34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ta sprawa nie wpływała na nie najlepiej. Coraz częściej łapały się na tym, że warczą na siebie bez większego powodu. O ton głosu. O źle dobrane słowo. O to, która pierwsza odwróciła wzrok. Dlatego im szybciej dorwą sprawcę i domkną tę sprawę, tym lepiej. Jeśli tego nie zakończą, może się okazać, że zamiast planować ślub, będą planować, jak uprzejmie ignorować swoją obecność w jednym pomieszczeniu.
Przy śledztwie Nowego Początku same zapracowały sobie na to, że nie mogły liczyć na niczyją pomoc. To to był ich wybór. Były przekonane, że najlepiej poradzą sobie same. Bo przecież nikt nie zrozumie sprawy tak dobrze jak one. W teorii brzmiało to sensownie. W praktyce oznaczało to zamknięcie się w dość ciasnym kręgu własnych decyzji, błędów i niedopowiedzeń. Bez bufora i świeżego spojrzenia z zewnątrz. Zamiast tego miały tylko siebie, co zwykle było ich największą siłą, ale w takich momentach potrafiło stać się też największym ograniczeniem.
I teraz robiły dokładnie to samo. Znów działały na własną rękę. Znów pomijały innych, trochę z przyzwyczajenia, trochę z przekonania, że tak będzie lepiej, a trochę chyba już z czystej upartości. Bo skoro kiedyś podjęły taką decyzję, to przecież nie będą się teraz z niej wycofywać, prawda? Nawet jeśli wszystko wskazywało na to, że może jednak warto byłoby spróbować inaczej. Ale tym razem, mając na głowie media, musiały od razu wtajemniczyć we wszystko Sloana.
Zmuś mnie — odwarknęła Langford, a w Miller aż się zagotowało.
Jak ja cię, kurwa, zmuszę... — zaczęła, ale zanim zdążyła podejść szybkim krokiem do dziennikarki, operator Lars odciągnął ją do tyłu za rękaw płaszcza.
Nie wygłupiaj się, Brenna — mruknął cicho. — Zwijajmy się stąd. Widzisz, że to zabrnęło za daleko. Pozwólmy działać policji — powiedział, ale nie brzmiał zbyt przekonująco. Był wyraźnie roztrzęsiony tym, co zobaczył. A przecież to było tylko truchło szczura. Aż strach pomyśleć, jak zareagowałby, gdyby zobaczył na miejscu zbrodni ciało dziecka, które technicy szczelnie skrywali za parawanami.
O czym tym mówisz? — prychnęła dziennikarka, wyszarpując się z jego żałosnego uścisku. — Morderca zostawił mi notkę. Chciał, żebym to znalazła — w tym miejscu zamaszystym gestem ręki wskazała na rozłożone na podłodze narzędzia. — Nie rozumiesz, że to musi coś oznaczać?
Oczywiście, że to coś oznaczało. Zaylee również tak uważała. Przede wszystkim oznaczało to jedno - Langford powinna wypierdalać stąd w podskokach.
Dzwonisz do Sloana, czy ja mam to zrobić? — zwróciła się do Swanson, przestępując ze zniecierpliwieniem z nogi na nogę. Nie powinny dłużej zwlekać. Nie miała już siły użerać się z Langford i jej przydupasem. Już i tak czekała je konfrontacja z zastępcą komendanta, który na pewno zacznie suszyć im głowę, dlaczego nie poinformowały go wcześniej o tym, co udało im się ustalić i dlaczego przyjechały nad jezioro bez wsparcia. I to na pewno nie będzie przyjemna pogawędka.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podniesiony ton i jedno czy dwa warknięcia wcale nie były niczym dziwnym w momencie, gdy sprawa tak bardzo szargała im nerwy. W dodatku zbliżający się ślub jedynie dokładał im kolejnych stresów. Mogły jedynie mieć nadzieję, że w tym wielkim dniu wszystko się już uspokoi, a one dwie będą mogły nareszcie cieszyć się sobą tak jak powinny to robić. Może wtedy też wszystko stanie się spokojniejsze?
