ODPOWIEDZ
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

mniej wyuzdany outfit, żeby Dominic za bardzo się nie napalił przy znajomych


Skye bez wątpienia określiłaby ich pierwszy, wspólny weekend za miastem jako najpiękniejsze wspomnienie w jej życiu. Mimo drobnej kłótni na początku i następnie nieco ciężkiej rozmowy w jacuzzi, najwidoczniej było im to potrzebne, aby ruszyć naprzód. Samo to, że potrafili wtedy bez problemu dojść do porozumienia i skupić się na tym co najlepsze tu i teraz, wiele świadczyło o ich relacji. A przede wszystkim to, że pierwszy raz wyznali sobie miłość. Brunetka mogłaby słuchać tych dwóch słów bez przerwy. Z jego ust brzmiały jak najpiękniejsza muzyka dla jej uszu, więc z przyjemnością spędziła cały weekend w jego ramionach, słuchając tych miłych słów wypowiadanych do ucha, a ona z kolei dorzucała dodatkowo od siebie dźwięki rozkoszy, gdy kochali się namiętnie enty raz.
Niestety koniec weekendu musiał nadejść, a więc i powrót do Toronto, a także do pracy. Rozstanie po wspólnie spędzonych trzech dniach było na tyle ciężkie, że Skye została na noc w niedzielę, a kolejnego dnia czekało ją bardzo ważne zadanie - wręczyć wypowiedzenie swojemu szefowi. Plus był taki, że wiedziała, że miał on bardzo przyjemną noc i dosyć aktywny poranek, więc liczyła na to, że złagodzi to nadchodzące wydarzenie w biurze. Było jej ciężko odchodzić z Forward Interiors, bo to tutaj wszystko się zaczęło. To tutaj zakochała się w Dominicu. To tutaj stawała się architektem. Zdobywała pierwsze doświadczenie i znajomości, ale wiedziała, że to jest dobra decyzja o zmianie firmy. Będąc związana z szefem, nie poprawi to żadnych relacji - ani między ich dwójką, a już tym bardziej między nimi, a współpracownikami.
Całe szczęście Murray dosyć szybko znalazła drugą pracę, więc zanim się obejrzeli, a zniknęła z korytarzy Forward Interiors i zawitała w siedzibie jednej z największych firm architektonicznych w Toronto, co było dla niej niezwykłą szansą do wykorzystania. Musiała dać z siebie wszystko i pokazać się z jak najlepszej strony, dlatego znowu siedziała po godzinach, jak to robiła jeszcze niedawno w poprzedniej firmie. Wspólny czas z Dominicem się znacznie skrócił, ale wiedziała, że to chwilowe - potrzebowała po prostu kilku tygodni, aby się wykazać, tak jak on potrzebował pokazać zarządowi, że również sobie świetnie radzi. Wszystko miało być jednak chwilowe, prawda? Wszystko miało się zaraz ustabilizować.
Jednak maj był miesiącem, kiedy jej ukochany obchodził urodziny i chciała wykorzystać ten moment, aby pokazać mu jak bardzo jej na nim zależy, bo przecież kochała go. Kochała go tak bardzo, że z bólem serca wracała do domu po spotkaniu z nim i coraz częściej zostawała u niego na noc, aż pewnego dnia na wszelki wypadek dostała od niego zestaw własnych kluczy do jego apartamentu. To pozwoliło jej zaplanować dla niego niespodziankę urodzinową. Skontaktowała się z jego przyjaciółmi, w tym także z Loganem i zaprosiła ich na przyjęcie z okazji urodzin Reyesa. Postanowiła być jeszcze ponad wszystko, bo skoro jej były chłopak był w stanie bez większych problemów przejść nad wszystkim do porządku dziennego, to ona uznała, że nawet Sydney zaprosi. Oczywiście nikt nie mógł się wygadać przez blondynem.
