ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
185 cm
Words are very unnecessary They can only do harm
Awatar użytkownika
I give in to sin
Because you have to make this life livable
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Erza B. Fernandes
Jules miał dzisiaj wyjątkowo nudny dzień, pomimo tego, że zaplanował sobie sporo aktywności. Nieważne czego by nie zrobił, stale czuł się nienasycony. Kiedy więc wrócił z wieczornego spaceru ze swoim psem, przystanął przy blacie w kuchni i z westchnieniem wyciągnął z kieszeni telefon. Leniwie przesuwał palcem po jego ekranie, jednocześnie wodząc wzrokiem po nazwach zapisanych kontaktów. Finalnie zatrzymał się przy jednym z kobiecych imion które akurat tego wieczoru przykuło jego uwagę. Julie. Nie znał jej jakoś szczególnie dobrze, ale nie był w stanie stwierdzić czy to ona mało o sobie mówiła, czy to on nie słuchał jej z wystarczającym zaangażowaniem. Była ładna i wesoła, ale brakowało jej jakiejś głębszej substancji, nie był w stanie przywołać nic ciekawego na jej temat. Pomimo wszystko, postanowił, że do niej zadzwoni. Skrzywił się nieznacznie gdy do jego uszu dotarł piskliwy głos bijący z jego telefonu. Nie pamiętał żeby brzmiała tak nieprzyjemnie, no ale cóż, niegrzecznie byłoby ją teraz zbyć. Nie miał jednak ochoty na ciągnięcie niepotrzebnej konwersacji przez telefon, szybko ujawnił swoje karty. Zaprosił ją do klubu, a po uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi rozłączył się i odłożył urządzenie na blat. Zanim ruszył do łazienki, schylił się nad Foxy i pogłaskał ją za uszami. Zaczął się powoli szykować, zaczynając od pielęgnacji skóry i ułożenia włosów. Kiedy był już zadowolony z efektu, Jules skierował się w stronę garderoby. Był do przodu z materiałem do książki, więc mógł sobie pozwolić na bezcelowe spotkanie towarzyskie. Nie planował poświęcić jednak na nie zbyt dużo czasu, albowiem nie wynajął żadnej opiekunki do psa. Nie lubił zostawiać swojej suczki samej na zbyt długo. Bezceremonialnie naciągnął na swoje długie, szczupłe nogi skórzane spodnie i zapiął pasek. Zdecydował się, że tors okryje półprzezroczystą czarną, markową koszulką. Cały strój dopełnił zegarkiem i kilkoma złotymi naszyjnikami. Zanim jednak opuścił garderobę, użył swoich sygnaturowych perfum i starannie złożył ubrania które przed chwilą z siebie zdjął. Nie lubił sprzątać, ale nieporządek źle działał na jego stan psychiczny. Po nałożeniu butów, sięgnął jeszcze tylko po marynarkę, telefon i portfel. Kluczyki od auta zostawił, miał zamiar się napić więc zdecydował się na zamówienie taksówki. Po dotarciu na miejsce, stanął przy wejściu i zapalił papierosa. Znudzonym wzrokiem wodził po przechodniach, nikt nie wydawał się szczególnie interesujący. Na chwilę zerknął na telefon, a gdy tylko podniósł spojrzenie, jego oczy zatrzymały się na burzy rudych włosów która przemknęła zaraz przed jego twarzą. Pozwolił sobie na podążenie wzrokiem za jej właścicielką. Wydawała się nieco przybita, ale pomimo wszystko pewnie stąpała w kierunku wejścia do klubu. Kąciki ust Jules’a mimowolnie się uniosły. Zgasił papierosa i wszedł do środka kilka minut po nieznajomej. Rozejrzał się po wnętrzu lokalu, po czym spokojnym krokiem skierował się w stronę pustego krzesła.
