27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdy Prince zaproponował mu nowe dresy, Alex zmarszczył brwi. Nie był przecież tanią dziwką, heloł. - Łaski bez, Williams, sam sobie kupię - rzucił przez ramię, dalej prowadząc. Pięć minut jazdy. Dokładnie tyle im zostało. Boże, pozwól im to przeżyć, proszę. Zerknął na chłopaków w przednim lusterku i uniósł brwi, gdy Prince zaczął odstawiać szopkę z całowankiem. Boże. Fuj. Jak Alex miał to znieść na trzeźwo? Boże. Marzył o tym, aby dowieźć tych dwóch debili już na miejsce i porządnie się napierdolić, żeby zapomnieć o tym widoku. No i cóż to, wyjątkowo jego modlitwy zostały wysłuchane! Zajechali na miejsce i zgodnie z przewidywaniami, Dallas już na nich czekał. Wyglądasz, jakbyś miał ciotę. Boże. Ten Princ to nawet nie potrafił się porządnie przywitać. Alex wygramolił się z auta i wypuścił Piesa, który zaczął biegać im między nogami. - Nie słuchaj go, Jensen, ma traumę po spotkaniu z szopem - skwitował i przytulił Dallasa, ale tak po męsku, wiecie. Złapał swoją torbę z auta i przejął jedną ze zgrzewek od Jensena, po czym wtarabanił się do domku tuż za Williamsem akurat w momencie, gdy Jensen pierdolił coś o Hollanderze. - Hollander? A może Homelander? To ten psychol z The Boys, znacie? Pojebany typ, pewnie im się nie spodobałeś, stary - rzucił Alex, kładąc torbę na podłodze, a zgrzewkę na jakiś stoliczku. Zgarnął jedną puszkę piwerka i walnął się na kanapę obok Księciunia, a Monster usadowił się między nimi. Alex z nabożną czcią podważył aluminiową zawleczkę i po krótkiej chwili rozległo się głośne PSYYYYT. Taaaak. Boże. Marzył o tym, odkąd wyszedł z domu. Odchylił głowę do tyłu i wypił kilka potężnych łyków, chyba pół puszki naraz normalnie! - Ja jebie, tego mi było trzeba - skomentował, a z jego gardła wydobyło się POTĘŻNE BĘKNIĘCIE, BO THIS IS A MAN'S WORLD. Dallas akurat chciał się dowiedzieć czegoś więcej o ich dzisiejszej wycieczce, kiedy Prince bezczelnie zmienił temat. Alex przekręcił oczami i klepnął Princa w kolanko. - Ty, królewicz, Dallas był pierwszy, co ty taki niegościnny i go olewasz? Dobra, Jensen, słuchaj tego. Zaczęło się od tego, że Joelowi zachciało się sikać, no to się zatrzymałem, nie? Później wraca, otwiera drzwi, a tam Cipek taranuje wszystko po drodze i spierdala w las! No i okazało się, że ten pies ma łeb do interesów, bo zajebał Prince’owi samarkę… - tu rzucił szybkie spojrzenie na Prince'a, ciekawe czy miał więcej tych swoich narkołyków. - No ale wracając do tematu, poszliśmy go szukać, bo go nie zostawię na pastwę łosi i sarenek, nie? Łazimy, klniemy, aż postanowiłem sprawdzić krzaczory, bo Williams chyba widział tam coś czarnego? No i idę, sprawdzam, a tam szop! I to taki wkurwiony! Rzucił się na mnie, rozdarł mi dresy, o, widzisz, o, tutaj? - tutaj wskazał dłonią na swoją biedną nogawkę, złapał ją między dwa palce i potrząsnął, ponownie świecąc łydką jak muzułmańska ladacznica. - Potem Joel zaczął bronić mnie kijem, szop się wkurwił i poleciał na Prince’a, Joel krzyknął "ŁAP KIJA!", no i rzucił Prince’owi tego kija, ale Prince go nie złapał i dostał nim w łeb, bo refleks ma jak szachista po udarze, no i szop już prawie go dopadł, ale wtedy znikąd wyskoczył ten oto bohater… - wskazał dłonią na Cipsona, który teraz rozgościł się na dywaniku pod kominkiem. - … który szczeknął dwa razy i szop spierdolił w krzaczory. Aha, no i zapomniałem dodać, że ten szop zeżarł zawartość samarki, czaisz? Pewnie teraz biega nafurany po lesie. No i to cała historia, stary - dokończył Alex opowieść i dokończył również pierwsze piwo. Pić mu się chciało, dobra? Sięgnął po drugą puszkę i odwrócił się w stronę Prince'a. - A co do dup, to poznałem taką jedną przed sylwestrem - powiedział nieco tajemniczo, ale nie kontynuował tematu, bo znowu zaczął zerować drugie piwerko, bo przez tę jazdę autem to był do tyłu o kilka browców co najmniej.

