ODPOWIEDZ
37 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
They call me a demon, they call me a monster, but i can't be the strongest forever
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008
pact with the devil
Ostatnie tygodnie upłynęły mu w sposób, który dla większości ludzi mógłby uchodzić za spokój, gdyby nie fakt, że w jego przypadku spokój nigdy nie był stanem emocjonalnym, tylko efektem dobrze utrzymanego porządku i harmonogramów, które działały tak, jak powinny, bo ktoś czuwał nad tym, aby działały. Dom funkcjonował bez zakłóceń, interesy nie zwalniały. Wszystko pozostawało więc na swoim miejscu, przynajmniej pozornie, bo jedyna realna zmiana nie dotyczyła biznesu ani układów, tylko tego, że Navi przestała być kimś obecnym obok jego życia, a stała się elementem wpisanym w jego codzienność tak naturalnie, jakby znajdowała się tam od zawsze.
  Sam ślub nie budził w nim emocji, których świat tak desperacko oczekiwał po ludziach stojących u progu małżeństwa. Nie odliczał dni, nie czuł podniosłości chwili, nie rozważał znaczenia przysięgi ani tego, jak bardzo zmieni się jego życie po wypowiedzeniu kilku formułek w obecności świadków. Dla niego był to przede wszystkim ruch strategiczny, formalność o wyjątkowo użytecznej wartości, która porządkowała kilka kwestii jednocześnie. Nazwisko, status, ochrona, oficjalne włączenie Navi podochronny parasol la famiglii.
  Nie oznaczało to jednak obojętności, jak zapewne założyłaby większość ludzi. Obojętność nie poświęcała uwagi Obojętność nie włączała nikogo do własnego świata tak głęboko, aby od tej chwili każde zagrożenie wobec jednej osoby było traktowane jak zagrożenie wobec całej struktury.
  Organizację wydarzenia pozostawił Navi w całości, co dla kogoś z zewnątrz mogło wyglądać jak brak zainteresowania, lecz prawda była zupełnie inna i niezmienna. Było to zaufanie, czyli coś,czego nie rozdawał tak po prostu i zbyt łatwo. Nie sprawdzał dekoracji, nie interesował się odcieniem materiałów, choć bez większego wysiłku potrafiłby znaleźć błędy organizacyjne szybciej niż zatrudnieni do tego ludzie. Nie robił tego, bo uznał, że jej decyzje w tej przestrzeni były wystarczające i były dobre, nie wymagające kontroli, a przecież w jego języku był to komplement większy niż jakiekolwiek, nawet najpiękniejsze słowo.
  Poranek dnia ślubu rozpoczął bez zbędnego pośpiechu i bez ciśnienia; bez tej ciężkiej otoczki. Wstał o stałej godzinie, odbył krótki trening dla własnego ciała, wziął chłodny prysznic, zjadł śniadanie i przejrzał raport z pracy pozostawiony mu jeszcze nocą. Po drodze odpisał na dwa maile, które wymagały odpowiedzi, a potem odłożył telefon; choć nie wyciszył go całkowicie.
  Dopiero później pozwolił służbie wnieść przygotowany garnitur; szyty u tego samego, sprawdzonego krawca, który bezbłędnie od lat spełniał wymogi, jakie stawiał Salvatore. Był droższy, niż którykolwiek z tych, które miał już w garderobie I był perfekcją krawieckiego kunsztu.
Spojrzał w lustro, kiedy wiązał krawat. Nie wyglądał jak człowiek przejęty ceremonią, a prędzej wyglądał jak ktoś, kto za chwilę podpisze kolejny ważny kontrakt. Tyle że ten kontrakt spał obok niego każdej nocy i nosił pod sercem konsekwencję sytuacji, której nie przewidział.
  Opuścił swój pokój i ruszył korytarzem posiadłości w stronę pomieszczenia, w którym szykowała się Navi. Jego, a raczej: ich, rezydencja w Kalabrii z jednej strony wypełniona była ciszą, a z drugiej strony wyczuwalną zmianą czegoś w powietrzu. Po drodze mijał w milczeniu ludzi, którzy zaangażowani byli w ostatnie przygotowania – nosząc skrzynki z winem lub kwiatami; przecierając raz kolejny parapet, aby nie można było znaleźć ani jednej drobiny kurzu. Bo wszystko miało być idealne. Tak, jak pan domu lubił.
  W końcu zatrzymał się pod drzwiami pokoju, w którym przygotowywała się Navi.
  Zapukał w drewno dwa razy, po czym nie czekając w zasadzie na odpowiedź, nacisnął klamkę i uchylił je na tyle, by wsunąć do środka spojrzenie, a siebie połowicznie za nim, nie przekraczając jednak progu.
  — Nie uciekłaś — stwierdził, choć oczywiste, to ton swojego głosu barwiąc suchym humorem. — A niedługo będzie za późno — dodał, z tym samym brzmieniem. Podniósł minimalnie kącik ust, w nikłym, kontrolowanym półuśmiechu. Oboje o tym wiedzieli doskonale. I wiedzieli też, że nawet gdyby uciekła, to nie przestałaby być jego. — Jeszcze masz szansę.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
ja jestem trigger
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przeciwieństwie do swojego narzeczonego, ona bardzo przejmowała się nadchodzącą datą. Budziła w niej wiele emocji o które by się nie podejrzewała. Chciała, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Potrzebowała tego, aby każda najmniejsza rzecz była dopracowana w stu procentach, tak jak to wyśniła. Osobiście zamierzała tego dopilnować. Nawet jeśli mieli zatrudnionych ludzi, to nie siedzieli oni w jej głowie. A jak by to powiedział Salvatore, ludzie popełniają błędy.