-Mogę się dosiąść?- zapytał opierając się o oparcie mebla. Jego ciemne oczy spotkały się ze spojrzeniem kobiety którą niedawno uznał za możliwie ciekawszą, niż ta z którą zaplanował spotkanie. Nieznajoma była sama, siedziała przy barze. Nie widział więc przeciwwskazań przed tym, aby się do niej dołączyć.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Julian Loudon

Jezus, Maria. Czy wyjście do klubu nie powinno zostać odebrane jako desperacki akt? Pewnie tak. Jeszcze niedawno miała latynoską, wakacyjną miłość życia, ale... okazało się, że miał kobietę. Jakoś musiała z tym przeżyć, tyle że nie zapominała tak łatwo. Zwierzęta okazywały sie być jedynymi lojalnymi kompanami i faktycznie nie mogła już przestać uciekać przed tym. Stało się to naoczne. Może dlatego wcześniej zamknęła się na cztery spusty w domu? A dzisiaj? Postanowiła obserwować ludzi, spróbować zabawić się po zmianie w schronisku i chociażby przez krótki moment zapomnieć. Dlatego wróciła do domu, wzięła prysznic. Wystrojona niczym woźny na dzień nauczyciela wkroczyła do klubu. Zamówiła sobie mojito, zaczynając je powoli sączyć. Wtedy pojawił się on. Dziwny mężczyzna, którego niemalże od razu postanowiła zmierzyć od dołu do góry wzrokiem. Nie pasował do tego miejsca, wydawał się być wręcz wklejony. Ile on właściwie miał lat? Chociaż jego uroda była niepowtarzalna, to... czy chciała bawić się w opiekunkę dla dzieci? Niezbyt.
Tak — kiwnęła delikatnie głową, wkładając sobie słomkę do ust i upijając sporego łyka. Wiele myśli krążyło jej po głowie. Czy na pewno powinna z nim o czymkolwiek dyskutować? Dlaczego się tu pojawił? Przymrużyła oczy, próbując zaklasyfikować sobie w jakiś sposób mężczyznę. Cóż, niezobowiązujący kutas zawsze się przyda. Może wtedy zapomni o Ricardo i będzie mogła skupić się w stu procentach na schronisku bez jakichkolwiek wyrzeczeń.
Ale pytanie, czy osobom niepełnoletnim wolno wchodzić do baru? — postawiła na szczerość, nie siląc się na żadne uprzejmości. Spoglądała na niego bacznym wzrokiem, próbując wyczytać z jego twarzy jakąkolwiek informacje. Był starczy, a może młodszy? Policjant, kasjer w sklepie, studenciak, uczeń czy może typowa biurwa? Ciekawiło ją to, zwłaszcza że podszedł do niej z zadziwiającą pewnością siebie.
27 y/o
For good luck!
185 cm
Words are very unnecessary They can only do harm
Awatar użytkownika
I give in to sin
Because you have to make this life livable
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Erza B. Fernandes
Mężczyzna usiadł na krześle gdy tylko dostał odpowiedź, zupełnie tak jakby spodziewał się jej od samego początku. Zachowywał się zupełnie naturalnie, nie dało się w nim dostrzec chociażby kapki niepewności. Rozsiadł się na meblu tak żeby było mu wygodnie, ale biorąc pod uwagę to, żeby nie naruszyć przypadkiem przestrzeni swojej rozmówczyni. Uśmiechnął się do barmana, gdy ten skierował się w ich stronę. Złożył swoje zamówienie miłym tonem, tym razem decydując się na wypicie whisky z lodem. Zazwyczaj stawiał raczej na nowe drinki w karcie, ale akurat dzisiaj miał ochotę na coś znanego. Przez chwilę patrzył jak barman przygotowuje jego napój, ale pytanie które padło z ust kobiety skutecznie przyciągnęło jego uwagę. Odwrócił się w jej stronę i nawiązał kontakt wzrokowy, na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. Nie tracił czasu na przyglądanie się jej aparycji, patrzył prosto w jej oczy. Interesowały go bardziej niż cała reszta.
-Uznam to za komplement.- odpowiedział, jednocześnie utrzymując kontakt wzrokowy i sięgając po już gotowy napój. Spokojnym ruchem przysunął szklankę do ust i upił łyk.
