować za obecność Finnegana, bo to właśnie owa doprowadziła go do tego stanu?
Nazajutrz 一 kiedy jego umysł wróci do pełnej sprawności 一 na pewno przeanalizuje to dokładnie, ale teraz koncentrował się tylko na tym, że mężczyzna pomagał mu w trafieniu do pokoju, co także nie należało do najprostszych zadań.
Gdy Carrington wreszcie opadł na skraj łóżka, złapał głębszy oddech. 一 Zostaniesz ze mną? 一 Palnął to o wiele szybciej pomyślał, że był to naprawdę fatalny pomysł. W żadnym momencie nie powinien chcieć, aby Dacey 一 ten Dacey 一 spędzał z nim więcej czasu. Najbezpieczniej byłoby, gdyby informatyk zniknął; wyszedł z tego pokoju, wrócił na konferencję i zrobił chociaż jakieś mało dokładne notatki, na podstawie których Carrington będzie mógł ułożyć sobie w głowie to, co działo się podczas jego nieobecności.
Położę się... 一 Pierwszy raz w życiu postępował w ten sposób; zapominając, że jeszcze niedawno siedział na brudnej podłodze i krzesłach w sali konferencyjnej, przesuwał się w głąb łóżka i zakopywał się w czystej kołdrze. Istniała gigantyczna szansa na to, że nazajutrz dostanie kolejnego ataku paniki (bo przecież spał pośród miliarda obrzydliwych bakterii), ale potrzeba odpoczynku była silniejsza. 一 Chcesz... 一 Przymknąwszy na moment powieki, złapał głębszy oddech. 一 Przytul się do mnie 一 Wszystko wskazywało na to, że leki wreszcie zaczęły działać, a on zaczął się rozluźniać.
I właśnie dlatego nie miał niczemu przeciwko, aby Dacey się do niego przytulił.
I właśnie dlatego n a l e g a ł, aby informatyk wszedł do łóżka, z którego jeszcze parę godzin temu go wyganiał.

Dacey Finnegan
32 y/o
For good luck!
178 cm
Informatyk Google Canada
Awatar użytkownika
Don't explain computers to laymen. Simpler to explain sex to a virgin.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Był przejęty stanem Marsa, chociaż nie był pewien czy to tylko zwykła troska, czy czuje, że jest mu to winny za to, że kiedyś wystawił go po ich pierwszej randce albo za to, że doprowadził go swoją osobą do właśnie tego stanu. Niby nie chciał myśleć o tym w tych kategoriach, w końcu nie chciał specjalnie zrobić mu krzywdy, ale i tak stało się inaczej, więc chyba ponosił za to winę? Albo chociaż część winy.
Z drugiej strony powtarzał sobie, że każdy normalny, empatyczny człowiek postąpiłby właśnie tak na jego miejscu. Chyba. Dlatego zadzwonił po karetkę, dlatego się przejmował i dlatego odprowadził go do pokoju hotelowego. Tak, to na pewno chodziło tylko o pomoc bliźniemu. Nic ponad to. Wszedł do środka ostrożnie, pewnie przytrzymując osłabionego kolegę z pracy i bardzo delikatnie, jak na siebie, posadził go na łóżku, a potem nachylił się, widząc, że ten chce coś powiedzieć. Zmarszczy brwi, bo uświadomił sobie, że obecne sytuacja była wręcz przeciwieństwem tego, co działo się poprzedniego wieczora, kiedy to Mars kazał mu się stąd wynosić. Kolejny dowód na to jak przewrotny potrafi być los. Do niedawna, gdyby ktoś go o to zapytał, to kategorycznie zaprzeczyłby, że kiedykolwiek coś takiego mogłoby się wydarzyć. To byłoby wręcz śmieszne.
Tak, no jasne 一 odpowiedział jednak, bo niby jak mógłby mu odmówić? Przecież dopiero co prawie umarł. Nie był jednak pewien w jakim charakterze miałby zostać. Żeby mu w czymś pomóc? Zaprowadzić do toalety? Podać szklankę wody? Zapewnić, że wszystko będzie w porządku i zostanie, dopóki ten nie zaśnie? Jak przy dziecku, które boi się ciemności. Zastanowił się nawet czy on nie będzie tego później żałował. Bo chyba nie zmienił tak diametralnie zdania o nim na stałe? Może to jakaś tymczasowa słabość umysłu? Poruszył ustami, przybierając niepewną minę.