Przy swojej pierwszej naprawdę wspólnej sprawie sporo namieszały. Działały bez czyjejkolwiek wiedzy i autoryzacji. Teraz przynajmniej oficjalnie prowadziły śledztwo i dzięki temu mogły bez większych problemów korzystać z możliwości jakie oferowała im praca w policji. Swobodnie zlecały analizy kolejnych materiałów, zwracały się do konkretnych ekspertów i liczyły na to, że w końcu mordercy omsknie się noga na tyle by możliwe było przymknięcie go na resztę życia.
Miały pełne prawo do tego, aby jednak nie wyjawiać komukolwiek, co właściwie robiły i gdzie. Chciały uchować się od przecieków do mediów po czym się okazało, że te jednak były nieuniknione, bo sam morderca (przynajmniej na razie tak mogły zakładać) skontaktował się z zainteresowaną jego działalnością Brenną Langford.
- Naprawdę wolisz, żebym do niczego cię nie zmuszała - rzuciła tonem, w którym wyraźnie czaiła się groźba, ale do reporterki to dalej nie docierało.
Mogła grać nieczysto. Mogła w tej chwili spróbować ją aresztować za utrudnianie śledztwa i zobaczyć, co takiego kobieta pocznie z tym faktem. Było ją na to stać. Mogła też uprzykrzyć jej życie zapewne na wiele innych sposobów, ale to wymagałoby już nieco więcej pomyślunku z jej strony.
Przez krótki moment podziwiała jeszcze tę wymianę zdań pomiędzy dziennikarką, a Larsem, który był o wiele bardziej skory do podjęcia się z nimi jakiejkolwiek współpracy. Jednak posiadał jakiś kręgosłup moralny lub poczuł, że faktycznie sprawa Zaczyna ich przerastać. Może właśnie dzięki niemu kobieta jeszcze nie zginęła.
- Oznacza to tyle, że zwróciła pani na siebie uwagę seryjnego mordercy. Gratuluję, ale nie wiemy jakie przyświecają mu cele i czemu łaknie tego kontaktu. Dlatego lepiej, aby nie ryzykowała pani niepotrzebnie - odpowiedziała oschle po czym dodała jeszcze. - Jeszcze będzie gotów panią usunąć, bo nie dała mu pani tego czego oczekiwał lub za bardzo się wtrąciła w jego sprawy.
To nie była groźba. To było stwierdzenie faktu. Co prawda była przekonana, że przede wszystkim morderca mógł pragnąć czyjejś uwagi, a Langford nie była w stanie wpasować się w klucz ofiar, ale... nigdy nie można było być pewnym, co zrobi przestępca w sytuacji, gdy zostanie postawiony pod ścianą lub ktoś go dostatecznie zirytuje.
- Dzwoń - rzuciła szybko w kierunku narzeczonej, ale ani na chwilę nie oderwała wzroku od Langford, przed którą stanęła.
Starała się skutecznie zasłonić jej widok na pomieszczenie i sprawić, że nie będzie mogła się pochwalić żadnym z tych swoich cudownych ujęć. Była też w zasadzie nawet bardziej niż pewna, że gdy tylko na miejscu zjawią się inni funkcjonariusze to zostanie nieco skuteczniej zaciągnięta na komendę w celu przesłuchania. Swanson szczerze nie pogardziłaby, gdyby Langford wtrącono do aresztu na dwadzieścia cztery godziny. Tak dla zasady.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez tę sprawę zupełnie nie potrafiła skupić się na zbliżającym się ślubie. Niby wszystko było już dopięte na ostatni guzik. Miały zarezerwowaną salę, zamkniętą listę gości i ustalone meny, a jednak dalej niepokoiło ją to, że wciąż nie miała pojęcia, co na siebie włoży. Z jednej strony powtarzała sobie, że to przecież nie jest najważniejsze. Liczyła się sama chwila, przysięga i obecność bliskich. Z drugiej jednak nie chciała stanąć przed wszystkimi w zwykłej, białej sukni. Pragnęła czegoś innego. Czegoś w nieoczywistym kolorze i o niecodziennym kroju. Problem w tym, że znalezienie takiej sukni wymagało czasu, którego zaczynało jej brakować. W końcu doszła do wniosku, że powinna poprosić o pomoc siostrę. Bonnie zawsze miała świetne wyczucie stylu.
