ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kristin Wyatt

Powrót z Włoch i niekończący się jet lag spowodował, że Peter nie nadążał już za tym co jest wytworem jego wyobraźni a co jest prawdą. Był prawie przekonany, że odbył już z Kristin poważną rozmowę na temat ich łóżkowego problemu, ale kiedy prześledził wiadomości na telefonie, zorientował się, że nie mogło jej jeszcze być, bo przecież nie pisałaby mu chyba o tym, czy widział jej program o karczochach, tylko na przykład wysłała by mu zaproszenie, żeby przyszedł je obejrzeć na żywo... czymkolwiek są karczochy w tej symbolice. Ale tak, widział jej program, szczególnie że nie mógł już spać od trzeciej w nocy, widział też program o teorii spiskowej związanej z zajezdniami autobusowymi na północy Toronto i zaraz do niej napisał, czy na pewno jest bezpieczna, bo wyglądało dość poważnie. Minęło kilka dni, on wciąż niewsypany, w końcu jednak ustalili, że idą na randeczkę. Peter pomyślał, że może trzeba było podejść do tego bardziej romantycznie, zabrać ją do galerii, później na makaron, później dać wino i wynająć jakiś ładny apartament z widokiem. Co prawda to nie pierwszy raz, keidy robił takie podchody, ale tak czy inaczej nie mógł się już doczekać kiedy sie w końcu zobaczą, bo rozmowy przez telefon to jedno.
I na początku było bardzo romantycznie, złapali kawki i nie mogli oderwać od siebie spojrzeń. Peter miał już gotowy plan, liczył na to, że zobaczą jakieś inspirujące dzieła i będą musieli się skonfrontować ze swoimi demonami. Chociaż to chyab tylkow Peterze jest jakiś demon, bo Kristin wydaje się tak samo słodka i niewinna jak zawsze, aniołeczek.
Weszli na wystawę na której były zawieszone z sufitu puste płótna i zaczeli tak w ciszy chodzić po pomieszczeniu. Kristin przodem, on za nią, później Kristin się zatrzymuje no to on idzie przodem. Odwraca się, czeka na nią, patrzy na półtna i idzie kilka kroków szybciej, żeby później na nią poczekać. Wyraźnie go nosi, chociaż jest zmulony od zmiany czasu. W koncu kiedy Kristin przy nim staje, to ją objął i przytula do siebie z boku.
- Co myślisz, chciałabyś mieć taki w domu? - żartuje, starając się nakierować jej myśli na to mieszkanie, którego od pół roku wspólnie szukają, tzn on jej mówi, że mogliby coś razem wynająć, a ona wciąż siedzi z tymi swoimi współlokatorami. - O a przy okazji, widziałaś ten adres, który ci ostatnio przesłałem? - uparcie patrzy na szare płótno naciągnięte na stelaż analizując każdy szew, jakby nie chciał widzieć wywrócenia oczu Kristin, która już wie, że to mieszkanie jest w tym samym bloku w którym mieszka przyjaciółka Petera Wendy....
26 y/o
For good luck!
166 cm
Reporterka W CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Cieszyłam się, że Peter wrócił wreszcie z Europy, chociaż muszę także przyznać, że kiedy nie było go w Toronto to jakoś łatwiej mogłam skupić się na pracy. Nawet jeśli kolejny absurdalny materiał o karczochach, albo teoriach spiskowych brzmiących po prostu niedorzecznie wcale nie sprawiał, że czułam się poważną reporterką, a raczej przywodził na myśl pytanie czy kiedykolwiek nią będę. Nazwisko Wyatt owszem, pomogło mi wstąpić na ścieżkę kariery, ale jednocześnie, miałam wrażenie, przeszkadza w pięciu się na szczyt, skoro wszyscy w redakcji traktowali mnie raczej jako maskotkę niż kogoś z kim warto się liczyć. Dlatego coraz częściej wyobrażałam sobie, że zostaję wreszcie panią Blythe. Poza tym przeczytałam kiedyś w Cosmo, że trzyletni staż związku to odpowiednia pora na kolejny krok, a my przecież byliśmy z Peterem razem znacznie dłużej. Dlatego z radością przyjmuję propozycję randki. Może to właśnie dzisiaj wyskoczy wreszcie z pierścionkiem. Ostatecznie planowaliśmy przecież zamieszkać razem w przyszłości bliższej niż dalszej. Wszystko zdawało się idealne, wspólna kawka i odwiedziny w galerii, obydwoje to uwielbialiśmy. Ja przecież malowałam obrazy, a poza tym naprawdę serce biło mi szybciej kiedy mój chłopak opowiadał o sztuce. Wchodzimy na wystawę i przez