ODPOWIEDZ
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Nie myśl. Po prostu nie myśl.


To było jej nowe hasło przewodnie ostatnich dni, życiowe motto powtarzane niczym mantra dzień po dniu. W ostatnich tygodniach stała się mistrzynią olimpijską w unikaniu Petera i totalnie zasługiwała na złoty medal w tej kategorii. Trzymała go na dystans bo była zajęta, bo chorowała, bo w s z y s t k o tylko nie to, by się z nim spotkać. Jej choroba głównie opierała się na zszywaniu w mieszkaniu pod kocykiem przed netflixem i ze sporą ilością owocowych herbatek, a nie na katarze, gorączce i kaszlu jak to przedstawiała Peterowi strategicznie w smsach. Czasami to nawet zdjęcie termometru posłała dla podkładki, ale nie wskazywał on temperatury Wendy z całą pewnością, choć niekiedy tak się rozgorączkowywała podczas oglądania Love is Blind, że równie dobrze to mogłaby być jej temperatura. Były dni, gdy zwyczajnie udawała, że świat zewnętrzny nie istnieje i była bezpieczna w swoich czterech ścianach. Ona, jej znakomite wyparcie… no i Matthew, jej słodka pachnąca pankejkami kwarantanna, jej ciepły kocyk który nie zadawał trudnych pytań i po prostu był, kiedy go potrzebowała.
Do zobaczenia — wyszeptała leniwie posyłając chłopakowi trochę jeszcze senny uśmiech, który zarezerwowany był na te momenty, kiedy czuła się zaopiekowana. Bezpiecznie, od co. Stała w tych drzwiach jeszcze chwilę opierając się o futrynę i odprowadzając spojrzeniem mężczyznę, który był chodzącą green flagą, a chłód korytarza kontrastował teraz z ciepłym wnętrzem jej mieszkania. Ubrana w piżamę, którą współlokatorka jednej nocy w Mediolanie określiła mianem niewinnej obietnicy grzechu, tą samą, której nie miała odwagi ubierać w hotelowym pokoju współdzielonym z kimś innym, stała tak raptem kilka sekund… i wtedy wszystko szlag trafił.
Czuła jak cały jej plan wypierania i dystansowania się zaliczył epicką klapę w chwili, kiedy wzrok mężczyzny przeniósł się z właściciela sąsiedniego mieszkania prosto na nią.
Peter?
Chyba jeszcze dobrze się nie obudziła odprawiając Matthewa do pracy albo naprawdę była beznadziejnie w nim zakochana skoro widziała go nawet przed swoim mieszkaniem o poranku.
Fuck.
Nie była wcale chora, ani zajęta. Stała tam w swojej niewinnie bezczelnej piżamie z drobnymi kokardeczkami, tej samej z której koszula walała się jeszcze gdzieś po sypialni i wyglądała jak dziewczyna, która właśnie spędziła całkiem miłą noc z… kimś innym i choć w teorii nie zrobiła nic złego, to jednak tak się czuła widząc jak Peter kątem oka rejestruje Matthewa schodzącego w dół i ją w tych drzwiach, a później jeszcze usłyszała głos właściciela. — Ooooo, a to właśnie ta miła pani. Bardzo cicha sąsia…
T R Z A S K
Drzwi zatrzasnęły się nim zdążyła usłyszeć co planował powiedzieć na jej temat właściciel tamtego mieszkania. Trwało to tak absurdalnie krótko, że Wendy myślała… chyba właśnie nie myślała, cholera wie co wykluło się w jej głowie, ale najwyraźniej uznała, że zatrzaśnięcie drzwi rozwiąże wszystkie jej problemy. Że jak będzie udawać, że nikt jej nie widział to nikt się nie zorientuje, że tam była, stała i wszystko słyszała.
Oparła się plecami o zatrzaśnięte drzwi i ukryła twarz w dłoniach. Jej wyparcie znów chwiało się tak jakby właśnie przechodziło w ich okolicy konkretne trzęsienie ziemi.
I tak było, nazywało się Peter Blythe.
Dopiero po krótkiej chwili dotarło do niej jak zareagowała na widok swojego przyjaciela, ale już było za późno. Pozostało jej rozpaczać, dlatego też niemo krzycząc i piszcząc w myślach z całych sił latała jak powalona po drugiej stronie drzwi próbując wytrzepać ze swojego ciała uczucie zażenowania. Oczywiście, że przy tym wywróciła stojąca lampę, uderzyła się w mały palec przeklinając przy tym cały świat i zaliczyła bliskie spotkanie łokciem o kant szafki.
Wcale nie było tego słychać, w c a l e!
Spoiler
Obrazek
Peter Blythe 🚪🫠💥
winniethepooh91