Tylko jak w ogóle mogła myśleć o ślubie, skoro ciągle coś się działo? Naprawdę miała nadzieję, że narzeczona w końcu aresztuje Langford za utrudnianie śledztwa. Przynajmniej przez krótką chwilę będą mieć święty spokój. Już nawet operator miał dość swojej koleżanki. Próbował ją uspokoić i zachęcić do tego, żeby odpuściła, ale oczywiście kobieta została niewzruszona.
Zaylee parsknęła pod nosem zduszonym śmiechem, kiedy Swanson powiedziała, że sprawca może usunąć dziennikarkę. Nie dlatego, że próbowała wcisnąć jej kit. Obie wiedziały, że to nie jest niemożliwe. Po prostu mina Brenny była nie do podrobienia.
Nie dam się na to nabrać — odparła buńczucznie dziennikarka. — Chcecie mnie tylko nastraszyć — zacisnęła palce w pięść, nie odrywając wzrok od twarzy detektywki.
Dlaczego miałybyśmy to robić? — Miller zerknęła na nią znad swojego telefonu, wybierając numer kontaktowy do Sloana. — Opcji jest wiele. Nie oczekiwałaś chyba, że dostaniesz kolejną wiadomość, tym razem z podziękowaniami? — mruknęła i przytrzymała komórkę ramieniem i stanęła w najodleglejszym kącie przybudówki, żeby móc poinformować o wszystkim zastępcę komendanta. No dobra, nie o wszystkim. Nie przesadzajmy. Na razie po prostu sprzedała mu wstępnie gdzie się znajdowały. Oczywiście Sloan nalegał i próbował wyciągnąć z niej więcej, ale Zaylee przekonała go, że to nie jest rozmowa na telefon i że musi to zobaczyć na własne oczy.
Naprawdę dalej nie zamierzacie stąd iść? — uniosła brwi, kiedy już się rozłączyła. Spojrzała na Langford i westchnęła ciężko. Już bardziej z rezygnacji niż z irytacji. — W takim razie wychodzę stąd. Nie zamierzam siedzieć w tej klicie. A jeśli macie jakieś pytania, zawsze będziecie mogli je zadać naszemu przełożonemu — dodała, wymijając dziennikarkę w drzwiach. Operator i tak zrezygnował nagrywania. Wystarczyło zamknąć drzwi i stanąć w taki sposób, żeby Brenna nie próbowała ich otworzyć i sfotografować swoim telefonem.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po raz pierwszy czuły tak ogromną presję zarówno ze względu na to, co działo się w ich życiu zawodowym ze względu na niezwykle poważną sprawę, do której zostały przypisane jak i na ślub, który znajdował się tuż za rogiem. Evina najchętniej przełożyłaby wszystko w czasie. Wesele mogłoby być kolejnym przyjemnym punktem w ich życiu zwieńczającym pewne skomplikowane śledztwo: podobnie jak zaręczyny, które uskuteczniła w czasie urlopu po aresztowaniu duchownego Willinghama i rozbiciu jego sekty. Tylko nie mogły pozwolić, aby praca dyktowała całe ich życie. Ponadto nie były w stanie przewidzieć ile śledztwo zajmie, a wszystko było już dawno zaplanowane. Musiały zatem jakoś sobie z tym wszystkim poradzić.
