34 y/o
NARRATORSKI PIESEK
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Safe space.
Jej to by się porządny bunkier przydał i dłuższa chwila przetrzymania w nim. Ophelia od razu coś wyłapała, a Wendy od razu to zauważyła i czuła, że jeszcze moment, a naprawdę wybuchnie tu jakaś bombeczka. Czy naprawdę wystarczy im ta safe space? Czy tego nie dźwignie? Sęk w tym, że Wendy chyba jeszcze nie była gotowa, by to z siebie wyrzucić. — Myśląc o… — zaczęła ale nie była w stanie tego z siebie wydusić. Nie teraz. — Nieważne, s e r i o — zapewniła i machnęła ręką na znak, by sobie odpuściła po czym upiła kolejnego łyka wina. Jak tak dobrze jej pójdzie to szybko w głowie jej zawiruje.
Wolała zostawić ten temat, przynajmniej na ten moment, a skupienie się na jej randkowym kandydatu wydawało się idealną okazją na przeniesienie uwagi od siebie na gościa z zatruciem. Szybko porwała telefon Ophelii i zaczęła studiować profil faceta, nawet sobie zagwizdała leciutko pod nosem. — No noooo, były bokser? Szafa pancerna? — szczerze się uśmiechnęła, szczególnie gdy wyświetliło się jej zdjęcie z twarzą Karriona, która przez przypadek polajkowała naciskając dwukrotnie zbyt szybko. — Ma taką poczciwą twarz! Wygląda trochę jakby z jednej strony mógł zgnieść na miazgę jabłko w dłoni, a drugą ratować malutkie kotki z drzew! — oznajmiła entuzjastycznie. Siła i delikatność, 2w1. — To jest to, totalnie musisz się z nim umówić. Może na pizzę, zupełnie przypadkiem gdzie będziemy ją jeść ja, William i Zaylee — zażartowała rzecz jasna, nie zamierzała stalkować jej randek, jedynie chciała podkreślić swoją ciekawość.
Przytaknęła jeszcze z uznaniem na podejście do krzywych wazonów i kubków z dziurką, teraz już wiedząc, że nawet mając za sobą nieudane dzieła może liczyć na przyjaciółkę, która znajdzie dla nich zastosowanie.
Przez dłuższą chwilę w pracowni panowała cisza, ale dla Wendy nie było w tym nic kojącego, bo tylko się jej w myślach zbierało. Masę ugniatała z taką zachłannością, jakby próbowała przenieść na nią wszystkie swoje wspomnienia, by potem wsadzić je do pieca, wypalić i zapomnieć. Dźwięk uderzania gliny o blat stawał się głośniejszy, a gdy potem zaczęła ją ukręcać to poczuła, ze i w głowie jej lekko zawirowało od tego wina. Koniec końców nie wytrzymała…
Myślałam o tym, że czuję się jak jakaś oszustka — wyznała cicho trochę bardziej do gliny niż do przyjaciółki, ale jasne było, że wróciła do porzuconego tematu. — Cały ten wyjazd byłam taka fifa rafa... no wiesz, zabawna, wiecznie uśmiechnięta, najlepsza przyjaciółka. Nawet mu ostatnio zaproponowałam mieszkanie tuż obok, bo się zwalniało, więc na wyjeździe też dalej je zachwalałam, że będzie idealne dla niego i Kristin — zaśmiała się gorzko na samo wspomnienie — i popijaliśmy kawę, zwiedzaliśmy, fajnie się bawiliśmy, a potem ugh… skręcam się w środku na samą myśl o tym wszystkim. Dwulicowa zdzira ze mnie. Bo ja chyba wcale tego nie chcę, bo zamiast pożyczać mu cukru wolałabym go z nim kupować do wspólnego mieszkania, jak kiedyś… ale nie jak kiedyś… — westchnęła i podniosła wzrok na przyjaciółkę wątpiąc, by ona cokolwiek z tego zrozumiała, ale już sam fakt, ze to z siebie wyrzuciła było dobre, nawet jeśli nie uratowało jej z beznadziejności sytuacji. I nawet jeśli to była kropla w morzu jej opowieści, które mogły nadejść, ale nie musiały.


