Before you met me
Yeah, I was alright, but things were kinda heavy
You brought me to life, now every February
Yeah, you'll be my valentine, valentine
Teenage Dirtbags brzmiało zajebiście, ale według Alexa bardziej pasowało określenie
Teenage Dream. On, Alexander Hall, przeżywał swój pierdolony Teenage Dream z August Winters.
Jednak zanim to się stało, życie w ogóle go nie rozpieszczało. Matka zapiła się na śmierć, ojciec nieznany, kilkanaście lat spędzonych w bidulu - to wszystko wystarczało, żeby był tylko kolejnym dzieciakiem z problemami, z którym nie mógł poradzić sobie żaden wychowawca. Notoryczne bójki na korytarzach, ucieczki w środku nocy i niezliczone skargi? Tak, to znowu ten Alexander Hall, ten beznadziejny przypadek, który na pewno najpierw skończy w poprawczaku, a później w więzieniu. Słyszał to tyle razy, że sam zaczął w to wierzyć. To on był tym dzieciakiem, który na każde zadane pytanie odpowiadał milczeniem lub środkowym palcem i niszczył wszystko, czego się dotknął.
Ot, chłopak
znikąd, który zmierzał
donikąd.
Przynajmniej dopóki los nie postawił na jego drodze August Winters. Pojawiła się w jego życiu wtedy, gdy najbardziej tego potrzebował. Podnosił się wtedy z ziemi, po tym jak został popchnięty przez Karricka, już zaciskał pięści, szykując się do bójki, a ona po prostu weszła pomiędzy Alexa a tego męczydupę. No a co było później, każdy już wie. Jaja Karricka pofrunęły do nieba, a Alex po raz pierwszy poczuł to dziwaczne uczucie, które sprawiło, że zrobiło mu się nieswojo. Ktoś, zupełnie bezinteresownie, stanął po jego stronie? L O L ? Nie wiedział, jak zareagować na fakt, że August Winters dostrzegła w nim kogoś więcej niż tylko chłopaka z marginesu. No i z czasem... zmienił się
dla niej. Jakby co to nie było tak, że z dnia na dzień stał się wzorowym uczniem, co to, to nie. Dalej uciekali z lekcji i pakowali się w kłopoty, ale po raz pierwszy te wybryki miały jakiś
sens, bo nie robił ich już solo. Winters stała się jego prywatnym światełkiem w tunelu, który do tej pory wydawał mu się ślepym zaułkiem, a on stał się dla niej ramieniem do wypłakania, gdy wredne baby ze szkoły nazywały ją weirdosem (potem musiały dealować z jaszczurkami w strojach na WF, buahaha, nie przyznał się do tego August, ale miał wrażenie, że się domyśliła, że
to on).
Damn, no troszeczkę Piotrusia mi tutaj przypomniałeś, ale to warknięcie to już Aslan... Gdzie się tego nauczyłeś? To było nawet hot, Alex. Parsknął śmiechem i dźgnął ją palcem w bok, z uśmiechem na ryju od ucha do ucha. -
No bo ja w ogóle jestem super hot -
przyznał zupełnie nieskromnie, posyłając jej zawadiackie spojrzenie. No i kiedy Dustie na dodatek powachlowała się dłonią, to ten... no... poczuł się jeszcze bardziej pewny siebie i puścił jej
perskie oczko, mimo że gdzieś w środeczku czuł, że to
niewinne droczenie się wcale nie było takie niewinne, bo jakby zrobiło mu się bardziej gorąco? Mimo że wcześniej kurde nieraz robili takie DZIWNE rzeczy, ale dzisiaj, po tej dwuletniej przerwie, kiedy oboje mieli już prawie osiemnaście lat, toooo... TO NIC, PRAWDA? Dobrze, że Winters akurat zaczęła odgrywać Golluma, przez co zaczął tarzać się po dachu ze śmiechu. -
Tak, to było piękne, cholera, nie wytrzymam - chichotał dalej, bo August akurat teraz musiała zachrumkać jak świnka i nie mógł tego odusłyszeć, no i się śmiał i śmiał, aż po policzkach zaczęły płynąć mu łzy. No i gdy się już uspokoił, otarł pojedynczą łzę z policzka, wyprostował się i zmierzwił dłonią włosy przyjaciółki. -
Nie musisz mnie namawiać. Ty, ja, baza - wskazał palcem najpierw na siebie, potem na nią, a na koniec na okno prowadzące do jej pokoju. A potem się zaczerwienił, bo mogło wyjść z tego niezłe misunderstanding, kolejne w ich przypadku. -
Baza z poduszek i koców - sprostował na wszelki wypadek, żeby nie było, że chciał ją tam... kurde no wiadomo co, zbałamucić czy co.