Musiały postarać się bardziej, aby odciąć się od tego wszystkiego. Ewentualnie rozwiązać wszystko nim dojdzie do ślubu, co wydawało się być zwyczajnie niemożliwe. Zwyczajnie będą musiały przez to wszystko przebrnąć i postarać się, aby nie zwariowały dopóki nie będzie już całkowicie po wszystkim.
Może i próbowała ją nastraszyć, malując przed dziennikarką najczarniejszy scenariusz, ale prawda była taka, że coś podobnego faktycznie mogło się jej przytrafić. To nie był żaden wymysł ze strony Swanson. Nikt nie miał pojęcia, co tak naprawdę tkwiło mu w głowie ani jak niebezpieczny potrafił być. Dlaczego zatem nie mógł zamordować Langford, gdyby tylko uznał, że w jakiś sposób było to konieczne? Może i pragnął rozgłosu, ale jeśli tylko weszłaby mu w drogę? Kto mógł to przewidzieć...
- Jedyne czego będę mogła żałować to tego, że nie będę mogła powiedzieć a nie mówiłam, gdy taki scenariusz się spełni - stwierdziła, odnosząc się do ewentualnego morderstwa dziennikarki.
Sama również nie miała zamiaru spędzać zbyt wiele czasu w tym zaduchu. Może i faktycznie odór nie przeszkadzał jej aż tak mocno, ale na pewno nie chciała zbyt długo wdychać tego smrodu skoro na zewnątrz czekało świeże i chłodne powietrze. Zadbała jeszcze o to, aby Brenna również się wycofała i wyszła za narzeczoną. Oparła się plecami o ścianę chatki w pobliżu drzwi niczym stróżujący pies i sięgnęła po paczkę papierosów z kurtki.
- Zapewne czeka was jakieś pół godziny na to, abyście mogli przemyśleć swoje wybory życiowe nim przyjdzie czas zeznawać - rzuciła jeszcze, wyciągając fajki w kierunku narzeczonej, aby również zapaliła w oczekiwaniu na przyjazd reszty służb.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przestała się łudzić, że faktycznie uda im się dopiąć tę sprawę do końca przed ślubem. Zostało naprawdę niewiele czasu, a one miały tylko marne poszlaki. Znalezione w przybudówce narzędzie do niczego nie prowadziły. Ich analiza zajmie kolejne dni. Tak, jak badanie zebranych próbek. To wszystko sprawiało, że nie potrafiła szczerze cieszyć się nadchodzącym wydarzeniem. Wprawdzie mogły oddać śledztwo komuś innemu, ale to też nie był najlepszy pomysł, bo bez przerwy będą o nim myśleć. Nie chodziło o to, żeby na chwilę pozbyć się problemu. Zresztą to było wbrew temu, jak pracowały. Szkoda tylko, że zobowiązania zawodowe znów realnie wpływały na ich życie prywatne. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Takie straszaki nie działały na Langford. Wydawała się niemniej zdeterminowana, co one. Zaylee czuła przez to jeszcze większą frustrację. I presję. Odnosiła wrażenie, że czegokolwiek nie zrobią, ich nazwiska i tak będą na pierwszych stronach gazet. Od początku dziennikarka zadbała o to, żeby nie wyrażać się o nich przychylnie. Sugerowała, że śledztwo stoi w miejscu, a policja próbuje celowo zwleka z działaniami, bo morderstwa dotyczą czarnoskórych małoletnich. No jasne, bo Miller nie marzyła o niczym, tylko żeby wytrzeć sobie gęby czarnymi dziećmi.
Zawsze będziesz mogła to powiedzieć — zwróciła się do narzeczonej, kiedy ta wyciągnęła w jej stronę paczkę papierosów. Wyjęła z niej jednego, umieszczając sobie pomiędzy rozchylonymi wargami. — Po prostu pani Langford już tego nie usłyszy — wzruszyła lekko ramionami. Celowo położyła nacisk na zwrot grzecznościowy, chociaż do tej pory zwracała się do Brenny bez takich uprzejmości. Odpaliła papierosa, zaciągnęła się nim i wypuściła dym kącikiem ust w kierunku dziennikarki.