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Okazało się, że aby umówić się na drugie sprawdzenie mieszkania do wynajęcia (za pierwszym razem byli z Kristin oglądać je kilka dni po Mediolanie), trzeba wstać rano. Dobrze, że Peter nie miał z tym specjalnego problemu, chociaż gospodarz oprócz upodobania do wczesnego wstawania, lubił sobie również pogadać a mówił tak przydługie historie, że w pewnym momencie Bylthe już nie wiedział czy mu się wydaje, czy na prawdę zapamiętał wszystkie pięć imion jego wnuków o których uslyszał. Podobno ta cała kamienica będzie kiedyś właśnie dla nich: Johna, Steve'a, Harrisona, Grety i Ellie. Dowiedział się też ile każde z nich ma lat i za ile będą się tu wprowadzać. Przeszło mu przez myśl, że może to dlatego Wendy wybrała to mieszkanie, bo tak ją zagadał, a ona jego i po prostu nie przestali rozmawiać, tylko się wprowadziła. Kiwał powoli głową, starając się wtrącać istotne dla niego pytania, czy mozna burzyć jakieś sciany a jeżeli nie to czy jest otwarty na to, żeby zabrał wszystkie graty, bo przecież się urzadzą po swojemu. Ten nadaje o tym ile ma magazynów na te graty z całej kamienicy, bo nie będzie dobrych mebli wywalać, a na pewno John albo Greta docenią to za kilka lat, jak już będą na tyle dorośli, by mieszkać w mieszkaniu.. a Peter odwraca głowę w bok słysząc skrzęt otwieranego zamka po drugiej stronie korytarza.
Najpierw zobaczył jego. Uśmiechnięty, z kurtką zawieszoną przez ramię, w koszulce, która wyglądała na wczorajszą, z potarganymi włosami i całusem na ustach (chociaż go nie widział, to na pewno taki był jeszcze zanim zamek się otworzył). Kiedy się odsunął, Peter ujrzał w drzwiach nie kogo innego tylko zaspaną Wendy w seksi piżamce w kokardki.
No nie wierzę.
Czyli to dlatego nie mogła cały tydzień nawet odebrać telefonu? Przestał słuchać gospodarza, zamiast tego myśli jego trzymają się tej piżamki i leniwego uśmiechu, który malował się na buzi Wendy. Wyglądała na zadowoloną, rozluźnioną, a jemu z jakiegoś powodu zupełnie się to nie spodobało. Czuje jak jakiś lód utrudnia mu bicie serca, a całe ciało unieruchomione w szoku traci całą siłę. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie do końca wiedział, czy zdenerował się tym, że Wendy nie dawała mu znaku życia, czy tym, że ewidentnie romansowała sobie w tym czasie z Matthew.
Widział go może drugi raz w życiu, ale nigdy się nie poznali na tyle, by zamienić chociazby słowo, nic więc dziwnego, że chłopak zadowolony zbiega po schodach, nawet nie zwracając uwagi na to kto stoi w korytarzu.
- Ooooo, a to właśnie ta miła pani. Bardzo cicha sąsia - TRZASK - dka. No cóż, może jeszcze się nie obudziła. Znam to, Greta umie spać do południa i wcale nie widzi w tym nic zdrożnego. Państwo mam nadzieję nie imprezujecie zbyt głośno? O przepraszam, telefon od hydraulika
Peter zezuje z zamknietych drzwi na gospodarza i kiwa głową, że nie ma problemu. Odsunął się na bok nie chcąc podsłuchiwac, a kiedy gospodarz mówi, że musi lecieć skinał głową i puścił go przodem. Nie zamierzał na pewno wychodzić z kamienicy, skoro Wendy była w domu. Dlatego został na półpiętrze i zaraz cofnął się do jej drzwi. Zapukał, słysząc za nimi jakiś harmider.
- Wendy, wszystko okej? Przecież cię widziałem i wiem, że tam jesteś... - stoi pod tymi drzwiami oczekując natychmiastowej reakcji, ale im dłużej tam stał tym bardziej był skonfundowany zachowaniem przyjaciółki. Tak to chyba nigdy go nie potraktowała, coś musiało się stać. A może przestraszyła się jego wytrzeszczonych oczu, które z niedowierzaniem spoglądały to na odchodzącego Matthew, to znów na nią w drzwiach, zanim je zamknęła.
W końcu jednak drzwi się otworzyły a on unosi lekko rękę w niemym pytaniu co się dzieje.Opiera ją gdzieś na framudze i uśmiecha się szeroko. Skoro już otworzyła, no to teraz będzie niestety ofiarą krótkiego shamingu, ale co robić, takie już są uroki jeżeli się go tak okropnie ignoruje.
- hej, czy to był... Matthew? - pokazuje kciukiem za siebie - Może powinienem mieć do niego telefon, skoro twój nie działa? Przynajmniej bym się nie martwił, że coś ci się stało. Urządziliście sobie gniazdko miłości czy jak? - zażartował, chociaż z ledwo bijącym sercem, bo oczywiście miał nadzieję, że to nie jest tak, że teraz Matthew będzie kimś na poważnie i że serio musi sobie zapisać jego numer telefonu.

