ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
171 cm
recepcjonistka Mississauga's Ho-Oh Motel & Rest
Awatar użytkownika
I've never found a way to be honest. All I know is a place where I haunted memories faded — blood is jaded.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/opiekacz
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Znikanie na życzenie!
Japonczki ogarnęli to pierwsi, my tylko podrasujemy
STATUS: AKTUALNE| 20/05
ObrazekObrazek
#firmakrzak #znikanienażyczenie #noir #trochępsychologiczne #pracedorywcze #półświatek
Jōhatsu („wyparowanie”) to zjawisko społeczne polegające na dobrowolnym znikaniu ludzi z własnego życia — bez śladu, bez pożegnania, bez oficjalnych procedur. Osoby decydujące się na jōhatsu porzucają: pracę, rodzinę, tożsamość, a często także wszelkie formalne powiązania (konto, dokumenty, adres zamieszkania).

Powody bywają różne:
— długi i presja finansowa,
— wstyd społeczny (np. utrata pracy),
— przemoc domowa,
— chęć rozpoczęcia wszystkiego od nowa albo zwykłe zmęczenie dotychczasowym życiem.

W Japonii istnieją nawet nieoficjalne „firmy przeprowadzkowe”, które pomagają w takim zniknięciu — działając nocą, szybko i dyskretnie, usuwając wszelkie ślady po kliencie.
Johatsu nie oznacza śmierci.
To świadome wymazanie siebie z jednego życia, by zacząć inne — często w cieniu, bez przeszłości i bez gwarancji, że nowy początek będzie lepszy.

To ucieczka, która nigdy nie jest do końca czysta.
W mieście, które nie zadaje pytań, znikanie nie jest sztuką. Jest usługą. Motel Ho-Oh nie istnieje dla tych, którzy mają wybór, lecz dla tych, co chcą przestać istnieć — jest pierwszym i ostatnim przystankiem w tej strefie czasowej. Tam życie pakuje się do kartonów, wspomnienia trafiają do worków na śmieci, a nazwiska przestają cokolwiek znaczyć jeszcze przed świtem. Nie padają pytania "dlaczego?", tylko "czy zdążymy?".
Szukam postaci, która wejdzie w ten świat od boku — nie do końca świadomie, nie do końca legalnie, ale wystarczająco głęboko, żeby nie dało się już zawrócić. Przewiduję dwie opcje do wyboru:

1. "TO TYLKO PRZEPROWADZKI, PRAWDA?"
Ktoś, kto potrzebuje pieniędzy. Bardzo.
Praca wygląda prosto: nocne zlecenia, szybka kasa, minimum pytań. Do momentu, aż mieszkanie jest zbyt puste, rzeczy osobiste zbyt starannie wyselekcjonowane a klient zbyt spokojny, jak na kogoś, kto „się przeprowadza”.
W ciągu jednej nocy trzeba spakować życie do kilku pudeł, zniszczyć to, czego nie można zabrać (najlepiej bez pozostawienia śladów) i upewnić się, że nikt nie będzie miał czego szukać.

Ren robi to bez słów. Bez oceniania. Jakby już dawno przestało mieć to dla niej znaczenie. Twoja postać patrzy, uczy się, próbuje nadążyć — bo ktoś musi pokazać, jak znika się poprawnie.

2. "TO NIE SĄ TYLKO PRZEPROWADZKI... PRAWDA?"
Dziennikarz, fotograf, ktoś, kto za bardzo się interesuje.
Historia zaczyna się od plotki: ludzie znikają — i nie zostaje po nich nic, poza śladami, które prowadzą donikąd. Twoja postać zaczyna śledzić działania właściciela motelu Ho-Oh, trafia na Ren i wchodzi w coś, czego nie rozumie. Za późno orientuje się, że to nie reportaż. Ren znajduje ją pierwsza. Nie z dobroci, ale z praktyczności. Od tej pory albo obserwujesz z bliska, albo sam stajesz się częścią tego mechanizmu.
To nie będzie historia pełna pościgów i strzelanin. To będą nocne podróże między miastami, gdzie droga ciągnie się dłużej niż rozmowa; ciche przeprowadzki, gdzie więcej się przemilcza, niż robi; rozmowy o klientach, którzy chcą zniknąć — i o powodach, których nie mówią na głos; momenty zawieszenia, kiedy nic się nie dzieje, a jednak dzieje się wszystko. Czasem wiąże się to z siedzeniem w aucie z wyłączonym silnikiem, kawą z automatu o trzeciej nad ranem i milczeniem, które zaczyna ciążyć bardziej niż słowa.
Relacja między Ren a Twoją postacią ma być powolna, nierówna, pełna zgrzytów i niedopowiedzeń. Ren nie będzie prowadzić za rękę. Nie będzie tłumaczyć. Ale będzie obok. A to w jej świecie znaczy więcej, niż powinno. To nie jest historia o tym, jak się ucieka, ale o tym, co pozostaje, kiedy człowiek sam siebie wymazuje. I o tym, czy ktoś, kto pomaga innym znikać, jest jeszcze w stanie zostać.

