Zablokowany
34 y/o
For good luck!
194 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

ashish "ash" kapoori
dev patel
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
07.07.1991 I Delhi, Indie
zaimki
on/jego
zawód
neurochirurg dziecięcy, okazjonalnie wykładowca
miejsce pracy
Mount Sinai Hospital
orientacja
to skomplikowane
dzielnica mieszkalna
West End, Parkdale
pobyt w toronto
od 2 lat
umiejętności
wybitnie precyzyjny i zdolny manualnie, posiada nieprzeciętną koordynację ruchową i podzielność uwagi, jest oburęczny, ma zdolność do szczegółowego i analitycznego myślenia oraz wrażliwość na detal, jest zdolnym artystą choć mało komu pokazuje swoje prace - najchętniej szkicuje ołówkiem i węglem oraz para się temperą i akwarelami, myśli szybko i mówi jeszcze szybciej, w kontakcie z dziećmi i osobami starszymi potrafi wykazywać się niezwykłą cierpliwością i łagodnością, emocje innych osób rozpoznaje i nazywa lepiej niż własne, jest uważny i wrażliwy, potrafi tłumaczyć trudne kwestie prostym językiem i bez większego wysiłku wzbudzać zaufanie pacjentów (zwłaszcza tych najmłodszych)
słabości
chorobliwie perfekcjonistyczny i niezdolny uwierzyć, że czasem rzeczy lepiej jest zrobić "wystarczająco dobrze", skłonny do wpadania w ciągi obsesyjnego myślenia - zwłaszcza, jeśli popełnił jakiś błąd, wyjątkowo samokrytyczny, ma trudności do radzenia sobie z porażkami, cierpi na OCD nasilające się w okresach szczególnego stresu, bardzo przywiązany do swoich rytuałów i powtarzalnych czynności - nie radzi sobie z zaburzeniami codziennej rutyny i niespodziewanymi zmianami planów, skłonny do pracoholizmu, unika konfrontacji i konfliktów za wszelką cenę, z problemami w relacjach radzi sobie milczeniem i ucieczkami w pracę, ma problem z mówieniem o własnych potrzebach, w momentach przeciążenia robi się niemal opryskliwy i skłonny do irytacji, nawet jeśli nie powie tego na głos - całe życie zabiega o aprobatę ojca
Ashish.

W moim rodzinnym domu w Delhi czas odlicza się służbowymi wyjazdami mojego ojca, bankietami wyprawianymi przez matkę i lekcjami europejskiej etykiety, na które uczęszczam z rodzeństwem. Oprócz tego, każdy poranek zaczynam obserwując z chłodu marmurowej posadzki, jak dziadek wertuje The Times of India, zawsze najwięcej czasu spędzając na stronach z wynikami krykieta, i tych z nekrologami, i jak babcia precyzyjnie rozlewa równiutkie porcje aromatycznej masala chai do małych, ręcznie zdobionych czarek. Ilekroć by mnie nie upominała, i tak zaraz oparzę się w język - zawsze zbyt spragniony słodkiego, korzennego smaku, by trzymać na wodzy moją dziecięcą niecierpliwość.
Po śniadaniu siadam przy stole w jadalni i zapisuję dyktowane mi przez matkę zdania. Jeśli linia liter złośliwie się krzywi, wyrywam kartkę i zaczynam od nowa. Lubię, kiedy wszystkie kształty są równe, a margines ma dokładnie tę samą szerokość na każdej kolejnej stronie. Już wtedy symetria i precyzja dają mi spokój, którego nie potrafię znaleźć w żadnym innym aspekcie świata.


Cisza jest w naszym domu rzadkim luksusem; po salonach i korytarzach zawsze kręci się ktoś jeszcze - pokojówki, przyjaciółki mojej matki, bliżsi i dalsi kuzyni, znajomi mojego ojca. Wielokrotnie każdego dnia, matka przywołuje mnie do siebie, poprawiając krochmalony na sztywno kołnierzyk mojej koszuli, i wymownie kładąc dłoń na moim ramieniu za każdym razem, gdy rozgadam się trochę za bardzo. To znak, że powinienem skończyć, i usunąć się w cień tak, jak to grzecznym dzieciom przystoi.
W tych momentach schronienie daje mi drzewo neem rosnące w naszym ogrodzie. Potrafię spędzać całe godziny z plecami wspartymi o jego szorstką korę i z książką rozłożoną na kolanach, czytając kolejne rozdziały z prędkością, którą zyskuję sobie zachwyt guwernantek. Zapamiętuję strony, numery rozdziałów, układ zdań. Kiedy ktoś mnie pyta, co było w tekście, zawsze potrafię wskazać fragment, ale nie zawsze wiem, dlaczego bohater zrobił to, co zrobił.