Dziennikarki, która dalej niczym się nie przejmowała. Chyba nie zdawała sobie sprawy ze wszystkich konsekwencji. I swoich czynów i tego, co może ją spotkać, jeżeli faktycznie słowa Swanson nie obrócą się w gówno.
Zeznawać? — Langfrod cmoknęła głośno, a na jej twarzy pojawił się ironiczny uśmiech. — Pragnę tylko przypomnieć, że to wy otworzyłyście skrzynkę. Nikt z waszych przełożonych o tym nie wie, prawda? — posłała im wyzywające spojrzenie. Naprawdę niewiele brakowało, żeby Zaylee cisnęła w nią petem i wyszarpała za włosy. — Ludzie chętnie dowie się, jak to wygląda w rzeczywistości i że działacie na własną rękę, jednocześnie niewiele robiąc — parsknęła pod nosem, na co Miller posłała Evinie porozumiewawcze spojrzenie. Chciała dać tym sposobem do zrozumienia, żeby nie reagowała. Najlepiej, żeby w ogóle ignorowały obecność Brenny, zanim Sloan i jego ludzie zjawią się na miejscu. I choć w niej samej aż się gotowało z wściekłości, brak reakcji wydawał się najlepszą opcją.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było mowy o tym, aby w tak krótkim czasie zdołały się wszystkim zająć. Morderca był niezwykle aktywny. Miały tak wiele rzeczy do zbadania, a jednocześnie nic, co mogłoby je naprowadzić na właściwy trop. Przynajmniej jednak miały teraz coś, co mogło w jakiś sposób powiedzieć im coś na temat sprawcy. Może w końcu w chatce znajdzie się odpowiedź na jakiekolwiek z postawionych pytań.
Widziała jak wielkie wrażenie robiła na Langford. Tak wielkie, że aż wcale. To jednak wcale jej nie przeszkadzało. W końcu, co mogło się stać? W najgorszym wypadku będzie miała rację ze swoim czarnym scenariuszem i ktoś sprzątnie dziennikarkę. Evina na pewno by za nią nie płakała.
Może i ryzykowała naprawdę wiele, bo w każdej chwili mogły zostać obsmarowane w prasie, ale liczyła na to, że podobne bzdury nie uderzą jednak w ich karierę. Przełożeni wiedzieli najlepiej, że osoby pokroju Langford szukały taniej kontrowersji. Nie dadzą się wykluczyć ze śledztwa przez durny artykuł, który będzie chciał obsmarować.
- Jaka będzie przyjemność powiedzieć to trupowi? - odparła z pewnym rozbawieniem, zaciągając się dopiero co odpalonym papierosem.
Była jak najbardziej okrutna. Nie przejmowała się jednak kompletnie tym jak mogłaby w tej chwili wypaść. W końcu sama reporterka działała jej na tyle mocno na nerwy, że nie przejmowała się tym czy przypadkiem nie zrani jej uczuć w momencie, gdy rzuci taki lub inny komentarz.
- Mhmm.. Tak o tym nie wiedzą, że właśnie tutaj jadą - mruknęła, bo dla niej nic z tego, co mówiła Langford nie trzymało się kupy. - I zdecyduj się w końcu na to czy niewiele robimy czy jednak działamy na własną rękę. To się nieco wzajemnie wyklucza.
Pierwszy raz to ona nie mogła się oprzeć pokusie, aby wdać się w dyskusję z irytującą dziennikarką. Trudno. Już i tak miały przejebane to czemu się jeszcze nie dobić dodatkowo? Na pewno im to nie zaszkodzi. Biedny Sloan będzie musiał po przybyciu na miejsce gasić dodatkowe pożary, a na pewno nie miał tego w planie na ten dzień.
