-
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Powrót z Włoch i niekończący się jet lag spowodował, że Peter nie nadążał już za tym co jest wytworem jego wyobraźni a co jest prawdą. Był prawie przekonany, że odbył już z Kristin poważną rozmowę na temat ich łóżkowego problemu, ale kiedy prześledził wiadomości na telefonie, zorientował się, że nie mogło jej jeszcze być, bo przecież nie pisałaby mu chyba o tym, czy widział jej program o karczochach, tylko na przykład wysłała by mu zaproszenie, żeby przyszedł je obejrzeć na żywo... czymkolwiek są karczochy w tej symbolice. Ale tak, widział jej program, szczególnie że nie mógł już spać od trzeciej w nocy, widział też program o teorii spiskowej związanej z zajezdniami autobusowymi na północy Toronto i zaraz do niej napisał, czy na pewno jest bezpieczna, bo wyglądało dość poważnie. Minęło kilka dni, on wciąż niewsypany, w końcu jednak ustalili, że idą na randeczkę. Peter pomyślał, że może trzeba było podejść do tego bardziej romantycznie, zabrać ją do galerii, później na makaron, później dać wino i wynająć jakiś ładny apartament z widokiem. Co prawda to nie pierwszy raz, keidy robił takie podchody, ale tak czy inaczej nie mógł się już doczekać kiedy sie w końcu zobaczą, bo rozmowy przez telefon to jedno.
I na początku było bardzo romantycznie, złapali kawki i nie mogli oderwać od siebie spojrzeń. Peter miał już gotowy plan, liczył na to, że zobaczą jakieś inspirujące dzieła i będą musieli się skonfrontować ze swoimi demonami. Chociaż to chyab tylkow Peterze jest jakiś demon, bo Kristin wydaje się tak samo słodka i niewinna jak zawsze, aniołeczek.
Weszli na wystawę na której były zawieszone z sufitu puste płótna i zaczeli tak w ciszy chodzić po pomieszczeniu. Kristin przodem, on za nią, później Kristin się zatrzymuje no to on idzie przodem. Odwraca się, czeka na nią, patrzy na półtna i idzie kilka kroków szybciej, żeby później na nią poczekać. Wyraźnie go nosi, chociaż jest zmulony od zmiany czasu. W koncu kiedy Kristin przy nim staje, to ją objął i przytula do siebie z boku.
- Co myślisz, chciałabyś mieć taki w domu? - żartuje, starając się nakierować jej myśli na to mieszkanie, którego od pół roku wspólnie szukają, tzn on jej mówi, że mogliby coś razem wynająć, a ona wciąż siedzi z tymi swoimi współlokatorami. - O a przy okazji, widziałaś ten adres, który ci ostatnio przesłałem? - uparcie patrzy na szare płótno naciągnięte na stelaż analizując każdy szew, jakby nie chciał widzieć wywrócenia oczu Kristin, która już wie, że to mieszkanie jest w tym samym bloku w którym mieszka przyjaciółka Petera Wendy....
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Peter Blythe
-
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Tam są dwie sypialnie, salon i kuchnia oddzielnie i łazienki oddzielne. Z tego co widziałem, troche małe są szafy, ale możemy ewentualnie drugi pokój zamienić na garderobę - tak sobie rozważa i idą sobie do kolejnej sali w której na samym środku z sufitu zwieszona jest wielka rzeźba z tkaniny Abakanowicz. - Tak, Wendy mieszka tuż obok, to ona mi podsuneła ten pomysł. Tooo... może pójdziemy tam dziś po lunchu? - proponuje spoglądając na czerwień tkaniny od góry aż do dołu. Z jakiegoś powodu ten kolor bardzo mocno dzis z nim rezonuje, a cala rzezba przypomina troche rozdarte serce. Tak w ogólnej analizie inaczej sie to interpretuje, ale może o to właśnie w sztuce chodzi, że może odpowiadać na sytuacje które dzieją się w Twoim życiu tu i teraz. Bo przecież jego serce było rozdarte, pomiędzy tym co bije w kierunku Kristin, a tym co rodzi się w kierunku Wendy.