debil nr 1 debil nr 2 jensonek jelonek
29 y/o
Welkom in Canada
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Poczuł się szczerze napastowany, gdy Prince nachylił się nad nim, by skraść mu buziaka. Na twarzy Joela automatycznie pojawiło się obrzydzenie i odruchowo odchylił się do tyłu, prawie wklejając się w drzwi za sobą.
- Ja pierdole, Prince. Bo ci zaraz jebnę, przysięgam - odepchnął go swoją długą ręką i nawet, gdy Williams przestał się już wydurniać, łypał na niego kątem oka, będąc gotowy do ucieczki. Całe szczęście, że niedługo potem dojechali na miejsce i mógł wyskoczyć z auta na większą przestrzeń, gdzie na pewno było bezpieczniej.
Wziął jeszcze z bagażnika swoje rzeczy i powędrowali do domu, a wejście do środka było w odczuciu, jak ukończenie jakiejś pojebanej misji w grze. WRESZCIE.
- Ale, że co? Awansowałeś teraz na jakieś bożyszcze nastolatek? Trochę przypał w sumie, bo wszystkie pewnie nieletnie - wtrącił, idąc na końcu, tuż za chłopakami.
Położył torbę na podłodze i rozejrzał się po wnętrzu, cicho wzdychając. Jego uwagę szybko przykuł odgłos otwieranego piwa. Automatycznie przeniósł spojrzenie na Alexa i przypomniał sobie o artefakcie, który ukrył w czeluściach swojej torby. Przed Princem oczywiście.
- Od piwa to się głowa kiwa - rzucił wujasowym tekstem i zaraz wydobył piękną butelkę The Macallan 25 YO Sherry Oak. Uniósł ją do góry, by zaprezentować kumplom i zaraz postawił na stoliku. - Dałem za nią prawie 3 koła, więc proponuję ją rozpić na początku, żebyśmy chociaż poczuli smak - dodał, po czym wyprostował się i ruszył w stronę kuchni. - Idę zlokalizować jakieś szkło - wyjaśnił i podczas gdy Alex opowiadał historię z lasu, Joel szperał po szafkach w poszukiwaniu szklaneczek. Zaraz wrócił do salonu i postawił je na blacie stolika, parskając śmiechem na słowa o szachiście po udarze.
- Pojebany był ten szop. Tak w ogóle, co było w tej samarce Prince? On w ogóle przeżyje taką dawkę? - zapytał luźno Williamsa, choć teraz to i tak popij wodą. Śmierć z przedawkowania i tak zdawała się być lepszą śmiercią, niż zeżarcie przez wilka.
- Dobrze wiesz, że czekamy na jakieś gorące szczegóły - przewrócił oczami, bo stwierdzenie taka jedna, nie mówiło mu absolutnie nic. - Fajne ma cycki? - zapytał bez ogródek, w międzyczasie otwierając butelkę whisky i napełniając szklaneczki.
- Ja miałem ostatnio pojebaną akcję. Zapomniałem o pobieraniu krwi. Dzwonek do drzwi, otwieram, a tam zamiast starego Jose, młoda Pani doktor, czaicie? Zmienili mi tego poczciwego starucha na seksowną blondynkę - powiedział, wracając wspomnieniami do tamtego poranka. Jeżeli to nie było wygranie na loterii, to ja nie wiem co to było.
- No Panowie, łapcie się za szkło! - powiedział z entuzjazmem, gdy whisky zostało już starannie nalane. Sam również wziął jedną ze szklaneczek i wystawił ją w kierunku chłopaków, chcąc się z nimi stuknąć.

Hollander Skolim Najman
27 y/o
For good luck!
188 cm
hokeista w Maple Leafs
Awatar użytkownika
and this line ties me to this place
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brakowało mu tej bandy idiotów.
Na słowa Prince’a prychnął tylko pod nosem i uniósł rękę.- Te, Williams. Laski lecą na tę fryzurę. Jak nie wierzysz, to zapytaj swojej starej. - Spojrzał najpierw na niego, potem na resztę chłopaków, aż w końcu podszedł bliżej księciunia i zarzucił mu ramię na szyję.- Nie mogła przestać krzyczeć mojego imienia. Oh, Dallas, tak, mocniej! - rzucił, próbując naśladować jego matkę, choć widział ją może raz w życiu. Swoją drogą wyglądała nawet yum w swoim fartuszku, ale anyways. Parsknął sam do siebie, ale kiedy Hall go przytulił od tyłu, przymknął oczy i dla beki położył dłoń na jego przedramieniu, jakby właśnie odgrywał scenę z Titanica.- Ahh, hasbi, nawet nie wiesz, jak mi tego brakowało.- Dlaczego nazwał Alexa Hasbullą? Why the fuck not? Był od nich wszystkich kilka centymetrów niższy, właściwie najniższy z całej bandy, więc automatycznie łapał status niziołka. Dallas nie był jednak aż takim samobójcą, żeby mówić to za głośno. Co jak co, Jensen umiał się napierdalać na lodzie, ale tam przynajmniej miał ochraniacze. Tutaj, w starciu z zawodowcem, wolał nie testować własnego szczęścia.