-W tym roku skończę 28 lat, ale miło słyszeć, że wyglądam młodo.- stwierdził, pozwalając aby ciepło alkoholu rozlało się po wnętrzu jego gardła. Jego mimika nie uległa zmianie. Delikatnie się uśmiechał, był kompletnie zrelaksowany. Bezpośredniość znajomej była dla niego czymś przyjemnym, świeżym. Rzadko kiedy ktoś do niego tak podchodził. Przyzwyczaił się do roli osoby publicznej, a teraz mógł bezkarnie czerpać przyjemność z anonimowości. Nie miał zamiaru się przedstawiać, chciał żeby kobieta przedstawiła mu swoje najprawdziwsze oblicze, nietknięte wpływem wcześniej wyrobionych opinii.
-Co cię tu dzisiaj sprowadza nieznajoma? Mało kto przychodzi tu samemu bez określonego celu.- zapytał, finalnie odwracając od niej wzrok. Jego spojrzenie powoli przesunęło się po ich otoczeniu. Było głośno, klub przepełniony był ludźmi, a jednak nikt nie krzyczał do niego tak głośno jak rozmówczyni. Jej głębokie, ciemne oczy, jaskrawe włosy i pełne usta - wręcz prosiły go aby skupił na nich uwagę. Zdążył już zapomnieć o umówionym spotkaniu, niezbyt interesowało go czy jego “koleżanka” pojawi się na miejscu, czy będzie go szukać. Znalazł sobie lepsze zajęcie. Bezceremonialnie duszkiem wypił resztę swojego napoju, po czym poprosił barmana o przygotowanie kolejnego. Tak jak było to już wspomniane, akurat dzisiaj miał ochotę na to żeby się napić. Nie odczuwał potrzeby udawania przed nieznajomą, że wcale tak nie było. Znalazł się tu dla przyjemności, nie po to aby wystawić kolejny pokaz nienagannych manier które prezentował jako osoba publiczna. Jules złapał się na tym, że zaczął zastanawiać się czy kobieta czytała kiedyś jego książki. Ciekawiła go jej potencjalna opinia, nawet jeśli miałaby być niepochlebna. Zastanowił się chwilę nad swoimi kolejnymi słowami, po czym nachylił się w kierunku nieznajomej aby przebić się przez hałas tłumu.
-Czytałaś kiedyś “Consume”?- postanowił powołać się na swoją najpopularniejszą książkę. Jej fabuła skupiała się wokół relacji kiełkującej pomiędzy dwójką ludzi z zaburzeniami odżywiania. Była to dosyć ciężka, smutna historia, ale zazwyczaj słyszał na jej temat same pozytywne opinie. Bardzo przyłożył się do przedstawienia emocji targających głównymi bohaterami. Książka zakończyła się ich wspólnym samobójstwem, uciekli razem ze świata do którego nie pasowali - kwintesencja romantyczności.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

randomowy azjata

Zależy, ile masz lat — mruknęła, czekając na odpowiedź. Usta otworzyły się jej, kiedy usłyszała jego wiek. Niemalże od razu zlustrowała go od stóp do głów oczyma. Dwadzieścia siedem lat? To nie mogło być prawdziwe jej zdaniem. Miał za bardzo nieskazitelną skórę, a twarz wręcz przypominała jej licealne lata. Aż odchrząknęła ślinę, bo by się prawie zakrztusiła z wrażenia. To raptem kilka pierwszych minut spotkania — w życiu bym nie powiedziała. Prędzej szesnaście lat — parsknęła, uśmiechając się szerzej — ja za to mam dwadzieścia pięć lat — i była z tego cholernie dumna. Niedługo minie jej oficjalnie rok, odkąd pracowała w schronisku na stanowisku weterynarza. Prosta praca, w którą mogła się zanurzać i bez jakiegokolwiek zastanowienia wchłonąć się całą sobą.