Wendy Gardner
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Teleportacja. Tak, naprawdę nie pogardziłaby teraz taką zdolnością. Najlepiej to jeszcze jakby można było się teleportować nie tylko po przestrzeni, ale też i w czasie. Tak o kilka chwil wcześniej, by mogła wypuścić Matthewa z domu nim Peter pojawił się na korytarzu albo nie wypuszczać go wcale i udawać, że nie ma ich w mieszkaniu. Jej w sensie, bo Matta to się tam raczej Peter i tak nie spodziewał. No ale witajcie w Zwariowanym Świecie Wendy Gardner, gdzie nie ma mowy o teleportacji, jest tylko przyciąganie przystojnych katastrof gdy jest się w mało wyjściowych piżamkach. Choć ta piżama to za wiele powiedziane - biały ażurowy stanik z satynową kokardką na środku i króciutkie błękitne spodenki przyozdobione również pasującą kokardką były dość ubogim strojem. Nic dziwnego, że chwilę po tym jak zatrzasnęła drzwi i poddała się panice pobiegła do sypialni zarzucić na siebie niebieską koszulę do kompletu, jakby przeczuwała, że do jej drzwi zapuka…
…Peter.
Przecież cię widziałem i wiem, że tam jesteś.

PETER! — wyrzuciła z siebie z nieco zbyt piskliwym entuzjazmem otwierając drzwi na oścież poprawiając błękitną koszulę, którą niedbale zarzuciła na ramiona i której guziki teraz w pośpiechu sobie zapinała…ale jej to wcale nie wychodziło, jakby ta przeklęta koszula była przystosowana by nosić ją w pełnym rozpięciu! Aaa może jakaś część jej właśnie wcale się specjalnie nie spieszyła? Może specjalnie postanowiła wypalić w jego myślach swój obraz w tej niewinnej, ale i bezczelnej nieco piżamce. By skręcał się w myślach na jej widok tak jak ona skręcała się na myśl o tym, że on i Kristin będą paradować sobie w piżamkach za jej ścianą.
Faken szit. Dziadostwo.Pierdole, nie robię.
Olała tą koszulę i te posrane guziki. Zawiązała ją nieco na wysokości pępka, choć to nie ratowało sytuacji na górze ale t r u d n o. Tyle ma co sobie popatrzy.
O mój boże, przepraszam za te drzwi! Myślałam, że to ten sąsiad wrócił z kolejną historią o swoich wnukach i zadziałał u mnie instynkt przetrwania. Nie wiedziałam, że to ty! W sensie mój zaspany mózg nie połączył jeszcze wszystkich kropek, dopiero dotarło to do mnie z opóźnieniem i teraz ty pukasz mnie chciałabyś. Zzaśmiała się krótko i może nieco nerwowo, ale mogła zwalić to na poranne roztargnienie — do mnie iiii no… wejdź już wejdź — ponagliła go zapraszając do środka (nawet jeśli bardzo ładnie wyglądał, kiedy tak opierał się o framugę) i zamykając za nim drzwi, by przypadkiem ktoś jeszcze się tutaj nie napatoczył.
Słysząc jego wywód o gniazdku miłości jakie to być może urządziła sobie z Matthew przekręciła wymownie oczami, jednocześnie czując jak na policzkach pojawiają się palące wypieki. — Dobra dobra Blythe, oszczędź mi tego kazania z rana — rzuciła niby radośnie wygrażając się mu paluchem, że niby taka zabawna fifa rafa. — Tak, to był Matthew. Tak, spędził tu noc — wyjaśniła przykładając chłodne dłonie do swoich policzków, które choć były winą Petera to jednak ten gest zestawiony ze wzmianką o nocy z Mattem mógł sugerować coś zupełnie innego. — Widzisz jacy my dorośli… — oznajmiła kierując się nieco w głąb mieszkania do kuchni, która była niewielka, ciasna ale własna, o! — Ty masz Kristin, a ja mam poranki z… goferkami — oznajmiła wskazując na talerz, na którym zostało kilka gofrów z ich wspólnego poranka. — Częstuj się. Napijesz się kawy? — zapytała klikając coś na ekspresie i rzucając mu przez ramię krótkie spojrzenie, jakby wyczekiwała jakiejś odpowiedzi. Czegokolwiek! Najlepiej mieszkaniowego update'u.
No i mów mi szybko czy to już oficjalne? Będziecie z Kristin moimi sąsiadami? — zapytała tak radośnie, że aż niepokojąco. — Bo nie mogę się doczekać! — dodała jeszcze z tym idealnie wyćwiczonym entuzjazmem, a w myślach już rozważała jakieś oferty pracy z Vancouver, albo najlepiej gdzieś na Alasce. — Mów, bo nie wiem czy mam już kupować prezent na parapetówkę czy coś… — ponagliła opierając się o blat w tej swojej przyciasnej kuchni, a w tle słychać było tylko ekspres.
Stojąc tak i patrząc na niego już wiedziała, że to trzymanie go na dystans nic nie dało, a jej niestosowne myśli wciąż były jakie były.

Peter Blythe 🎀🧇☕
winniethepooh91
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Peter przyjmuje całą tą szaloną wypowiedź tak jakby była prawdą, chociaż ma podejrzeniwa, że Wendy jest nieco zażenowana tym, że ją przyłapał. Co prawda, kiedy jeszcze ze sobą mieszkali kiedyś dawno temu, to takie sytuacje też na pewno się zdarzały, ale wtedy były trochę inne czasy. Natomiast teraz z jakiegoś powodu zamiast dostać taniec ilustrujący jak goracy był to poranek, to dostaje drzwi zatrzaśnięte. Także zdecydowanie coś musiało być na rzeczy... albo może po prostu są trochę bardziej dorośli?
- Więc mmm, wy się teraz spotykacie, tak? - zastanawia się przez moment, ale nie wytrzyma jak się nie dowie: - To twój chłopak już oficjalnie?
Taka wiadomość na pewno by nim jeszcze mocniej poruszyła niż tylko to, że widział jak wymykał się od niej porankiem. A w tym przypadku był na tyle poruszony, że w chaosie jakimś chciał dowiedzieć się wszystkiego, żeby wiedzieć jak ma zareagować. Zazwyczaj to właśnie był jego mechanizm obronny: poznać wszystkie fakty, przeanalizować je i zastanowić się na chłodno co to dla niego oznacza. Mimo tego, że tak działał, no to ostatnimi czasy coraz ciężej było mu odpowiedzieć na to pytanie co to dla niego oznacza oraz pytanie follow up: co czuje w obliczu takiej sytuacji. Nie, tam woli się nie zapędzać, bo zapędził się tam kilka razy niefortunnie i za każdym razem był przekonany, że Wendy zaczeła mu się podobać w romantyczny sposób.
- To dlatego nie miałaś żadnego romansu we Włoszech? - nagle ma przecież moment typu eureka! bo tak, faktycznie Wendy zwykle ma jakieś romanse na ich wyjazdach. To znaczy... w Kaliforni też nie miała, albo o tym nie wiedział. -Kurcze, myślałem, że to dlatego, że nie miałaś sama pokoju, że byłem jakimś cockblockerem - wywraca oczami, żartując sobie z siebie przy okazji, bo ogólnie to chciałby obrócić ten cały ich wyjazd trochę na pozytywniejszą stronę, skoro już miał wrażenie, że nie odzywa się do niego Wend z jakiegoś powodu.
Kiwa głową na kawę i już otwiera usta, żeby powiedzieć update mieszkaniowy, ale nim zdązył jej odpowiedzieć, to ona pyta już o kolejne rzeczy.
- Nie no co ty... nie musisz mi nic kupować. Najważnejsze, że będziesz - zagalopował się i krzyżuje ręce na klatce piersiowej, spoglądając w bok na ekspres. -A z mieszkaniem jeszcze nie wiadomo, na razie Kristin nie ma do tego aż takiego podejścia jak ja, bo mówi, że wolałaby dostać najpierw pierścionek, wiec... myślę, czy by samemu tego nie wynająć. - wspomina mimochodem o zaręczynach, co odrazu pomyślał, że nie było dobrym pomysłem.
- No to.. - zaczyna i po chwili zwątpienia jednak mówi: - Wiesz, właściwie to i tak miałem do Ciebie wpadać, ale właśnie nie byłem pewny czy jesteś w domu - unosi lekko oskarżycielskie spojrzenie na Wendy, obarczając ją jedyną odpowiedzialnością za to, że się do niego nie odzywała i nie odbierała telefonu. - Barbara robi imprezę White Party z okazji wiosny i chciała cię zaprosić. Powiedziałem matce, że przekażę ci osobiście, bo coś ewidentnie nei działa w twoim telefonie. Oczywiście możesz wziąć plus jeden, to zaproszenie lda ciebie i kogokolwiek, kogo chciałabyś zabrać
Tak, bo na pewno imrpeza jego matki to jest wlasnie to o czym chcial teraz rozmawiać. Wcale nie o cockblokowaniu i byciu unfuckable. Spogląda na nią o chwilę za długo i mówi:
- Mam nadzieję, ze przyjdziesz