my safe space *_*
winniethepooh91
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała być dla niej bezpieczną przestrzenią. Taką, w której Wendy mogłaby się przyznać do najbardziej durnych myśli i wyżalić się ze wszystkiego, co ją trapiło. Nie była od tego, aby oceniać... Dobrze, może nieco, ale na pewno nie zamierzała wybijać jej z głowy czegoś dlatego, że wydawało się być głupie. Chociaż jedna z nich powinna podążać za uczuciami i tym, czego pragnęła.
Zamierzała dać jej szansę na przetrwanie tego wybuchu atomowego. O ile rzecz jasna Gardner jej na to pozwoli. Musiała się do niej w jakiś sposób dostać i sprawić, aby w końcu wykrztusiła to, co jej siedziało na sercu już od dłuższego czasu. Póki jednak się wzbraniała to nie zamierzała uderzać do niej od razu siłowo, domagając się odpowiedzi.
- No nie? Z takim gościem na pewno można byłoby się czuć bezpiecznie - przytaknęła, bo pewnie gdyby ta nie poczciwa twarz to Karrion mógłby naprawdę budzić postrach ze swoją posturą. - Umówiliśmy się już na kebaba... ale nie tam, gdzie się zatruł.
Chociaż bawiła ją myśl o takim nadzorowaniu randek niczym z komedii romantycznych da młodzieży z lat dwutysięcznych to była przekonana o tym, że sama nie potrzebuje w żadnym wypadku przyzwoitki. Ani tym bardziej trzech. W końcu radziła sobie dosyć dobrze jak można było stwierdzić po tym, że umówiła się z owym jegomościem.
Nie dało się zaprzeczyć temu, że Attwood miała dosyć luźne podejście do rzeczy twórczych. Wszystko zamykało się w tym, co faktycznie artysta chciał wyrazić. Czasem odkrywał to w trakcie. Może z nią będzie tak samo. Wino i intuicja ją poprowadzą.
Urabiała powoli glinę, rozkoszując się winem oraz ciszą przerywaną jedynie nikłymi odgłosami pracy. Potrzebowała chyba takiego wyciszenia i odprężenia. Czuła jak ciepło powoli rozchodzi się po jej ciele, a palce zdawały się doskonale wiedzieć, co robią z materiałem, który się w nich znajdował. Nawet nie musiała się nad tym zastanawiać.
Z tego niemal medytacyjnego stanu wyrwał ją dopiero cichy głos przyjaciółki. Od razu uniosła głowę i spojrzała w jej stronę, aby nic jej nie umknęło. Żadne najcichsze nawet słowo czy drobna skaza na jej twarzy, która mogłaby być swoistym grymasem. Z namaszczeniem sięgnęła po swój kieliszek, który jakiś czas temu uzupełniła, stwierdziwszy, że musi jakoś się doprawić przed tą rozmową.
- A mówiłaś mu o tym, że chcesz z nim zamieszkać i kupować z nim cukier? Czy ze względu na Kristin nie powiedziałaś mu ani słowa, pogrążając się w tych swoich myślach? - zapytała w końcu i na krótką chwilę straciła całkowicie zainteresowanie garncarstwem.
Potrzebowała momentu, aby ułożyć sobie jakąś sensowną wypowiedź w głowie. Tylko, że wypity alkohol sprawił, że nie była w stanie na szybko stworzyć żadnego podniosłego monologu, który mógłby skutecznie pocieszyć przyjaciółkę i pomógł wyzbyć się jej całkowicie niepotrzebnych myśli zatruwających jej umysł.
- Nie jesteś oszustką... Myślę, że po prostu masz się w głębi duszy za egoistkę przez to, co do niego czujesz. Chcesz dla niego jak najlepiej i chyba w pewnym momencie zaczęłaś brać Kristin za pewnik jego szczęścia, bo wydają się być idealną parą... - stwierdziła w końcu, skupiając się bardziej na przyjaciółce niż na czymkolwiek innym.
Winnie powinna mieć teraz jej niepodzielną uwagę. W końcu przechodziła przez jakiś dziwny kryzys emocjonalno-egzystencjalny i swoisty syndrom impostora. Trzeba będzie się z tym uporać nim ulepią jakikolwiek garnek czy kubek.

Wendy Gardner
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Eastview Neighbourhood Community Centre”