Zabawa. Co innego miałoby mnie sprowadzić do klubu? — spytała wprost, unosząc do góry jeden z kącików ust. Chwila zapomnienie, wytchnienie, dobra muzyka też wydawały się być dla niej poprawną odpowiedzią. — a ty? Czy przyszedłeś z kimś? — zagadnęła całkiem wprost, bo kątem oka widziała wściekłą kobietę, która właśnie gromiła ich wzrokiem. Cóż, czy powinna to komentować? Tak. Nawet chciała, bo po ostatniej sytuacji z Ricardo nienawidziła być stawiana w niezręcznych sytuacjach. Nabrała powietrza do płuc — wiesz... ostatnio się z kimś rozstałam, bo miał inną, więc... może powinieneś sobie z nią coś wytłumaczyć, skoro usiadłeś ze mną — pokazała palcem na blondwłosą kobietę, podciągającą rękawy skórzanej kurtki. Czy się jej dziwiła? Nie. Tylko za mało wypiła, żeby móc się wściec na własnego rozmówcę. Wolała dać mu wyjaśnić sprawę, bo wbrew pozorom nie chciała tego wieczoru spędzać totalnie sama jak palec.
Nie mam czasu na czytanie — powiedziała wprost Erza, wbijając ciemne tęczówki w jego oczy — a skąd to pytanie? — przechyliła głowę. Ile dałaby pieniędzy, by mieć czas na czytanie? Wszystkie. Tyle że to co odłożyła, oddawała na dług brata. Jeśli miałaby coś więcej, oddałaby na schronisko. Tak zamykało się jej koło pracoholika.
27 y/o
For good luck!
185 cm
Words are very unnecessary They can only do harm
Awatar użytkownika
I give in to sin
Because you have to make this life livable
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

randomowa białaska
Nieco zdziwiła go reakcja kobiety. Chociaż wyglądał młodo, to jego rzeczywisty wiek zazwyczaj nie powodował takiego szoku. Nie wiedział zbytnio co jej powiedzieć, chociaż absolutnie nie było tego po nim widać. Dalej niewzruszony sączył swój napój, nie spuszczając rozmówczyni ze wzroku. Finalnie odstawił szklankę na blat i delikatnie przechylił głowę na bok.
-Często pijesz z szesnastolatkami w klubie? Nieładnie.- pokręcił głową z udawaną dezaprobatą. Nie wiedział zbytnio czy ma się czuć urażony, czy powinien podziękować swoim genom. Zostawił jednak te rozmyślania dla siebie. Najwyraźniej sam będzie musiał ją przekonać, że nie jest zagubionym nastolatkiem który ślini się do starszej kobiety. Czy to słowami, czy czynnościami. Jego urocza buźka bywała przydatna, ale biorąc wszystko pod uwagę, nie lubił być sprowadzany do poziomu dzieciaka. Ponownie podniósł szklankę, tym razem delikatnie skrzywił się kiedy alkohol wpływał do jego ust.
-Rozumiem, mam w takim razie nadzieję, że znajdziesz sobie dobrą zabawę na ten wieczór.- odpowiedział, jednocześnie łapiąc z nią kontakt wzrokowy. Tak właściwie to nie wiedział czego dokładnie od niej chciał. Po prostu złapała jego uwagę, i na ten moment nadal ją przy sobie trzymała. Kto wiedział gdzie zaprowadzi go ten wieczór, aktualnie był skupiony na nieznajomej. Przynajmniej do momentu w którym nie złapał kątem oka postaci swojej niedoszłej towarzyszki. Eh, miał cichą nadzieję, że jednak postanowiła zostać w domu.
-Miałem się z kimś spotkać, ale to nic zobowiązującego.- odparł, jednocześnie powstrzymując grymas przed wpłynięciem na jego twarz. Sam ją tu zaprosił, a teraz stanowiła dla niego przeszkodę. Nie była ani jego przyjaciółką, ani bliską znajomą. Po prostu czasami spotykali się na seks. Irytowało go więc to, że teraz się na nim uwiesiła. Szybko jednak przeniósł swoją uwagę spowrotem na nieznajomą, całkowicie ignorując wściekłą postać stojącą pod ścianą.