W skrócie, co ten wątek oferuje:
moralna szarość — nie każdy klient jest winny, nie każdy jest niewinny,
cisza i drobiazgi ważniejsze od akcji,
stopniowe docieranie się postaci,
psychologiczne rozkminy nad życiem i trochę brudzenie rąk.

Chętnych zapraszam do brainstormingu na PW. Wszelkie elementy są elastyczne oraz do potencjalnego dostosowania pod Twoją postać. Lubię się z NPCami, chyba nieźle prowadzę rozgrywki i nie gonię o odpisy. <3
Ostatnio zmieniony śr maja 20, 2026 2:43 am przez Renley Masters, łącznie zmieniany 1 raz.
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki, "schizofrenia dialogowa"
40 y/o
For good luck!
172 cm
prezeska Mimico Cruising Club
Awatar użytkownika
Otrzymała pieniądze w najbardziej tradycyjny sposób, jaki istnieje - zgarnęła je w spadku po tym, jak umarł dużo starszy od niej mąż.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

dni naszego życia - wydanie kanadyjskie
czyli jak pozbawić żonkę papcia rodzinnej fortuny
STATUS: AKTUALNE | 06/05
ObrazekObrazek
#harringtontrust #bogacze #intrygi #rodzinnedramy #funduszpowierniczy #spadek
Tu nie ma podziału na dobrych i złych. Bo w zależności od perspektywy, wszyscy chcą dobrze… dla siebie.
Harringtonowie.
Jedna z tych rodzin, o których nie trzeba pisać w brukowcach, by nie wiedzieć, kim są. Ich nazwisko stanowi fundament kanadyjskiej społeczności. Początki rodziny sięgają jeszcze czasów, gdy interesy szły nieodłącznie z brudem, fizyczną pracą i uzależnieniem od pogody. Pierwsze pokolenia budowały łodzie robocze, zajmowały się transportem i obsługą portów, ale prawdziwy przełom przyszedł, gdy ktoś w rodzinie zrozumiał, że przyszłość nie leży w pracy tylko w klientach.
Bo zamiast tworzyć łodzie dla wszystkich, Harringtonowie zaczęli tworzyć łodzie dla wybranych.
Z czasem przeszli z budowy samych łodzi na mariny, prywatne przystanie, członkostwa w elitarnych klubach, zarządzanie flotami jachtów dla ludzi, którzy nie chcieli mieć tylko pieniędzy, a niedostępny dla innych styl życia. A styl życia nad wodą, szczególnie w Kanadzie i na północy Stanów, to nie jest tylko luksus. To zamknięty krąg, w którym robi się interesy, zawiera sojusze i decyduje o rzeczach, które są z reguły off the record.
Pierce Harrington był kolejnym, który działał prężnie w tej (i z czasem w wielu innych) biznesach. Nie budował już niczego własnymi rękami, a nimi zarządzał. Rozszerzył rodzinne wpływy na Toronto, gdzie klub jachtowy stał się czymś więcej. Stał się rodzajem filtra społecznego. Jeśli ktoś chciał naprawdę „wejść wyżej”, prędzej czy później trafiał do świata Harringtonów.
Historia, jak z bajki, nie? Nic, tylko rodzić się i na ślepo brać nazwisko Harrington.
Było tylko jedno małe “ALE”.
Pierce Harrington miał jedną, bardzo drobną przywarę. Bywał niewyobrażalnie kapryśny. Potrafił wydziedziczyć własne dziecko przy śniadaniu, a przy kolacji zmienić decyzję tylko po to, by z rozkoszą przyglądać się reakcjom.
I może nie byłoby w tym takiego dramatu, w końcu nazwisko powinno być dziedziczone liniowo…
Gdy nieoczekiwanie, dosłownie znikąd, pojawiła się Samantha – bez historii, bez rodowodu, bez odpowiedniego nazwiska, za to z idealnym wyczuciem czasu (i planem).
I nagle okazało się, że Harrington Trust – fundusz, który przez pokolenia miał chronić rodzinny majątek i utrzymywać dzieci „na poziomie” – przestał być oczywistą przyszłością dla jego prawowitych spadkobierców.
A stał się nagrodą, którą ONA właśnie zgarnęła.
Poszukiwane dorosłe (czytaj: wystarczająco stare dojrzałe, by wiedzieć lepiej od świeżaków, ale nadal robić te same błędy) dzieci Pierce’a Harringtona — w wieku podejrzanie zbliżonym do ich macochy. Tak, dobrze czytasz. Samantha naprawdę jest ich ukochaną przyszywaną mamuśką, z którą mają MALUTKI problem.
Płeć, dokładny wiek i zawód z grubsza jest mi obojętny, ale chcąc zachować sens i prawdziwość historii, myślę, że fajnie, jakby wśród zawodów znalazł się jakiś finansista, polityk, prawnik, sędzia, może jakiś chirurg medycyny estetycznej? Zasadniczo obrzydliwie wpływowe, bogate i zakonserwowane w swoim zepsuciu osoby.
Chciałabym, aby głównym punktem programu (aka fabuły) było oczywiście Samantha vs reszta rodziny, także w grę wchodzą rodzinne potyczki, spory, dramaty. Wątki, gdzie sojusze są tymczasowe, lojalność warunkowa a zaufanie nie ma racji bytu. I wszystko zmienia się o 180 stopni, nim zdążysz krzyknąć: "spadek!".
Po więcej szczegółów zapraszam na priv. Obiecuję dramaty, napięcia i rodzinne kolacje, przy których nóż do masła wcale nie bywa najostrzejszą rzeczą na stole.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
guess my name
bardzo długi czas oczekiwania na odpis, czytanie postaci w myślach, skrajny brak elastyczności, jednostronne zaangażowanie, branie na poważnie fabuły, problem z rozdzieleniem postaci od gracza
36 y/o
For good luck!
173 cm
pisarka od siedmiu boleści
Awatar użytkownika
Yeah, now you wanna be my honey. Oh, can't you see? 'Cause I don't have those fears anymore.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

