34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na szczęście Langford nie wpadła na genialny pomysł, żeby za nimi iść i została w tym miejscu, w którym stała. Na szczęście, bo inaczej mogłoby dojść do jakiejś tragedii. Dziennikarka mogłaby - oczywiście całkiem przypadkiem - potknąć się i zsunąć ze skarby. Ścieżka prowadząca wzdłuż skarpy była wąska i nierówna. Chwila nieuwagi i można stracić równowagę. Wypadki chodzą po ludziach. Różnie to bywa, człowiek nie zna dnia ani godziny. Naturalnie Zaylee nie życzyła nikomu źle, ale nie gwarantowała też nikomu, że zdoła zapanować nad własnymi nerwami.
Dobrze, że Swanson potrafiła ją tak uziemić. Nie musiała nawet zbyt wiele mówić. Jej obecność wystarczyła, żeby Miller nie wpadła w szał. Jeszcze raz zerknęła przez ramię na Langfrod. Kobieta patrzyła w stronę ścieżki, jakby rozważała, czy jednak nie podejść bliżej. Ostatecznie odsunęła się od krawędzi i zaczęła gestykulować coś do swojego operatora kamery.
Jasne — fuknęła, zdecydowanie bardziej opryskliwie niż w ogóle zamierzała. Westchnęła ciężko i na moment zamknęła oczy, dociskając palce do nasady nosa.
Nie znosiła pracować w takiej atmosferze. Wszystko ją wtedy rozpraszało, a to z kolei mogło prowadzić do błędów. A ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowały, były błędy. Opuściła dłoń i spojrzała na narzeczoną już znacznie łagodniej.
Skupmy się na tym, po co tutaj przyjechałyśmy — oznajmiła, odcinając temat dziennikarki grubą kreską. To nie był czas ani miejsce na jałowe dyskusje.
Miały robotę do wykonania. Nieoficjalnie, bo ich przyjazd nie był zatwierdzony. Nikt z góry nie wydał polecenia i nikt nie czekał na raport. Były tu na własne ryzyko, działając na podstawie zebranych wskazówek. I jak wcześniej, zresztą całkiem słusznie, zauważyła Brenna Langford - na razie nikt nie wiedział, że pojawiły się nad jeziorem.
Miller nawet przez moment rozważała, czy nie powinny jednak kogoś poinformować. To mogłoby jakoś zabezpieczyć ich tyły. Z drugiej strony dobrze znała Sloana. Jeśli tylko dowie się o ich obecności, może zareagować dwojako. Albo natychmiast wyśle tu swoich ludzi i przejmie sprawę, albo - co bardziej prawdopodobne - każe im się wycofać, dopóki sam nie zbierze wystarczających informacji. A na to nie miała ochoty. Nie po to tu przyjechały.
Pomost zaskrzypiał pod ich butami. Zaylee spuściła wzrok, przyglądając się spróchniałym deskom. Zdecydowanie platformie przydałaby się renowacja. Przybudówce również. Kiedy Evina odbezpieczyła broń, posłusznie zrobiła krok w tyłu, stając za jej plecami. Nie zamierzała zgrywać chojraczki i zdawała sobie sprawę, że narzeczona była odpowiednio przeszkolona. Mimo wszystko wsunęła dłonie do kieszeni skórzanej kurtki i zacisnęła palce na skalpelu. Zawsze nosiła go przy sobie i niejednokrotnie ratował im życie.
Drzwi uchyliły się, a gdy Swanson miała pewność, że w środku jest bezpiecznie, Miller przekroczyła próg. Pomieszczenie było nieduże i praktycznie puste. Wnętrze pachniało stęchlizną, a rogach plątał się kurz i pajęczyny. Właśnie w jedną z nich Zaylee wlazła z impetem, przez co skrzywiła się ostentacyjna. Była ostatnią osobą, którą można nazwać wrażliwą na coś podobnego, ale cienkie nici przykleiły jej się do twarzy i włosów. Wyciągnęła z kieszeni podręczną latarkę i skierowała strumień światła na ściany i pusty, drewniany stół.
Chyba dawno tutaj nikogo nie było — stwierdziła, zauważając wszechobecnie panujący syf, na który głównie składał się kurz i piach. — Widzisz coś interesującego? — zerknęła na Swanson i podążyła wzrokiem za światłem z jej latarki.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przynajmniej mogły się cieszyć z tego, że kobieta postanowiła zrezygnować z pomysłu podążania za nimi i pchania się w sam środek akcji. Mogły odetchnąć chociaż na chwilę i nie przejmować się obecnością irytującej dziennikarki. Nawet jeśli wciąż gdzieś z tyłu głowy tliła się myśl o niej. Pewne było też jedno: gdyby tylko chciały z pewnością byłyby w stanie zainscenizować jakiś nieszczęśliwy wypadek... Może jednak lepiej było niczego nie próbować.