-Wiesz, tak jak mówiłem, nasza relacja jest niezobowiązująca. Ja mogę sobie znaleźć inne towarzystwo, i tak samo ona. Nigdy nie umawiamy się na nic konkretnego.- jego wzrok nawet na chwilę nie powędrował w kierunku znajomej postaci, był całkowicie skupiony na rudowłosej kobiecie która zajmowała miejsce zaraz obok niego. Blondynka jedynie pokręciła głową i skierowała się do innego stolika. Bez większego pomyślunku zagadała do pierwszego lepszego faceta który wydawał się być odpowiednim towarzystwem do spędzenia nocy. Jules’a średnio to interesowało. Jego relacja z blondynką była pusta, niewiele znacząca. Nie był jej, a ona nie była jego - byli po prostu dwójką ludzi która czasem spotykała się aby zapewnić sobie nawzajem rozrywkę.
-Nie jestem fanem oszukiwania kobiet, nie angażowałbym się w relacje z kilkoma za jednym razem.- dodał, jednocześnie kończąc kolejny napój i prosząc barmana o dolewkę. Pił szybko, ale z głową, znał swoje limity. Doskonale wiedział, że może pozwolić sobie na wypicie większej ilości alkoholu.
-Szkoda, czasem warto oderwać się od swojej codzienności. Ja lubię czytać, chociaż ostatnio częściej sięgam po audiobooki które robią mi za tło dla spacerów z psem.- odpowiedział, zastanawiając się nad tym czy chce już ujawnić swoją tożsamość. Z jednej strony lubił anonimowość, z drugiej odczuwał potrzebę pogłębienia konwersacji. Czy to był dobry moment?
-To moja książka, napisałem ją kilka lat temu. Kojarzysz autora?- finalnie zdecydował się na przedstawienie nieznajomej swojej profesji.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

14-letni randomowy Azjata

Często? — parsknęła krótko pod nosem, dopijając swojego pierwszego drinka. Zawołała kelnera, by zrobił dla niej jeszcze hugo, po czym wróciła wzrokiem do nieznajomego — miałam nadzieję, że klub ich tu nie wpuszcza — stwierdziła, lustrując go wzrokiem — a tu niespodzianka — uniosła ku górze oba kąciki swoich ust. Dwadzieścia osiem lat. Dalej zadziwiało ją to i chyba chciałaby mu ukraść trochę genów. Azjaci pod tym względem byli dla niej wyjątkowi. Nie pocili się, wiecznie młodzi, a mieli jedną wadę. Tolerancja na alkohol. Wolała swoje rude włosy, które rozświetlały na prawo i lewo, każdemu rzucały się w oczy.
Może już złapałam? — spytała ze zadziornym uśmiechem na ustach. Julian nie znajdował się w jej standardzie piękna. Wyglądał zbyt młodo na jej gust, niewinny wyraz twarzy. Te cechy jakoś szczególnie jej nie pociągały. Może znajdowały się punkty, na które zwróciłaby uwagę. Chociażby jego gust, czy wzrost, ale wraz z kolejnymi jego słowami na jej twarzy wymalował się dość znaczący grymas.
Nic zobowiązującego? — dopytała, przechylając głowę. Wszelkie czerwone flagi właśnie zostały wywieszone wysoko — nie wygląda to w ten sposób — mruknęła, przyglądając się kobiecie poszukującej towarzysza. Telefon Juliena za wibrował, a Erza wciągnęła mocno powietrze do własnych płuc.
Wiesz, wypada o tym poinformować drugą osobę, zanim przysiądzie się do trzeciej — oj, niesamowicie ją irytowało takie podejście mężczyzn do spraw. Wystarczył jej jeden Ricardo, by wzniecił się w niej każdy, bijący głośno alarm. Niby jedna noc, a jednak chciała spędzić ją z kimś, kto szanował kobiety — to zwykłe gesty — wzruszyła ramionami, podążając za nią wzrokiem, by wrócić po paru dłuższych sekundach do Juliena — chyba że jesteś dupkiem — takim panom zdecydowanie podziękujemy. Fernandes niezbyt chciała mieć z nimi cokolwiek wspólnego. Przymknęła na moment oczy, analizując wszystko po kolei.
Red flag.
Za to lubisz wodzić je za nos? — spytała wprost, unosząc jedną brew ku górze. Sama niedawno należała do tych kobiet. Facet zniknął na parę dni, wrócił i okazało się, że posiada kobietę przy swoim boku. Tyle jej wystarczyło, by odsuwać sobie niewartych mężczyzn z daleka — może powinieneś znaleźć sobie inne towarzystwo — zasugerowała. O ile wcześniej połechtałoby to jej ego, tak teraz wyczuwała przedziwną niezręczność, w której nie miała zamiaru się pakować.