Słuchaj mnie, bo jestem starsza. -
August Winters, ostrzegam cię - uniósł do góry palec i zmrużył oczy. Mieli urodziny w tym samym miesiącu, więc różnica była niewielka, maciupeńka, praktycznie nieistniejąca, a ona i tak uwielbiała to wyciągać, no co za ropucha. -
Delulu srolulu - mruknął pod nosem i pokazał jej język, ale nie zamierzał się już dłużej kłócić, bo August była bardziej uparta jak osioł niż on, a to był nie lada wyczyn. No i nie chciał spędzić tego wieczoru na kłótni o wyklejanki, naklejki i albumy. Chciał wyciągnąć z tego spotkania każdą sekundę, bo niby Dustie twierdziła, że zostanie na całe lato, ale bał się, że znowu będzie musiała nagle wyjechać. A tego nie chciał.
So let's go all the way tonight
No regrets, just love
Yeah, we can dance until we die
You and I will be young forever
Przekręcił oczami na kolejne słowa August.
No weź, giiirl. -
Widzisz, co się ze mną stało? Zostawiłaś mnie i przez ciebie zapomniałem, jak to jest być cool -
wytłumaczył. Rozwiązanie było tylko jedno. -
Musisz obiecać, że do mnie wrócisz - dodał, niby dalej żartując, ale z drugiej strony... trochę nie. Nie chciał, żeby znowu go zostawiła. Znaczy - chciał, żeby była zdrowa, to nie podlegało dyskusji, jednak... życie bez niej u boku było koszmarem. Po prostu odzywał się w nim jego wewnętrzny egoista, bo bez Dustie życie nie miało kolorów. Nawet zignorował to pacnięcie w ramię, zerknął na nią z powrotem dopiero, gdy kaszlnęła kilka razy, zapewne z szoku, że Alex był przygotowany. Już teraz. W sumie on też był zdziwiony, bo nigdy nie miał pracy domowej na czas, a tu proszę, udało mu się coś załatwić bez zbędnego wysiłku. -
Cool, cool, cool -
powiedział szybko, kładąc rękę na jej plecach, gdyby chciała sobie jeszcze pokaszleć. A przelotnego buziaka
złapał w locie i przyłożył go sobie do policzka, zupełnie jakby August naprawdę go pocałowała. No i chwilę później, gdy się tak zachwiała na krawędzi dachu, to sobie pomyślał, że jednak wolałby takiego prawdziwego buziaka przed jej śmiercią. Totalnie random myśl, słowo daję.
Prędzej cię do niego zaciągnę, Ducky. Że niby jego, że do grobu? Taka była z niej przyjaciółeczka, aha. -
Oboje trafimy do piekła i będziemy dźgać Lucyfera widłami - rzucił pod nosem, znów się nad nią nachylając, skoro i tak leżała wygodnie na jego udach. Cóż, jemu też było wygodnie w tej pozycji, poza tym miał ją na wyciągnięcie ręki i mógł ją w każdej chwili przytu...
Powiem ci, jaką będę miała sukienkę. -
A nie możesz pokazać? - spytał, zanim zdążył ugryźć się w język. No co? No serio chciał zobaczyć. Mogłaby na przykład ściągnąć te ubrania i wskoczyć w sukienkę. Na pewno już ją miała, nie? Dziewczyny kupowały takie rzeczy z wyprzedzeniem. Tak słyszał. -
Kupili mi garniak na zakończenie roku szkolnego, ale go nie założyłem i poszedłem w dresie. No ale dla ciebie go założę. No i podziękuj Kevinowi ode mnie, naprawdę doceniam. Haha, przynajmniej tym razem nie musi mnie ratować - odparł ze śmiechem na propozycję August dotyczącą pożyczenia garnituru. Ile to razy pożyczał od Kevina spodnie, koszulkę albo buty? Nie mógł zliczyć.