W dniu urodzin specjalnie zadzwoniła do niego z samego rana z życzeniami i od razu ostrzegła go, że będzie musiała dzisiaj zostać znacznie dłużej w pracy przez konieczność oddania projektu jak najszybciej. Obiecała jednak, że na pewno się spotkają, bo przecież to ważny dzień! Prawda jednak była taka, że Skye urwała się jeszcze wcześniej z pracy, aby wszystko przygotować - w mieszkaniu napompowała balony rozwieszając je po całym salonie. Odebrała także zamówiony catering i tort. Starała się wszystko dopiąć na ostatni guzik, jednocześnie pozostając w kontakcie smsowym z nim, aby nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Podejrzewała, że skoro Dominic sądził, że ona będzie dłużej siedzieć w biurze, to skorzysta i również popracuje dłużej, dzięki czemu wszyscy zaproszeni goście mogli przyjść na miejsce przed dotarciem gościa honorowego.
Kiedy Dominic otwierał drzwi do swojego mieszkania, światła były standardowo zgaszone, a w środku panowała cisza. W momencie włączenia oświetlenia, w powietrzu wybuchło konfetti i rozszedł się szczęśliwy głos zaproszonych. - Niespodzianka!- Skye podskoczyła razem z nimi i krzycząc w niebogłosy. Włączyła też od razu muzykę i podbiegła do blondyna z kartonową czapeczką w ręku, ale zanim mu ją nałożyła, pocałowała go. Namiętnie acz krótko. - Wszystkiego najlepszego- dodała już nieco ciszej, a następnie ubrała mu czapeczkę urodzinową. Było widać, że była wszystkim podekscytowana i miała nadzieję, że on też.



Dominic Reyes
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pierwszy wspólny wyjazd Dominica i Skye był wyjątkowy nie tylko ze względu na ten pierwszy raz, ale także przez staniem się początkiem ich oficjalnego związku. Sądząc po sposobie, w jaki przebiegł pierwszy z dwóch wieczorów w Niagara Falls, najwyraźniej oboje potrzebowali szczerej rozmowy, dzięki której wreszcie wyjawili sobie miłość oraz wyjaśnili pewne sprawy, stając się lżejszymi w obawach.
Choć czy rzeczywiście? Po powrocie z pełnego wrażeń wypadu za miasto oboje musieli wrócić do rzeczywistości i stawić czoła decyzji, którą podjęli wspólnie - zmianie pracy Skye. Dominic, podpisując jej wypowiedzenie, z trudem wypuszczał dziewczynę z rąk, dobrze wiedząc, jak bardzo będzie tęsknił za częstszym widywaniem jej w pracy. Chciał mieć ją przy sobie, pracować z nią tak, jak do tej pory, spotykać się na wspólnych lunchach, ale zdawał sobie sprawę, jakich trudności przysporzyłby im ich związek w biurze. Szczerze mówiąc, miał w głębokim poważaniu, co ludzie myśleli na jego temat, ale nie mógł być egoistą wobec Skye. Zależało mu na tym, żeby rozwijała się w zawodzie i dobrze czuła się w swoim środowisku pracy, nie mógł więc narazić ją na żadne nieprzyjemności w relacjach między współpracownikami. Musiał pozwolić jej odejść.
Z tym, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że obietnic, które sobie złożyli na wyjeździe, tak ciężko będzie dotrzymać. Rozumiał fakt, że Skye musiała się wykazać w nowej firmie, choć delikatnie zwrócił jej uwagę raz, czy dwa, że przepracowywała się, spędzając tam czas dłużej, niż powinna, ale w końcu odpuścił, wykorzystując czas w pełni, kiedy w końcu udawało im się spotkać. Dlatego zależało mu na tym, żeby swoje własne urodziny spędzić z nią. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebował.
Trzydzieste urodziny. Słyszał na ich temat wiele pogróżek o przekraczaniu pewnego progu dorosłości i wchodzenia w nowy etap życia, ale nic sobie z tego nie robił, bo wizualnie nic przecież się w nim nie zmieniało. Nadal czuł się jak dwudziestokilkulatek. Jedyne, co ulegało zmianie, to jego mentalność. A działo się to wyłącznie za sprawą Skye, bo to ona zaczynała nadawać jego życiu kierunek. Wcześniej zapewne ten dzień spędziłby hucznie na imprezie do białego rana, ale teraz w zasadzie nie potrzebował fanfar i zabawy, a jedynie towarzystwa osoby, na której zależało mu, jak na nikim innym.