Odsunął się trochę i rozejrzał, jakby zastanawiał się czy nie złapać się jakiegoś innego tematu, nie odciągnąć ich myśli od tego, co Mars właśnie powiedział. Spojrzał na czajnik, stojący na drewnianym biurku, na skrzynkę z kawą i herbatą, a potem na opakowanie ciastek z nadzieniem wiśniowym.
Może chcesz się czegoś napić? Albo jesteś głodny? 一 zapytał, chociaż nie ruszył się z miejsca, aby cokolwiek przygotować. Przekręcił głowę i znowu na niego spojrzał, gdy ten oznajmił, że po prost chce się położyć. 一 Oh, ok 一 powiedział tylko i skinął głową, sądząc, że Mars pójdzie spać i on będzie mógł się wymknąć i zostawić sprawę zakończoną i to nawet całkiem dobrze zakończoną. Zaczął się nawet podnosić, kiedy Carrington zakopał się w pościeli, ale ten potem zaskoczył go ponownie, mówić mu, aby się z nim położył.
Zamrugał zdziwiony i znowu przybrał bardzo niepewną minę, już chciał zapytać czy jest tego pewien, bo przecież ostatnim razem, kiedy leżeli obok siebie w łóżku, Mars był na niego wręcz za to wściekły. Ostatecznie znowu zganił siebie w myślach, tłumacząc, że przecież Mars był w bardzo złym stanie i może jak znowu się zestresuje, to już na pewno umrze, więc pokiwał szybko głową, rozpiął pospiesznie koszulę, zostając w samym, białym podkoszulku bez rękawów, po czym wdrapał się na łóżko i wsunął pod kołdrę obok mężczyzny.
Tak dobrze? 一 zapytał ciszej, kiedy przekręcił się na bok, przytulił do jego pleców i objął go mocno, opierając brodę na jego ramieniu. Rękę wsunął na jego bok, a potem na brzuch i wyżej na klatkę piersiową. Tak mógł wyczuć bicie jego serca, zadziwiająco szybkie.
Czy to przeze mnie? Jeżeli tak, to przepraszam. Nie chciałem cię zabić — przyznał po chwili cicho, przylegając do niego ciasno. Nawet nie był pewien czy Mars w międzyczasie nie zasnął.

mars carrington
myre
Posty wygenerowane przez ai
29 y/o
For good luck!
182 cm
senior data analyst google
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mruknął z zadowoleniem, kiedy poczuł, że mężczyzna był blisko. W tym konkretnym momencie potrzebował tylko tego; nie chciał wody, jedzenia czy świętego spokoju, bo zależało mu jedynie na możliwości wygodnego położenia się i odpoczywania w objęciach Finnegana.
To, co robił było absurdem; wszystko wskazywało na to, że wystarczyło parę godzin, aby stracił resztki rozsądku i stał się skończonym idiotą, który najpierw wyrzucał z łóżka faceta, by potem tak po prostu go do niego z powrotem zaprosić. Co się z nim działo? Czy dało się to wyleczyć?
Ciiiicho 一 jęknął, bo nawet jeśli chciał, przez gderanie Daceya nie bardzo miał okazję zasnąć. A przecież oprócz niepotrzebnych pytań było naprawdę przyjemnie; Mars nie zwracał uwagi na błahe rzeczy, do których zaliczało się położenie spać w ubraniach, bo po lekach 一 i w obecności informatyka 一 było naprawdę przyjemnie.
Ciepło rozchodziło się po jego ciele aż wreszcie zasnął; wtulony w mężczyznę, którego jeszcze niedawno stąd wyganiał, oddychał spokojnie i pozwalał swojemu organizmowi na zasłużony relaks. Zwątpienie przyszło w momencie, w którym się obudził; otworzywszy powieki, rozejrzał się niepewnie po pokoju. Najpierw nie zakodował, że był tutaj z Finneganem i uświadomił to sobie dopiero, kiedy poczuł drugie ciało tuż obok.
Wszystko wskazywało na to, że byli sobie przeznaczeni.