Wzruszył ramionami. - Może, może.-I tak nie miał ostatnio szczęścia do kobiet. Trafiały mu się same świruski, a takich miał już wystarczająco dosyc. Zerknął na Joela i skrzywił się teatralnie.- A weź, stary. Ja się już boję spojrzeć na jedną za długo, bo zaraz mnie jakaś pozwie o molestowanie. Mój manager zabrania mi się nawet uśmiechać. Nigdy nie wiadomo, co takiej siedzi pod czaszką…- Postukał się palcem w czoło, patrząc na Delaneya, a potem prychnął pod nosem na całą tę gościnność rapera. Mimo wszystko słuchał z zaciekawieniem opowieści Alexa, schylając się po zgrzewkę piwa. Co chwilę otwierał szerzej oczy albo uchylał usta, chłonąc każde ich słowo. What in the KAC VEGAS is going on?! przechodziło mu przez myśl raz po raz. A kiedy padło słowo szop, momentalnie wróciły do niego flashbacki z Vietnamu. Pierwsza randka z Fernandes, gówniarski wiek, romantyczny wieczór i 'przesłodki' szop, który go tak urządził, że skończył w szpitalu. Zaśmiał się pod nosem, schylił i pogłaskał Cipsona.- Widzisz, Cipek? Jesteś tutaj jedynym bohaterem. - Potem jego wzrok padł na whisky, które Joel trzymał i aż się rozpromienił.- Kurwa, nie musisz mnie namawiać drugi raz. Otwieraj to cudo.

Zrzucił z siebie kurtkę, cisnął ją gdzieś na krzesło, postawił sześciopak na stole i rozwalił się wygodnie w fotelu, patrząc na nich z niedowierzaniem.- Wy sobie jaja robicie. Przeczesał dłonią włosy i pokręcił głową.- Poznajesz laskę przed Sylwestrem- spojrzał na Alexa.- Do ciebie przychodzi hot pielęgniarka zamiast starego oblecha - przeniósł wzrok na Joela.- Zaraz ty mi jeszcze powiesz, że jakaś tobą jest zainteresowana, i chyba się tu przekręcę na miejscu.- Zerknął na księcia i westchnął teatralnie, jakby los naprawdę się na niego uwziął, po czym podniósł się z fotela i ruszył do kuchni. Otworzył szafkę, wyciągnął kilka szklanek, zachowując się jak u siebie, i wychylił się zza ściany.- Łap! - Rzucił jedną w stronę Joela, zaraz potem kolejne do reszty, skutecznie wybijając ich z rytmu. Ostatnią zostawił dla siebie. Wrócił do salonu, opadł z powrotem na fotel i z impetem postawił szklankę na stole.- Lej to.- Oparł się wygodniej, ale po chwili zmarszczył brwi, bo jedna myśl właśnie wyjątkowo bezczelnie wślizgnęła mu się do głowy. - Swoją drogą, przez to wasze pierdolenie o szopie przypomniała mi się moja laska ze studiów. Erza Fernandes, pamiętacie ją?- Spojrzał po nich.- Rudowłosa. Zajebiste cycki, zgrabna dupa, coś świta?- Westchnął, ale bardziej rozbawiony niż naprawdę przejęty.- Myślicie, że byłaby chętna na jakiś niezobowiązujący numerek po latach? - Wyszczerzył się bezczelnie, lecz chwilę później mina mu trochę siadła i prychnął pod nosem.- Kogo ja próbuję oszukać. Pewnie zapisała moje nazwisko w jej osobistym Death Note.

księciunio basketboy hasbi
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Dallas Jensen, Joel Delaney, Alexander Hall