Tęsknił za nią. Delikatny zawód pojawił się na jego twarzy, gdy tego poranka zadzwoniła do niego z życzeniami i informacją, że dziś też musiała zostać dłużej w pracy. Nie protestował, po raz kolejny uznając dobro ukochanej osoby ponad własne i decydując się na pozostanie w pustym biurze dłużej, niż powinien.
Nie spodziewał się przyjęcia niespodzianki, co dało się zauważyć po jego kompletnie zaskoczonej minie, kiedy otworzył drzwi i zapalił światło, a z nienacka rozległ się huk i głośne okrzyki gości. W pierwszym momencie aż cofnął się o krok, a serce załomotało mu w piersi.
Oh my God, chcecie, żebym już na zawał padł? - rzucił, zanim zdążył pomyśleć o czymkolwiek innym, a wraz z udawanym wyrzutem na koniec w jego głosie pojawił się cień rozbawienia. Popatrzył po wszystkich zgromadzonych, przez chwilę wmurowany, czując jeszcze nieznaczne odrętwienie od nieprzyjemnych ciarek na plecach. Ale widząc podbiegającą do niego Skye, na jego twarzy pojawił się cieplejszy uśmiech. Bez namysłu otoczył ją ramionami i oddał jej pocałunek, dopiero teraz rozumiejąc, ile wysiłku musiała włożyć w organizację tej imprezy. Imprezy, której nie potrzebował, ale którą teraz przyjmował z uśmiechem na ustach, mimo zmęczenia po całym tygodniu pracy i instynktowną potrzebą spokoju u boku swojej dziewczyny.
Dziękuję, Słońce - mruknął, spoglądając na nią z łagodnym uśmiechem, ale kiedy zaczęła mu zakładać czapeczkę, zrobił minę kapryśnego dziecka. - Naprawdę muszę? - zapytał, ale widząc, że nie odpuszczała, pokornie zgodził się na tę czapkę, kręcąc przy tym głową i patrząc na nią spod przymrużonych żartobliwie powiek, bo na pewno wyglądał komicznie. Po chwili, nadal trochę oszołomiony, zaczął się ze wszystkimi po kolei witać.
Dobra, dajcie mi chwilę, muszę się ogarnąć - klepnął w końcu w ramię Logana, po czym wziął za rękę Skye. - Musisz mi pomóc - rzucił znacząco w jej stronę, a kącik jego ust poszerzył się w nieco łobuzerskim uśmiechu, po czym bez wahania zaciągnął ją do swojej sypialni.

Skye Murray
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozmowa była im zdecydowanie potrzebna. Przynajmniej dla Skye, ponieważ wiedziała teraz na czym stoi. Skupiała się obecnie na tej części, gdzie Dominic ją kocha i chce z nią być, odsuwając na razie na bok plany o zamążpójściu i macierzyństwie. Musieli przede wszystkim sprawdzić jak funkcjonują jako para. Mieli oczywiście bardzo dobre fundamenty, dzięki wcześniejszej przyjaźni, ale to też nie gwarantowało im sukcesu. Tym bardziej, że zmiany nastąpiły także w ich życiu zawodowym. Już nie pracowali na poziomie współpracowników , lecz Skye została jego podwładną, więc istniało ryzyko zarzucania im nepotyzmu. Tego brunetka wolała jednak uniknąć, bo to mogłoby z kolei między nimi powodować jakieś problemy w przyszłości. Wołała więc pracę oddzielić od życia prywatnego, skoro to właśnie praca po części sprawiła, że rozstała się z Loganem. A raczej pewna osoba z nią współpracująca.
Jednak dla Murray ważny był także rozwój zawodowy sam w sobie, bo niezależnie od tego z kim będzie w przyszłości, chciała pracować jako architekt. To było jej hobby i marzenie, więc otrzymując ofertę pracy w tak prestiżowej firmie, chciała wykorzystać daną szansę najlepiej jak potrafiła. Wiedziała, że Dominic ją w pełni zrozumie, bo w końcu sam to samo robił, czyż nie? Siedział godzinami w Forward Interiors pnąc się po szczeblach kariery. To samo planowała Skye dla samej siebie, a nawet więcej, bo zdawała sobie sprawę, że skoro planuje przerwę na urodzenie i wychowanie dzieci, wypadnie z obiegu na kilka lat. Dlatego teraz musiała pracować dłużej i ciężej niż ktokolwiek inny kiedykolwiek. Oczywiście, że blondyn raz czy dwa zwrócił jej na to uwagę, ale uspokoiła go, że jest wszystko ok. Pytanie czy było też wszystko w porządku z jego perspektywy?
