Słysząc jego odpowiedź uniosła nieco brew do góry, po czym pokiwała z uznaniem głową, nie potrafiąc powstrzymać szerokiego uśmiechu, który wciąż rozświetlał jej twarz. Cokolwiek miał na myśli i do czegokolwiek zmierzał, wiedział, że za bardzo lubiła ich słowne gry, by potrafiła taką zignorować. -
Tylko co Ty byś z takim łupem zrobił? - dopytała z nieukrywanym zaintrygowaniem, patrząc na niego z oczekiwaniem, a jej oczy rozbłysły pod wpływem nieco zadziornych iskier. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie musiał stawać się zbirem, by skradać czyjeś serca. Ale zdążyła go też poznać na tyle, żeby wiedzieć, że na żadne z nich się nie otworzył. A przynajmniej nie na tyle, żeby postąpić o krok dalej.
Przez całą ich znajomość bawili się słowami, poddając się swobodnej, żartobliwej atmosferze, jakby wcale nie zawierały w sobie ukrytego znaczenia, pozwalając im zawisnąć w powietrzu bez ich zgłębiania. Szanowali swoje granice, wytyczone własnymi przekonaniami w przypadku Maxa, i zobowiązaniami ze strony Adeline, a każdy drobny gest, nieznaczny dotyk dłoni i dłuższe spojrzenie traktowali jako naturalne zjawisko, wypierając z siebie myśl, by między tym wszystkim znalazło się miejsce na coś więcej. To było łatwiejsze, niż przyznanie się do czegoś, czego żadne z nich nie było gotowe nazwać.
Rudowłosa uniosła wyżej brwi. —
Aż tak nierozsądny nie jesteś? - powtórzyła za nim ostrożnie, świadomie przeciągając każde słowo. -
Dziwne, bo myślałam, że rozsądek zawsze gra u Ciebie pierwsze skrzypce - stwierdziła w zastanowieniu. Owszem, uwielbiali ze sobą żartować, ale mimo wszystko do tej pory w jej oczach zwykle był dość wycofany, ostrożny,
rozsądny. Dlatego też dobór jego słów mimowolnie ją zaintrygował. Jednak coś w jego następnych słowach sprawiło, że na chwilę trochę złagodniała. —
Tym bardziej twierdzę, że znam na nie lepsze okoliczności - wyznała równie cicho, dostosowując miękki ton do jego wypowiedzi, i poszerzyła nieco kąciki ust. Czuła, jak składana między słowami obietnica, nie mająca już nic wspólnego z więzieniem, była wiążąca, a jego błękitne spojrzenie zdawało się mówić jej, że na to właśnie liczył.
Jego skrzywienie i idące za nim słowa dotyczące smaku wina wywołały na twarzy Ade niewielkie rozbawienie. —
Nie wszystko, co drogie oznacza, że jest lepsze. Czasem po prostu jego głównym celem jest nadanie sprawie głębszego znaczenia - przyznała na głos to, co przemknęło jej przez głowę chwilę wcześniej, kiedy wyznał, że koszt tego trunku nie grał dla niego roli. Max dawał jej odczuć, że ta butelka nie była zwykłym prezentem, symbolizowała coś więcej, co przemykało gdzieś między wierszami. Dlatego w chwili, gdy to stwierdzenie niepostrzeżenie wyrwało się z jej ust, na ułamek sekundy się zawahała, zanim odetchnęła, jakby nie było to nic takiego. -
Na przykład zakup firmowych szpilek, torebki czy zegarka za pierwszą wypłatę. Dla innych to tylko przedmiot, ale dla ich posiadaczy, nawet mimo śladów znoszenia, jest symbolem czegoś, czego pozostali nie potrafią zrozumieć - wyjaśniła, wzruszając przy tym lekko ramieniem, celowo nadając wypowiedzi nieco lżejszy ton. Gdzieś w międzyczasie umknęła przy tym spojrzeniem, żeby zebrać myśli, które chwilowo odpłynęły jej w zupełnie innym kierunku. Wcale nie musiała pić alkoholu, żeby poczuć się przy Maxie aż nazbyt swobodnie. Ostatecznie ściągnęła brwi, znów podnosząc kąciki ust, kiedy przyszło jej coś do głowy. -
W każdym razie swój pierwszy raz z tym winem możesz uznać za odhaczony. I niezmiernie cieszę się, że jestem częścią tego fascynującego doświadczenia - dodała, w końcu podnosząc na niego spojrzenie, nie potrafiąc powstrzymać swojego języka przed głupotami, jakie wygadywała. I szerokiego uśmiechu wstępującego na jej twarz zaraz potem, wskazującego na rozbawienie całą tą sytuacją. Na wspomnienie o piwie pokręciła głową. —
Przynajmniej wiesz, jak sprawiać dobre wrażenie - westchnęła teatralnie, a kąciki jej ust mimowolnie uniosły się nieco wyżej. Wspomnienie o tym winie już na dobre zakorzeniło się gdzieś w jej umyśle. -
Hmmm… chyba zostało tylko słodkie. Ale jeśli Cię to pocieszy, w razie czego mam jeszcze whisky - rzuciła mu wymowne spojrzenie, gdyż, jak dobrze przypuszczała, na jednym winie mogło się nie skończyć. Po chwili przeniosła za nim wzrok na ciasto. -
Tylko w razie czego przypomnij mi się. Tym razem nie mam konia, żeby za Tobą pobiec - zastrzegła żartobliwie, podnosząc na mężczyznę wzrok, w którym jednak czaiło się coś nieco bardziej uważnego. W jego towarzystwie zbyt często wyłączała się z rzeczywistości, przez co nie raz zawracała konia, gdy już zdążyli się pożegnać. Zapominała o świecie nawet teraz, od momentu jego wejścia do mieszkania ani razu nie myśląc o pracy, która ostatnio stanowiła główną oś jej życia.
Na jego odpowiedź w kwestii książki ściągnęła nieco brwi, przyglądając mu się w zastanowieniu, nie bardzo wiedząc, do czego zmierzał. —
Mówię tylko to, co myślę - przyznała, mimowolnie stając się coraz bardziej zaintrygowaną, co też by chciał
oddać w zamian. Kiedy spojrzał na nią ponownie, by zaraz rzucić jej wyzwanie, rozchyliła nieco wargi, na chwilę zatrzymując na nim swoje zielone tęczówki. A więc kombinował, jak zmotywować ją do zwierzeń, których sama nie potrafiła podjąć. Przez chwilę analizowała wszystkie za i przeciw, bo znała siebie, nie o wszystkim
potrafiła rozmawiać. —
To dość niebezpieczny układ, bo sekret sekretowi nie jest równy - przyznała w końcu, unosząc przy tym brew. Na szczęście Max domyślił się, co mogło ją do tego przekonać. Przeniosła wzrok na kieliszek z winem, a jej kąciki ust nieznacznie uniosły się do góry. —
Wobec tego musimy te procenty szybko nadrobić - stwierdziła z przekonaniem, na moment podnosząc wzrok z powrotem na Maxa, jakby się upewniała w tym, czy dobrze robi, po czym poszła po swój kieliszek, w drugiej dłoni przynosząc również butelkę. —
To oznacza, że musisz wypić to niedobre wino - z jej ust znowu wydobyło się teatralne westchnięcie. -
Ale skoro ja zaczęłam od szczerej opinii, to teraz Twoja kolej - dodała zaraz, ruchem brody wskazując na trzymany przez niego kieliszek i wpatrując się w niego z wyzwaniem w oczach.
Max Korhonen