Wendy Gardner
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie byli już tymi dzieciakami, co pomieszkiwali razem jakby nigdy nic, a żadne zdrożne rzeczy nie przychodziły im nawet do głowy. Choć Wendy zdawała się być teraz większym dzieckiem niż Peter, pomimo swojego wieku, szczególnie w chwili gdy zatrzasnęła drzwi i oddała się chwilowej panice, zamiast odprawić taniec radości po udanej nocowance. Słysząc pytanie czy to już oficjalne jej zaspany mózg na moment się zawiesił, po czym zaśmiała się wyraźnie rozbawiona słowami Petera.
— Błaaagam cię, nie jesteśmy w liceum! Czy to oficjalne? — zapytała niby żartobliwie, a trochę jednak wymijająco, by koniec końców uchylić nieco rąbka tajemnicy i zaspokoić ciekawość przyjaciela. — Matthew jest… — kolegą, przyjacielem, kochankiem… chłopakiem? Odwróceniem uwagi, zdecydowanie, ale też przemiłym towarzystwem, z którym mogła dyskutować nad złożonością zwierzęcego świata, krzątać się po kuchni i czuć się zaopiekowana, a wszystkie jej szalone pomysły przyjmował z entuzjazmem. — ...kojący! Jest kiedy go potrzebuje i po prostu cieszymy się wspólnymi pnakejkami i goframi — wyjaśniła, choć tak naprawdę nie przyznała czy to oficjalne czy nie to Peter jednak znał ją już na tyle długo, by wiedzieć, że ona nie umiała się zaangażować w nic poważnego. Choć kto wie, może Matthew to zmieni, a może i nie?
Kiedy Peter wspomniał o Mediolanie uderzyła ją fala gorąca, a ekspres wydał z siebie końcowe syczenie i przestał buczeć. Gdyby tylko wiedział jak bardzo blisko prawdy się znalazł używając cockblockerowego żartu… ugh, i już nawet nie wspólny pokój był przeszkodą, a fakt, że ona była zbyt zajęta analizowaniem każdego spojrzenia przyjaciela nie mogąc skupić się na niczym innym, a przecież przystojnych rozpraszaczy nie brakowało. — Po prostu... standardy mi skoczyły, Blythe. Włosi są przereklamowani, a poza tym, kto miałby siłę na romanse po tak intensywnym zwiedzaniu miasta? No chyba tylko moja pierwsza współlokatorka, której ta piżama tak przypadła do gustu — zaśmiała się żartując nie dowalając już wzmianką o tym, że Matthew czekał na nią po powrocie ze swoimi kojącymi ramionami i spokojem godnym jakiegoś mnicha.
Położyła przed Peterem kawę i odpaliła ekspres raz jeszcze, by zaserwować sobie małe espresso. Oparła się o blat, krzyżując ręce na piersi i przyglądając mu się nie zdawała sobie sprawy, że za sekundę zrzuci na nią bombę.

P I E R Ś C I O N E K

Serce jej się na moment zatrzymało, by chwilę potem ruszyć z kopyta i pędzić w jej klatce niczym oszalały koń. To było niczym kubeł zimnej wody, którego być może właśnie potrzebowała ale zarazem, którego wcale nie chciała. To było to. Ostateczne potwierdzenie, że Mediolan był tylko jej sennym przywidzeniem, a rzeczywistość ma twarz Kristin czekającej na pierścionek i Petera planującego wspólną przyszłość za ścianą. — Pierścionek? — powtórzyła, a jej głos, choć wymuszony, brzmiał zaskakująco spokojnie. — Wow, Peter — a czegoś się spodziewała?! — Więc planujesz to, co? Taki wielki gest? — zapytała czując jak gula w jej gardle przybiera coraz to większy rozmiar. — Ale zaraz… powiedziałeś samemu? — zapytała próbując wziąć się w garść i udawać, że wzmianka o pierścionku wcale nie sprawiła, że po raz kolejny w środku się rozsypała. — Więc... chcesz mi powiedzieć, że być może będziesz moim solo sąsiadem, dopóki nie padniesz na kolano? — dopytała nie wiedząc, czy dobrze to wszystko zrozumiała.
Wiej, Wendy, wiej!
Na Alasce nie potrzeba pierścionków do szczęścia, bo uwierają pod rękawiczkami. Wystarczy gruuuuba kurtka i zapas drewna. Z zamyślenia ponownie wyrwał ją ekspres, wzięła więc swoją kawę, a do drugiej dłoni zgarnęła talerz z goframi i wskazała głową by ruszył za nią do salonu nieco większego niż ta ciasnota w kuchni. Desperacko potrzebowała tlenu i chwili, kiedy będzie mogła powachlować energicznie rzęsami, a on nie będzie patrzył, że jej oczy robią się czerwone.
Wendy opadła na sofę, stawiając talerz z goframi na stoliku kawowym z nieco zbyt dużym impetem. White Party u jego matki. To było ostatnie, czego teraz potrzebowała – paradowania w bieli wśród ludzi, podczas gdy jej własne życie emocjonalne przypominało czarną dziurę. Poza tym zawsze jak miała na sobie biel to się ubabrała. — Och nie patrz tak na mnie! Mój telefon działa świetnie, to ja miałam chwilę zawieszenia, awaria systemu i takie tam ale już mi lepiej — zapewniła zapraszając go na tą sofę obok siebie. — Plus jeden, huh? — powtórzyła na głos dodając — Cóż, przekaż Barbarze, że dziękuję za zaproszenie… ale raczej wpadnę sama — chociaż kto wie, los bywa przewrotny.
Uśmiechnęła się zapychając buzię gofrem i próbując nie drżeć na myśl o białej imprezie, Peterze i Kristin oraz pierścionku, który jeszcze nie daj boże wręczy jej właśnie wtedy albo gorzej - ogłoszą, że są zaręczeni. Skończy pewnie wtedy niczym Bridget Jones podczas wieczoru Marka i Natashy kompromitując się po całości.
Wtedy naprawdę chyba zamieszka na tej Alasce.

