Może i przegrała, ale oczywiście w jego przypadku i przypadku tej konkretnej gry, musiała znaleźć wszystko, co mogłoby spowodować jej porażkę. Bo to na pewno nie jej brak doświadczenia były winne temu, że dostała w dupę, tylko cały wszechświat się na nią uwziął. Może też te trzy drinki, które wypiła, a które wydawały się być niesamowicie delikatne. Niemniej była okropnym człowiekiem jeśli chodziło o rywalizację i w planszówki też z nią nie można było grać.
Zwłaszcza w Monopoly.
—
O, o, o, dokładnie! Widzisz? Sam doskonale wiesz, że to tylko zbieżność wielu rzeczy pozwoliła ci wygrać — powiedziała, krzyżując ręce na piersi. Ewidentnie Soren rozumiał co tu się podziało i nawet nie musiała mocniej tego tłumaczyć, bo wyszedł z inicjatywą, aby rzucić kolejnymi powodami dla którego jego wygrana nie powinna zostać uznana.
Mądrego miała tego trenera, nawet jeśli bardzo sarkastycznego.
Prychnęła pod nosem na jego podsumowanie, ale kąciki ust jej drgnęły w szyderczym, bezczelnym uśmiechu, podczas gdy wzruszała niewinnie ramionami.
—
No raczej. — Może w łucznictwie to nie działało, bo kiedy trzeba było być profesjonalnym, to taka była, zwłaszcza w swoim ukochanym sporcie, ale teraz, jakby ktoś chciał z nią wywiad przeprowadzić, to by powiedziała do kamery, że to złe ułożenie gwiazd oraz planet spowodowało, że przegrała. Na pewno w horoskopie było napisane, że nie powinna była grać dzisiaj w air hockeya.
Odszturchnęła go, nie będąc mu dłużna, gdy ją mijał, ale zaraz wyrównała z nim krok. Lustrowała go z boku rozbawionym spojrzeniem, jak sugerował kolejne gry w które mogliby zagrać.
—
Ale ty jesteś upierdliwy — skwitowała. Bez żadnej urazy, a z ewidentnym uśmiechem na twarzy. Zapewne jeszcze długo nie da jej spokoju z tą wymówką i swoją wygraną, ale nie zamierzała pozostać mu dłużna. —
Miałeś tam jedynie szczęście i dobrą energię wszechświata, nic więcej. W innych grach ci nie pójdzie już tak dobrze — stwierdziła, jak zawsze nad wymiar. Pewnie jak jej ponownie wjebie, to tym razem zwali to na coś innego. Chociaż to wciąż ta sama noc i układ gwiazd, więc po prostu to nie będzie jej wieczór.
Bo to nie tak, że on był lepszy, prawda?
Przeniosła spojrzenie dalej, na maskotkę, która przykuła jej uwagę, a która została przez niego wspomniana. Prychnęła rozbawiona pod nosem.
—
Rekin sukcesu? — spytała, przenosząc na niego spojrzenie. Wow, Raven, ale ty jesteś zabawna.
Podeszła z nim do automatu, oglądając się na resztę, pomniejszych nagród, jednak to właśnie maskotka miała być ich głównym celem. Celem, gdzie mogli przewalić pewnie w pizdu pieniędzy, a i tak wyjść bez niczego.
W końcu tak to miało działać, nie?
—
Trzy? Przecież wszyscy wiemy, że to oszustwo i te haczyki to można o kant dupy rozbić — powiedziała oburzona. Nie żeby nie wierzyła w swoje umiejętności i szczęście, ale w razie potrzeby, to oczywiście będzie wina tego, że gra jest oszukana. W końcu to było oczywiste.
Przyłożyła kartę do mechanizmu, a automat się włączył.
—
Dobra, uwaga. Szykuj już imię dla niego — powiedziała, sięgając do dźwigni, którą miała kontrolować metalową łapkę do nagród. Początkowo to źle wycelowała i haczyki nawet nie zaczepiły się na pluszaku, łapiąc za to coś innego, mało wartościowego. Jakiś breloczek w plastikowej kulce. Nawet tego nie wyciągała, bo od razu podeszła do drugiej próby, wcześniej kwitując, że musiała ogarnąć jak to działa. Kolejny raz jednak też nie był przełomowy, chociaż naprawdę się starała dobrze wycelować. Łapki zamknęły się na oku, ale dość prędko zsunęły, przez co Raven przeklęła pod nosem i pokazała środkowy palec maszynie. Na pewno ją to ruszyło.
—
Dobra, teraz wyjdzie, cicho. — Ale nikt nic nie mówi.
Przysunęła się i nawet przybrała pozycję bojową, jakby to miało cokolwiek zmienić. Wycelowała, przymrużyła spojrzenie i kiedy uznała, że to będzie dobry moment, opuściła łapkę, a ta schwyciła maskotkę… i częściowo z niej zjechała, zatrzymując się na drobnych, odstających częściach. Aż wstrzymała oddech, gdy rekin się zachwiał i podniósł. I dopiero gdy opadł do tunelu z nagrodami, wydarła się z radości i nawet podskoczyła kilka razy w miejscu, zwracając na siebie uwagę reszty ludzi w lokalu.
Ale wygrała rekina, kto by się przejmował innymi.
Sięgnęła po maskotkę i wyciągnęła ją, na ustach mając szeroki, zadowolony uśmiech.
—
Patrz go, macie to samo spojrzenie. — Wyłupiaste.
Soren Morningstar