Lian nie mógł o tym jeszcze wiedzieć, ale w niedługim czasie, zaraz po powrocie do domu, miał spędzić dłuższą chwilę nad poszukiwaniem powodu osobliwego bólu w szczęce i policzkach.
Potrafił oczywiście uśmiechać się na zawołanie, w bezruchu cierpliwie czekać, aż kamera weźmie co zechce, aż znaczenie gestu rozmyło się niemal całkiem. Od kilku lat ilekroć ktoś prosił go by zarzucił zwyczaj i spróbował wyglądać przynajmniej trochę weselej niż dusza pokutująca za wyjątkowo paskudne przewinienia, pierwszą emocją jaka się w nim budziła było rozdrażnienie.
Daniel, z drugiej ręki, nie próbował zmuszać go do tego idiotycznego wysiłku dla samej zasady. Nie prosił, nie boczył się kiedy Mei zbyt długo pozostawał oporny na najlichszy przejaw ekspresji, a sam Lian nie odczuwał presji zwykle towarzyszącej mu w takich sytuacjach. Przeciwnie - Moore stał się powodem dla którego wąskie wargi krzywiły się mimowolnie, dołeczki pojawiały się w policzkach, a oczy też zdawały się zyskiwać jakąś większą przejrzystość. Nie starał się niczego na nim wymusić, po prostu trafiał za każdym razem w miejsca, co do których Lian był niemal pewien, że są od dawna jałowe i wskazywał na nowe, zielone pędy.
Dźgnięcie w dołeczek doczekało się znaczącego umarszczenia brwi, mimo to Lian nie skarcił go w żaden sposób. Tak jak już wcześniej skonstatował, o zgrozo, niewiele było rzeczy, na które by mu nie pozwolił.
一 Milo? Ale że zakazał czego? 一 Nie miał pojęcia skąd nagle w rozmowie pojawił się Rivera, ale bardzo powoli Mei zaczynał łączyć fakty i kojarzyć kontekst. Zmarszczka między jego brwiami rozprostowała się, oczy zaokrągliły na krótko w nagłym zrozumieniu i z westchnieniem na pograniczu rozbawienia i zażenowania odchylił głowę w tył, wciąż uczepiony bioder Daniela palcami. 一 To jest... zaskakująco dobra rada jak na gościa, który całe życie spędził w celibacie. Szczerze mówiąc zastanawiałem się nawet czy on cokolwiek z Dylanem...? 一 zawiesił znacząco głos, spojrzeniem wracając do Daniela ogrzewającego mu kolana. Jeszcze nie zdecydował, czy za taką nieufność powinien odciąć Riverę od dostaw kwaśnych żelków jakie zwoził mu czasami z Japonii czy zignorować. 一 I to ten sam Milo, który zabrał cię na studencką imprezę, zostawił na pastwę losu i puścił na noc pod mój dach bez tej złotej rady? Nagle przypomniało mu się z okazji randki w oceanarium? Serio?
Znów obrócił głową, w pewnym momencie nawet odchylił ją tak, by móc przez kilkanaście sekund wpatrywać się w ciemny sufit, na którym rozpląsały się refleksy odbijające się od tafli pustego akwarium.
一 W ramach sprostowania 一 ocknął się nagle, ponownie skupiając tak spojrzenie jak i uwagę na Danielu, zaraz po tym jak związał włosy gumką. 一 Nie miałem żadnych aż tak daleko idących intencji 一 skłamał częściowo bez mrugnięcia powieką. W ciągu ostatniego kwadransa aż nazbyt intensywnie wyobrażał sobie co mógłby znaleźć gdyby podwinął mu ten ciężki sweter, jakie tajemnice opowiedziałyby mu jego uda, jeżeli zbliżyłby się dość aby ich posłuchać. Z drugiej strony nie planował wcielać tych wyobrażeń w życie ani dzisiaj ani w najbliższym czasie. Miał nieco inne priorytety.