cockblocker 👀💍✈️🏔️🐻‍❄️🦅
winniethepooh91
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ciekawość Petera nie została zaspokojona. Wciąż nic nie wie. Wendy chyba specjalnie chce unikać tematu, który dla niego na przykład był całkiem istotny i gdzieś go w brzuchu drażnił.
- Serio pytam - uśmiecha się pod nosem, odpowiadając na jej oburzenie względem tego, że został oskarżony o bycie staromodnym w kwestiach związkowych. Gofry i pankejki? Zmarszczył czoło niezadowolony z tej odpowiedzi. Przede wszystkim był niezadowolony z tego, że Wendy spotykała się z tym całym Matthew. Nie był muzykiem, nie miał tatuaży na twarzy, nie miał garba, nie był ćpunem, nie był też nawet ani za stary ani za młody. Ale i tak Peterowi nie pasował. Co to za pomysł, żeby się spotyakć z panem przedszkolanką? Ile on może zarabiać miesięcznie? A co jak będzie chciał zabrać ją na wypad za miasto? Będą mieszkali pod namiotem, bo będzie musiał wybierać czy ma wydać pieniądze na pokój w hotelu czy na rent? Tak na prawdę to Peter wiedział tak mało o Matthew, że mógł jedynie oceniać to co wiedział czyli, że tamten ma brązowe włosy, jest wysoki, szczupły i pracuje z dziećmi. I z tych wszystkich rzeczy status majątkowy był tym do czego można się było najprędzej przyczepić. Z jakiegoś powodu Wendy zawsze wybierała sobie nieodpowiednich chłopaków. Po czym takiego poznać? Że jej serce łamie. Och gdyby tylko Peter wiedział, że najbardziej łamie jej serce on sam. - Wendy, przecież nie możesz być wiecznie w situationshipach. Co to w ogóle znaczy że on jest kojący? Kojąca to może być maść. On się nie chce zdeklarować? Aż dziwne, skoro pracuje z dzieciakami no to chyba wie, że podstawą jest stabilny związek - oczywiście szuka winy nie w sobie, nie w Wendy tylko w biednym Matthew. Jasna sprawa, że wiedział, że to Wendy nie umie się angażować, ale jest to najwyraźniej tak drażliwy temat, że zawsze zanim się podejmie atak chyba warto znać wszystkie fakty? Brzuch coraz bardziej go skręca i Peter nie wytrzymuje: - Mam wrażenie Wendy, że sabotujesz wszystkie swoje związki, chciałbym widzieć cię szczęśliwą, ale nie wydaje mi się, żeby to było możliwe jeżeli ciągle będziesz lawirować pomiędzy fazą miesiąca miodowego a byciem singielką. To nie jest zdrowe.
Nie wpadł nawet na to, że wtrącona mimochodem informacja o pierścionku mogła na nią tak wpłynąć. Wcześniej żałował, że o tym wspomniał, bo dobrze wiedział, że jeżeli wypowie to na głos, to przez kolejne dni będzie czuł już na sobie presję, bo przecież jeżeli raz powie o tym, że się chce oświadczyć, to później trzeba to zrobić już, a najlepiej w dość krótkim okresie. Przedłużanie pewnych spraw nie miało sensu! W kontekscie jednak tego, że przed chwilą zaatakował Wendy i jej wybory życiowe, nieco inaczej odebrał jej zdumienie. Tak jak kolejne pytanie osoby oderwanej od rzeczywistości.
- To chyba nie takie dziwne. Ludzie zazwyczaj się spotykają po to, żeby w końcu się ustatkować, wziąć ślub, stworzyć wspólną przyszłość -spogląda na nią znad kubka kawy. Nie przepadał za tym, kiedy się kłócili, ale narastające emocje, które kumulowały się pomiędzy nimi z małymi przerwami na okresy w których nie rozmawiali, sprawiły, że nawet osoba tak cierpliwa jak Peter nie jest w stanie dłużej trzymać języka za zębami. Szkoda tylko, że uderzył nie w ten wątek, który jest powodem tego napięcia. - Nie oceniam tego jak żyjesz Wendy, ale zastanawiam się ostatnio kiedy przyjdzie na Ciebie pora. Mam wrażenie, że Ty wcale nie chcesz dorosnąć i nie mieści mi się to w głowie. Dlaczego tak kurczowo trzymasz się przeszłości, czy nie chciałabyś w końcu być po prostu w stabilnym i kochającym związku, który trwa dłużej niż czas w którym zużyjesz jedną butelkę szamponu? - skrzywił się trochę, bo wie jak to zabrzmiało. Jakby bardzo ją oceniał.
Idzie za nią do małego saloniku i siada na wskazanym miejscu.
- Okey, przekaże - zrezygnowany pije tylko kawę i rozgląda się mimochodem po mieszkaniu szukając śladów po kochanku Wendy. Może gdzieś na ścianie jest wyznanie miłości, albo ich wspólne zdjęcie w ramce? Nie znalazł nic takiego, ale Wendy miała bardzo duzo rzeczy w domu, więc to też nie było tak, że jednym spojrzeniem mógłby ogarnąć wszystko. - Barbara też zaprasza cie na zakupy przed, idą z Millie i Kristin wybrać sobie stylizacje i spytała czy nie chcesz dołączyć.

