ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
164 cm
studentka medycyny
Awatar użytkownika
Lubię Twój wzrok, Twoje dłonie na sukience
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidamskie
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Znaleźć odpowiedni termin, który pasowałby Millie i Maelle czasem graniczył z cudem. Każda z kobiet, miała swoje obowiązki i zajęcia, które niekiedy przeszkadzały im w spotkaniu i zgraniu wspólnego czasu, co było dosyć irytujące. Młodsza z blondynek nadal starała się jak najlepiej zaliczać przedmioty obowiązkowe i uczęszczać na wszystkie zajęcia oraz ćwiczenia, przez co nie miała tyle czasu jak wcześniej, zanim nie zdecydowała się na medycynę. Jasne, czasem spotkały się na uczelni, kiedy obie miały okienko, ale to niestety zdarzało się bardzo rzadko i zawsze, tego czasu było zbyt mało.
Ostatnio, coraz bardziej odczuwała brak przyjaciółki. Działo się za dużo w jej życiu i koniecznie chciała się z nią spotkać, aby móc porozmawiać, tak prawdziwie, bez udawania. Gotowa była przełożyć wszystkie swoje obowiązki i plany, które miały, aby ten jeden wieczór, mieć właśnie dla niej. Typowy damski wypad przy dobrym jedzeniu, winie, kiedy żadna z nich nie musiałaby się martwić, że na drugi dzień muszą pojawić się na uczelni i stawić czoła obowiązkom. Chciała zapomnieć o wszystkich problemach, przestać być tą odpowiedzialną Millie i robić tylko to, czego inni od niej oczekują. I może kolacja, była tylko pretekstem, aby później wyjść do klubu i bawić się do samego rana, jakby jutra miało nie być.
Nie potrafiła w tej chwili ukryć swojego zadowolenia, kiedy okazało się, że obie nie mają żadnych planów na dzisiejszy wieczór i potrzebują spędzić ten czas w swoim towarzystwie. Już dawno, w tak ekspresowym tempie nie opuściła uczelni, jadąc wprost do rodzinnego domu. Nawet jeśli to tylko spotkanie z przyjaciółką, chciała wyglądać na nim idealnie, wychodziła z założenia, że nigdy nie wiedziała, co może się wydarzyć, ani kogo spotkać, bądź poznać. Po drodze jeszcze zadzwoniła do restauracji, aby zamówić dla nich stolik, aby wieczorem był już gotowy. Oczekiwanie na wolne miejsce i stanie w kolejce, było ostatnim, czego by dzisiaj jeszcze chciała.
Jeszcze przed wyjściem z domu, zadzwoniła po taksówkę, która miała zawieźć ją w umówione miejsce. Nie chciała się później martwić tym jak wróci, ani gdzie zostawi samochód i czy nikt przy okazji go nie przytrze, jakby zostawiła go do rana na parkingu. Poza tym, prowadzenie w szpilkach, nigdy nie należało to zbyt przyjemnych czynności.
Przed restauracją była jeszcze chwilę przed czasem. Poprawiła swoją brązową sukienkę, która sięgała jej do połowy uda i przeczesała palcami włosy ułożone w idealne fale opadające na plecy blondynki. Czuła się, jakby ten wieczór, miał należeć właśnie do nich.
— Rezerwacja na nazwisko Blythe — zwróciła się do kelnera, który prawie od razu się przy niej pojawił i poprowadził ją w stronę stolika, na którym stała tabliczka z informacją. Zdążyła tylko usiąść i odłożyć torebkę, gdy ten sam mężczyzna znów się pojawił z wodą i z kartą menu, którą jedynie odłożyła na bok. Zaczęła stukać paznokciami o blat stołu, wypatrując wzrokiem wchodzącej do środka blondynki, ale zamiast niej weszło kilka osób, żadna z nich to nie była Maelle. Napiła się małego łyka wody, odstawiając szklankę na stolik i miała zamiar wyjąć już telefon, chcąc sprawdzić godzinę, ale też upewnić się, że przyjaciółka nie odwołała spotkania. Na całe szczęście zdążyła tylko zerknąć na ekran, kiedy zobaczyła jak na salę wchodzi dobrze jej znajoma postać blondynki prowadzona, przez kelnera wprost w jej stronę. Prawie od razu przyjaźnie się uśmiechnęła i pomachała do niej dłonią.
— Cześć! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię widzę — powiedziała od razu i wstała ze swojego miejsca, witając się buziakiem w policzek na przywitanie. Dopiero teraz, znów zajęła swoje miejsce i wygładziła materiał sukienki na udach. — Co u Ciebie? Bardzo dużo się zmieniło od naszego ostatniego spotkania? — spytała, nie dając jej dojść do słowa i podsunęła jej jedną z kart, która już wcześniej została im przyniesiona.