Oprócz siebie, mam jeszcze dwie siostry. Starsza potrafi się sprzeciwić, za co regularnie płaci szlabanami i dezaprobatą ojca. Młodsza chowa się za matką za każdym razem, kiedy ktoś zwraca na nią uwagę.
Mój ojciec nigdy nie podnosi głosu. Nie musi. Wystarczy jedno spojrzenie, bym wiedział, czy jest ze mnie zadowolony, czy raczej mną rozczarowany. W szkole dowiaduję się, że jego surowość jest w zasadzie jakimś rodzajem czułości - w porównaniu do innych ojców, którzy respekt zyskują sobie paskiem i ręką, podczas gdy mój to samo potrafi zrobić wyłącznie milczeniem.


Kiedy się przeprowadzamy, moje rzeczy mieszczą się w kilku walizkach. W nowym pokoju mam półki, w których książki układam według rozmiaru, zeszyty według zapisanych na obwolucie dat.
Do mojej nowej szkoły uczęszczają głównie dzieci dyplomatów i biznesmenów, od których teoretycznie nie powinienem się różnić, a jednak się różnię. Każdy mówi tu z innym akcentem, i z innymi oczekiwaniami. Łatwo gubię się w społecznych zasadach, które z dnia na dzień zdają się zmieniać wraz z londyńską pogodą. Nigdy nie wiem, czy powinienem odzywać się niepytany, czy raczej milczeć; czy unosić dłoń, gdy znam odpowiedź na pytanie zadane przez nauczyciela, czy też nie, spuszczając wzrok i gapiąc się w notatki jak większość moich rówieśników. Nauczyciele mówią, że jestem bardzo zdolny. Moi koledzy mówią, że jestem bardzo dziwny.
Ash.

Kolejna przeprowadzka nie jest dla mnie zaskoczeniem - a nawet gdyby była, i tak przecież nie mam prawa się przeciwko niej zbuntować. Moje siostry, zapatrzone w ekrany laptopów, na których oglądają ukochane seriale toczące się w Nowym Jorku i Kalifornii, i znudzone brytyjskim jedzeniem, na wiadomość o Ameryce reagują eksplozją entuzjazmu. Ja?
Ja nie bardzo wiem co mam z tą informacją zrobić. I tak spodziewałem się, że liceum będzie koszmarem - to, pod jaką szerokością geograficzną będę do niego chodził, jest już kwestią drugorzędną.


Tak jak się spodziewałem, nie znajduję swojego miejsca wśród tych popularnych dzieciaków - i dobrze, bo ani nie miałem na to ochoty, ani nadziei. Ku mojemu zaskoczeniu, ktoś mnie jednak przygarnia, w przeciwieństwie do dawnych szkół, w których przyzwyczajony byłem do samotności. Trzymam się z osobami, w których rozpoznaję jakieś cząstki siebie - jakiś rodzaj dziwactwa, z którym czuję się jak w domu. Oprócz tego, wytchnienie daje mi ascetyczna sterylność laboratorium chemicznego, i pachnąca terpentyną sala do zajęć ze sztuki, do której wkradam się czasem po ostatnim dzwonku, spędzając samotne godziny wśród sztalug i ze szkicownikiem. Przeciągam minuty tak długo, aż za oknem robi się ciemno, i niekończące się SMSy od mojej zniecierpliwionej matki zalewają pamięć mojego telefonu niby potop. Wracam pod dach rodziców powłócząc nogami, i odwlekając moment, gdy z Asha znowu stanę się Ashishem, a czerwona kropka pozostawiona na środku mego czoła po wizycie w świątyni, znów zacznie palić jak stygmat.

W drugim roku liceum okazuje się, że nawet w najgorszych nerwach, i nawet wtedy, gdy zdaje się, że nie mogę myśleć jakimś cudem nadal potrafię opanować drżenie dłoni - i to właśnie ta zdolność, wytknięta mi raz żartobliwie przez profesora Wilkinsa - pozwala mi dokonać ostatniego wyboru studiów, na które podanie składam jeszcze zanim w ogóle zacznie się rekrutacja. Medycyna. Chirurgia. Dostaję się od razu, z listem pełnym gratulacji wręczonym mi w dłonie przed dyrektora szkoły. Jego uśmiech mówi sam za siebie: jestem dokładnie takim emigrantem, jakiego ten kraj potrzebuje; nawet, jeśli nie jestem biały, i nawet, jeśli mój akcent nadal jest trudny do zlokalizowania. Ojciec jest dumny, że będę ratował życia. A ja bardziej cieszę się z tego, że będę mógł poprawiać to, co nie działa - dokładnie tak samo, jak zwyknę korygować błędy w notatkach, krzywo złożone ubrania, i sztućce ułożone na stole pod skosem, podczas gdy przecież powinny leżeć pod równiutkim kątem.