Wendy baby :przestraszon:
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Nie była pewna co właśnie się odjebało w jej mieszkaniu ale była prawie pewna, że przeszli tylko z kuchni do salonu i choć paradoksalnie mieli więcej przestrzeni to atmosfera zrobiła się dużo cięższa i… w zasadzie dla Wendy nie do zniesienia. Nabrała powietrza w usta, poczerwieniała po całej twarzy i przez większość czasu słuchała jego wywodu na temat jej życia w całkowitej ciszy.
Zacięła się, autentycznie.
Przez dobrą chwilę czuła tylko rozgoryczenie i ból zadawany raz po raz prze Petera, który uderzał w najczulsze dla niej miejsca. W to, co zazwyczaj najbardziej ją niepokoi. Czuła jak krew pulsuje jej w skroniach i jak uderza w nią dziwny skurcz w podbrzuszu, ale nie z rodzaju tych przyjemnych. A jakby tego wszystkiego było mało przypierdzielił się nie tylko do jej życia ale też do Matthewa, a przy tym wyszło, że słucha jej brzuchem a nie uchem albo co gorsza nie słucha i nie zna jej wcale.
A co to za powalony wykład o dorosłości?! — zapytała pomału odzyskując swój głos choć Peter pewnie wolałby, by jednak milczała. — Ty mnie w ogóle słuchałeś jak cokolwiek o nim mówiłam? — podniosła głos wstając gwałtownie z kanapy, czując jak jej koszula ześlizguje się z ramienia, ale nie poprawiła jej wcale. Stała w tej niedojrzałej piżamie, którą on próbował ignorować swoją dorosłą gadką, a po chwili zbliżyła się do niego, by zrobić krok i go wyminąć wycofując się z tej kanapy - im dalej, tym lepiej. — Bo z dziećmi w naszym przedszkolu pracował tylko raz, a tak to jest terapeutą. Poważnym, cholernie dobrym terapeutą — dodała przez zaciśnięte zęby, nie wiedząc jak zapanować nad słowami, bo po całej jego wypowiedzi to pierdyliard niestosownych cisnęło się jej na usta. — I wiesz co jest w nim najlepsze? Że kiedy na mnie patrzy nie widzi niepoważnej Wendy ani projektu do poprawki — a to było coś, co chyba zabolało ją najmocniej.
Czuła się zdradzona.
Przez te wszystkie lata ich znajomości, przez te wspólne powroty z imprez, wspólne mieszkania i podboje, a także przez te wszystkie wspólnie spędzone godziny na rozmowach o wszystkim i niczym Wendy wierzyła w jedną ś w i ę t ą rzecz: dla Petera była wystarczająca. Cały świat mógł widzieć w niej niepoważną dziewczynę, roztrzepaną i problematyczną ale on widział w niej po prostu Wendy. A teraz? Teraz gdy tak stał i wyliczał jej wady jak w jakimś raporcie… drżała i czuła jak łzy mieszają się z okrutnym rozczarowaniem gdy na niego patrzyła… a w tle czaiła się furia, która jeszcze… o boże, jeszcze go dzisiaj dosięgnie.
Wielki Peter Blythe wspina się po drabinie dorosłości i będzie mi prawił z góry kazania o byciu szczęśliwym — zaśmiała się gorzko wymachując rękami i nim zdążyła ugryźć się w język wyrzuciła z siebie: — Chcesz mi prawić kazania o dojrzałym związku? B a r d z o ZABAWNE, bardzo! O ile dobrze pamiętam to w Mediolanie wyznawałeś mi, że twój związek jest… jak to ująłeś? Unfuckable— i nagle zapadła cisza.
Czy przesadziła?
Może, ale ona tego w ogóle tak nie czuła. Nie w tej chwili, kiedy ją tak zranił. Uderzył w nią, a ona postanowiła uderzyć w jego związek z nawiązką. Nim zdążył się otrząsnąć i cokolwiek wtrącić znów wyrzuciła z siebie potok słów.
Układasz sobie perfekcyjne życie, wijesz wspólne mieszkanko i planujesz kupić diamenty, a ona nawet z tobą nie sypia! Nie waż się mówić co jest niezdrowe w moich związkach — prychnęła czując jak jej klatka szybko się unosi i ledwo wyrabia. — Matthew przynajmniej nie boi się mnie dotknąć i chce MNIE, a nie tylko jakiejś tam wizji wspólnej przyszłości, która ładnie będzie wyglądać na zdjęciach! — mówiła jakby to była najświętsza prawda, a jej relacja z chłopakiem dopiero raczkowała. Teraz jednak nie zamierzała dać mu satysfakcji z tego wieszania się po niej, o nie.
I wiesz co? Wolę sobie zużyć setki butelek szamponu i być przez to z kimś kto widzi we mnie kobietę, a nie rozbrykane dziecko niż być w związku w którym nie ma prawdziwej bliskości! — czuła jak teraz, kiedy dała upust tym wszystkim okrutnym emocjom, łzy napływają jej do oczu. Zrozumiała, że on nie patrzył już na nią z podziwem co do jej wolności, a z politowaniem.
Możesz sobie mówić, że sabotuję związki i nie chcę stabilizacji ale to tylko uświadamia mnie w tym jak gówno o mnie wiesz, jak się okazuje — zaśmiała się histerycznie, a jedna łza spłynęła jej teraz po policzku. — A gdybyś trochę pomyślał to zauważyłbyś dlaczego… bo nikt, absolutnie nikt — zacięła się o mały włos nie kończąc tego stwierdzenia zupełnie inaczej: nie jest tobą, ale otrząsnęła się i dodała — kogo spotkałam nie sprawił, że chciałabym zostać. Bo szukam czegoś czego ty najwyraźniej się wyrzekłeś dla tego swojego idealnie poukładanego dorosłego i poważnego życia!
I jasne, że teraz najchętniej wykrzyczałaby mu prosto w twarz, ze to wszystko to jego wina. Że każdy facet, który pojawia się w jej życiu, jest tylko bladym cieniem tego, kim on dla niej jest.
Ale nie mogła.
I nie, nie pójdę z nimi na żadne zakupy. Nie mam zamiaru stać między Barbarą i Kristin i wybierać idealnej bieli do waszego idealnego życia. Pierdole to, nigdzie nie idę — wskazała ręką drzwi — a jak tobie się coś nie podoba to tam są drzwi. Ja jestem zadowolona ze swojego życia.
Tak naprawdę nie chciała żeby wychodził.
Tak naprawdę to chciałaby cofnąć czas.
Do tej chwili, kiedy jeszcze szczerze wierzyła, że dla niego jest wystarczająca.
Idealna, taka jaka jest.
Jak się okazuje… nie była.
I to złamało jej serce.