Według niej ich związek był teraz w fazie miesiąca miodowego i nie dostrzegała żadnych problemów. Miała cudownego mężczyznę u boku oraz wymarzoną pracę. Czego chcieć więcej? Teraz nic jej nie brakowało. Chociaż może trochę więcej czasu z ukochanym i mimo, że właśnie zbliżał się weekend, który mogliby spędzić tylko we dwoje, to uznała, że wykorzysta piątkowy wieczór na zorganizowanie jego imprezy urodzinowej. W końcu zawsze je spędzał w gronie przyjaciół i na zabawie. Nie spodziewałaby się, że byłby w pełni ukontentowany wieczorem sam na sam z nią. Wszystko co dzisiaj zaplanowała, zrobiła to z myślą o nim. Widząc go w drzwiach jej serce momentalnie zabiło znacznie szybciej. Tak jak za każdym razem, gdy był w pobliżu. Jej ciało już instynktownie reagowało na jego obecność. To było coś nad czym nie potrafiła, a przede wszystkim nie chciała zapanować. Tak jak za tym znaczącym spojrzeniem, gdy próbował odmówić jej założenia czapeczki na swoją głową. Był solenizantem, więc musiał się wyróżniać!
Kiedy on się witał z gośćmi, stała z boku obserwując go kątem oka i rozmawiając przy okazji z Hailey. Jednak nie protestowała, kiedy zaciągnął ją do sypialni. Posłusznie poszła za nim nie puszczając jego ręki, a kiedy tylko drzwi się za nimi zamknęły przyciągnęła go do siebie, uśmiechając się zadziornie. - Mam Ci pomóc się rozebrać?- spytała wsuwając dłonie pod marynarkę, by objąć go w talii. - Tylko wtedy nie wiem czy to zajmie chwilę- uśmiechnęła się szerzej stając na palcach i skradając mu szybki pocałunek, ale odsunęła się po nim tylko na kilka centymetrów, aby móc mu spojrzeć w oczy. Mężczyźnie, który całkowicie zawładnął jej sercem.


Dominic Reyes
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dominic z jednej strony rozumiał, dlaczego Skye poświęcała swoje nadgodziny w nowej pracy. Była tak samo jak on ambitna, a z racji bycia tą nową dodatkowo potrzebowała ustabilizować swoją pozycję. Z drugiej strony miał wrażenie, że ich grafik spotkań uległ drastycznym zmianom i o ile naprawdę się starał, tak miał problemy z dostosowaniem się do nowej rzeczywistości.
Wydawało mu się, że wcześniej potrafili być bardziej spontaniczni i tę spontaniczność obiecali sobie podczas wyjazdu. Mimo delikatnego szumu wina w głowie doskonale pamiętał, jak wspominał o przesiadywaniu długimi wieczorami w pracy i kto miał temu zapobiegać oraz w jaki sposób. Ten temat wyszedł nie bez powodu, bo już wtedy w jego umyśle czaiły się takie właśnie obawy. Niestety, te plany nie przekładały się tak na rzeczywistość, jak przypuszczał. Wiedział, że nie powinien być o to zły, więc zaciskał zęby i czekał, aż nadejdzie na to odpowiednia pora. Bo niedługo miało być lżej, prawda?
Dlatego sam pozwalał się wciągać w wir pracy tak, jak zwykle miał to w swoim zwyczaju, w końcu była to idealna forma, by przestać myśleć o trapiących go sprawach. Co prawda, sytuacja w Forward Interiors wydawała się już normować, ale znalezienie sobie zajęcia nigdy nie stanowiło dla niego problemu. Nawet w swoje urodziny, które wolał świętować w intymnym zaciszu domu z ukochaną u boku. Po całym tygodniu pracy, bez widywania jej codziennie, wydało mu się to najbardziej właściwe, a już na pewno najbardziej wyczekiwane.