You abused me!
How am I supposed to forgive you?!
STATUS: AKTUALNE | 07.05
ObrazekObrazek
#BYŁY_MĄŻ #PRZEMOCOWY_ZWIĄZEK #TRUDNA_RELACJA
Zaznaczam z góry, że to nie będzie dla każdego i wiem, że może być ciężko ze znalezieniem, ale może ktoś będzie miał ochotę wejść w taką postać...

Minęło pół roku, a ona dalej łapała się na tym, że liczy.
Nie dni, nie dokładnie — raczej momenty, które odkładały się gdzieś z tyłu głowy i wracały wtedy, kiedy najmniej ich potrzebowała. Pół roku od rozwodu. Pół roku od ucieczki. Pół roku od momentu, w którym powinna była w końcu zacząć żyć dla siebie, a nie w odniesieniu do niego.

Toronto było inne niż zapamiętała, chociaż tak naprawdę nic się nie zmieniło. To ona patrzyła na nie inaczej. Ludzie byli tacy sami — zajęci sobą, rozmowami, telefonami, kawą kupioną w biegu. Nikt nie zwracał na nią uwagi i to było dokładnie to, czego potrzebowała. Anonimowość była bezpieczna. Cisza była bezpieczna. Brak jego obecności… też miał być.

A jednak dalej zamykała drzwi na dwa zamki. Dalej sprawdzała okna, nawet jeśli wiedziała, że są zamknięte. Dalej wybierała miejsca przy ścianie, tak żeby widzieć całe pomieszczenie, każdy ruch, każde wejście. To były odruchy, których nie potrafiła się oduczyć, nawet jeśli próbowała wmówić sobie, że już nie musi.

Spotkanie miało być zwyczajne.
Kawiarnia, jedna z tych, w których ludzie przychodzą, żeby zniknąć na chwilę — w laptopach, rozmowach albo własnych myślach. Umówiła się z agentem, nic wielkiego. Kolejna rzecz do odhaczenia, kolejny krok w stronę życia, które próbowała sobie poukładać od nowa.

