ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
bullying, suicidal thoughts
23 czerwca 2008
Kolejny dzień prześladowań, znęcania się i wyzwisk.
Nie daję sobie już rady.
Jestem nikomu niepotrzebny.
Dla wszystkich byłoby najlepiej, gdyby mnie tutaj po prostu nie było.
Wpis do dziennika jak na młodego chłopca jakim wtedy był Finnegan Arden... był naprawdę drastyczny. Ostatnimi czasy był szykanowany przez grupkę chłopaków, którzy uważali się za twardzieli. Tych, którzy chodzili po ośrodku i głosili wszystkim, że co to nie oni, że oni nie potrzebują rodziny do szczęścia. Arden się z nimi nie zgadzał. Bynajmniej nie wtedy. Przecież każdy chciał mieć swój kąt na świecie, czuć się potrzebnym. On nie rozumiał ich wielkich przemówień o niezależności i sile, dlatego bardzo szybko stał się jednym z pierwszych do prześladowania.
Wtedy nie był jeszcze wysoki - był raczej chudy, drobny i niedożywiony, bo od lat przerzucano go z jednego przemocowego domu zastępczego do drugiego. Domu, w którym dorośli najwyraźniej zapominali, że pieniądze otrzymywane z opieki społecznej miały iść na dziecko, którym rzekomo się zajmowali. Nie na alkohol, zachcianki czy na własne przyjemności.

Tego dnia siedział na zewnątrz budynku podczas wolnego czasu, ze wzrokiem wbitym w ziemię, kiedy za swoimi plecami usłyszał śmiech i szuranie butów.- Finn? Raczej Finito! - rzucił jeden z chłopaków, gruby, czerwony na twarzy i zadowolony z własnego żartu. Kilka sekund później Finn poczuł ostry ból przeszywający plecy. Nie zdążył nawet zrozumieć, że został kopnięty. Poleciał do przodu i upadł na klatkę piersiową, uderzając twarzą o chodnik. Szorstki beton rozdarł mu policzek. - Ugh... - wyrwało mu się z bólu. Spróbował podnieść się na rękach, ale zanim zdążył zrobić cokolwiek więcej, drugi chłopak postawił mu but na karku i docisnął go do ziemi. - A kto ci powiedział, że możesz wstawać, Arden? - parsknął śmiechem. Pozostali ustawili się wokół niego, tworząc krąg.- Proszę... ja nic nie zrobiłem - wydusił Finn ledwo słyszalnie, czując nacisk na szyi. - Właśnie. Ty nigdy nic nie robisz, Arden.- Śmiech wybuchł nad nim jeszcze głośniej. Głosy zaczęły mieszać się ze sobą tak intensywnie, aż nie potrafił już odróżnić jednego od drugiego. - O cholera, uważajcie!

Nie był w stanie unieść głowy. Nie był w stanie zobaczyć, co się tak właściwie działo. Wiedział tylko, że but na jego karku wciskał go coraz mocniej w chodnik. Coraz brutalniej. Powietrze zaczęło urywać się w jego gardle, a oczy rozszerzyły mu się gwałtownie, kiedy przed sobą, gdzieś tuż przy krawędzi rozmazanego pola widzenia, zobaczył dziewczynę. Stała tam. Albo przynajmniej tak mu się wydawało. Nie był pewien, czy była prawdziwa, czy jego umysł zaczął już wymyślać rzeczy przez to, że dopływ powietrza powoli się odcinał. Ale widział ją. Jej buty. Jej sylwetkę. Coś jasnego, coś obcego w tym całym hałasie i bólu. I przez jedną krótką, przerażoną sekundę Finn pomyślał, że może jednak ktoś mu pomoże.