Impreza niespodzianka z pewnością nie należała do listy rzeczy do odhaczenia na ten dzień. Nigdy nie lubił robić z urodzin wielkiego dealu nawet, jeśli chodziło o okrągłą rocznicę. Jeśli już świętował to w męskim gronie, po prostu wychodząc gdzieś na miasto. Ale dla Skye postanowił robić dobrą minę do złej gry. Widział, jak się postarała, przygotowując jego mieszkanie oraz zgarniając wszystkich w jedno miejsce, co wbrew pozorom wcale nie było takie łatwe. Niemniej, naprawdę potrzebował chwili dla siebie. Chwili dla nich, we dwójkę.
Kiedy znaleźli się w sypialni, a Skye przyciągnęła go do siebie, rękami obejmując go w talii, instynktownie jego dłonie również powędrowały na jej plecy. Ten krótki pocałunek, którym go obdarzyła zaraz potem, był dla niego zdecydowanie za krótki.
Samo rozbieranie się akurat w naszym tempie mogłoby zająć pięć, góra dziesięć sekund - zauważył żartobliwie, odwzajemniając jej uśmieszek. Dopiero nieco pochylając się w jej stronę i spoglądając w jej oczy przypomniał sobie o założonej przez nią czapeczce. - Zacznę od tego. Sądzę, że goście powinni wiedzieć, do kogo przyszli bez potrzeby stosowania dodatkowych oznaczeń - stwierdził lekkim tonem, zdejmując z siebie tę czapkę i odkładając ją na komodę. Tak poczuł się od razu lepiej, co próbował ukryć w obawie, by jej nie urazić lub nie zasmucić. Zaraz jego dłonie ponownie znalazły się na talii Skye. - Poza tym… skłamałem - przyznał w końcu bez ogródek, a jego usta rozszerzyły się w odrobinę zawadiackim uśmiechu. - Nie potrzebuję od Ciebie pomocy. Tylko Ciebie, Słońce - wyznał ciszej, niż zamierzał, poszerzając kąciki ust i obejmując dziewczynę mocniej. Naprawdę się za nią stęsknił, co odbijało się w błękicie jego oczu, gdy na nią patrzył. - Chciałem Ci powiedzieć, że cudownie wyglądasz - powiedział, pochylając się do jej ucha, bo według niego wyglądała perfekcyjnie, właściwie nie tylko dziś, nie tylko w tej czarnej sukience podkreślającej wszystkie jej atuty. - I że stęskniłem się - mruknął ostatecznie, powracając do jej ust, żeby złożyć na nich krótki, czuły pocałunek. Czując na sobie smak jej ust zrozumiał, że zdecydowanie chciał więcej, ale z tyłu głowy miał tych wszystkich gości, którzy świętowali tuż za ścianą i czekali, aż do nich dołączą. Dlatego ostatecznie oparł się czołem o Skye.
Dziękuję Ci za urządzenie przyjęcia. Wiesz, że wcale nie musiałaś tego robić? - zapytał, czując wobec niej wdzięczność, ale i majaczące gdzieś w głębi siebie zmieszanie, które teraz za wszelką cenę próbował w sobie stłumić. Chciał być zadowolony z prezentu w pełni, ale jednocześnie nie mógł pozbyć się tej odrobiny zawodu, która nie pozwalała mu cieszyć się tym, co miał.

Skye Murray
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dawniej łatwiej im było być spontanicznym, bo pracowali razem, a Skye była jego asystentką, więc jeżeli nie chciał, żeby zostawała po godzinach, to musiał albo sam więcej pracować albo nie dawać jej zadań. Po czasie brunetka miała też już nieco ugruntowaną pozycję w Forward Interiors, więc nie musiała poświęcać aż tyle czasu, by się pokazać z jak najlepszej strony. Jednak najwięcej w tym wszystkim robiło to, że przez większość dnia mieli siebie na wyciągnięcie ręki. Mijali się na korytarzu, rozmawiali przy ekspresie do kawy, chodzili razem na lunch czy stali w korku, gdy Dominic odwoził ją do domu. Teraz spotykali się tylko wieczorami u któregoś z nich i to też nie codziennie, bo czasami Skye była tak padnięta, że marzyła tylko o łóżku.