Usiadła przy stoliku pod ścianą, zanim jeszcze zdążyła pomyśleć, że znowu robi to samo. Zamówiła coś do picia, chociaż nie miała ochoty. Szklanka stała przed nią już dłuższą chwilę, a ona tylko przesuwała ją palcami, skupiając się na czymś tak banalnym, żeby nie myśleć za dużo.

Agent się spóźniał, ale to nie było nic nowego.
Raz spojrzała na telefon. Potem drugi. W końcu przestała sprawdzać godzinę i pozwoliła sobie na chwilę rozluźnienia, na tę krótką iluzję, że to naprawdę będzie zwykły dzień. Jeden z tych, które zaczynają się i kończą bez żadnych niespodzianek.

Drzwi się otworzyły i nawet nie podniosła od razu wzroku.
Najpierw przyszło to uczucie — to samo, którego nie potrafiła się pozbyć. Napięcie gdzieś pod skórą, jakby ciało reagowało szybciej niż myśli, jakby coś w niej rozpoznało zagrożenie, zanim jeszcze zdążyła je nazwać.

Dopiero wtedy spojrzała.

I przez chwilę miała wrażenie, że coś się w niej zatrzymało.

Nie powinien tu być. Nie w tej kawiarni, nie w tej części miasta, nie w jej życiu, które z takim wysiłkiem próbowała poskładać. A jednak stał w drzwiach, dokładnie taki, jakiego pamiętała — albo może tylko jej się tak wydawało, bo pamięć lubiła kłamać, wygładzać rzeczy albo przeciwnie, wyostrzać je w najgorszy możliwy sposób.

Było w nim coś znajomego i coś obcego jednocześnie. Ten sam sposób, w jaki się poruszał, ta sama pewność siebie, która kiedyś wydawała się jej czymś, do czego chce należeć, a później stała się czymś, czego nie potrafiła unieść. Patrzyła na niego trochę za długo, zanim zdała sobie z tego sprawę, a kiedy już to do niej dotarło, było za późno, żeby udawać, że go nie widzi.

Serce zaczęło bić szybciej, zbyt nierówno, jakby próbowało nadrobić wszystkie te miesiące spokoju, które wcale spokojne nie były. Zacisnęła dłonie na szklance, trochę mocniej niż powinna, tylko po to, żeby je czymś zająć. Nie chciała, żeby było widać. Nie tutaj, nie przy obcych ludziach, którzy nie mieli pojęcia, kim jest ten mężczyzna i kim ona była przy nim.

Nie podszedł od razu.

I to było chyba gorsze.

Bo przez te kilka sekund, które ciągnęły się zdecydowanie za długo, w jej głowie zdążyło pojawić się wszystko — że może jej nie zauważył, że może udaje, że jej nie widzi, że może to naprawdę przypadek. A może nie było w tym nic przypadkowego i był tu dokładnie dlatego, że wiedział, gdzie ją znaleźć.

I wtedy dotarło do niej coś jeszcze.

To nie było to, że się pojawił.

To było to, że nie wiedziała, kim on teraz jest.

Pół roku to wystarczająco dużo, żeby ktoś spróbował się zmienić. Albo nauczył się lepiej udawać. I nie miała pojęcia, która z tych wersji stoi teraz kilka metrów od niej, patrząc w jej stronę.

Pierwszy raz od pół roku naprawdę poczuła, że to wszystko wcale się nie skończyło.

SZUKAM
Pana Heffernana — byłego męża Victorii, senatora w Toronto, około 40 lat.
To jest moment pół roku po rozwodzie. Ich pierwsze spotkanie po wszystkim.
Nie narzucam jednej wersji — czy to przypadek, czy on ją znalazł, czy chce coś naprawić, odzyskać kontrolę albo po prostu zobaczyć, czy dalej ma na nią wpływ. To budujemy razem.
Mocny dramat psychologiczny i napięcie. Dużo strachu. W tle polityka, wizerunek, wpływy, ale centrum to oni. On się zmienił, a może to coś innego? Może ma problemy finansowe? Cokolwiek ci chodzi po głowie. Lubi emocjonalne, mocne gry.