O ja pierdolę 一 jęknął praktycznie bezgłośnie i odwrócił się do informatyka. Tym razem już nie próbował go wyrzucać, bo nie chciał być posądzony o nieposiadanie piątej klepki. 一 Dae 一 Reagował inaczej niż przed wypadkiem; Mars był dużo spokojniejszy i nawet nie myślał, aby znów kończyć tę znajomość z przytupem. 一 Dae 一 ponowił, gdy dotarło do niego, że wypowiedział słowo zbyt cicho, aby obudzić śpiącego faceta.
Cześć 一 palnął głupio, kiedy Dacey otworzył oczy. Nie do końca wiedział, co powinien powiedzieć; po prostu podziękować? Poprosić go, czy mógłby stąd wyjść? A może udawać, że dostał całkowitej amnezji i nie pamiętał niczego? 一 Słuchaj, nie chcesz wyskoczyć na drinka? Wiesz, w ramach podziękowania za pomoc. 一 Wypowiedział to o wiele szybciej niż zdążył przeanalizować za i przeciw.
S z l a g.

Dacey Finnegan
32 y/o
For good luck!
178 cm
Informatyk Google Canada
Awatar użytkownika
Don't explain computers to laymen. Simpler to explain sex to a virgin.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Mógłby dalej mówić i zadawać masę bezsensownych pytań, ale kiedy tylko usłyszał, że Mars życzy sobie ciszy, to po prostu zamilkł i odetchnął tylko głęboko, mając nadzieję, że to wszystko po prostu minie jak zły sen i będą mogli wrócić zaraz do normalności i zapomnieć o tym dziwnym epizodzie. Jeszcze przez chwilę nasłuchiwał kontrolnie, czy Mars nie ma czegoś więcej do powiedzenia, ale okazało się, że po prostu zasnął i w sumie to całkiem dobre rozwiązanie. On sam też powinien iść już spać. Przynajmniej spróbować.
Objął mężczyznę mocniej, przylgnął do niego ciałem ciasno, żeby czuć jego ciepło i miarowy oddech. Okazało się, że to go zaczęło uspokajać i mógł nawet zastygnąć w tej jednej pozycji, zamknąć oczy i powoli odpłynąć w sen. Spało mu się bardzo przyjemnie i kiedy zaczął się wybudzać, doszedł do wniosku, że był zrelaksowany i wypoczęty, niezależnie od przykrych wydarzeń zeszłego dnia. Usłyszał swoje imię i zmarszczył lekko brwi, ale w końcu otworzył oczy i spojrzał na Marsa.
Przypomniał sobie, że w nocy wybudził się nawet kilka razy i czuł przyjemność, płynącą z przytulania się do drugiej osoby. Zapomniał już jakie to potrafiło być miłe i starał się nie myśleć o tym, że następnego dnia będzie nie tylko musiał wrócić do swojej rzeczywistości, ale i przedostać się do swojego pokoju hotelowego, nie budząc niczyich podejrzeń. Gdyby ktoś z firmy go przyłapał, to na pewno pojawiłby się plotki, a to nie było im potrzebne.
Mars — mruknął w odpowiedzi trochę zaspanym głosem, a potem uśmiechnął się lekko i przetarł dłonią twarz. — Cześć — dodał zaraz i krótko odchrząknął. Był głodny, ale jeszcze nie tak, żeby zrywać się i lecieć do restauracji na śniadanie. Zdecydowanie wolał najpierw wziąć prysznic, ale wszystkie jego rzeczy były już w innym pokoju. Podniósł się powoli do siadu, ale zgarnął kołdrę, którą jeszcze się krył, bo było mu przyjemnie ciepło.
Znaczy… teraz? — zapytał trochę zdezorientowany i uniósł kącik ust, bo to zaproszenie było całkiem ciekawe, niespodziewane, ale dosyć miłe. — Najpierw powiedz jak się czujesz. Potem może zejdziemy na śniadanie i zobaczymy co mamy w planie, hm? — zapytał spokojnie, kiedy zauważył, że Mars dalej wydawał się trochę spięty. Przypomniał sobie poprzednią noc i pomyślał, że jego propozycja mogła być tylko pretekstem, żeby szybko się go pozbyć.