Czy wolałaby wtedy zasypiać w ramionach Reyesa? Bez wątpienia tak. Brakowało jej go zawsze, gdy nie było go tuż obok niej. Nieważne czy wracała do domu o siedemnastej czy o dwudziestej - chciałaby wracać do niego. Wydawać by się mogło, że najlepszym rozwiązaniem do tego byłoby wspólne zamieszkanie, co by nieco pomogło na mniejszą ilość czasu razem spędzaną. Był tylko jeden problem- Skye nie zamierzała mu tego proponować. Po rozmowie w jacuzzi odnośnie ślubu i dzieci, zauważyła że temat ten go mógł nieco przytłoczyć. Ledwie się związali, a ona już wyskoczyła z czymś takim. Podkreślała, że nie chce tego wszystkiego już teraz ani w ciągu najbliższego czasu, ale jednak odniosła wrażenie, że czuł się nieco przestraszony tym jak poważnie się zrobiło. Jak więc mogłaby nagle wyskoczyć ze wspólnym mieszkaniem i to w tym momencie? Nie wiedziała jak by zareagował, gdyby mieli zasypiać razem codziennie albo gdyby jej kosmetyki walały się po łazience, a w salonie nagle byłby stos jej czasopism o modzie. Nie chciała tego spieprzyć. Z Loganem ledwie zamieszkali po roku związku i to tylko utwierdziło ich o tym, że powinni się rozstać. Co jeżeli wspólne mieszkanie z Dominicem też przyspieszy koniec ich związku? Tego nie chciała. Nie chciała się z nim rozstawać, więc musiała znaleźć jakiś złoty środek dla tej sytuacji.
Dlatego uznała, że skoro ma teraz urodziny, to cały weekend poświęci w zupełności dla niego, ale nie będzie go zabierać tylko dla siebie. W końcu kto by nie chciał świętować urodzin i to takich okrągłych z przyjaciółmi? Chociaż, gdy tylko poczuła jego dłonie na swoim ciele i smak ust na własnych, pożałowała że za ścianą mieli gości. - Samo rozbieranie tak, ale powrót do gości? - spytała unosząc znacząco brew i ściskając go mocniej. - Chociaż biorąc pod uwagę to jak długo się nie widzieliśmy, to może nam zająć pięć, góra dziesięć minut- z twarzy nie schodził ten zadziorny uśmiech, a biodra wręcz instynktownie drgnęły w jego kierunku poszukując jego ciała. Więc darowała już mu tą czapeczkę, bo kolejny pocałunek, którym ją obdarzył, sprawił że już zaczynała zapominać po co w ogóle tutaj przyszli. A no tak - skłamał i chciał po prostu jej.
Była tak w nim zakochana, że była gotowa zgodzić się na wszystko i pójść za nim nawet w ogień. A chwilowa ucieczka do jego sypialni przed wścibskim wzrokiem przyjaciół? Nie miała z tym najmniejszego problemu. Sama również się chciała przywitać z nim tak, żeby nie gorszyć innych, więc przedłużyła nieco ten pocałunek, nie pozwalając mu się odsunąć za daleko. Jego bliskość zawsze dodawała jej siły, a po intensywnym tygodniu w pracy, potrzebowała naładować trochę baterie. Może faktycznie pomysł imprezy w piątek nie był dobrym pomysłem?- Dziękuję i też tęskniłam- mruknęła w jego usta napawając się chwilą tylko we dwoje. Chwilą intymności w środku imprezy, którą urządziła w jego mieszkaniu.- Wiem, ale chciałam- odpowiedziała na jego pytanie i podniosła głowę, by móc mu spojrzeć w oczy. - Odkąd Cię znam zawsze byłeś duszą towarzystwa, a weekend spędzałeś na imprezach, więc jak mógłbyś nie świętować urodzin w gronie przyjaciół? Tym bardziej, że ostatnio znacznie mniej im czasu poświęcasz przez nasz związek- a jak wiadomo, bycie w związku to dla niego coś nowego. Przynajmniej w takim poważnym związku. - My jeszcze będziemy mieć szansę poświętować tylko we dwoje- uśmiechnęła się delikatnie i pocałowała go jeszcze raz - szybko, lecz czule jakby chciała, aby się nieco rozchmurzył. - I jeżeli mnie na chwilę puścisz, to dostaniesz zaraz ode mnie prezent- bo przecież przyjęcia niespodzianka to nie wszystko!