Shh.

Na studiach jest mi łatwiej i trudniej jednocześnie. Z jednej strony, nikt tutaj nie dziwi się, że w bibliotece mogę siedzieć do trzeciej w nocy, i że zamiast imprez wybieram dodatkowe seminaria. Z drugiej strony, nagle moja dokładność i wrodzony talent do zapamiętywana długich dat i trudnych definicji okazują się niewystarczające. Tu nie jestem już tym dziwnym, ale genialnym zdolnym chłopakiem z obco brzmiącym nazwiskiem, a jedynie jedną z wielu rybek w bardzo dużym, bardzo konkurencyjnym stawie.
Pracuję więcej, i śpię mniej niż kiedykolwiek wcześniej. Płacę za to anemią i drganiem lewej powieki, w zamian osiągając pierwsze prawdziwe sukcesy, które przychodzą szybko i bez ostrzeżenia. Moje nazwisko wyboldowane przy artykule w prestiżowym periodyku. Zaproszenie na konferencję, za którą zapłaci uniwersytet. Klucz do laboratorium wręczony mi na własność.
Nie celebruję ich, bo nie ważą tyle samo, co porażki, które - jakkolwiek drobne - za każdym razem wpędzają mnie w stan histerycznej obsesji. Nad każdym możliwym błędem ślęczę jak nad modlitwą, niezdolny spocząć zanim nie ustalę, jak dokładnie do niego doszło. Pogoń za perfekcją nie pozostawia mi miejsca na nic innego, i z tym, paradoksalnie, czuję się bezpieczniej niż z myślą, że poza biblioteką i aulami uniwersytetu, jest jeszcze jakieś życie.
Życie, w którym wymaga się ode mnie ożenku. Życie, w którym nie będę miał żadnego wyboru. Życie, w którym ojciec oczekuje, że będę niósł jego nazwisko z dumą, i przekażę je przy okazji własnym synom. Życie, w którym mój wzrok bardziej niż zgrabna linia damskiego biodra ukryta pod zdobnym sari, przykuwa czasem kant męskiego łokcia wystający spod koszulki polo w żałośnie-wesołym kolorze. Życia, w którym nigdy nie będę miał prawa być sobą, nie straciwszy przy tym miłości rodziców i szacunku własnej społeczności.


Ojciec przyjmuje propozycję placówki w Kanadzie. Cztery ostatnie lata nim przejdzie na emeryturę. Matka się cieszy: Toronto jest spokojniejsze i lepiej nadaje się na kolejny etap życia. Opowiada mi o domu z wielkim ogrodem, w którym będą mogły bawić się moje dzieci.
Jestem rok po specjalizacji, kiedy pojawia się diagnoza: w dokumentach przekazanych mi przez siostrę zapisana kodem, którego w rodzinie nie rozumie nikt oprócz mnie. Glejak, nieoperacyjny i postępujący, zakorzeniony w mózgu mojego ojca niczym drzazga. Pewien wyrok śmierci, ale bez ostatecznej daty egzekucji.
Nie mam innego wyboru niż wrócić do domu - do domu, który nigdy nie był mój; na stałe, nie na weekend. Ojciec wita mnie tak jak zawsze, w nieskazitelnie czystej koszuli zapiętej pod szyję, z rękami opartymi o blat dębowego stołu. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Dopiero kiedy mówi, słyszę drobne pauzy między zgłoskami. Kiedy sięga po szklankę, widzę moment zawahania.


Po raz kolejny w życiu, zapełniam moimi książkami półki, ustawiając wszystkie woluminy rozmiarami, i zgodnie z kodem kolorystycznym, który znam tylko ja. Szkicownik chowam w szufladzie biurka w moim nowym, pustym gabinecie. Na nowo uczę się mojego otoczenia: kanadyjskiego systemu opieki zdrowotnej, szpitalnego rytmu w Mount Sinai. Pilnuję, by w domu być zawsze w porze kolacji - nawet jeśli tuż po niej wracam do szpitala na kolejny dyżur. Chcę być tak blisko, jak tylko mogę - teraz, kiedy jeszcze mam czas.

Nie myślę o tym, co zostawiłem w Kalifornii. Nie mówię o tym, czego nigdy nie nazwałem.
Są przecież rzeczy, które sprawnie działają tylko tak długo, jak długo pozostają niewypowiedziane.