💔 słowa, które chciałabym Ci powiedzieć
duszę w sobie od zeszłego lata
nigdy pewnie tego Ci nie powiem
że czułam coś po wielu, wielu latach
choć nie chciałam wdarły się motyle
jednak w ciszy będą sobie latać
w ciszy gdzieś głęboko się ukryję
by nie burzyć spokojnego świata
chciałabym być z Tobą szczęśliwa
ale z kimś innym będziesz...
winniethepooh91
27 y/o
For good luck!
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To co się tutaj właśnie działo było na prawdę nie tym czego się spodziewał Peter. On ze swoim analitycznym umysłem, uznał, że jeżeli da jej taki inny punkt widzenia, to Wendy przemyśli co robi z tymi chłopakami, z którymi jest w związkach i że po prostu da któremuś szansę na prawdę. Może robił to podświadomie, a może nie chciał przyznać się do tego świadomie, ale nie zamierzał nic robić ze swoimi pojawiającymi się od jakiegoś czasu uczuciami w stronę Wendy dlatego, że nie miał zupełnie pewności, czy byłoby zasadne porzucanie stabilnej sytuacji z Kristin na rzecz zupełnie nieprzewidywalnej przyjaciółki. Co jeżeli by podzieliła jego uczucia? Jak długo to by trwało? Miesiąc? A co jeżeli ona nie czuje nic podobnego i gdyby zrobił coś, to wpłynełoby na ich relacje? Albo straciłaby do niego szacunek, bo w końcu był z Kristin. A co jeżeli rzuciłby Kristin i Wendy by go odrzuciła? Z jego kalkulacji wynikało dość jasno, że sytuacja z Wendy jest na tyle niepewna, że nie powinien robić nic pochopnego. Co prawda to myślenie nie miało zupełnie odbicia w momencie w którym Peter oglądał sobie zdjęcia z wyjazdu z Wendy i miał znów pomysł, żeby może poruszyć tę niezręczną rzecz z nią. Wtedy wszystkie minusy wlaściwie przestawały istnieć a jedyne co go przed tym stopowało to fakt, że... jakoś nigdy nie było ku temu chwili. Nawet kiedy ostatnio chciał się z nią spotkać, to mówiła, że nie ma czasu.
Wcisnęło go w kanapę, kiedy Wendy zaczęła niezadowolona chodzić po pokoju. Patrzy na nią wielkimi oczami, zupełnie nierozumiejąc dlaczego aż tak ją to zdenerwowało.
- Ale ja nie - zaczął, ale szybko umilkł, kiedy Wendy rozkręciła się i mówi o tym co robi Matthew i jakie ma zalety i wtedy zrozumiał, że pewnie tak się obruszyła, że nie pamiętał dokładnie co robi jej chłopak. No dobra, może nie pamiętał, ale wiedział, że coś z dzieciakami. - No i dobrze, może to jest sygnał, że to jest ktoś... no wiesz, że to jest ta jedna osoba dla ciebie - próbuje się bronić, jeszcze nie tracąc kontroli nad sobą, ale głónie dlatego, że gdyby oboje stracili kontrolę, to byłby tutaj niezły shitshow. Zresztą, to nie było w jego stylu, żeby podnosić głos i unosić się emocjami. Nawet kiedy wcześniej dawał jej wykład z tego jak wspaniale jest być po drugiej stronie lustra, starał się, żeby zazdrość nie wypływała tak ewidentnie na powierzchnię.
To co Wendy mogła odebrać jako kardynalny błąd w ich relacji, on widział raczej jako trudną rozmowę, którą musieli przeprowadzić. Wendy żyła w jakimś świecie bajek w którym wszystko się układa tak długo jak będzie nosiła na ustach swój szeroki uśmiech. I może tyle by wystarczyło, ale tak jak teraz zauważyła, on jest już dorosłym Peterem, a nie chłopcem, który uwielbia się z nią wygłupiać. Dlaczego nie może po prostu być nimi oboma, czy to taka zła rzecz, że lubił mieć poukładane wszystko w życiu, nawet relacje?
Wendy rzuca w niego określeniem, którego sam użył w odniesieniu do swojego związku i to nieco łamie mu serce, bo nie spodziewał się tego. Patrzy na nią z wyrzutem malującym się na błyszczących oczach i unosi ręce w geście "no nie mogę". Oczywiście nic nie powiedział na to, bo zaraz Wendy zrzuciła na niego kolejne oskarżenia, które bardzo trafnie opisywały wszystkie jego wątpliwości. On nazywał to tak, że z Kristin po prostu już nie było u nich etapu miesiąca miodowego, przyzwyczaili się do siebie i do swoich zwyczajów. Ale kiedy Wendy bez owijania w bawełnę wyrzuciła w końcu, co sądzi o jego związku, to zupełnie się tego nie spodziewał.
Wstał z kanapy i odstawia kubek z kawą na stolik.
- W takim razie zupełnie nie wiem, czego ty szukasz w takim razie Wendy, ale brzmi na to, że jest to jakaś bajeczna wizja wielkiej miłości, wiecznie namiętnej, wiecznie szalonej. Ja szukam stabilizacji i może dla ciebie to jest żałosne i się poddałem, ale w takim razie poddałem się już pięć lat temu, a ty dopiero teraz mówisz mi jakie masz na prawdę o tym zdanie, tak? Świetnie, szkoda że nie wiedziałem, jak bardzo masz jasną opinię na ten temat - nie krzyczy na nią, nie płacze, ale ewidentnie jest urażony i on i cała jego duma męska jak i ludzka po prostu. Kręci głową z niedowierzaniem, bo dowiedział się wielu rzeczy, większośc na pewno da mu jeszcze do myślenia, ale pewnie będzie musiał to przemyśleć na spokojnie a nie wtedy kiedy Wendy przednim płacze, bo to też sprawiało, że czuł się zupełnie niezręcznie, nie chciał jej przecież doprowadzić do takiego stanu. Serce chociaż pęknięte to kraja mu się na jej widok i ze smutkiem ocenia, że jego przyjaciółka jest na niego teraz okropnie zła.
- Chcesz, żebym poszedł? - zdumiony takim obrotem rozmowy, czuje jak mu ręce opadają, a że nie wie gdzie je wsadzić, to wsadził w kieszenie. To nie była łatwa rozmowa, dla żadnego z nich, ale dorośli ludzie nie wyrzucają się za drzwi przy każdej kłótni, prawda? - Nie powiedziałem, że Twoje życie jest złe, po prostu... uważam, że mogłabyś być bardziej szczęśliwa i nie rozumiem dlaczego nie chcesz sobie na to pozwolić - powtarza jeszcze raz, po raz ostatni starając się jeszcze jakoś uspokoić tę bombę, która wybuchła. - Nie chcę się z Tobą kłócić Wendy, po prostu martwię się


babygirl ;0
34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

“Nie miał zupełnie pewności, czy byłoby zasadne porzucanie stabilnej sytuacji z Kristin na rzecz zupełnie nieprzewidywalnej przyjaciółki.”

Zupełnie nieprzewidywalnej przyjaciółki.
A więc tak ją widział… była dla niego nieprzewidywalna... niczym huragan, fascynująca na chwilę i do obserwacji z bezpiecznej odległości, ale nie warta ryzyka. Nikt o zdrowych zmysłach by się tego nie podjął, huh? Bolało, bo naiwnie sądziła, że ta jej nieprzewidywalność była dla niego powiewem świeżego powietrza, ale teraz po jego słowach zrozumieć mogła, że wcale jej tak nie postrzegał... dobrze, że nie siedziała w jego głowie teraz.

Pieprzona zasadność Petera Blythe. W jego świecie wszystko musiało być z a s a d n e.