Oh, to tak jak twoja stara, kiedy pakowałem jej kutasa w dupę — komentuje od razu słowa Jenny z przepięknym uśmiechem i zaczyna wykonywać ruchy kopulacyjne, aż sobie Williams jęknął przy okazji — chyba miała z pięć orgazmów i cały czas wrzeszczała, że nikt jej nigdy tak dobrze nie przeruchał — parsknął Prince, bo jego takie teksty w ogóle nie ruszały. Za dużo przebywał wśród patologii... chyba też przy niej właśnie przebywał, ale musiał się dobrze bawić. Za to na ten ich titanicowe pozy, aż strzelił oczyma — A wy macie gejowskie zapędy — skwitował krótko, mierząc ich wzrokiem i na całe szczęście zaraz już wchodzili do środka. Mógł rozłożyć się wygodnie na kanapie, przez moment zapominając o samarkowej aferze. Nie obchodziło go bekanie, pierdzenie, chciał się w końcu napierdolić, by leżeć pod kanapą.
Nie chcę tego wspominać — skwitował na wielką epopeję Alexandra o ich przygodach, aż otworzył sobie piwo i zaczął je pić, aż cała puszka nie zniknęła w przeciągu kilku minut — powinieneś chyba dostać zastrzyk przeciwko wściekliźnie — z jakiegoś powodu szop się na nich rzucił. Podobno ta choroba wirusowa była śmiertelna. Piana z ust, agresja, wodowstręt... tylko te objawy już pasowały do Halla. To chyba ups, nie mógł się zarazić.
Pan to ma jednak gest — aż Williams uśmiechnął się na widok butelki, takie życie było idealne. O ile rano nie będą chcieli go wziąć na poranne bieganie. Nie wziął całego wagonu petów, by przeżyć sportowy weekend ze świrusami — mdma, żebym szalał przy was cipki z empatii — albo był w stanie zrozumieć ich momentami babski sposób myślenia — chuj mnie to obchodzi, szczerze mówiąc — złodzieje powinni umierać, zwłaszcza tacy kradnący samarki. To prawdziwa hańba, której trzeba było przeciwdziałać na przyszłość — jebane śmieciowe pandy — mruknął Prince i aż westchnął ciężko. Dobrze, że jeszcze zapas miał ze sobą. Chciał tak po prostu poczuć się szczęśliwy, zagrać w pokera na hajs, zapalić cygarko, a cały czas wiatr mu w oczy.
Opowiadaj o tej dupie — rzucił Williams, wpatrując się w Alexa, a zaraz wzrok przeniósł na Delaneya i parsknął śmiechem — tylko tyle masz do powiedzenia? — parsknął, kręcąc przy tym głową. Nie wierzył w to, co właśnie słyszał — lekarka? A wyruchałeś ją chociaż? Pokażcie foty, na pewno pokazują cycki i dupy na insta— potrzebował szczegółów. Był facetem, ale kochał plotki, póki co opowieści wyglądały na... poziom co najmniej nędzny — ja spotkałem siostrę mojego dealera, totalnie dobra dupa — i aż się rozmarzył, wzdychając ciężko — jezu, chciałbym widzieć ją... — nikt tego nie chce wiedzieć Prince, nawet biedna użytkowniczka pisząca tego posta, a to nie będzie najgorsze, co pomyślisz — no i jeszcze wkurwiającą blondynkę, taką lalę — atakującą, bijącą, wyzywającą. Dobra, odwołał własne twierdzenie o Alexie z wścieklizną, Cora ją miała — jakby zamknęła jadaczkę, to może bym ją przeruchał — i aż się rozmarzył, jak zatyka jej usta... Kolejny piękny widok, gdyby tylko nie była taka wojownicza i agresywna. Postawił szklankę na stole i zaczął rozlewać każdemu alkohol. Przynajmniej można było go nazwać dobrym gospodarzem w tym konkretnym momencie.
Taaa, pamiętam, te typiarę co dawała dupy. Z desperacji chcesz do niej wrócić? — aż parsknął pod nosem, bo nie lubił rudej. Dallas był przy niej cipą, a on... nie lubił cip. Na wzmiankę o szybkim numerku, aż parsknął śmiechem. Widocznie musiał mu przypomnieć, co tak właściwie powinien o niej myśleć — to była przecież szmaciura jebana, zrogowaciala niedźwiedzica, co się kurwi pod mostem za wojaka i siada kurwa na butle od vanisha, i kurwe w taczce pijana wozili po osiedlu — mistrz ciętego języka właśnie się odpalił. Na samo wspomnienie o tej lasce, coś mu przeskakiwało w głowie — wiesz o co chodzi mnie, nie? Takiego pantoflarza jak przy niej to nigdy kurwa nie widziałem — aż pokręcił głową — daj se spokój, bo gorszej szmaty nie widziałem. Przypomnieć Ci, dlaczego z Tobą zerwała? — spytał, unosząc jedną brew, ale nie czekał na odpowiedź — bo wybrałeś własne szczęście — karierę a Prince naprawdę to rozumiał, pocieszał i na co? Żeby wspomnienie tej raszpli popsuło im weekend? Niedoczekanie — za nas! — chwycił za szklankę, upił szybko łyka i spojrzał na kumpli.
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kończył pić kolejne piwko, aby nadrobić w ilości wypitych procentów swoich kumpli, kiedy Joel stwierdził, że od piwa to się głowa kiwa i wyjął coś ze swojego plecaczka, nie zapominając ich poinformować, ile to cudo kosztowało. - 3 koła? Ja pierdolee - Alex aż gwizdnął na wieść o butelce The Macallan 25 YO Sherry Oak. Pojebane, że też alkohol mógł tyle kosztować, kiedy można było kupić browca za kilka dolców i osiągnąć podobny efekt najebania się. Jednak chłopaki to chyba już byli najebali, bo przynieśli dwa komplety szklanek, ale Joel napełnił tylko cztery? No to Alex poczęstował się jedną ze szklaneczek z whisky i wrócił na kanapę, rozsiadając się jak król. Będzie teraz smakować elegancki alkohol jak jakiś burżuj, brakowało mu tylko jedwabnego szlafroka i monokla. Uniósł szklankę do światła, przyglądając się bursztynowej cieczy, która kosztowała więcej niż jego miesięczny czynsz w Parkdale. Trzy koła. Za ten hajs powinni kupić Prince'owi kawałek mózgu. Powinieneś chyba dostać zastrzyk przeciwko wściekliźnie. - Nie no, tylko dresy mi rozjebał - odparł Alex i uniósł do góry swoją potężną łydę, pokazując na podarte dresy, po raz kolejny zresztą tego wieczoru. Nie chciało mu się iść zmieniać spodni, za dobrze mu już było na tej kanapie z kumplami, zwłaszcza jak już pogrążyli się w rozmowie i Joel pochwalił się seksowną panią blondynką na pobraniu krwi. - Uuuu, Joel, nie chwaliłeś się. Będzie numerek? - zagadnął Alex, poruszając brwiami w ten zabawny sposób. Och, sam też miał super przygodę z gorącą blondynką pielęgniarką w kiblu w pewnym klubie, wspominał ją wspaniale, mimo że było to baaardzo dawno i w sumie nie wiedział, co u niej słychać. No ale co mu obciągnęła to jego, nie? Jezu, dużo by dał, żeby znaleźć się teraz obok Mads, żeby wybiła mu te wspomnienia z głowy. A skoro o Mads mowa... Fajne ma cycki? - Zajebiste - uśmiechnął się pod nosem i pociągnął łyk tego drogiego whisky, które dla niego smakowało jak... zwyczajne whisky. Pewnie nie potrafił docenić dobrego alkoholu, ale co tam. - Wygląda jak milion dolców nawet w mojej bluzie. Nie chce się wychodzić z łóżka - rozmarzył się. - Poznaliśmy się w klubie, jest tam barmanką - dodał, wspominając usta Lennox na swoich. Przecież ona potrafiła sprowokować go samym spojrzeniem, kurwa jego mać. Zaraz jednak Jensen zapytał ich o Erzę Fernandes, skutecznie przerywając jego rozmarzone myśli o blondynce. - Erza? Kumpluję się z nią - powiedział chwilę przed wywodem Prince'a. Rozsiadł się wygodniej, i poczuł dumę, że miał takich zajebistych kumpli. Joel miał gest, Dallas miał fryzurę, a Prince... Prince miał właśnie przesrane, po tym swoim zjebanym monologu. Zrogowaciała niedźwiedzica? Kurwa w taczce pijana? Szmata? I może stary pijany do tego? Alex odstawił szklankę i nie zrobił tego delikatnie, o nie, szkło uderzyło o blat stolika z takim impetem, że resztka Macallana wyskoczyła z naczynia. - Skończyłeś już ten swój festiwal spierdolenia, Prince? Patrzę na ciebie i dochodzę do wniosku, że inteligencja naprawdę próbowała cię kiedyś dogonić, ale ty zawsze byłeś od niej kurwa szybszy - rzucił, a w jego głosie nie było już nawet śladu rozbawienia, bo się po prostu wkurwił, ale ostatnio robił takie śmieszne ćwiczenia oddychające i nie bił ludzi po ryju po dziesięciu sekundach, dlatego rączki trzymał przy sobie. Poza tym co jak co, ale Williams był jego kumplem. Frajerskim, ale kumplem. Cipek aż nadstawił uszu, słysząc ton swojego pana, a po chwili poderwał się na równe nogi i szczeknął. - Jeszcze jedno słowo o Fernandes, a przysięgam, że sprawdzę, czy ta twoja szczęka jest tak samo wyszczekana, jak twój niewyparzony ryj, kapiszi? - dodał, po czym przeniósł wzrok na Dallasa, żeby mózg przestał mu podpowiadać "A przypierdol mu!". Prince'owi, jakby co, nie Dallasowi. - Odpowiadając na twoje pytanie, ostatnio ruchała się z jakimś Ricardo, ale ją rzucił albo ona jego? Chuj wie, nie pamiętam. Więc myślę, że możesz podbijać, załapiesz się na pocieszyciela - odrzekł z milutkim uśmiechem na ustach, nawet nie patrząc w stronę Williamsa, bo może i Alex był najniższy w towarzystwie, ale Prince to był najgłupszy. - To na czym stanęło? A tak. Za nas, panowie! - wzniósł toast ponownie, biorąc trzy głębokie wdechy, tak jak pokazywała pani na jutub.