Zwolniła tempa w restauracji, zatrudniono kolejnych ludzi, którzy mieli odciążyć ją w obowiązkach, dokładnie tak jak chciał Giovanni. Przez to jednak miała więcej czasu, aby wisieć na telefonie z organizatorami.
To miał być tylko kolejny ślub w jej życiu, zwykła formalność. Wymienienie obrączek i przysięgi, która przecież wcześniej nie miała znaczenia. Dla niej jednak był to pierwszy ślub, którego naprawdę chciała. Nie sądziła tylko, że jak przyjdzie co do czego, to zacznie to przeżywać. Że stanie się tą typową, przyszłą panną młodą, która będzie biegać w szale przygotowań. Chociaż sama ceremonia wcześniej brzmiała dla niej jak podpisywanie paktu z diabłem, tak teraz ten pakt, w dodatku z faktycznym diabłem, był dla niej niezwykle pociągający.
I don’t care if I will fall in love with a devil, as long as that devil loves me the way he loves hell.
Obudziła się wcześniej niż zwykle, w sercu czując narastające napięcie. Było ono związane ze stresem, ale też niecierpliwością i ekscytacją. I chociaż na ten dzień wydawała się mieć milion rzeczy do zrobienia, tak przecież wszystko miało swój zaplanowany czas. Przyrządziła im rano śniadanie, co chociaż chwilowo ją odstresowało, aby w kolejnej chwili rzucić się w wir oficjalnych przygotowań.
Udała się do wydzielonej w rezydencji sypialni, która stała się jej centrum przygotowawczym. To właśnie tam, o umówionej godzinie, pojawiła się stylistka paznokci, która zaczęła pracować jako pierwsza, tworząc piękny, elegancki manicure i pedicure. Niewiele później, do rezydencji przyszła prywatna fryzjerka Navi, u której się już wcześniej pokazała, aby dobrać uczesanie do sukienki, a, gdy fryzura powoli była kończona, w drzwiach sypialni stanęła również wizażystka. Każda z kobiet miała zostać tu do późnego wieczora, aby poprawiać drobne niedoskonałości, które mogły pojawić się na przestrzeni czasu.
Gdy Navi siedziała na szerokim krześle, podczas jej makijażu, służba wniosła jej suknię ślubną, wykonaną przez krawcowe bezpośrednio na jej zamówienie. Odwzorowywała ona jej dokładną wizję. Była perfekcyjnie dopasowana i dopracowana w każdym, najmniejszym szczególe. Drugiej takiej nie było nigdzie.
Powieszono ją zapakowaną na wysokim wieszaku, aby dopiero na sam koniec ją wyciągnąć. Nie chciała ryzykować, że jakakolwiek plama z produktu do makijażu pojawi się na białym, nieskazitelnym materiale. Dzisiaj, zwłaszcza dzisiaj, wszystko miało być perfekcyjne.
Jej delikatna wiązanka kwiatowa niedawno została przyniesiona, aby jak najdłużej utrzymała swoją świeżość, a kupiona specjalnie na tą okazję biżuteria stała jeszcze zapakowana w welurowych opakowaniach. Obrączki dzisiaj rano przekazała osobie, która miała być za nie odpowiedzialna.
Wszystko wydawało się iść dokładnie zaplanowanym, niezmąconym rytmem.
Wstała z krzesła, gdy makijażystka skończyła swój elegancki make-up. I upięcie włosów i umalowanie było dokładnie takie, jak ona. Delikatne, nieprzesadzone, ale wyraźnie zaznaczone. Czarne kosmki były częściowo zaplecione i połączone z delikatnym diademem. Makijaż doskonale podkreślał jej delikatną, azjatycką urodę. Oglądając się w lustrze, była zadowolona z efektów, chociaż do samej ceremonii zostało jeszcze trochę czasu.
A mimo to czas wydawał się lecieć nieubłaganie.
Służba, w tym najstarsza kobieta, która pracowała w tym domostwie, co chwila biegała tam i z powrotem. Zatrudnione kobiety zebrały część swoich rzeczy, porządkując miejsce pracy, będąc jednak w gotowości, aby dołożyć ewentualne poprawki.
Wtedy też rozległo się pukanie do drzwi. Początkowo się nim nie przejęła, ponieważ przez sypialnię przechodziło wiele zatrudnionych ludzi, którzy dokładali przekąski i dolewali wina do kieliszków. Także tego, które miało być bezalkoholowe. Tylko, że w tej sytuacji nawet drobny łyk nie potrafił jej przejść przez ściśnięte gardło.
Odwróciła się odruchowo, gdy drzwi się otworzyły, a jej twarz momentalnie rozpromieniała, kiedy jej oczy osadziły się na doskonale jej znanym człowieku. Diable, którego dzisiaj miała poślubić.
A ty masz szansę jeszcze zmienić zdanie — odpowiedziała, podchodząc do drzwi, ubrana w kremowy, satynowy szlafrok, by spotkać się z nim w progu. — Masz szczęście, że nie jestem jeszcze ubrana. Nie słyszałeś, że oglądanie panny młodej w sukni przed ceremonią, przynosi pecha, zwiastuje nieszczęście i niezgodę? — spytała, na ustach mając swój charakterystyczny, łagodny uśmiech. — Na szczęście nie tyczy się to ciebie i garnituru — dodała, sięgając dłonią do jego idealnie skrojonego ubrania, aby przesunąć dłonią po jego piersi. — Wyglądasz w nim niesamowicie pociągająco. — To, że zawsze tak wyglądał to inna kwestia, ale dzisiaj wszystko było… intensywniejsze.
A może to też kwestia buzujących hormonów.


Giovanni Salvatore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”