Gdyby tylko nie znajdowały się pod pilnym okiem Langford to sięgnęłaby jeszcze do dłoni narzeczonej, aby dodatkowo spróbować ją uspokoić, ale jeszcze tego brakowało, aby Brenna zauważyła ten gest i spróbowała dopisać do niego jakąś swoją dziwną teorię.
Nie przejmowała się tym fuknięciem. Wiedziała, że nie było wymierzone w nią personalnie, a jedynie stanowiło wyraz zirytowania całą zaistniałą sytuacją. Nie mogła się temu dziwić, bo sama była niezwykle poirytowana tym wszystkim, co się zadziało.
Pogodziła się ze zmianą tematu. Nie miała nic przeciwko temu. W końcu sama również nie zamierzała poświęcać reporterce dużo więcej czasu niż było to potrzebne. Zwłaszcza w momencie, gdy miały do zbadania niezwykle poważną sprawę. Był to pierwszy ślad na jaki natrafiły w ostatnim czasie, który faktycznie mógł je dokądś zaprowadzić.
Mogły poinformować Sloana i nie przejmować się tym, że zapewne kazałby im zawrócić. Był już i tak wystarczająco przewrażliwiony po całej akcji z Blythe'em. Nie mogły jednak zignorować tych wskazówek. Nie chciała też, aby zastępca komendanta napomknął o tym komuś kto dokonałby wycieku do prasy... Tylko, że Brenna Langford i tak zjawiła się tu jeszcze przed nimi.
Miejsce nie należało do szczególnie uczęszczanych, więc nic dziwnego, że nie było również zbytnio zadbane. Dlatego też wydawało się być wprost idealnym jeśli chodziło o ukrycie czegoś, co powinno pozostać z dala od ludzkich oczu.
Drzwi ustąpiły, a Swanson wsunęła się ostrożnie do chatki, aby upewnić się czy na pewno nie krył się w niej nic ani nikt z dziedziny niebezpieczeństwa. Dopiero wtedy mogła skinąć głową w kierunku narzeczonej i dać jej znać, aby weszła do środka.
- Czy tak niedawno? Nie jestem pewna - zauważyła, bo może i na pierwszy rzut oka wyglądało to jak opuszczone miejsce, ale były miejsca, w których widoczna warstwa kurzu była cieńsza.
Mruknęła potakująco, bo jej uwagę przykuły wyraźnie pojedyncze kartki przybite do ścian. Widniały na nich... jakżeby inaczej, fragmenty Pisma Świętego. Część z nich mówiąca o gniewie bożym dosięgającym grzeszników. Pod jedną ze ścian znajdowało się coś, co wyglądało jak stara skrzynia, w której mogło się coś ukrywać.
- Co nieco widzę... - wskazała na deski podłogowe.
Były dosyć stare. Powyginane, a niektóre napęczniałe od wilgoci, która napływała od strony wody. Najważniejsze jednak, że nosiły one ślady, które wyglądały niczym krew, która wsiąkła w ich materiał.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała rozmawiać o Langford. Każdy, kto znał Miller, a Swanson znała ją najlepiej, wiedział, że niewiele brakowało, żeby ta w każdej chwili się odpaliła i zrobiła karczemną awanturę, odsyłając dziennikarkę tam, skąd przyszła. Zaylee była porywcza i miała wyraźny problem z kontrolowaniem emocji, szczególnie w sytuacjach, które odbierała za przesadne. To nie była błaha sprawa, jak jakaś lokalna historia o wycince drzew, którą Brenna chciała nagłośnić. Tu chodziło o morderstwo nieletnich. Każda minuta zwłoki działała na ich niekorzyść. Trzy ofiary już były potwierdzone, ale nikt nie miał złudzeń, że sprawa może się na tym nie zakończyć. Wszystko wskazywało na to, że jeśli nie przyspieszą działań, ta liczba może się zwiększyć.
Miller wiedziała, że narzeczona patrzy na sytuację nieco chłodniej. W tej sprawie nie było miejsca na konflikty z mediami ani impulsywne decyzje. Trzeba było utrzymać kontrolę nad przekazem i jednocześnie nie stracić czasu, którego i tak było coraz mniej. Dlatego sama musiała wziąć się w garść, żeby nikomu tym nie zaszkodzić.
Szybko spojrzała na kartki przyklejone do ściany. Znowu Pismo Święte. Świetnie. W jej głowie natychmiast pojawiły się wspomnienia z Nowego Początku i nie były one ani trochę przyjemne. Chyba miały do czynienia z powtórkę z rozrywki. Nawet jeśli sprawca działał sam, od razu było widać, że jego działania miały podłoże religijne i były mocno fanatyczne. Pytanie tylko, czy wszystko w tej przybudówce faktycznie należało do niego, czy była to zaplanowana zmyłka?