Muszę skoczyć do siebie… Spotkamy się na dole? — rzucił, powoli podnosząc się, a potem trzymając dystans ruszył do wyjścia. Uchylił drzwi, wyjrzał krótko na zewnątrz, aby upewnić się, że korytarz jest pusty, po czym posłał Marsowi ostatnie spojrzenie, i lekki uśmiech, i wyszedł. Dotarł do swojego pokoju niezauważony, wziął szybki prysznic, przebrał się, zgarnął torbę z dokumentami, planem, identyfikatorem i laptopem, po czym zszedł do części z restauracją, gdzie serwowali już śniadanie. Brał pod uwagę fakt, że Mars się nie pojawi i wcale nie miał mu tego za złe, tym bardziej, że faktycznie miał ciężki dzień i zapewne miał również dosyć, że Dae cały czas plątał się gdzieś obok niego. Usiadł przy stoliku, położył na nim tacę z talerzem — wziął dwie parówki, jajecznicę ze szczypiorkiem, jedno jajko na twardo, dwie bułki z ziarnami i porcję masła — oraz kawą. Obok ułożył telefon, aby przejrzeć maile i sprawdzić co miał dziś do zrobienia. Na pewno nie prezentację, bo na szczęście na cały wyjazd musiał poprowadzić tylko jedną i miał to już z głowy.

mars carrington
myre
Posty wygenerowane przez ai
29 y/o
For good luck!
182 cm
senior data analyst google
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Irracjonalność.
Zachowywał się i r r a c j o n a l n i e, a najgorsze w tym wszystkim było to, że nie wiedział, jak zapanować nad swoim ciałem i umysłem. Był na siebie zły, bo zazwyczaj kontrolował sytuację; wydawało mu się, że należał do osób, które potrafiły podejść do problemów analitycznie, ale wszystko wskazywało na to, że był w cholernym błędzie.
Bo teraz chciał się przytulać do Finnegana.
Bo teraz nie miał niczego przeciwko bliskości i to bez niej robiło mu się źle.
Bo chciał iść z nim na drinka, bo na nowo odkrył w sobie nadzieję, że może mogliby stworzyć coś dobrego.
Czy zwariował i nie było dla niego ratunku?

Spanikował, gdy usłyszał pytanie informatyka. — Znaczy... — zmieszał się i przygryzł wewnętrzną część policzka. — Nie musimy teraz — doprecyzował, zapominając o tym, aby wspomnieć jak się czuł. — Jest już okej — zreflektował się, po czym odsunął się nieco i podniósł do pozycji siedzącej. — Jasne, nie krępuj się — zapewnił, nie chcąc wywierać niepotrzebnej presji.
Siedział na łóżku dopóki Dacey nie wyszedł; podniósł się z niego dopiero, kiedy usłyszał charakterystyczny dźwięk zamykających się drzwi, a gdy brał prysznic, zastanawiał się, czy znów nie popełniał kolejnego błędu. Bo może lepiej byłoby, gdyby po prostu już teraz złożył wypowiedzenie i uciekł na drugi koniec świata? Swego czasu z zapartym tchem śledził filmiki podróżnicze, więc może to byłaby droga, w której by się odnalazł?
Nie wiedział, jakie podejście do wszystkiego miał Finnegan, dlatego gdy zakładał na siebie ubrania, a potem schodził na śniadanie, czuł rosnącą gulę w gardle. Naprawdę się bał; znów zaczynał panikować i chyba tylko przyjemne wspomnienie niedawnej bliskości nie pozwalało mu przekroczyć granicy, która prowadziła wprost do kolejnego ataku paniki.
Hej — przywitał się raz jeszcze, niepewnie dosiadając się do stolika. Postawił talerz, na który ówcześnie nałożył interesujące go produkty przed sobą, ale przynajmniej na razie nie kwapił się, aby zjeść cokolwiek, bo jego wnętrzności zawiązały się w ciasny supeł. — Słuchaj... — urwał i kontynuował dopiero w momencie, w którym uświadomił sobie, że trzymał mężczyznę w niepotrzebnej niepewności. — Naprawdę dziękuję. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił — wyszeptał, grzebiąc widelcem w sałatce.
To nic, że Dae bezpośrednio przyczynił się do pogorszenia jego samopoczucia; z perspektywy teraz nie miało to większego znaczenia, bo Carrington patrzył na sytuację z wdzięcznością. — Trochę się tym wszystkim stresuję.

Dacey Finnegan
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”