chwilę całkowicie oddaję się pierwszemu wrażeniu, krążąc gdzieś pomiędzy monumentalnymi, pustymi płótnami wiszącymi z sufitu. Z zamyślenia wyrywa mnie dopiero bliskość Petera, więc posyłam mu delikatny uśmiech, kiedy obdarza mnie krótkim uściskiem - Chyba jednak wolę zamalowane płótna, a tobie jak się podoba? Co myślisz? - pytam z niekrytym zainteresowaniem. Może jeśli poznam jego punkt widzenia, albo koncept, który towarzyszył artyście to zmienię zdanie i zapragnę żeby takie płótno zdobiło nasze wspólne, przyszłe mieszkanie. Zresztą o wilku mowa, w pierwszej chwili przygryzam delikatnie dolną wargę, a zaraz wbijam badawcze spojrzenie w Petera, widząc, że on z kolei unika mojego wzroku - Tak, widziałam - zaczynam powoli, ważąc dokładnie każde słowo, które po krótkiej pauzie wypada z moich ust - Na zdjęciach prezentuje się całkiem nieźle, chociaż wiesz jak to jest, pośrednicy potrafią tak zrobić fotki, żebyś zakochał się od pierwszego spojrzenia, musielibyśmy zobaczyć jak to wygląda na żywo, jak prezentuje się okolica, no wiesz, chciałabym żeby nasze wspólne gniazdko było idealne - a ideału szukało się długo. Chociaż ja właściwie miałam w tej kwestii sporo szczęścia - Peter wydawał się idealny. Romantyczny, dobrze wychowany, a jak znaleźliśmy wspólny język, to potrafiliśmy przegadać godziny. Szanował moje granice, nie naciskał, zwykle to ja wywierałam na nim większą presję, tak jak chociażby w kwestii zaręczyn - Twoja przyjaciółka, Wendy, mieszka w sąsiedztwie, prawda? W sumie dobrze mieć obok przyjazną twarz, zawsze byłoby od kogo pożyczyć cukier, w razie gdyby skończył się w nieodpowiednim momencie - śmieję się krótko. Właściwie nie widzę nic złego w tym, że mieszkalibyśmy z nią drzwi w drzwi, ufam Peterowi najbardziej na świecie, ze wszystkich bliskich mi osób tylko on nigdy mnie nie zawiódł. Więc tak samo jak mieszkanie w sąsiedztwie, tak i ich wspólne wojaże w ogóle nie wydawały mi się jakkolwiek podejrzane. W końcu tylko się przyjaźnili, a nie mogę mu zabronić mieć przyjaciół, to byłoby strasznie toksyczne.

Peter Blythe
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Ciekawy koncept, ale myślę, że powinien zostać w galerii. Wydaje mi się, że jednak jest to zbyt abstrakcyjna sztuka, aby uchodzić za dekorację. Chociaż to mogłoby być całkiem romantyczne, jak czysta karta na przyszlość - nie do końca wiedział, czy Kristin jest gotowa na ten cały krok w przód i pierścionek, bo tak faktycznie, to chociaż oczy jej błyszczą niesamowicie, kiedy sięgał do wewnnętrznej kieszonki marynarki albo kurtki. - Chociaż gdybyśmy mieli odpowiednio duży dom, to nie pogardziłbym jakąś dobrą sztuką. Pamiętasz jak byliśmy na tej wystawie w Kopenhadze o Calderze? Moglibyśmy mieć taką rzeźbę nad schodami - rozmarza się, chociaż może niekoniecznie jest to udana myśl, bo przecież nie planują się teraz wprowadzać do wielkiego domu, tylko do mieszkania. No właśnie, mieszkania, którego temat był o tyle tricky, że teraz nie do końca był pewny, czy to taki świetny adres te drzwi naprzeciwko Wendy. Chował swoje spojrzenie, czując jednocześnie to jej, czujne i zainteresowane Kristin.
- Tam są dwie sypialnie, salon i kuchnia oddzielnie i łazienki oddzielne. Z tego co widziałem, troche małe są szafy, ale możemy ewentualnie drugi pokój zamienić na garderobę - tak sobie rozważa i idą sobie do kolejnej sali w której na samym środku z sufitu zwieszona jest wielka rzeźba z tkaniny Abakanowicz. - Tak, Wendy mieszka tuż obok, to ona mi podsuneła ten pomysł. Tooo... może pójdziemy tam dziś po lunchu? - proponuje spoglądając na czerwień tkaniny od góry aż do dołu. Z jakiegoś powodu ten kolor bardzo mocno dzis z nim rezonuje, a cala rzezba przypomina troche rozdarte serce. Tak w ogólnej analizie inaczej sie to interpretuje, ale może o to właśnie w sztuce chodzi, że może odpowiadać na sytuacje które dzieją się w Twoim życiu tu i teraz. Bo przecież jego serce było rozdarte, pomiędzy tym co bije w kierunku Kristin, a tym co rodzi się w kierunku Wendy.