Zajebiście — prychnęła, nawet nie próbując ukryć irytacji. — Pierdolone słowo boże — wywróciła ostentacyjnie oczami. A potem jej rodzice dziwią się, że odeszła od kościoła.
Przeniosła wzrok na mokre deski podłogowe. Powierzchnia była nierówna, częściowo spęczniała od wilgoci, a ciemne plamy rozlewały się wzdłuż sęków drewna. Na pierwszy rzut oka mogło to wyglądać jak krew, ale bez badań nie dało się tego potwierdzić. Równie dobrze mogła to być farba albo inna substancja, która w kontakcie z wodą zmieniła odcień i zaczęła się rozlewać w podobny sposób. Bez próbki i analizy nie mieli żadnego punktu zaczepienia. Wszystko opierało się na przypuszczeniach, a to w tej sprawie było zbyt mało.
Czym chcesz to otworzyć? — popatrzyła uważnie na Swanson. Skrzynia pod ścianą była zamknięta na ciężką, metalową kłódkę. Potrzebowały do tego czegoś porządnego. Żaden skalpel czy scyzoryk w niczym tutaj nie pomogą. To musiałyby być cęgi. Zaylee rozejrzała się po wnętrzu, ale nie dostrzegła niczego, co mogłoby im pomóc w przecięciu kłódki. W teorii narzeczona mogłaby spróbować przestrzelić zamek, ale w praktyce oznaczałoby to użycie broni palnej w miejscu, w którym nie powinny się znaleźć.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla obu z nich to była zbyt ważna sprawa, aby mogły pozwolić, aby ktoś taki jak Brenna Langford się wtrącał i jeszcze nie daj Boże utrudniał im działanie. Już w normalnych okolicznościach było to denerwujące, a gdy chodziło o seryjnego mordercę polującego na dzieci... To już odzywała się zupełnie inna wrażliwość. Może i faktycznie był to ważny temat, ale jeśli dziennikarce zależało tak bardzo na najmłodszych jak twierdziła to powinna dać im działać.
Miała wystarczająco wiele doświadczenia, aby potrafić zachować zimną krew i zapanować nad emocjami. Chociaż nie zawsze to wychodziło. Czasami zmęczenie i frustracja brały górę, gdy kolejne bezsenne noce rodziły jedynie więcej pytań niż odpowiedzi. Nie tak to w końcu powinno wyglądać. Niemniej miała za sobą wiele niezwykle paskudnych spraw, które niejednemu spędzałyby sen z powiek, powracając jako uciążliwe koszmary. Potrafiła się odciąć. Pomagało to także przy kontaktach z uciążliwymi ludźmi. Po prostu skupiała się na tym, co należało robić, chłodno kalkulując.
Mogły się spodziewać tego, że po raz kolejny natrafiły na kogoś, kto odznaczał się fanatyzmem. W końcu od samego początku słyszały o tym, że okaleczenia na ciałach mogły mieć charakter rytualny. Wszystko powoli zaczynało się układać w logiczną całość. Być może wystarczyło porozmawiać z jakimś duchownym czy biblistą, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego czym może kierować się sprawca.
- Nie dziwi mnie to... Pamiętasz słowa profilerki, prawda? - przypomniała jej, bo przecież już wcześniej rozważały to, że za wszystkim stała jakaś głębsza przesłanka o znaczeniu symbolicznym i możliwe, że nawet religijnym.
Na razie nie zastanawiała się nad tym. Przyglądała się po prostu wyposażeniu chatki, w której cuchnęło niezmiernie. Nie znajdowało się tam jednak na pierwszy rzut oka nic, co mogłoby zostać uznane za istotne. Ot, zwyczajne wyposażenie małej chatki. Stół pod oknem, dwa krzesła, kilka półek z bibelotami, kosz, w którym znajdowało się coś, co wyglądało na starą sieć rybacką oraz ta skrzynia.
- Mam w samochodzie łom - odpowiedziała spokojnie, bo narzędzie woziła ze sobą w bagażniku od czasów wspólnego włamywania się na teren Nowego Początku i jakoś nie mogła się zabrać do tego, aby się go pozbyć. - Co prawda mogę nieco uszkodzić skrzynię, ale... Najgorzej, że Langford się nie odpierdoli tak łatwo jak tylko któraś z nas stąd wyjdzie.
Chyba właśnie to było najgorsze. Wiedziała jednak, że jeśli faktycznie chciały zajrzeć do środka i upewnić się czy faktycznie to miejsce było związane z zabójcą to któraś z nich musiała otworzyć skrzynię. W najgorszym wypadku dokonają dewastacji miejsca, które... wydawało się i tak w dużej mierze opuszczone. Musiały zaryzykować.
- Zostań tu - poleciła narzeczonej, bo jeśli już ktoś miał odbyć spacerek obok panny Langford to lepiej, aby zrobiła to Evina.
Istniało mniejsze prawdopodobieństwo, że da jej w twarz.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scarborough Bluffs”