Powinien być im jednak wdzięczny, że pojawiły się tutaj zanim Brenna ze swoim kamerzystą zdążyliby narozrabiać i uczynić z nich idiotów w jakimś najnowszym reportażu.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba żadna z nich nie przejęłaby się szczególnie, gdyby dziennikarce coś się stało. Jeszcze pół godziny temu Zaylee sama rozważała, czy nie zepchnąć jej z klifu. Problem polegał jednak na tym, że gdyby scenariusz Swanson rzeczywiście się ziścił, z pewnością zostałyby w jakiś sposób powiązane ze śmiercią Langford. Jej koledzy po fachu na pewno by o to zadbali. Zaczęłyby się oskarżenia, że nie zrobiły wystarczająco dużo, żeby temu zapobiec, albo że wiedziały o mailu i nic z tym nie zrobiły. Nie potrzebowały kolejnych kłopotów. Dlatego najlepiej, żeby Brenna po prostu pozostała przy życiu.
To nie wiem, zatańczymy na jej grobie — rzuciła żartobliwie, tuż przy uchu narzeczonej. Należała im się jakaś rozrywka. Ale chyba faktycznie trudno o satysfakcję, kiedy miało się rację, ale nie można nikomu tego wypomnieć. Chuj z taką zabawą. I chuj w Brennę, która tak działała im na uzębienie.
Dziennikarka sama zapętliła się w swoich wywodach. Nie zamierzała jednak odpuścić. Zacisnęła usta w wąską linię, a z tej irytacji zrobiła się czerwona na twarzy. Od policzków aż po same uszy.
Ale nie wiedzieli — zauważyła, z czym nie można było się nie zgodzić. — Najpierw działacie bez niczyjej wiedzy, a dopiero później, kiedy zaczynają wam się palić tyłki, wzywacie wsparcie. Podejrzewam, że gdyby nie moja obecność, jeszcze długo zatrzymałybyście dla siebie informację o tym, co było w skrzynce — powiedziała takim tonem, jakby próbowała przekonać ich do swoich racji.
Miller uniosła jedną brew. Cholera, niezła była. Właśnie w taki sposób zazwyczaj działały. Lubiły rozwiązywać sprawy w duecie, a gdy kończyły im się opcje i możliwości, informowały o tym górę.
Spokojnie, zaraz będziesz mogła na nas naskarżyć — machnęła niedbale ręką. Nawet nie starała się przemówić Evinie do rozsądku, żeby przestała wdawać się w tą bezsensowną, do niczego nie prowadzącą dyskusję. Zwykle próbowały sprowadzać się wzajemnie na ziemię, ale obie były wystarczająco wkurwione obecnością Langford.
I właśnie tak zrobię — zarzekła się dziennikarka. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby tupnęła nogą. — Ktoś z waszymi kompetencjami nie powinien prowadzić tej sprawy — zawyrokowała z nadzieją, że będzie miała wpływ na ich dalszą karierę.
Mocne słowa jak na kogoś, ktoś szerzy dezinformację — Zaylee pokiwała głową z udawaną aprobatą i cisnęła niedopałkiem o ziemię, żeby zaraz przydeptać go czubkiem buta. Mogłyby tak przerzucać się komentarzami bez końca, ale akurat na drodze niedaleko klifu zaparkowały trzy radiowozy. — Proszę bardzo, masz ku temu doskonałą okazję — wskazała podbródkiem na postać zmierzające w ich kierunku postaci.
Na przodzie konwoju szedł Charles Sloan, a za nim jego ludzie, w tym kilku techników, którzy mieli zabezpieczyć przybudówkę.
