-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na moment musiał odstawić swoją szamkę, bo ten nagły atak wesołości wycisnął z kącików jego oczu łzy. Legitne małe łezki, które otarł, przecierając twarz dłońmi, nadal sporadycznie pozwalając sobie na mały chichot, kręcąc głową. Komedio-dramat, serio. - Nie, nie.. Dobra, może trochę jak debil, bo ciągniesz długo tą farsę, jakby miało się coś zmienić magicznie. - wywrócił lekko oczami, ale koniec końców nie mógł go oceniać. W życiu by mu nie wytknął gonienia za szczęściem, miłością czy ostatnimi z tej trójcy, marzeniami. Wspierał, nawet jeśli w gruncie rzeczy ten wybór wcale nie był moralny. Pieprzyć moralność. Życie było usiane w większości upadkami, nie wzlotami, więc jeśli znalazł coś, co go cieszyło, Theo mógł mieć tylko nadzieję, że złapie to coś mocno i nie pozwoli uciec. Zdradzał przy tym swoją narzeczoną i finalnie miał zerwać zaręczyny? Dobrze. Lepiej późno niż później, ślub łatwiej odwołać niż bujać się z rozwodem. - Leć i baw się dobrze. Wrap it before you tap it. Daj znać jak się przyda kanapa. - chyba mu dawał swoje błogosławieństwo właśnie? Tak, chyba tak. Rozbawiło go to po raz kolejny, wyrywając z klatki chichot. Hey, życie było całkiem super, nie? Tak, wyszedł ze związku jeszcze zanim dobrze w związek wszedł, a jego najlepszy przyjaciel zdradzał narzeczoną w poszukiwaniu własnego szczęścia i... A, jebać. Potykanie się w drodze do lepszego jutra było całkiem warte tych siniaków. - Prowadzę, więc głosuję za herbatą i słodkimi rzeczami. - gdyby kiedykolwiek odmówił słodyczy... Trzeba będzie dzwonić po lekarza. Albo egzorcystę. Ale tamten dzień nie był dniem egzorcyzmów i z jakiegoś powodu, prawdopodobnie przez ten wybuch rozbawienia, nastrój Theo obrócił się o 180'. Wszystko było zajebiście.
Charlie Marshall