Hmm... rozumiem — pokiwała głową, ale czytanie książek było luksusem. Takim, na którym nie było jej stać — dla mnie to jednak bardziej skomplikowane. Jak mam wolne, to nie mam siły — odpalenie telewizora i włączenie netflixa jednym palcem wymagało mniej wysiłku. Jeden szybki ruch, mogła się wpatrywać z zaciekawieniem w historię. Tak czytanie wymagało od niej siły, a nie miała jej po długich zmianach w schronisku.
Nie — wycedziła, strzelając brązowymi. Kolejny red flag? Narcyz — szukasz poklasku, czy o co Ci chodzi? — spytała wprost, przechylając delikatnie głowę — żeby ściągnąć mi majtki, trzeba się bardziej postarać — na przykład postawić jej drinka, a nie rozpoczynać rozmowę od dopytania o samym sobie.
27 y/o
For good luck!
185 cm
Words are very unnecessary They can only do harm
Awatar użytkownika
I give in to sin
Because you have to make this life livable
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

agresor

Jules dalej przyglądał się swojej rozmówczyni, nie przejmując się zbytnio grymasem który pojawił się na jej twarzy. Domyślał się co chodziło jej po głowie. Trochę szkoda, że nie chciała przyjąć do siebie jego słów. Nie lubił się nadmiernie tłumaczyć. Uważał, że może robić to na co ma ochotę tak długo jak nie robi nikomu krzywdy. Co złego było w tym, że angażował się w takie luźne relacje? Nic, jedyne co przynosiły to chwile wytchnienia dla obydwu stron. Mężczyzna upił kolejny łyk napoju i pokręcił głową z delikatnym uśmiechem.
-Oceniasz moją relację przez pryzmat swoich doświadczeń i przekonań, a wiesz o mnie i o niej tyle co nic.- odpowiedział utrzymując jednocześnie kontakt wzrokowy. Z jednej strony jej bezpośredniość wydawała się być przyciągająca, z drugiej zaś z lekka sfrustrował go jej nagły wybuch. Czyżby jego styl życia trafił w jakiś czuły punkt? No cóż, jeśli dzisiejsza rozrywka miała być zażartą debatą to niech i tak będzie.
-To piąte spotkanie które zaproponowałem ja, pierwsze na którym faktycznie się pojawiła. Myślisz, że jestem jej coś winien bo lubi do mnie dzwonić kiedy nikt inny nie odbiera?- zapytał, nieznacznie przechylając głowę na bok. Był ciekawy jej odpowiedzi. Sam uważał, że jego postępowanie mieściło się w granicach etyki. Nigdy nie obiecywał czegoś czego nie mógł dostarczyć, nie kłamał, nie robił nikomu nadziei. Po prostu nie angażował się w stabilne związki, tak samo jak zresztą jego partnerki. Mógłby jej to tłumaczyć cały wieczór, ale miał wrażenie, że kobieta tkwiła zamknięta w swoim toku myślenia. Nie wiedział czemu tak jest, nie miał też zamiaru pytać - jego celem nie było grzebanie w jej prywatnych sprawach. Przyszedł tutaj zająć czas, nie oczekiwał nic konkretnego.
-Wiesz, dla mnie luźna relacja nie jest tym samym co wodzenie za nos. Ustaliliśmy sobie na początku jak to ma wyglądać i tego się trzymam.- wzruszył ramionami i odwrócił od niej wzrok. Spokojnie przyglądał się przechodzącym ludziom. Powoli sączył swój napój, co jakiś czas zerkając na barmana w przygotowaniu do poproszenia go o dolewkę.