- Wiesz, brakowało mi Ciebie w Mediolanie - spogląda na nią z boku, zastanawiając się jak ugryźć temat, który przecież wisiał im nad głowami od kilku lat. Może to niezbyt dobre miejsce na poruszanie takich tematów, ale no cóż, tu właśnie znalazł w sobie siłę, żeby go poruszyć. - To na prawdę romantyczne miasto. Pełne kawiarni, restauracji i pięknych załuków. Powinnaś tam ze mną być
Kristin Wyatt
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Peter Blythe
-
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Czyli chciałabyś takie zaręczyny w domu, czy własnie nie i dlatego to rozlane wino? - przesuwa spojrzeniem po kolejnych pustych płótnach , zastanawiając się jak długo byłyby puste w ich własnym domu. Znając jego, to pozostałyby takie jeszcze dużo czasu, bo jest jednak na tyle porządkowym freakiem, że nawet próbowałby zmyć tę plamę po winie.
- Ale w takiej pracowni przecież bardzo mocno pachnie tempertyną, słyszałem że to jest toksyczne i nie zaleca się przebywania w pomieszczeniach... nie byłoby lepiej, gdybyś wynajęła jednak na to jakąś inną przestrzeń? - zamartwia się o praktykalia, zupełnie ignorując, że przecież miał potencjalnie przedstawioną bardzo miłą wizję w której on jej pozuje, ona go maluje a później idą do drugiego pokoju, bo nawet się nie muszą na inscenizacji całować, bo mają przecież łóżko. Chociaż akurat te myśli w przypadku ich związku były mocno... surrealistyczne.
Oglądają sobie tkaninę wtuleni w siebie jak te dwie połówki serca, chociaż to Peterowe jest coraz bardziej zgniłozielone, bo w każdej kolejnej chwili, kiedy obejmuje Kristin, ma w głowie wątpliwości, czy to jeszcze jest fair wobec niej, jeżeli tydzień temu dużo szybciej biło mu serce kiedy w podobnej pozie oglądał zachód słońca na dachu w Duomo z inną dziewczyną.
- Mi przypomina serce... no albo wagine - przyznaje oceniając profesjonalnie dzieło sztuki, chociaż znó wkracza na te tereny, które mogą nieco krępować Kristin, która przecież z nim o żadnych waginach, a już przede wszystkim o tej swojej, to nie chciała chyba rozmawiać.
-Koniecznie, Włoch nigdy nie jest za dużo- uśmiecha się lekko do Kristin, chociaż znając ich grafiki podobna możliwość zdaży się najwcześniej za pół roku, kiedy Kristin zostanie zmuszona by iść na urlop, a on będzie czuł, że przeciążył się pracą. - We Włoszech też są karczochy, nawet myślę, że jest ich tam więcej. Mogłaś mieć takie podejście bardziej reporterskie gdzie szukasz źródła najelpszych karczochów - podsuwa i zastanawia się jednocześnie, czy nie jest to jednak coś, co prędzej wymyśliłaby Wendy, niż Kristin, która może i jest pomysłowa, ale również lubi trzymać się pewnych zasad, a jedną z nich było to, że tematy dla kanadyjskiej telewizji robi się
- No co tyyy- obejmuje ją, bo wydaje się, że z tych błyszczących oczu zaraz jakieś łezki popłyną - Kristin, jesteś świetną reporterką, przecież jesteś codziennie na wizji! Wiem bo cię oglądam rano i dziś na przykład dzięki Tobie dowiedziałem się o subkulturze techno poranków. No powiem ci, że zaskoczyło mnie to ogromnie, że są ludzie, którzy słuchają takiej muzyki przy kawie rano. I jestem ogromnie wdzięczny, że nie musiałem iść tam z tobą żeby to przeżyć - parska śmiechem, chociaż może to głupi pomysł, żeby brać chłopaka do pracy, ale akurat takie poranne godziny to jest czas kiedy Peter po bieganiu jest najczęściej dostępny na jakieś szybkie poranne kawki z czego na pewno z Kristin sobie korzystają. Dobrze, że nie wpadła na pomysł, aby połączyć przyjemność z pracą.
- A dlaczego tak mówisz, masz jakieś wątpliwości? Bo wiesz, u mnie wciąż szukamy dobrej osoby od PR, a ty jesteś świeta w takich medialnych sprawach - odgarnia jakiś zbłąkany lok z jej czoła, zastanawiając się po raz kolejny, czy to byłaby dobra droga dla nich, gdyby jeszcze zaczęli razem ze sobą pracować. Wtedy już właściwie spędzaliby wszystkie chwile razem.