Ciekawostki

- Jako jedyny syn ambasadora, urodzony we względnie postępowej, lecz nadal hołdującej tradycji i kulturowym wartościom rodzinie, Ashish wychował się w przestrzeni między Wschodem i Zachodem, zmuszony by od najmłodszych lat życia nawigować w różnicach językowych i kulturowych, z którymi wcale nie radził sobie tak dobrze, jak oczekiwała tego jego rodzina.
- Pierwsze lata życia spędził w międzypokoleniowym środowisku w domu rodzinnym w Indiach, jako kilkulatek przeprowadzając się z rodziną do Londynu, w którym uczęszczał do prywatnej szkoły amerykańskiej. Kilka tygodni po jego dwunastych urodzinach, rodzina Kapoorich przeniosła się następnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie Ash otrzymał prywatny tok nauczania w liceum, i rozpoczął college rok wcześniej niż jego rówieśnicy. Następnie ukończył studia na Stanfordzie i zaczął rezydenturę w lokalnym szpitalu.
- W 2020, rodzice Ashisha osiedli w Toronto, planując spędzić w Kanadzie emeryturę. Dwa lata temu, ojciec Asha otrzymał diagnozę nieuleczalnego i postępującego glejaka mózgu, która to ostatecznie skłoniła Asha do wyprowadzki z Kalifornii by znajdować się bliżej rodziców - wspierając matkę i doglądając ojcowskiego zdrowia.
- Choć oficjalnie podzielił się tym wyłącznie z nielicznymi osobami, nietrudno domyślić się, że Ash jest na spektrum autyzmu i od dziecka zmaga się również z OCD. Ma nawyk układania przedmiotów równolegle do krawędzi stołu, czasami poprawiając symetrię wielokrotnie, aż wreszcie przestanie swędzieć go w mózgu. Nie lubi niespodziewanego dotyku, nawet na nieplanowany uścisk reagując nagłym napięciem i dyskomfortem. Jest mistrzem w tworzeniu notatek, a jeśli (rzadko) popełni błąd, prędzej przepisze całą stronę, niż go poprawi. Zdarza mu się zacinać w rozmowie, zwłaszcza y pytanie dotyczy jego samego. Potrafi płynnie mówić o nauce czy pracy, ale przy prostym „Jak się czujesz?” zwykle brakuje mu odpowiedzi.
- Jest uzdolnionym artystą, choć jego szkice widziała tylko garstka osób. Pierwsze rysunki zaczął tworzyć w podstawówce, zafascynowany rycinami w podręcznikach do biologii, w liceum wbrew woli ojca uczęszczając cichcem na zajęcia z rysunku dopóki obowiązki na studiach nie pozbawiły go potrzebnego na to czasu. Dziś rysuje tylko do szuflady, notatniki pełne drobnych portretów i martwych natur trzymając pod kluczem w swoim gabinecie.
- Ma doskonałą pamięć i nigdy nie myli imion swoich pacjentów (a także ich rodzeństwa, zwierząt domowych i ulubionych lalek, co w pracy z dziećmi jest niezwykle pomocne). Jego bolączką jest to, że często też pamięta rzeczy, które wolałby zapomnieć.
- Gdy się stresuje, zaczyna liczyć: oddechy, kroki, panele podłogowe, liście na gałęziach, zaczynając proces od nowa jeśli tylko pomyli się w kalkulacji.
- Nigdy nie był w związku. Zazwyczaj nie potrafi rozpoznać, gdy ktoś próbuje z nim flirtować, a potem wpada w panikę i ośmiesza się jakimś niezręcznym zachowaniem albo niepowstrzymanym monologiem o medycznej monografii, którą niedawno przeczytał (i która nikogo oprócz niego tak naprawdę nie interesuje).
- Potrafi gotować kilka tradycyjnych dań, których nauczył się od matki i babci — szczególnie dal i aloo paratha — ale robi to rzadko i zwykle tylko dla innych, nigdy „dla przyjemności”.
- W sytuacjach konfliktowych wycofuje się zamiast konfrontować, wybierając milczenie zamiast powiedzenia, że coś mu nie pasuje lub nie odpowiada.
- Choć potrafi gotować całkiem nieźle, robi to wyjątkowo rzadko, a jego posiłki są zwykle mało zbalansowane i regularne. Ma ewidentną tendencję do przepracowywania się: pomijania śniadań, zapominania o kolacjach, ignorowania zmęczenia, odkładania snu na wieczne później. Funkcjonuje głównie za sprawą kofeiny i cukru, aż do momentu, gdy pada ze zmęczenia, gdy potrzebuje czternastu godzin snu by wrócić do stanu względnej używalności.

zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie

Zgody MG

poziom ingerencji
niski
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie
gall anonim
0 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Witamy na forum ash kapoori
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!
0 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

ZDOBYTE TROFEA
ZDOBYTE NAGRODY


WYKORZYSTANE



ODZNAKI SPECJALNE
txt
Obrazek
txt
txt
Obrazek
txt
Zablokowany

Wróć do „gentlemen”