hubby debil jebany burżuj
29 y/o
Welkom in Canada
198 cm
niski skrzydłowy w Toronto Raptors
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Trzy koła za butelkę whisky to było sporo, to fakt, ale Joelowi wykręcało mordę na samą myśl o łojeniu piwska przez cały wieczór. Nigdy nie rozumiał zachwytów tą pianą, ale za to totalnie rozumiał zachwyty na widok butelki, którą wyciągnął z torby. Sam również spoglądał na nią z czułością, choć smakosz był z niego żaden. Pewnie miał najmniejsze zahartowanie alkoholowe z całej czwórki, ale jednocześnie był największy, to może go tak od razu nie położy.
- Chwalę się teraz - zerknął na Alexa. Chociaż właściwie nie było jeszcze czym, bo do niczego poza nieszczęsnym pobieraniem krwi nie doszło. Jeszcze. - Tak, ona wyjęła na stół igłę, a ja kutasa - popatrzył z ukosa na Williamsa i z rozbawieniem przewrócił oczami. Brzmiało trochę jak scenariusz z pornola i pewnie Joel absolutnie nie protestowałby przed takim obrotem spraw, no ale nie tym razem. - Nie wygląda na typ dziewczyny, która po pięciu minutach wskakuje do łóżka, ale pracuje nad tym. Weź tylko niczego nie polajkuj - dodał i podał Prince'owi telefon, na którym chwilę wcześniej odpalił instagram. Zaraz odwrócił głowę w stronę Alexa i uniósł lekko brew w reakcji na jego słowa.
- Mmm, czyli ma fajne cycki, kręci driny i jeszcze dobrze się rucha. Głupi to zawsze ma szczęście - pokiwał z uznaniem głową. W międzyczasie powiódł wzrokiem za Dallasem, który polazł po coś do kuchni. Zmarszczył brwi, gdy zobaczył lecącą szklankę i złapał ją w locie, zaraz wzdychając ciężko.
- A to, to co niby kurwa jest? - wskazał na szklanki, które przyniósł chwilę wcześniej. - Oj stary, źle to widzę. Problemy ze wzrokiem. Brakuje ci ruchania albo zajebania zgona. Jak się dobrze postarasz i uśmiechniesz ładnie do Prince'a, to możesz mieć dzisiaj oba - zażartował. Temat zszedł zaraz na Erze Fernandes, a Joel znał ją głównie z opowieści i z krótkich przypadkowych spotkań, więc na początku siedział cicho. Wtedy Williams się odpalił, a ciemne oczy Delaneya automatycznie przeskoczyły na Alexa, bo wiedział, że Hall się z rudą kumpluje. Właściwie to nie wiedział, czego do końca może się spodziewać po jego reakcji, więc zerknął na Jensena wzrokiem mówiącym, że trochę przypał, ale dobrze, że nie nasz. Wolałby się nie konfrontować z Hallem na pięści, bo może i był od niego wyższy, ale w dawaniu sobie po mordzie nie miał aż tak dużego doświadczenia. Właściwie, to do samego końca zastanawiał się, czy Prince dostanie w ryj i wypuścił powietrze z płuc dopiero, gdy emocje lekko opadły. Sam również chwycił za szklankę i wziął łyka, z tego wszystkiego nawet nie próbując wsmakowywać się w to whisky.
- Ale wsadziłeś kij w mrowisko... - powiedział do Dallasa, odsuwając szklankę od ust. - Nie no Panowie, musimy iść na jakieś kluby, bo jeszcze trochę i Jensenowi fiut uschnie. Już ma jakieś desperackie myśli - dodał, starając się zboczyć na trochę przyjemniejsze tematy, żeby rozluźnić zgęstniałą atmosferę.