Oj, dostrzegł to przejechanie palcem po kąciku oka, no i jakoś tak jego dłoń też tam powędrowała, automatycznie, nawet o tym nie pomyślał, po prostu samo się stało. Zetknęli się palcami, spojrzeli sobie w oczy, na chwilę zatrzymali się w tej pozycji i... nic. Alex odsunął rękę i odwrócił wzrok, z powrotem zerknął w niebo. Co tu się ten...? Uch, nie chciał się nad tym zastanawiać. Auto! Samochód. Tak. Mogli zwinąć pojazd Wintersów, tak. -
Coś mnie tam pouczyli, więc... baza czy przejażdżka? - spojrzał na nią, siląc się na uśmiech. W jego oczach znowu zatańczyły wesołe, łobuzerskie iskierki, mimo że serce waliło mu jak młotem, bo totalnie nie ogarniał swoich uczuć w tej sytuacji. A fakt, że Dustie zmrużyła oczy i usiadła obok niego, jakoś nie napawał go zbyt dużym optymizmem, bo miał dziwne przeczucie, że zaraz coś się odpierdoli.
Nic nie spierdolisz, Hall. Mogę ci obiecać na wszystko, że się w tobie nie zakocham, okej? Już miał coś odpowiedzieć, ale go zatkało, zwłaszcza, że przysunęła dłoń do jego policzka, przełknęła ślinę i zaczęła powoli zbliżać swoją cudowną buzię w kierunku tej jego i... przymknął oczy, gdy złączyła ich usta w czułym, powolnym pocałunku.
O chuj. Cotusięodpierdało. Intuicja go nie zawiodła, August Winters była szalona, postradała zmysły i... dobrze całowała. Tak dobrze, że zapragnął więcej. Serce najpierw mu stanęło, a potem zaczęło walić jak młotem, gdy mimowolnie przysunął się bliżej niej i położył rękę na jej udzie, pogłębiając pocałunek. Musnęła jego usta jeszcze kilka razy, on odwzajemniał każde z tych muśnięć, kiedy nagle... odsunęła się, jak gdyby nigdy nic, mimo że Alex najchętniej by kontynuował. A ona zostawiła go takiego, takiego O, samego sobie, w szoku i oszołomieniu. Jakby co to całował się już kilka razy z różnymi dziewczynami, ale nigdy z August Winters, która uśmiechnęła się teraz do niego szeroko z rumianymi policzkami, przez co wlepiał w nią wzrok jak cielę w malowane wrota. Kurwa. -
Dustie... - zaczął, chcąc jakkolwiek odpowiedzieć na jej słowa i czyny, ale ona już, wstała, odwróciła się, włączyła piosenkę, zaczęła tańczyć,
can’t hurt you now, because the night belongs to lovers i znikła. Chwila, co? Znikła? Kurwa, wszystko zaczęło dziać się tak szybko! Omsknęła jej się noga, padła na plecy i zaczęła niebezpiecznie zjeżdżać w kierunku krawędzi dachu, po chwili August wrzasnęła, chwyciła Alexa za kostkę, pociągnęła go w dół, przez co jakaś ostra, wystająca krawędź dachówki rozdarła mu rękaw koszulki, no i gdy tylko Dustie ogarnęła, że w ten sposób oboje spadną, po prostu go puściła, zjechała jeszcze niżej, zsunęła się z dachu i cudem złapała się krawędzi. KURWA, AUGUST WINTERS, TY I TE TWOJE POCAŁUNKI I POTAŃCÓWKI NA DACHÓWKACH! Musiał działać szybko, tak? Nie chciał, żeby mama Winters zajebała go za zamordowanie córki (mimo że spodziewał się, że upadek z takiej wysokości raczej by jej nie zabił, prędzej połamałaby sobie wszystkie kończyny). Zerwał się na równe nogi i dopadł do niej w ułamku sekundy - złapał ją za nadgarstki, jeszcze zanim zdążyła wypowiedzieć jego nazwisko. Krew odpłynęła mu z twarzy, zupełnie olał rozdarty rękaw i pieczenie na ramieniu. Raczej nie przypominał teraz hot Aslana, bo w oczach miał panikę pomieszaną z determinacją. Zaparł się nogami i używając całej siły, jaką miał, szarpnął ją w górę, wciągając nad krawędź.