Maelle Lennox
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
posty pisane przez ai, znikanie bez słowa, brak inicjatywy w postach
26 y/o
For good luck!
164 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Prawdą, w dodatku niezaprzeczalnym, było, że znalezienie wspólnego terminu graniczyło ostatnio z cudem, więc sam fakt, że realnie szykowała się do wyjścia, a nie odpisywała Millie po raz piąty w tym miesiącu tekstem w stylu ‘przepraszam, zakopałam się znowu pod obowiązkami, przełóżmy to’ był oczywiście małym sukcesem organizacyjnym i jednocześnie ogromnym dowodem na to, że wszechświat czasem jednak współpracował, a planety – od czasu do czasu – ustawiały się w sensownej i sprzyjającej konfiguracji.
   Ostatnie miesiące przelatywały jej przez palce w tempie, którego szczerze nie polecałaby nikomu. Uczelnia, praca, teren, doktorat, życie codzienne, próby bycia funkcjonalnym człowiekiem i pamiętanie o jedzeniu. To ostatnie było dla niej wyjątkowo trudne i wyjątkowo często umykało z pamięci. A do tego wszystkiego, gdzieś pomiędzy tym wszystkim mieściły się jeszcze relacje społeczne, ale te już raczej w teorii niż praktyce.
  Dlatego, kiedy poprawiała uczesanie, raz kolejny i ze świadomością, że musi już wyjść, pełna była pozytywnej energii; ewidentnej ekscytacji, którą napawała ją wizja niedługiego spotkania z Millie. Bo, oczywiście, że w kontakcie były przez cały czas, ale zupełnie czymś innym była możliwość uściskania drugiej osoby na żywo; przeżywania razem z nią uśmiechów i smutków. Choć liczyła, że przede wszystkim skupią się na tym pierwszym.
  Do restauracji dotarła kilka minut po czasie, co i tak uznała za osobisty triumf, biorąc poprawkę na natężenie ruchu na drogach w mieście, ale także jej spóźnione wyjście z domu. No i to, że na samego ubera czekała zdecydowanie za długo. Opcji przyjazdu własnym samochodem w ogóle nie brała pod uwagę.
  Kelner zaprowadził ją do stolika, przy którym siedziała już przyjaciółka, jak zwykle wyglądająca tak dobrze… Na pewno należała do tej odrębnej kategorii ludzi, którzy nigdy nie mieli tak zwanego ‘bad hair day’.
  Uśmiechnęła się szeroko, już w momencie w którym ich spojrzenia się skrzyżowały; czując jak ta sama ekscytacja, która towarzyszyła jej od początku samych przygotowań do wyjścia, staje się intensywniejsza. Istny strzał endorfin.
  — Cześć, gwiazdo! Ty jak zwykle wyglądasz podejrzanie dobrze jak na osobę żyjącą w realnym świecie — rzuciła, zsuwając torebkę z ramienia i siadając naprzeciwko. — Musisz zdradzić mi swój sekret, może kiedyś uda mi się wyglądać jak ludzie.
  Nie wyglądała źle, wiedziała o tym, ale zawsze była zdania, że odstawała – choćby w kwestii makijażu. Znała absolutne podstawy i często dostawała kompleksów, kiedy widziała, że nawet dwunastolatki (albo i młodsze!) potrafią namalować kreskę na oku prostszą i zgrabniejszą niż ta jej. Ktoś by powiedział, że to kwestia ćwiczeń, ale ona tę swoją ćwiczy już od iluś lat i wcale nie jest lepiej!
  — Bardzo dużo i jednocześnie nic — odpowiedziała, na zadane przez nią pytanie. — Z twojej perspektywy raczej niedużo, bo nadal biegam między uczelnią a instytutem, zbieram dane do pracy, staram się do tego wszystkiego jeść jak normalny człowiek i nie ghostować zbyt wielu wiadomości. — Uśmiechnęła się, tym razem nieco przepraszająco, bo akurat Millie też była ofiarą ‘odczytano’ więcej niż raz. Mal oczywiście nigdy nie robiła tego złośliwie, a zwyczajnie zapominała odpisać później, po samym odczytaniu, ale zdarzali się ludzie, którzy potrafili się za to zwyczajnie obrazić. — Tak się cieszę, że w końcu nam się udało dograć. Przysięgam, że jak oddam pracę, to zostaną oficjalnym bólem w twoim tyłku i będę spamować wiadomościami i wolnymi terminami. Bo będę w końcu w o l n a. — Oficjalnie – tak, bo będzie miała mniej zadań związanych z doktoratem, a jednocześnie obie chyba wiedziały, że ten czas, który jej się zwolni, zainwestuje w pełni do pracy w instytucie.
  Przyjęła z podziękowaniem podsuniętą przez kelnera kartę, nie otwierając jej jednak jeszcze.
  — Ale lepiej ty mi opowiedz, co nowego u ciebie. Niby jesteśmy na bieżąco, ale jak tak na ciebie patrzę, to mam wrażenie, że masz dla mnie jakąś dobrą historię. Albo jakiś romans, albo przestępstwo. Ewentualnie oba na raz i nawet po cichu na to liczę. — Bo zdecydowanie byłoby to najciekawsze połączenie z możliwych; typowo filmowe, fakt.

Millie Blythe
piesek
hit me with your best shot
ODPOWIEDZ

Wróć do „Archeo”