一 Bǎo bèi? 一 Okrągłe słowa układały się na języku tak miło jak ich wydźwięk, a widząc jak niecierpliwie Daniel oczekuje klaryfikacji z jego strony, Lian celowo nie spieszył się z wyjaśnieniem. Mamrocząc pod nosem coś o niedokładnych interpretacjach oraz dosłowności wytracającej pierwotne znaczenie odwlekał złośliwie byle uzyskać satysfakcjonującą reakcję. 一 W dużej mierze zależy od kontekstu, wymowa też bywa problematyczna. Na przykład gdyby przenieść akcent na bào bèi uzyskałbyś zwrot oznaczający rejestrację w urzędzie, a nie o to nam chodzi, prawda?
Przekrzywił głowę na bok widząc, że Daniel zainteresował się jego uchem; delikatny dotyk palców badających brzeg uzbrojony w kolczyki łaskotał, mimo to nie był nieprzyjemny.
一 Ale bǎo bèi to już zupełnie co innego. Nawet brzmi inaczej.
Przyjął jego palce między swoje gdy Moore sam odszukał jego dłonie, a efekty zachęt i cierpliwości zaczynały owocować większą pewnością siebie. Znał go od kilku miesięcy, chociaż i po kilku godzinach dało się stwierdzić co oczywiste: Daniel był najbardziej nieśmiałą osobą w towarzystwie, z czasem Lian zaczął również dostrzegać, że powód nie był tak jednoznaczny jak mogłoby się wydawać. Owszem, musiał mieć to po prostu w swojej naturze i Mei nie zamierzał z tym polemizować uznając to zresztą za pasujące i jako coś, co było nieodzownym elementem Moore'a z jakim należało go przyjąć. Podejrzewał jednak, że środowisko mogło przyłożyć rękę do jego katastrofalnie niskiej samooceny, nie wiedział tylko jeszcze w jak dużym stopniu.
W końcu podjął jakąś decyzję, a pomimo że dołeczki chwilę temu zniknęły z jego policzków ustępując miejsca bardzo lakonicznemu uśmiechowi, nie wydawał się w żaden sposób przygnębiony. Dźwignął Daniela uważając, by ten nie zjechał mu z kolan z rozpędu i choć wyjątkowo ociągał się z odstawieniem go na nogi, w końcu obydwaj opuścili ławkę choć Lian nie wykonał ani kroku w stronę zamkniętych drzwi.
一 Podsumowując twoje ostatnie dwa pytania 一 kontynuował patrząc na niego z góry, a na widok podwiniętego pod spód kołnierzyka płaszcza pedantycznie odgiął mu go schludnie z powrotem na właściwe miejsce. 一 Nie sądzę żebym był w stanie utrzymać ręce przy sobie dłużej niż parę minut, ale jeżeli bardzo tego chcesz, możemy spróbować iść na rekord. Co do bǎo bèi myślę, że chyba najlepiej przełożyć to na coś bardzo bliskiego sercu. Coś drogiego. Rozumiesz?
Samo wyobrażenie użycia tego zwrotu kiedykolwiek wywoływało w nim jakąś niedookreśloną tęsknotę, może nawet przedwczesny żal, bo szczerze wątpił aby miał zyskać do tego okazję. W gruncie rzeczy bardziej niż braku możliwości zwrócenia się do kogoś tym konkretnym terminem uwierało go to, co ów brak oznaczał; to, że być może miał nigdy nie poznać osoby, która mogłaby stać się dla niego czymś tak bliskim, że aż nierozerwalnie związanym.
Nie wspomniał mu o tym w swoim krótkim wywodzie o samej semantyce i wymowie czując, że skoro on sam do tego doszedł, Daniel zrobi to samo we właściwym czasie.
一 Jeżeli chcesz możemy porozmawiać o tym jak bardzo przestrzeliłeś w tej wizji o jednostronności przy czymś słodkim. Mamy tę kawiarnię po drodze, zróbmy przystanek a ja postawię ci co tylko zechcesz, zgoda?
Daniel Moore