- Wiesz, brakowało mi Ciebie w Mediolanie - spogląda na nią z boku, zastanawiając się jak ugryźć temat, który przecież wisiał im nad głowami od kilku lat. Może to niezbyt dobre miejsce na poruszanie takich tematów, ale no cóż, tu właśnie znalazł w sobie siłę, żeby go poruszyć. - To na prawdę romantyczne miasto. Pełne kawiarni, restauracji i pięknych załuków. Powinnaś tam ze mną być

Kristin Wyatt
26 y/o
For good luck!
166 cm
Reporterka W CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Hmmm - zastanawiam się chwilę nad jego słowami. Było w tym trochę racji - czyste płótno, czysta karta, może w trakcie naszego wspólnego mieszkania gdzieś na blejtramie z naciągniętym lnem mogłyby pojawiać się znaki naszej wspólnej historii. Ot, kurz między włóknami materiału, nieopatrznie zrobiona plama, odbicie dłoni albo ust, cokolwiek. W zasadzie to mógłby być nawet ciekawy eksperyment - ile minie lat zanim pusty obraz zapełni się odbiciem życia codziennego? - W zasadzie to bardzo ciekawa myśl, zróbmy to, powieśmy puste płótno w sercu naszego nowego mieszkania, a potem razem będziemy je zapełniać, no wiesz, przypadkiem, za dwadzieścia lat staniemy przed nim i będziemy wspominać - a pamiętasz te plamę? Z wrażenia wylałam wino kiedy wreszcie mi się oświadczyłeś - uśmiecham się słodko, szturchając go łokciem w bok, trochę zaczepnie, chociaż wiem, że znowu poruszam temat, który zdaje się jest trochę niewygodny - Dom? Jeśli mielibyśmy kiedyś duży dom to na pewno byłby tam też Calder nad schodami, ale póki co chyba zmieścimy się w mieszkaniu - szczególnie, że miałam trochę, hm, skrajne opinie co do tego. Ten, w którym się wychowałam był wielki, ale strasznie pusty i nawet nie chodzi tu o dekoracje. W zasadzie jedyną osobą, która wprowadzała do niego trochę światła był Galen, tyle, że na ten moment nasze kontakty ograniczały się do życzeń składanych od święta. Duże przestrzenie przywoływały raczej negatywne emocje. Ale z drugiej strony myślę, że z Peterem, razem, moglibyśmy stworzyć coś wyjątkowego. Słucham opowieści o mieszkaniu i kiwam lekko głową - Na garderobę? Chyba wolałabym biuro, albo pracownię, mogłabym tam malować, a ty... Ty mógłbyś zostać moim modelem - śmieję się, wtulając w jego bok, kiedy razem przechodzimy do kolejnej sali. Abakan zwisający z sufitu sprawia, że otwieram szerzej oczy, a jego monumentalność na moment wbija mnie w podłogę - Zawsze mnie to zadziwia, Peter, że tkanina może być taka... Mięsista - chociaż nie wiem czy to odpowiednie słowo, było jednak coś organicznego w tym wszystkim, w tej dziwnej formie - Pewnie, chodźmy - potwierdzam, po czym chwytam go za rękę i ciągnę na drugą stronę, by okrążyć dzieło - Co ci to przypomina? - zagaduję znowu, ciekawa jego interpretacji - Mnie też ciebie brakowało - przyznaję, zgodnie zresztą z prawdą - Tak? Właściwie brzmi cudownie, może kiedyś się tam wybierzemy, razem? Poza pracą? - bo ten wyjazd był przecież poniekąd służbowy - Chciałabym, ale też miałam tyle rzeczy do ogarnięcia, wiesz, kto inny zrobiłby reportaż o - wzdycham przeciągle, trochę smutno, bo to co zaraz powiem nie brzmi jak poważne dziennikarstwo, a raczej jakiś żart - Karczochach? - bardziej niż śmiać chce mi się płakać, więc wbijam w swojego chłopaka wielkie, błyszczące oczy - Peter, czy ty myślisz, że ja jestem słabą reporterką? - chyba byłam, skoro wciąż dostawałam takie beznadziejne tematy.