is someone out there?
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


028.
you've got
a friend in me

N i e n a w i d z i ł a zmywać.
Ze wszystkich kar, jakie dostawała za złe zachowanie, najbardziej nie lubiła zmywać. Tego momentu, kiedy dłonie robiły się miękkie, a skóra na opuszkach marszczył się obrzydliwie jak u starszych ludzi. Chociaż działo się tak jej nie raz, Pilar za każdym razem była przerażona, że tak już jej zostanie! A jednak od zmywania nie była w stanie się wykręcić.
Jak zwykle zbierała baty za nie swoje wykroczenia. Przecież jedyne co zrobiła, to podzieliła się jedzeniem z kotem, który przybłąkał się z podwórka i miałczał jej pod nogą. Co miała zrobić? Pozwolić mu głodować? Mieszkała tutaj już wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że dzikich zwierząt w tej placówce się nie dokarmiało. I pewnie gdyby nie ona, połowa z nich byłaby już pod ziemią! Szkoda tylko, że tym razem została przyłapana już po raz trzeci, a to zaś skończyło się na zmywaku.
Nie miała pojęcia, ile dokładnie jej na to zeszło, ale dzieci w ośrodku było od groma, więc i talerzy po obiedzie zgromadziła się cała masa. Chociaż czas uciekał między palcami, wiedziała, że trwało to długo, bo już od jakiejś dłuższej chwili bolały ją łydki od ciągłego stania na palcach. Jak na dziewięciolatkę była nawet wysoka, jednak wciąż niewystarczająco, żeby spokojnie sięgać do zlewu.
Kiedy skończyła, upewniła się z panią Rocket (aka Rakieta), że mogła odejść. Wszystkie dzieciaki już dawno rozeszły się po pokojach albo zabawiały na podwórku, dlatego kiedy Stewart wyszła na taras, miała w planie od razu skierować się do dziury w płocie na końcu ogródka. Ostatnio znalazła tam przepięknego konika polnego i strasznie chciała sprawdzić, czy dalej był pod pudełkiem, które na niego zarzuciła. Tylko nim przeszła chociaż połowę drogi, zauważyła, jak Gruby Troy znowu znęca się nad nowym dzieciakiem. Nie znała nawet jego imienia, widziała go zaledwie kilka razy na korytarzu i podczas zajęć, ale mimo tego i tak przystanęła przy jednym z drzew. Przez krótki moment obserwowała okropną scenę, która odgrywała się przy huśtawce, zaciskając drobne dłonie w piąstki, czując, jak serce zaczyna uderzać mocno w piersi. Za mocno.
I chociaż wiedziała, że powinna odpuścić; że będzie mieć z tego jeszcze większe kłopoty… nie mogła tego zrobić. Nie mogła przejść obojętnie obok krzywdy, której przecież sama doświadczała na porządku dziennym.
Tylko co ona mogła w starciu z czterema starszymi chłopakami?
Cóż, Pilar miała swoje sposoby.
I wcale nie ograniczały się one do przestańcie, bo zawołam panią — to akurat nigdy na nich nie działało. Była jednak taka jedna rzecz… na pozór głupia i obrzydliwa, ale coś, czego ona za nic się nie bała. W końcu od zawsze była dziwna. Dlatego nie czekając ani chwili dłużej, nie mogąc znieść krzyków chłopca, schyliła się do ziemi i zaczęła w niej grzebać, kompletnie brudząc sobie rączki i wyciągając z niej… robale. Długie, różowiutkie, o b r z y d l i w e dżdżownice.
Finalnie miała ich w ręce pięć, może sześć. Wszystkie ruszały się energicznie w dłoniach, ale jej wcale to nie przeszkadzało. Złapała jedną między palce, a potem… cisnęła nią prosto w głowę Troya.
Co jest?! — zerwał się, prostując momentalnie, przez co robak wpadł mu prosto pod materiał białej, zdecydowanie za małej koszulki. — FUJ!!!!! — krzyknął głośno, czując zapewne, jak robaczek wije się przy jego plecach. Reszta ekipy jak na zawołanie odskoczyła i odwróciła w jej kierunku. Już chcieli ruszyć i z nią zrobić porządek, ale wtedy Pilar rzuciła kolejnym robalem, sama podchodząc bliżej. I jeszcze jednym. A dwa kolejne będąc już przy nich… władowała sobie prosto do ust. Zaczęła biec w ich kierunku, szczerząc się, a oni nawet raz się nie zastanowili i po prostu zaczęli uciekać 
OBRZYDLIWA DZIKUSKA! — krzyknął jeszcze na odchodne Troy, patrząc na nią z obrzydzeniem. A Pilar? Pilar zaraz wypluła robale z ust i nachyliła się w stronę chłopca, który leżał na ziemi.
Wszystko okej? — spytała z uśmiechem na ustach, a na jednym z jej przednich zębów ostał się jakiś kawałek robaka, którego po chwili wypluła gdzieś obok.