To nie end-game, ale na pewno coś intensywnego i wpływającego na obie strony. Jak widać gram i podobno piszę przyzwoite posty ;)
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
Mało co mnie rusza.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
Girl, come show me your true colors
Paint me a picture with your true colors
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Let’s talk
Maybe you will be my friend
STATUS: AKTUALNE 08/05
ObrazekObrazek
#przyjacielktóryujarzmitegopotwora
Chmura, jak to mówi na nią brat, jest szalona - najpierw mówi i działa, a potem zdarza się jej pomyśleć. Głośna, waleczna, ale o złotym sercu. Dotychczas nie wchodziła w żadne związki, uważając że to nie jest dla niej, więc relacje z mężczyznami miała dosyć płytkie. Obecnie przechodzi przez gorszy okres - wydziedziczenie przez ojca po tym, gdy wyszło na jaw, ze nie jest jego biologiczną córką czy próba zgwałcenia jej na imprezie. Jednym zdaniem - Cora nienawidzi mężczyzn. Nie ufa, nie rozumie, unika.
I wtedy pojawiasz się Ty - może remontujesz jej nowe mieszkanie? A może jesteście sąsiadami (jest właśnie w trakcie przeprowadzki)? A może razem chodziliście do szkoły? Możliwości mamy wiele, ogranicza nas tylko wyobraźnia ❤️ Ale to właśnie Twoja postać pokazuje jej, że faceci nie są wcale tacy źli i mogą być świetnymi rozmówcami, a przede wszystkim przyjacielami. Rozmawiacie godzinami o wszystkim - o życiu, o pracy, o seksie, o śmierci … Jesteś osobą, która nieco ujarzmi Core i pokaże jej, że faceci są równie cudownymi istotami , co kobiety.
Postać męska, najlepiej starszy od Cory, ale to nie jest konieczne. Najważniejsze, żeby był dojrzalszy (co akurat w jej przypadku nie jest trudne :lol:)
Nie oczekuję postów codziennie, bo sama też nie jestem w stanie tak szybko odpisywać, ale plis - bez regulaminowych postów co 14 dni, bo wtedy tracę zapał 💔
Zapraszam serdecznie! Sprawdźmy czy nasze postacie złapią wspólny język. Uwielbiam burzę mózgów i jestem otwarta na wiele. Jak coś to nie gryzę, ale czasami kąsam xD
smerffi
Brak zaangażowania
29 y/o
For good luck!
170 cm
barmanka mimmo's place
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Time flies, messy as the mud
on your truck tires
STATUS: NIEAKTUALNE | 11/05
ObrazekObrazek
#slow burn #second chance #age gap
Wszystko zaczęło się w Maine.
W brudnym barze z brudnymi klientami i brudnymi interesami.

Sądziłam, że poufni informatorzy istnieją tylko w filmach. Że agenci DEA działają w metropoliach, a małe amerykańskie miasteczka rządzą się swoimi prawami.
A właściwie ich brakiem.


Nie byłam pewna czy to dobry pomysł. Czy moje uszy są wystarczająco wrażliwe, żeby wyłapać to, co będzie dla Ciebie przydatne.

Na początku trochę się Ciebie bałam. Cholernie. Wieczorne spotkania sam na sam w miejscach, do których nigdy nie chciałabym zaglądać.

Mówiłeś mało, prawie wcale. Wylewałam z siebie wszystko, czując presję twojego spojrzenia.

Bez podziękowań, pochwał.
Tylko krótkie komunikaty.
Kolejne adresy.

Tamtej nocy było inaczej.
Wyglądałeś na bardziej zmęczonego niż zwykle. Musiałeś coś zażyć. Do tego jeszcze ta woń alkoholu.

Byłam trzeźwa, dopóki mnie sobą nie upiłeś.
Nie było w tym krzty delikatności czy ciepła.
Pośpiech i desperacja.

Później wszystko się zmieniło. Nie było już spotkań, kolejnych instrukcji. Czekałam.
Tęskniłam.


Po wszystkim powiedzieli mi, że coś poszło nie tak. Że szanse są marne. Dostałam zapłatę za pomoc i wyjechałam dokładnie tam, gdzie marzyłam. Do Toronto.

Wkrótce miną dwa lata odkąd Cię pochowałam tu mieszkam.