Peter Blythe
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mina Petera była bezcenna, kiedy Kristin wspomniała o wylanym winie z powodu zaręczyn. Praktycznie otwierał i zamykał z trzy razy usta, dobrze że jego dziewczyna jednak szybko podchwytuje pomysł z Calderem. Uśmiecha się niepewnie i dopiero po chwili pyta:
- Czyli chciałabyś takie zaręczyny w domu, czy własnie nie i dlatego to rozlane wino? - przesuwa spojrzeniem po kolejnych pustych płótnach , zastanawiając się jak długo byłyby puste w ich własnym domu. Znając jego, to pozostałyby takie jeszcze dużo czasu, bo jest jednak na tyle porządkowym freakiem, że nawet próbowałby zmyć tę plamę po winie.
- Ale w takiej pracowni przecież bardzo mocno pachnie tempertyną, słyszałem że to jest toksyczne i nie zaleca się przebywania w pomieszczeniach... nie byłoby lepiej, gdybyś wynajęła jednak na to jakąś inną przestrzeń? - zamartwia się o praktykalia, zupełnie ignorując, że przecież miał potencjalnie przedstawioną bardzo miłą wizję w której on jej pozuje, ona go maluje a później idą do drugiego pokoju, bo nawet się nie muszą na inscenizacji całować, bo mają przecież łóżko. Chociaż akurat te myśli w przypadku ich związku były mocno... surrealistyczne.
Oglądają sobie tkaninę wtuleni w siebie jak te dwie połówki serca, chociaż to Peterowe jest coraz bardziej zgniłozielone, bo w każdej kolejnej chwili, kiedy obejmuje Kristin, ma w głowie wątpliwości, czy to jeszcze jest fair wobec niej, jeżeli tydzień temu dużo szybciej biło mu serce kiedy w podobnej pozie oglądał zachód słońca na dachu w Duomo z inną dziewczyną.
- Mi przypomina serce... no albo wagine - przyznaje oceniając profesjonalnie dzieło sztuki, chociaż znó wkracza na te tereny, które mogą nieco krępować Kristin, która przecież z nim o żadnych waginach, a już przede wszystkim o tej swojej, to nie chciała chyba rozmawiać.
-Koniecznie, Włoch nigdy nie jest za dużo- uśmiecha się lekko do Kristin, chociaż znając ich grafiki podobna możliwość zdaży się najwcześniej za pół roku, kiedy Kristin zostanie zmuszona by iść na urlop, a on będzie czuł, że przeciążył się pracą. - We Włoszech też są karczochy, nawet myślę, że jest ich tam więcej. Mogłaś mieć takie podejście bardziej reporterskie gdzie szukasz źródła najelpszych karczochów - podsuwa i zastanawia się jednocześnie, czy nie jest to jednak coś, co prędzej wymyśliłaby Wendy, niż Kristin, która może i jest pomysłowa, ale również lubi trzymać się pewnych zasad, a jedną z nich było to, że tematy dla kanadyjskiej telewizji robi się
- No co tyyy- obejmuje ją, bo wydaje się, że z tych błyszczących oczu zaraz jakieś łezki popłyną - Kristin, jesteś świetną reporterką, przecież jesteś codziennie na wizji! Wiem bo cię oglądam rano i dziś na przykład dzięki Tobie dowiedziałem się o subkulturze techno poranków. No powiem ci, że zaskoczyło mnie to ogromnie, że są ludzie, którzy słuchają takiej muzyki przy kawie rano. I jestem ogromnie wdzięczny, że nie musiałem iść tam z tobą żeby to przeżyć - parska śmiechem, chociaż może to głupi pomysł, żeby brać chłopaka do pracy, ale akurat takie poranne godziny to jest czas kiedy Peter po bieganiu jest najczęściej dostępny na jakieś szybkie poranne kawki z czego na pewno z Kristin sobie korzystają. Dobrze, że nie wpadła na pomysł, aby połączyć przyjemność z pracą.
- A dlaczego tak mówisz, masz jakieś wątpliwości? Bo wiesz, u mnie wciąż szukamy dobrej osoby od PR, a ty jesteś świeta w takich medialnych sprawach - odgarnia jakiś zbłąkany lok z jej czoła, zastanawiając się po raz kolejny, czy to byłaby dobra droga dla nich, gdyby jeszcze zaczęli razem ze sobą pracować. Wtedy już właściwie spędzaliby wszystkie chwile razem.

:prlp:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Museum of Contemporary Art”