I've got you ₊˚⊹ᰔ
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez kilka długich sekund po prostu leżał bez ruchu, łapczywie próbując nabrać powietrza. Gardło paliło go niemiłosiernie, a policzek piekł od zdartej skóry. Słyszał jeszcze oddalające się wrzaski tamtych chłopaków, ich przekleństwa i odgłos butów tłukących o chodnik, ale wszystko to docierało do niego jakby spod wody. Zamrugał kilka razy, spluwając na bok odrobiną krwi i kurzu, po czym ostrożnie uniósł głowę. I wtedy znowu ją zobaczył. Nie była jego wymysłem. Nie była żadnym ostatnim obrazem, który mózg podsunął mu tuż przed odcięciem. Stała tuż obok - niska, rozczochrana, z brudnymi od ziemi rękami i czymś absolutnie nienormalnym w oczach. Finn patrzył na nią otępiale, jakby próbował zrozumieć, co właściwie właśnie się wydarzyło. Czy oni naprawdę uciekli? Czy ona naprawdę...? Czy ten anioł, który ukazał mu się przed oczami, naprawdę był dziewczynką, która jako swoją artylerię wykorzystała nie tylko dżdżownice, ciskając nimi w tę bandę idiotów, ale również wsadziła je sobie do buzi?

Potrząsnął głową jeszcze kilka razy, próbując wrócić na ziemię, bo przecież na pewno musiało mu się to przyśnić, ale nie... dalej tu stała. A ten niczemu winny robal wyleciał z jej ust razem ze śliną, gdy splunęła gdzieś obok. - Ty... - wydusił w końcu zachrypniętym głosem, marszcząc brwi. - Ty właśnie zjadłaś robaki. - To było pierwsze, najmądrzejsze zdanie, na jakie było go stać. Spróbował podnieść się wyżej, ale syknął z bólu, gdy oparł ciężar ciała na dłoniach. Jedna z nich od razu zadrżała. Kolana miał miękkie, kark pulsował, a w oczach dalej zbierały się łzy - nie tyle od samego bólu, co od upokorzenia, które nadal siedziało mu w klatce piersiowej jak kamień. Opuścił wzrok, zawstydzony, że pewnie wyglądał żałośnie. Bo wyglądał. Chudy, obdarty, z rozwalonym policzkiem i trzęsącym się oddechem. - Chyba... chyba nie jest okej - mruknął ciszej, odpowiadając jej dopiero po chwili. Otarł nos wierzchem dłoni i zaraz skrzywił się, bo tylko rozmazał sobie brud po twarzy. - Ale... uciekli

Powoli podniósł na nią spojrzenie. Było w nim coś ostrożnego, coś dzikiego, jak u psa, który przez całe życie dostawał tylko kopniaki i nagle nie wiedział, co zrobić z wyciągniętą ręką, która po prostu chciała go pogłaskać. Nie ufał ludziom. Nie ufał dzieciakom w ośrodku tym bardziej. Każdy czegoś chciał, każdy prędzej czy później okazywał się taki sam.A jednak ona stała tu przed nim, uśmiechając się, jakby to wszystko było najnormalniejszą rzeczą na świecie. - Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał cicho. Nie zabrzmiało to jak pretensja. Bardziej jak autentyczne zdziwienie. Nikt nigdy nie zrobił dla niego niczego tak po prostu, sam z siebie, nie oczekując niczego w zamian. Przełknął ślinę i spuścił wzrok na ziemię. - I tak... dzięki - dodał po chwili tak cicho, jakby samo to słowo ledwo przechodziło mu przez gardło. - Chyba... to znaczy, na pewno dzięki, że to zrobiłaś.- A potem, mimo bólu i piekącej twarzy, kącik jego ust drgnął niemal niezauważalnie. - Jesteś trochę straszna. - To nie było jednak wyzwisko. Pierwszy raz od bardzo dawna zabrzmiało prawie jak komplement.Wyprostował się, strzepał brud z rąk, po czym wyciągnął dłoń w jej kierunku. - Finnegan Arden... um, zostaniemy przyjaciółmi?

robakowa 𓆙
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”