Dominic Reyes
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wzmianka o pięciu czy dziesięciu minutach brzmiała bardzo zachęcająco. Podobnie, jak jej zadziorny uśmiech i ciało, które przylgnęło do niego, działało na niego bardziej, niż by chciał, aż w duchu musiał przyznać, że to, co z nim wyprawiała, raczej nigdy nie ulegnie zmianie.
Może nikt by nie zauważył. Pod warunkiem, że tym razem zostawiłabyś świeży ślad po sobie nieco niżej - kącik jego ust wyraźnie się rozszerzył, kiedy tylko przypomniał sobie, jak niemal za każdym razem, gdy zbliżała się ta chwila, chowała się w zagłębieniu jego szyi, by zdusić w niej własny okrzyk, zbyt często oznaczając go niczym swoją własność. W tym momencie, za ścianą z gośćmi, musieliby być wyjątkowo dyskretni.
Bez względu na niesforne myśli, które chwilę temu przebiegały po jego głowie, niezmiennie za nią tęsknił. Dlatego potrzebował chwili na osobności, jej ciepła, bliskości i zapachu perfum, które przypominały mu, w czyich ramionach znajdowało się jego należyte miejsce.
Zwłaszcza, że wśród znajomych powinni nieco oszczędzać się w dawanych sobie czułościach. Tak naprawdę było to pierwsze oficjalne spotkanie ze znajomymi jako para i czuł w kościach wszystkie te teksty i pełne uznania spojrzenia dla wejścia w związek. Nikt z jego bliskich nie spodziewał się, że kiedyś dojdzie do tego, że Dominic wejdzie w coś poważnego. I to ze Skye. Ten przewrót zrobił wrażenie na wielu. Najważniejsze było jednak to, że Logan zdążył się już z tym oswoić, by przyjść i świętować ten czas wspólnie. To też było jednym z powodów, przez które blondyn miał mieszane uczucia względem tej imprezy. Na szczęście, obecnie trzymał ciemnowłosą w swoich ramionach i nic więcej dla niego się nie liczyło.
Tak, ale moje priorytety ostatnio nieco uległy zmianie - przyznał cieplejszym tonem, a przez jego twarz przebiegł cień łobuzerskiego uśmiechu. Częściowo wiedział, że miała rację. Weekendy spędzał na imprezowaniu, ale tylko dlatego, że nie miał jej. Bawił się, szukając szczęścia, gdziekolwiek go poniosło. Teraz wszystko, chcąc nie chcąc, zaczynało się zmieniać. Teraz znalazł swoje szczęście i niczego więcej nie potrzebował. Ale kiedy usłyszał słowa następne słowa - my jeszcze będziemy mieć szansę poświętować tylko we dwoje - poczuł się odrobinę lepiej. Zanim jednak zdążył się odezwać, na jego ustach spoczęły jej wargi, które dopełniły słów, dając mu potrzebne ukojenie i spokój. — Obiecujesz? - szepnął cicho, delikatnie unosząc kąciki ust, kiedy Skye znów nieco się od niego odsunęła. Chciał karmić się nadzieją, że tak będzie. Teoretycznie mieli jeszcze dwa dni weekendu, prawda? Na wspomnienie o prezencie mimowolnie uśmiechnął się szerzej i uniósł dłoń, żeby ująć nią jej brodę, przysuwając swoje usta.
Wystarczyłabyś mi Ty jako prezent. Najlepiej w samej czerwonej kokardzie - wyszeptał, drażniąc jej usta własnymi, zanim nieco je rozchylił, żeby ją pocałować, tym razem nieco intensywniej, jakby porwały go jego własne myśli. Zdecydowanie testował własne granice silnej woli. I choć jej usta smakowały zbyt dobrze, by tak po prostu się teraz odsunąć, a własne dłonie mocniej zacisnęły się na jej drobnym ciele, by poczuć ją jeszcze bliżej siebie, usłyszał dobiegający zza drzwi gromki śmiech, który skutecznie go zatrzymał przed kompletnym zatraceniem się w Skye. - Jesteś pewna, że nie chcesz mi pomóc? - uśmiechnął się do niej łobuzersko, zanim w końcu ją puścił, żeby zdjąć z siebie marynarkę, którą rzucił na fotel, i poluźnić krawat, który wylądował zaraz obok.