Prince Williams Alexander Hall Dallas Jensen
27 y/o
For good luck!
188 cm
hokeista w Maple Leafs
Awatar użytkownika
and this line ties me to this place
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Siedział rozwalony w fotelu ze szklanką whisky w dłoni, kiedy Prince zaczął swój popis. Na pierwsze słowa Williamsa o jego starej tylko parsknął śmiechem i pokręcił głową. - No weź, koronko, ty nawet nie wiesz, jak moja stara wygląda, a już jej pakujesz kutasa w dupę? Szacun za wyobraźnię, stary. - Uniósł szklankę w jego stronę z szerokim, bezczelnym uśmiechem.- Następnym razem, jak będziesz u mnie w rodzinnym domu, to ci ją przedstawię. Zobaczymy, czy dalej będziesz taki odważny. - a na sam komentarz o gejowskich zapędach przy Titanicu z Hallem, tylko przewrócił oczami i pokazał mu środkowy palec, nie przestając się szczerzyć.

Potem słuchał, jak chłopaki gadają o swoich przygodach. Kiwał głową, śmiał się w odpowiednich momentach, szczególnie przy historii Joela z lekarką i Alexa z barmanką. Gdy Joel rzucił żart o tym, że Dallasowi brakuje ruchania, ten prawie się zakrztusił ze śmiechu.- Wal się, Delaney. Jak już będę desperatem, to najpierw pójdę do ciebie, bo przynajmniej jesteś wyższy i ładniejszy niż Prince - odgryzł się natychmiast, mrugając do niego. - Prince, weź mu tam polajkuj to, co możesz! -rzucił. Chwilkę później mina mu zrzedła, bo w końcu sam poruszył temat Erzy. I wtedy się zaczęło. Prince odpalił swój monolog, a Dallas słuchał go z coraz bardziej uniesioną brwią. Przy 'szmaciurze', 'zrogowaciałej niedźwiedzicy', 'kurwieniu pod mostem za wojaka' i całej reszcie jego twarz powoli stężała. Nie był już rozbawiony. Kiedy Prince skończył i wzniósł toast 'za nas', Dallas obserwował Alexa i w duszy mu dziękował za to, że wstawił się za nią, przytakując głową i myśląc THAT'S MY BOY!! Chwilę później odstawił szklankę na stół z głośnym stuknięciem i spojrzał prosto na Williamsa. - Księciuno… zamknij ryj na chwilę, dobra? - powiedział spokojnie, ale ton miał ostrzejszy niż zwykle. - Wiem, że lubisz sobie pojechać, ale nie po mojej byłej w ten sposób. Nie przy mnie, bo się pogniewamy, jasne? - Nie czekał na odpowiedź, tylko przeniósł wzrok na resztę. - Tak, byłem przy niej cipą, bo newsflash…kochałem ją, idioto.- Wzruszył ramionami - Zerwała ze mną, bo wybrałem hokeja. I wiecie co? Miała rację. Byłem wtedy gnojkiem żądnym sławy, który myślał, że może mieć wszystko naraz. Nie winię jej za to.