Co Ty tu robisz?
Poszukuję dla mojej dziewczyny… No właśnie – kogo? Mężczyzny, który kiedyś był agentem DEA, a to, czym zajmuje się obecnie, jest do ustalenia. Jest starszy i bogatszy o życiowe doświadczenia – jego bagaż jest ogromny, dlatego cała ich relacja jest skomplikowana.
Wyobrażam sobie ich jako parę mruków. Mówią mało, jednak myślą i czują wiele. Rozumieją się bez słów, ale funkcjonowanie bez dialogu do niczego dobrego nie prowadzi.
Spodziewam się mnóstwa emocji, trudnych decyzji i wyznań. Celuję w slow-burn, ciągłe przyciąganie i odpychanie. Moje posty są zazwyczaj dłuższe, pełne opisów wewnętrznych rozterek i miło byłoby właśnie w taki sposób prowadzić tę historię.
Nie wiem, czy ta historia znajdzie szczęśliwe zakończenie. Mam kilka pomysłów na pierwsze wątki, ale wolałabym działać jako zespół i wspólnie oraz na bieżąco wymyślać dalsze losy dla naszych postaci. Niemniej chciałabym przedstawić tę relację w sposób kompleksowy – od trudnych chwil po momenty pełne uczucia i nadziei.
Cenię sobie kontakt prywatny. Nie potrafię porozumiewać się wyłącznie poprzez wiadomości prywatne na forum, dlatego szybko proponuję przeniesienie się na dc. Lubię rozmawiać o wątku i czuć, że on żyje. Jeśli Ty też preferujesz rozmowy, dzielenie się pomysłami (nawet tymi najbardziej szalonymi) i wysyłanie sobie piosenek z dopiskiem: to totalnie o nich – to oferta idealna dla Ciebie.
Nie mam problemu z pchnięciem akcji do przodu, ale jedna osoba nie jest w stanie nieść na barkach odpowiedzialności za historię. To powinna być przyjemność, nie droga na Golgotę.
Odezwij się, a chętnie opowiem więcej o swojej postaci, wizji na pierwsze wątki oraz o tej relacji.

Ostatnio zmieniony pn maja 11, 2026 9:44 am przez piper fox, łącznie zmieniany 1 raz.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

To tylko pocałunek
więc daruj mi
STATUS: AKTUALNE 22/05
ObrazekObrazek
#pocałunek #ucieczka #napaść #telefon
Szukam „chłopaka” dla Charly — takiego, który nie tylko zniesie jej energię, ale też nie ucieknie, kiedy ta energia zacznie zmieniać rzeczywistość wokół niego.
Charly to chodzący chaos w ludzkiej formie: impulsywna, błyskotliwa, uparta i absolutnie nieprzewidywalna. Wchodzi w miejsca, jakby były jej od zawsze, wychodzi z kłopotów jeszcze szybciej, niż w nie wpada, a mimo to zawsze zostawia po sobie lekki ślad katastrofy. Nie robi tego celowo — po prostu inaczej nie umie.
Ich historia zaczyna się w bardzo prosty, a jednocześnie fatalnie nieprosty sposób — tuż po tym, jak Charly wychodzi z budynku, w którym właśnie dostała nową pracę. Jest podekscytowana, rozkojarzona, trochę już myślami w przyszłości… i wtedy po prostu go całuje. Bez planu, bez przemyślenia, bez „czy wypada”. To nie ma być romantyczne w klasycznym sensie. Raczej impuls, błąd, iskra, która od razu podpala coś większego. Jej wypada telefon, on chce go oddać, więc za nią biegnie, a ona zaczyna go oskarżać o napaść, próbując zgubić. To może być naprawdę zabawne.
I od tego momentu:
ona wprowadza chaos do jego życia,
on próbuje go (czasem skutecznie, czasem wcale) ogarnąć,
a oboje bardzo szybko orientują się, że spokój nie był im pisany.
Szukam więc kogoś, kto nie przestraszy się, że Charly to nie „spokój w kobiecej wersji”, tylko burza, która czasem udaje słońce.
Nie jest to typowo romantyczna historia, bo w zasadzie nie wiem, jak skończy się to przypadkowe spotkanie. A może będzie to seria przypadkowych spotkań? Wszystko zależy od tego czy postaci się ze sobą zgrają, a dodatkowo status ich relacji także może być różny - uwielbiam rozwijać to fabularnie🥰