A co z uczuciami? Namiętnością? Tym czymś, co sprawiało, że w Mediolanie powietrze między nimi drżało od niewypowiedzianych słów? To wszystko było nieistotne, bo nie było zasadne. Wybrał Kristin nie dlatego, że ją kochał bardziej, ale dlatego, że ona była bezpieczna. Bo Kristin była przewidywalna, a Wendy...
Wendy była burzą, na którą on – wielki Peter Blythe – najwyraźniej nie miał dość odwagi. Potrzebowała swojego Billa Hardinga, łowcy burz, który będzie mieć odwagę zbliżyć się do żywiołu, zrozumieć jego naturę, spojrzeć prosto w oczy i zaryzykować. Bo niepoważna Wendy Gardner była warta ryzyka, nawet jeśli czasami o tym zapominała.
Spoiler
Obrazek
Obrazek
Może potrzebowała tych jego słów i tego spojrzenia na nią by zrozumieć, że dla niego nie była warta ryzyka. Że on nie był jej Billem Hardingiem i nigdy nie będzie, tak jak ona nigdy nie będzie przewidywalna. I lepiej, że nie wiedziała co dokładnie siedzi w jego głowie, bo gdyby wiedziała, że dla niego jest niepewną sytuacją i że on w ogóle nie wierzy w to, że jest zdolna do jakiejkolwiek stałości. Bo gdyby to wiedziała to załamałaby się. Nie wyobrażała sobie gorszego upokorzenia niż to, że zostałaby odrzucona nie dlatego, że zabrakłoby chemii ale dlatego, że to się mu nie kalkuluje, nie jest zasadne i… ugh, szkoda gadać. Na domiar złego wkurzało ją to, że nie potrafił dopuścić do siebie myśli, że ona nie potrzebowała wcale tej jednej osoby, by być kompletną i szczęśliwą. Najwyraźniej szukali w życiu czegoś innego. Srogo się pomyliła w tych swoich chorych fantazjach.

Oj głupia ty, głupia ty.

Uważam, że mogłabyś być bardziej szczęśliwa i nie rozumiem dlaczego nie chcesz sobie na to pozwolić.


Wsłuchiwała się w jego wyjaśnienia, ale zupełnie do niej nie przemawiały. — Wspaniałomyślnie mnie kurwa uszczęśliwiłeś, Peter! — wyrzuciła z siebie, a w jej głosie nie było już nic z tej wesołej dziewczyny, którą znał. Był żal, ogrom żalu. — Dziękuję ci bardzo za tą lekcję z dorosłości o którą nikt nie prosił! Martwisz się? No to chyba definicji nie znasz, kiedy tak stoisz tutaj i punktujesz mnie w moje czułe punkty. Raczej się znęcasz! — zrobiła krok w jego stronę czując, jak nerwy rozszarpują ją od środka i uderzyła otwartą dłonią w jego pierś. — Byłam szczęśliwa! — poinformowała go, a zawód wyraźnie rozbrzmiewał w jej drżącym i bliskim płaczu głosie. — Dopóki nie przyszedłeś tutaj mnie wypunktować — i poczuła jak łza spływa jej po policzku, ale nawet jej nie obtarła tylko patrzyła na niego taka złamana. — I nie. Wcale nie uważam, że stabilizacja jest żałosna… o ile nie zgadzasz się na nią kosztem innych ważnych rzeczy… I mówię to dopiero teraz, bo to ty jaśnie panie dopiero teraz wyjawiłeś swoje problemy na światło dzienne — teraz to ona go wypunktowała. Wcześniej nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że coś między nimi - nim a Kristin rzecz jasna - jest nie tak. Tak samo jak nie dopuszczała do siebie myśli, że między nimi jest coś więcej niż tylko przyjaźń… przynajmniej z jej strony. Ale przed sama sobą nie potrafiła już udawać. Przed nim jeszcze tak
Nim zdążyła pomyśleć w nerwach z siebie wyrzuciła. — Przecież ty jesteś kurewsko fackable, Peter! Jesteś facetem, przy którym każda kobieta powinna tracić oddech, a ty nagle prawisz kazania o stabilizacji i szczęściu, a sam oświadczasz, że wybierasz życie w lodówce z Kristin bo...— zaczęła i dotarło do niej co powiedziała…
Nawet nie wiedziała do czego zmierzała.
Poczuła jak krew odpływa jej z twarzy, by powrócić z podwójna siła. Wdech, wydech Wendy. Ratuj się. Skoro on miał prawo ci nawrzucać, że zasługujesz na szczęście bla bla bla to ty przyjmij to to jako swoją linię obrony, że niby też możesz mu nawrzucać.
Co z tego, że stwierdzenie fuckable raczej nie miało negatywnego wydźwięku i mijało się z nawrzucaniem mu.
Nieważne — skwitowała oddalając się od niego i podchodząc do okna — ja wcale nie szukam bajki i nie wiadomo czego, ale na pewno nie dam się zamknąć w klatce rezygnując z istotnych rzeczy, a już na pewno nie zrezygnuje z siebie — on rezygnując z kluczowej kwestii pewnie skończy w stałym związku zdradzając swoją żonę, też mi szczęście!
Jeśli masz problem z tym, że nie mam nikogo kiedy ty układasz sobie życie to cóż… nie musisz się o mnie martwić — zapewniła go uśmiechając się do niego przez łzy. — Możesz przestać, zwalniam cię z tego obowiązku — obowiązku opieki nad nieporadną Wendy Gardner. — Naprawdę poradzę sobie sama, a ty możesz wracać do swojego przewidywalnego świata kupować diamenty tylko się zastanów czy naprawdę stabilizacja musi się wykluczać z wizją jak to ująłeś…? — próbowała przypomnieć sobie jego wcześniejsze słowa w odniesieniu do niej. — Z bajeczną wizja wielkiej miłości. Wiecznie namiętnej, wiecznie szalonej. Bo jeśli tak to ja podziękuję za stabilizację, wole swoje B A J E C Z N E i niepoważne życie! Przynajmniej będę wierna… sobie — o co trudno gdy się człowiek nieszczęśliwie ustabilizuje. Źle unieruchomione złamanie też się źle zrośnie. Potem trzeba łamać i zaczynać na nowo.

Przez tą twoją zasadność rokowania ci spadły, Blythe. 🧊💔📉🔥
winniethepooh91
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”