Na słowa Halla o Ricardzie, Dallas najpierw uniósł brew, a potem parsknął krótkim, suchym śmiechem. - Kumplujesz się z nią? No proszę… świat jest mały. - Pokręcił głową z niedowierzaniem. - Ricardo? Kto to, kurwa, Ricardo? To był tylko głupi żart, chciałem zobaczyć, jak wam ryje zrzedną i zadziałało. - Pokręcił głową z niesmakiem na samą myśl, że ktoś inny mógłby brać Erzę. No ale sam robił to z dziesiątkami innych kobiet, więc co to w ogóle był za terytorializm? Upił łyk whisky, skrzywił się lekko i spojrzał na Joela, który próbował rozładować atmosferę, i dopiero wtedy uświadomił sobie, że na dobrą sprawę szklanki już wcześniej sam przyniósł. - O chuj, dobra, Delaney, te tutaj możemy czymś innym wypełnić. - Machnął ręką, próbując jakoś ukryć swoje zawstydzenie. - Ale masz rację. Musimy gdzieś wyskoczyć, bo jeszcze trochę i faktycznie mi fiut uschnie od tych opowieści o waszych blondynkach i lekarkach. - Wyszczerzył się szeroko. - Ja stawiam drineczki, podpisałem nowy kontrakt. Ale tylko jeśli Prince obieca, że nie będzie więcej jebał mojej byłej przy mnie. Bo następnym razem to ja mu przypomnę, jak jego stara wyglądała w fartuszku. - Mrugnął do Williamsa, próbując wrócić do luzu, ale w oczach wciąż miał lekkie napięcie. - Ah, nie żeby coś, ale reszta mojego teamu jest dzisiaj w striptease clubie, jeżeli chcielibyście pogapić się na zajebiste dupy… No to ten… - wziął głęboki wdech, wznosząc szklankę ku górze - za nas, panowie.

(ง'̀-'́)งᎮʀɪ፝֟ɴᴄᴇㅤ ( っ'-')╮ =͟͟͞͞🏀
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

🥊👊 🏒🥅 ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִֶָ🏀་༘࿐

Fakt, lepsze niż piwo — mruknął Williams, upijając spory łyk whiskey. Smakowała wręcz idealnie. Jak idealne zakończenie wieczoru, dawała odrobiny oddechu w piersiach i sprawiała, że przez moment mógł się wyłączyć. Cieszyć się wyłącznie tym, co działo się teraz.
Jenny, słoneczko, nie chcesz tego sobie robić — parsknął pod nosem Prince. Pamiętał mamuśkę Jensena — dobry milf w twojej okolicy się pokazuje, jak widzę Cię na zdjęciach z mamuśką — i gdyby nie była mężatką,a w dodatku matką jego kumpla to pewnie by do niej podbijał. Na samą myśl, że Dallas z niej wyszedł, aż sam się wzdrygał. Taki pomiot szatana w tak idealnym organie. Ciąże, macice, łożyska potrafiły być dla niego horrorem, a sama myśl tego, że mógłby mieć dziecko, przerażała go bardziej niż cokolwiek innego.
Oooo, dobra dupa — skomentował blondynkę Delaneya — dobrze ją zbajeruj, Joel — poruszał zabawnie brwiami. Idealna wręcz, by powiedział. Choć ruchanie lekarki uważał za niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo, czy po zerwaniu nie staniesz się jej pacjentem — nie. Wiem, co to solidarność plemników — skwitował, oddając Joelowi telefon. Dobra dupa, po seksie czekał na komentarze — i ruchać, tylko ty mnie chcesz, Jenny, pipeczko ty moja kochana — zacmokał w stronę Dallasa. Fakt, że wszyscy wciskali mu szpileczki, uważał za najpiękniejszy komplement. Nieważne, jak mówią, ważne, że mówią.
Heh, a chociaż połyka? — spytał Alexa. Barmanka, dobry seks, trzeba było zadać koniecznie to pytanie. Było niesamowicie istotne. W całym równaniu zajebistości kobiety, wydawało się to niezmiernie istotne.
Wyjmij kij z dupy Alex — skwitował krótko Halla. Czy skończył festiwal spierdolenia? Na ten moment tak. Za to niezmiernie irytowały go dupy w świecie kumpli. Żadna nie zawojowała jego serca na tyle, by chciał stać się pantoflem. Miał za sobą miłostki, ale nigdy nie było to nic poważnego, a praktycznie każdą komentował w ten sposób. Bez szacunku. Na niego trzeba zapracować.
Serio? — prychnął, słysząc jego wywód. Obrońca jajników na męskim wyjeździe? Tego się nie spodziewał — a jak nazywać laskę, która go rzuciła, bo miał ambicję? — spytał wprost — a powinieneś. — skierował słowa w stronę Dallasa. Prince na pewno winiłby bogu winną czemukolwiek kobietę. Męska duma i te sprawy nie pozwalały mu jasno myśleć. Chociaż, o ironio, miał koleżanki kumpli, które by obronił przed własnym językiem.
Jedyny mądry — wskazał na Joela. Kluby, alkohol, impreza — no mówiłemże szmata, ale tego już nie dodał. Inaczej desperacji nie dało się nazwać.
Graty, Jenny — zaklaskał Prince. Nowy kontrakt to coś, za co mogli pić — to jednak za Ciebie — raz jeszcze uniósł szklankę i upił z niej łyk. Zaraz znów strzelił oczyma — to po co o niej gadacie? Z jakiegoś powodu jest byłą — fakty! Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki — chyba wolałbym ten klub niż odludzie — wymruczał Williams. Oczami wyobraźni widział seksowne kobiety tańczące na rurze i aż westchnął anielsko — co właściwie będziemy tu robić? Oprócz chlania... — zagadnął, wstając, by zacząć przeszukiwać szuflady komory — mam gdzieś zestaw do pokera i cygara — nie były w jego, patusiarskim plecaku, za to w szufladzie. Ojciec Williamsa zawsze je tu trzymał na męskie wieczory.
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mmm, czyli ma fajne cycki, kręci driny i jeszcze dobrze się rucha. Głupi to zawsze ma szczęście. Dla Maddie to on mógł być idiotą, bałwanem albo debilem, oby tylko dalej wpuszczała go do swojej sypialni, wtedy nie było żadnego problemu. No i tak się uśmiechał pod nosem, bo mu się w umyśle wzięło na wspominki wiadomo kogo i wiadomo gdzie, ale chwilę później uśmiech zszedł mu z twarzy, bo odezwał się Księciunio. Heh, a chociaż połyka? Alex wzniósł oczy ku niebu i wymamrotał niewyraźne "WTF" pod nosem. - Williams, ty serio masz mózg w rozporku. Dobra jest i tyle ci musi wystarczyć, reszty ci nie opiszę, bo jeszcze sobie coś naciągniesz z wrażenia - rzucił, kręcąc głową na pytanie o barmankę. Zerknął też przelotnie na telefon Joela, skoro już za darmo oglądali sobie zdjęcia jakiejś pielęgniareczki i zmarszczył brwi. - Ej, ja chyba ją kojarzę - rzucił pod nosem, odpierdalając przy tym jakieś wielkie myślenie w głowie, skąd mógł ją znać, no ale kiedy mu się przypomniało, to… - A, pomyliłem ją z kimś innym - dodał szybciutko i machnął ręką, upijając przy tym łyk ze swojej szklanki. Nie był pewien, czy był to jego Aniołek z klubu, który nie tylko opatrzył jego brew, ale też zabawił się z nim w kiblu kilka lat temu, no ale po co psuć koleżance opinię, jeśli - no właśnie - nie był pewien? Zresztą, jakie tam od razu psucie opinii, była strong independent woman i mogła robić co chciała i z kim chciała i kiedy chciała. A teraz najwyraźniej chciała Joelowi pobierać krew. I nie tylko.