Detektyw Swanson — zwrócił się do Eviny z lekkim skinięciem głowy. — Doktor Miller — w tym miejscu jego wzrok zatrzymał się na Zaylee. Ale tylko na moment, bo natychmiast wrócił spojrzeniem do detektywki, która prowadziła śledztwo. — Co macie? I jakim cudem znalazłyście się nad jeziorem? — zapytał, bo oczywiście byłoby zbyt pięknie, gdyby umknął mu taki malutki szczegół.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i nie powinny, ale z pewnością obie by odetchnęły z niejaką ulgą, gdyby tylko Langford w końcu zniknęła im z pola widzenia. Obie były już chyba wystarczająco znieczulone na perspektywę czyjejś śmierci przez to ile lat przepracowały w zawodzie. Nie, żeby właśnie tego jej życzyły, ale Swanson nie narzekałaby, gdyby właśnie tak się stało.
Uśmiechnęła się tylko na komentarz narzeczonej, który wybrzmiał na tyle blisko jej ucha, że Brenna nie była go w stanie usłyszeć. Dlatego właśnie ją kochała. Za to i za wiele innych rzeczy. Mogłaby ją w tej chwili pocałować, gdyby nie to, że wtedy z pewnością dziennikarka zaczęłaby podważać ich profesjonalizm, a tego zdecydowanie nie potrzebowały w tej chwili.
- Zna nas pani na tyle by wiedzieć, co byśmy zrobiły w danej sytuacji? Bo mi się nie wydaje - skomentowała, ale pewnie była w tym odrobina racji.
W tym przypadku na pewno nie chciały informować nikogo o swoich odkryciach zbyt szybko ze względu na przecieki, które trafiały wprost do reporterki. Mimo wszystko to śledztwo prowadziły oficjalnie, miały pełne wsparcie i nie istniały inne powody da zatrzymywania sobie pewnych ustaleń czy odkryć.
- Jest jakaś rada etyki dziennikarskiej? - zapytała z pewnym namysłem, spoglądając na stojącą obok koronerkę. - Chętnie bym się z nimi skontaktowała.
Obie strony mogły się bawić w tę grę. Na pewno znalazłyby coś na Langford, co mogłoby zainteresować taką radę czy komisję. W końcu panoszyła się aż za bardzo i zwyczajnie utrudniała im całe śledztwo.
Całe szczęście Sloan zjawił już się z ludźmi na miejscu. Swanson również porzuciła swój niedopałek, który przydeptała butem i poczekała na to, aż zastępca komendanta do nich podejdzie.
- Potencjalne miejsce przestępstwa... Miller dokonała dodatkowej analizy śladów ziemi znalezionych na jednym z ciał. Typ gleby odpowiadał specyficznemu terenowi. Starałyśmy się odnaleźć odpowiadającą mu lokalizację w pobliżu Toronto, biorąc pod uwagę kierunek, w którym na nagraniach poruszał się podejrzany pojazd... - zaczęła tłumaczyć po czym spojrzała na dziennikarkę stojącą w pobliżu. - Na miejscu zastałyśmy Brennę Langford, której ktoś wysłał anonim, podając się za mordercę.
Wysunęła z kieszeni jeansów kartkę, którą podała Sloanowi, aby sam mógł się zapoznać z treścią wiadomości i ocenić na ile jego zdaniem mogła być ona wiarygodna. Chociaż na tle tego, co udało im się odnaleźć Evina nie wątpiła, że faktycznie mógł to być ich zabójca.
- Przyszedł mailem. Wnioskuję o zabezpieczenie komputera pani Langford, aby zbadać ten trop oraz przesłuchanie zarówno Langford jak i jej kamerzysty - powiedziała, nie patrząc nawet w kierunku dziennikarki.
Może dostawała wcześniej też jakieś wiadomości, które mogłyby pochodzić od zabójcy i przeciek wcale nie pochodził od osób siedzących w policji? Trzeba było to zbadać. Możliwe, że dlatego tak szybko wiedziała o tym, gdzie znaleziono kolejne ciało.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scarborough Bluffs”