Gdy tylko poczuł, że August jest bezpieczna, nie odsunął się. Zaciągnął ją na środek dachu i praktycznie przygniótł własnym ciałem do dachówek, oddychając ciężko nie tyle co z wysiłku, co z szalejących emocji. -
Ty jesteś jakaś nienormalna, lekkomyślna, delulu srulu, kurwa - warknął w jej stronę z początku, zaraz jednak wziął trzy głębokie wdechy i się trochę ogarnął. Oparł czoło o jej czoło i westchnął ciężko. -
I jeszcze mnie puściłaś jak debil - dodał z niedowierzaniem. Przez moment słyszał tylko ich dwa, szalejące oddechy i tę cholerną piosenkę, która wciąż grała w tle, jakby przed chwilą wcale nie o mało co nie doszło do tragedii. Kiedy się z niej sturlał i położył obok, adrenalina powoli zaczęła z niego schodzić.
Jezus Maria. Boże Przenajświętszy. Święty Papieżu, ratuj mnie. No i gdy tylko Alex przymknął oczy, żeby na chwilę odsapnąć, to od razu przypomniał mu się smak ust przyjaciółki, no oczywiście, że nie mógł mieć chwili spokoju od tych natrętnych myśli. Mieli do pogadania. -
Do pokoju. Już - mruknął, podnosząc się do siadu. Nie dał jej czasu na protesty. Złapał ją mocno za rękę, żeby znowu się nie wypierdoliła, i poprowadził w stronę otwartego okna. Przeleźli przez otwór, a gdy znaleźli się w ciemnym pokoju, Alex od razu zamknął okno, żeby jej już nie kusiło, mimo że było mu w chuj duszno. To chyba od emocji, Boże Święty. Wydawało mu się, że zapadła między nimi ciężka cisza, o ile August znowu nie zaczęła paplać jakichś głupot. -
Myślisz, że jak wywiniesz orła z dachu, to zapomnę o tym, co zrobiłaś minutę wcześniej? - palnął, rozkładając ramiona i wlepiając w nią wzrok. Wkurzył się, no... bo... -
Tak kiepsko całuję, że od razu musiałaś popełnić samobójstwo?! - dodał głośnym szeptem, po czym podszedł do drzwi prowadzących na korytarz, żeby sprawdzić, czy są zamknięte. Były zamknięte, ale na wszelki wypadek zasunął zasuwkę, mimo że pani Winters nie raz i nie dwa prosiła, aby tego nie robili, no ale Alex tyle emocji dzisiaj przeżył, że gniew matki August też da radę unieść, w końcu był tylko biednym pielgrzymem w pielgrzymce swojego życia (XD).
Podszedł do Dustie i złapał ją za ramiona, żeby nigdzie mu nie uciekła - w pokoju było ciemno, jedyne światło wpadało z ulicy, rzucając długie cienie na ściany, ale Alex nie potrzebował lampki, żeby widzieć jej twarz. -
Ustalmy jedno, jeśli to był twój sposób na ucieczkę przed moją reakcją, to był on, kurwa, wyjątkowo drastyczny - rzucił do niej, odgarniając zbłąkany kosmyk z jej twarzy. No i co on miał teraz z nią zrobić, do chuja? Halo? S.O.S.? Co się teraz robiło, jak było się z dziewczyną sam na sam w pokoju i miało się do niej wąty? -
Ej, ale to w końcu dobrze czy kiepsko całuję? - powiedział nagle, żeby rozładować między nimi tę ciężką atmosferę... no i zaśmiał się. No i zerknął przelotnie na jej usta. I jakoś tak się przysunął się odrobinę bliżej. I oparł dłoń na jej biodrze. I przestał się śmiać...
And I'ma get your heart racing in my skin-tight jeans
Be your teenage dream tonight
Let you put your hands on me, in my skin-tight jeans
Be your teenage dream tonight
𝖉𝖚𝖘𝖙𝖎𝖊 