-Jeśli chcesz żebym się przesiadł, to po prostu mi to powiedz. Myślałem, że celujemy w bezpośredniość?- zapytał finalnie kierując spojrzenie na postać nieznajomej. Nadal nie rozumiał, co tak właściwie podniosło jej ciśnienie. Nie znała ani jego, ani kobiety którą chyba broniła. Może jakieś problemy w życiu prywatnym? Grała wybawcę wszystkich kobiet? Kto wie. Jules chętnie poznałby odpowiedź, ale nie miał zamiaru zajmować jej czasu jeśli nie miała na to ochoty. Jej komentarz sprawił, że mężczyzna przewrócił oczami. Naprawdę wydawało jej się to wszystko takie proste?
-Nie, chciałem ci opowiedzieć o mojej książce i przedstawić się w nieco mniej oczywisty sposób. Wszystkich mężczyzn traktujesz jak chodzące dilda bez osobowości, czy to specjał wyjątkowo dla mnie?- zapytał, finalnie wypijając duszkiem resztę zawartości szklanki i chwilę później prosząc barmana o dolewkę.
-Nie rozmawiam z tobą po to żeby ściągnąć ci majtki, tylko po to żeby cię poznać.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

twórca teorii spiskowych

Relacje powinny opierać się na wzajemnym szacunku oraz komunikowaniu się. Z takiego założenia wychodziła Erza. Nie widziała nic złego w zmienianiu planów, lub naciąganiu ich w miarę możliwości. Byle wszystkie strony na to się zgadzały. Skoro się już się tu znalazła, to nie rozumiała go. Wystarczyła jedna wiadomość, by odnalazła sobie kogoś innego.
Oceniam twoje zachowanie, nie patrząc na moje doświadczenia — wycedziła, strzelając oczyma. Jasne, może miała problem z zaufaniem przez Ricardo oraz kolejny związany z zaangażowaniem stworzonym przez Dallasa. Trudno było jej zaufać facetowi, bo kiedy tylko z nimi rozmawiała, pojawiała się jedna wielka, czerwona flaga — fakt jest jeden. Kiedy zmienia się plany, informuje się o tym drugą osobę — wzruszyła ramionami, jakby to była najbardziej oczywista sprawa na świecie. W gruncie rzeczy nie chodziło o nic zaskakującego, a o zwykłą przyzwoitość, którą zdaniem Fernandes trzeba było okazać każdemu.
Zwykła wiadomość to coś zobowiązującego? — jakby chodziło jej oto, by odszedł od niej. Aż westchnęła ciężko. Mężczyzna siedzący na przeciwko niej przypominał swego rodzaju ścianę nie do zburzenia. Jego własne pogląd był najważniejszy i nie dało się go zmienić, aż... spowodowało to pojawienie się rozbawienia na jej twarzy.
Ustaliliście, że nie powiadamiacie się o niepojawieniu się? — dopytała, przechylając głowę. Nie wiedziała, które z nich było bardziej szalone — wow, to jesteście siebie warci — aż pokręciła głową, bo nie była w stanie w to uwierzyć. Nie miała zielonego pojęcia kto., byłby w stanie przystać na taki układ.
Wodzeniem za nos jest niepoinformowanie. Ale się najeżyłeś — szkoda było strzępić język — wystarczyła odrobina kultury — skupienie się na własnym drinku było zdecydowanie lepszą opcją. Zatopiła w nim usta, rozkoszując się jego smakiem. Tyle że zamiast ulgi usłyszała kolejne słowa z ust Juliana.
Jezu, typie, to po prostu do niej napisz, że zmieniłeś plany — bardziej bezpośrednio chyba się nie dało, prawda? To był jedyny problem, który do niego miała. Chociaż nie pojawił się kolejny wraz z kolejnymi słowami.
Tylko tych które mają na tyle nadęte ego, by opowiadanie o sobie rozpocząć od opowieści o książce — strzeliła oczyma — to może zacznij od przedstawienia się? — tylko prawdziwy dupek rozpoczynał przedstawianie się od własnych osiągnięć, a tych miała serdecznie dosyć — jakbym traktowała mężczyzn, jak chodzące dilda, to zadzwoniłabym do mojego byłego, bo nikt nie ruchał jak on — to dopiero podsumowanie. W życiu nie sięgnęłaby po telefon, by zadzwonić do Dallasa. Był jej pierwszą miłością i... gdyby nie hokej pewnie dalej byliby razem.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”