Ahh. Miłość. Pojebana sprawa z tą miłością. Czterech dorosłych chłopów, zamiast cieszyć się wolnością, siedzieli i albo analizowali swoje byłe i przyszłe niedoszłe, albo ekscytowali się igłami pielęgniarek. Wyglądało na to, że miłość to jakaś zbiorowa choroba psychiczna, na którą nie pomagała nawet whisky za trzy koła. Spojrzał na Dallasa, który właśnie się przed nimi uzewnętrzniał. Kochałem ją, idioto. Tak powiedział temu debilowi jebanemu Williamsowi. No i co, no szczerze powiedział, Alex był z niego dumny. - Tak, kumplujemy się, to ona ogarnęła mi Cipsona - kiwnął głową w kierunku psa, który z powrotem rozwalił się na dywanie i zaczynał smacznie chrapać. Wielkie, cudowne psisko. Kurde, Alex nie sądził, że zrobi się z niego taki psi ojciec po tak krótkim czasie, ale niczego nie żałował, przynajmniej miał do kogo się odezwać, kiedy Maddie nie było w pobliżu. Ricardo? Kto to, kurwa, Ricardo? To był tylko głupi żart, chciałem zobaczyć, jak wam ryje zrzedną i zadziałało. - Żart, żartem, ale miłość to jest, kurwa, fenomen - mruknął pod nosem Alex, znów upijając łyk ze szklanki. Hold swoje szklaneczki, brothers, nadchodziła błyskotliwa myśl, zapinajcie pasy. - Jeden daje się kłuć igłami, bo laska jest seksowną blondi, drugi płacze za byłą, która go rzuciła dla jego własnego dobra, a trzeci... - zawiesił głos, zerkając na Williamsa - ...trzeci pyta, czy połyka, bo to jedyny sposób, żeby na chwilę zapadła cisza. No i to jest piękno relacji międzyludzkich, panowie - dokończył i pokiwał głową jak jakiś sensei. Co tu właściwie będziemy robić oprócz chlania? Zerwał się z kanapy w ślad za Williamsem i zerknął mu przez ramię, jak szukał zestawu do pokera i cygar. - Mogę zagrać, ale nie za hajs - uprzedził towarzystwo, po czym zaczął zgarniać butelki i szklaneczki ze stołu w jeden kąt, żeby zrobić miejsce na zestaw pokera, który już chwilę później wylądował na stole. Alex rozsiadł się wygodnie na jednym z krzeseł i dopił zawartość swojej szklaneczki do końca - w końcu świat wydawał się bardziej kolorowy, nawet Prince wydawał się bardziej znośny, kiedy alkohol już wesoło rozgościł się w jego żyłach. - No, siadajcie przy stole, panie i panowie, zanim Prince rozda sobie same asy… - zmrużył oczy i zerknął na Williamsa, który coś tam już grzebał z tym zestawem. Pewnie przygotowywał się do rozdania kart i żetonów, ale z nim to nigdy nic nie wiadomo. Alex chwycił butelkę whisky, chcąc polać kolejną kolejeczkę kumplom, ale zanim przechylił ją nad szklankami, zatrzymał ruch w połowie. Z rozbawieniem wbił wzrok w Delaneya, bo nagle przypomniał sobie, że to on tu dzisiaj robił za konesera i głównego sponsora wysokoprocentowej rozrywki. - Czy jaśnie pan Joel wyraża zgodę na kolejną rundę? - parsknął śmiechem, no i dopiero gdy doczekał się znaku od Joela, zaczął rozlewać alkohol do szklaneczek. Woohooo!

Michael Jordan romeo texam holdem
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”