Jak się czujesz? Jak towarzystwo? - zapytał z troską, rozpinając koszulę. Jego myśli powędrowały w stronę ich pierwszego wspólnego wyjścia i trochę niepokoiło go, jak radziła sobie z reakcją na ich związek.


Skye Murray
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Oh mówisz, że powinnam się tym razem przyssać nieco niżej?- uśmiechnęła się zadziornie z tymi diabełkami w oczach nie mogąc sobie darować tego tekstu. Prosił się o to testując własną cierpliwość, ale i jej przy okazji. Oboje testowali swoje granice, które pewnie już dawno byłyby przekroczone gdyby nie goście za ścianą. Jednak teraz musieli umieć się zachować. Szczególnie, że byli gospodarzami, a nie parą napalonych gości, która znalazła wolny pokój. Skye jednak w duchu zaczęła liczyć, że w piątkowy wieczór nie tylko oni z Dominicem są zmęczeni, ale także pozostali, więc impreza nie przeciągnie się do rana. Czy to się nazywa już starość?
Nie. Po prostu byli stęsknionymi za sobą dwojgiem zakochanych, którzy woleliby spędzić ten wieczór w swoich ramionach i w łóżku bądź wylegując się w wannie. Brunetka miała naprawdę dobre intencje i sądziła, że to jest właśnie coś, czego Reyes oczekuje i potrzebuje. Jednak kiedy wyznał jej, że jego priorytety się teraz zmieniły, jej spojrzenie i uśmiech momentalnie zmiękły. Tak jak i jej kolana. Boże, jak ona go kochała. Mogłaby godzinami leżeć wtulona w jego ramiona i słuchać tylko jak mówi jej te czułe słowa. Dlatego nie puszczała go, chłonąc jego bliskość. - To jest Twój weekend urodzinowy. Na wszystko będzie czas. Jestem cała Twoja- nie tylko dzisiaj. Nie tylko jutro, ale codziennie i czuła całą sobą, że już zawsze. Nie widziała siebie u boku nikogo innego niż właśnie Dominica. Wystarczył jego jeden drobny gest, uśmiech, spojrzenie, a nawet najgorszy dzień stawał się dzięki niemu lepszy. I to nie było coś co trwało od tygodnia, a od wielu miesięcy.
Dlatego pragnęła mu się odwdzięczyć za to wszystko organizując mu urodziny. Chociaż póki co jej niespodzianki niezbyt się udawały i to z różnych powodów. - Teraz to nie może być już tej kokardy, bo nie będzie elementu zaskoczenia- przewróciła oczami i westchnęła głośno, bo naprawdę w komodzie schowała już kokardę, którą chciała użyć jeszcze dzisiaj albo jutro, ale niestety będzie musiała ona poczekać.
- Nie jestem pewna czy jak już zacznę pomagać, tak łatwo będzie mi przestać- puściła mu oczko odsuwając się od niego z niemałym uporem, bo jednak w jego ramionach to było właśnie jej miejsce. - Chyba wszyscy mnie traktują bardziej jako Twoją przyjaciółkę aniżeli dziewczynę. Nie zdziwiłabym się gdyby robili zakłady za naszymi plecami- zaśmiała się podchodząc do torby z rzeczami, które wzięła na weekend. Nieco bawiło ją podejście ich przyjaciół do związku między nimi, ale w głębi duszy obawiała się, że skoro oni nie dają im szansy, to czy mają jakąś?
W końcu jednak znalazła prezent, który znajdował się w małym, podłużnym opakowaniu. Podeszła do Dominica i wręczyła mu je. - Oto prezent numer jeden, a raczej jedyny. Prezentem numerem dwa miałam być ja z kokardką na piersiach, ale spaliłeś niespodziankę- dodała w żartach jak to miała w zwyczaju i obserwowała uważnie jak otwiera wieczko i jego oczom ukazuje się srebrne, wieczne pióro z delikatnymi inicjałami DR - Teraz nawet będąc w innej firmie i tak wciąż będę przy Tobie- wyjaśniła i zaczęła mu rozpinać pozostałe guziki koszuli, obserwując jego reakcję.


Dominic Reyes
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”