Powrót do Toronto był również powrotem starych znajomości. Oprócz Lilian, spotkał się z kilkoma osobami, a dzisiaj postanowił przejechać się do Oakville na cotygodniowe odwiedziny i przy okazji wybrał się na wiosenny festyn. Dojechał tam dopiero na wieczór, dołączając do starych przyjaciół, wypijając z nimi piwo i rozmawiając na pomniejsze tematy. Atrakcją wieczoru miały być fajerwerki — i tu akurat cieszył się, że Cheetos został w Toronto, choć czytał, że miał to być ten rodzaj cichy fajerwerek, przyjaznych dla zwierząt. Jeśli tak będzie, to naprawdę doceniał inicjatywę miasta o dołożenie do atrakcji i zapewnienie komfortu innym. Szedł gdzieś kilka kroków za trójką znajomych, rozglądając się po parku, który znał bardzo dobrze. Całe miasto znał jak własną kieszeń i jednocześnie większość miejsc przywoływały u niego same dobre wspomnienia. Z tym lekko nostalgicznym nastrojem, odłączył się od grupy, zbaczając z kursu i idąc na oddalone o kilka minut wzniesienie. Ktoś właśnie schodził stamtąd na dół, jakaś para siedziała pod drzewem, a jedna postać zajmowała ławkę, którą swego czasu nazywał ze swoją dziewczyną ich ławką. Westchnął przyglądając się panoramie miasta i mimowolnie spojrzał na siedzącą osobę, której profil dostrzegł przy lekkim obróceniu głowy. Lilian.
Poczuł mocniejsze bicie serca w klatce, nie do końca wiedząc, czy było to uwarunkowane niezrozumiałym stresem, czy faktem, że właśnie siedziała akurat w tym miejscu. Czy tak jak on, pamiętała o tych wszystkich ich wspólnych miejscach, czy przypadkiem tam się znalazła, robiąc sobie przystanek?
Musiał podjąć męską decyzję; podchodzić czy nie? Co mógł stracić? Jedynie będzie żałować, że nie odważył się wykonać ku niej kroku, aby podtrzymać tę znajomość. Dlatego podszedł, siadając obok niej na ławce i patrząc dalej na park, na który teraz spoglądali nieco z góry.
— Minusem takich festynów jest strasznie wydeptana trawa. Później potrzebuje chwili, aby się zregenerować. — Na powitanie rozpoczął randomowo temat, który kiedyś był bliski jego sercu. W końcu gdy Leo wyjechał robić karierę do Europy, ktoś musiał przejąć jego osiedlowy biznes koszenia sąsiadkom trawników. — Ale dobrze wiedzieć, że miasto nadal kontynuuje tradycję. — Bo kwietniowy festyn był od kiedy pamiętał. Jeszcze jako dzieciak latał tutaj, nawet wtedy, gdy nie mógł, spędzając tym sen z oczu rodziców, ale nie mógł opuścić okazji przyjścia na tę imprezę, nawet jeśli dostał szlaban. Z perspektywy czasu nie żałował, w końcu to tutaj jego relacja z Lilian… nabrała tempa. — Wszystko dobrze? — zapytał, odwracając głowę w jej kierunku, aby spojrzeć na nią uważnie. Wręcz od razu przyszła mu myśl, że była piękna; ale uciął swoje rozmyślania w tym momencie, aby nieświadomie nie robić do niej maślanych oczu.
Lilian Davenport