Zaintersowanych zapraszam na PW
Ostatnio zmieniony sob maja 23, 2026 1:57 pm przez Charly Hayes, łącznie zmieniany 1 raz.
wanilia
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

and then, in the middle of my chaos
there was you
STATUS: AKTUALNE | 10/05
ObrazekObrazek
Na studia przeniosła się do Toronto, gdzie dopuściła się kolejnej istotnej głupoty. To właśnie tutaj poznała bowiem mężczyznę, za którego zgodziła się wyjść w ciągu zaledwie kilkutygodniowej znajomości. Wesele nie było huczne - nie tak bardzo jak rozwód, za sprawą którego Bronte zupełnie nieświadomie oskubała swojego partnera z połowy rodzinnego majątku. Przywłaszczyła sobie również jego nazwisko, które utorowało jej drogę do telewizyjnej kariery.
Kiedy się poznali, coś momentalnie zaiskrzyło. To było jedno z tych uczuć, które od razu płoną intensywnym płomieniem. Bronte czuła, że może zrobić dla niego wszystko, a on najwyraźniej to samo gotów był zrobić dla niej.

Do tego stopnia, że o pierścionek zadbał całkiem szybko, ale niestety zapomniał o intercyzie.

Wspólne życie nie okazało się usłane różami tak, jak krótki okres randek. Do głosu doszły przyzwyczajenia budzące irytację oraz cały szereg różnic, na które wcześniej nie zwrócili uwagi. Kilka tygodni sielanki prędko zamieniło się w żywe kłótnie, latające talerze, a koniec końców rozwód, który zakończył się niekorzystnym dla niego wyrokiem.

A wszystko przez to, że ona przypadkiem zagrała nieczysto.

Opuściła wspólne mieszkanie, jednak majątek, który zyskała, zapewnił jej znacznie więcej. On jednak nie jest w stanie tak po prostu tego przeboleć. Chciałby znaleźć sposób, żeby się na niej odegrać.


- szukam byłego męża Bronte, z którym połączył ją intensywny, ale wyjątkowo krótki związek, który zakończył się rozwodem z hukiem; w jego trakcie Bronte przypadkiem sypnęła coś na niego w sądzie, a to z kolei zagwarantowało jej dostęp do połowy jego majątku;
- fajnie byłoby, gdyby jemu było to koszmarnie nie na rękę, więc tę relację widziałabym raczej jako bezustanną walkę o to, aby jednak ten majątek odzyskać; nie chciałabym też całkowicie pozbawić ich chemii, ani wykluczyć tego, że ta relacja mimo wszystko zakończy się szczęśliwie, choć jednocześnie nie chcę też z marszu umawiać się na end-gejmy;
- pograłabym coś z jajem, więc podczas tej walki nastawiałabym się na śmieszkowe wątki, choć nie chcę też całkowicie się do nich ograniczać; na pewno pojawią się uczucia - czasami intensywne, czasami trochę przykre;
- może być od niej starszy, ale niekoniecznie musi - historię ich relacji i tego, jak dokładnie się poznali, chciałabym opracować wspólnie; mogą pracować razem w telewizyjnej stacji - to na pewno da nam podłoże do wielu zabawnych interakcji;
- jeden post na dwa tygodnie to dla mnie za mało, chciałabym dostać chociaż ze dwa tygodniowo, o więcej na pewno nie będę cisnąć; na forum jestem już jakiś czas, nie uciekam i generalnie polecam się cieplutko <3
34 y/o
For good luck!
192 cm
Senior Product Developer pepsico
Awatar użytkownika
It's forever, right?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trójkąt miłosny
MFM
STATUS: AKTUALNE | 10/05
ObrazekObrazek
#TRÓJKĄT #25-35 LAT #MĘŻCZYNA #KOBIETA

Budzę się jako pierwszy i czuję jak, sprężyna starego materaca uwiera mnie w plecy, lecz nie mogę zmienić pozycji. Na mojej klatce piersiowej spoczywa głowa kobiety, a jej długie włosy rozsypane po moim torsie łaskoczą przy każdym oddechu. Delikatnie, tak aby nie wytrącić jej ze spokojnego snu, odgarniam palcami pukiel, który opadł na jej szyję i odkrywam miejsce przyozdobione dwiema malinkami. Jedną zrobiłem ja. Drugą on. Obracam twarz w lewo, w stronę, gdzie śpi przyciśnięty do mojego boku, z nogą przerzuconą przez moje biodra i policzkiem wtulonym w ramię.
Nie chcąc ich obudzić, nie zmieniam pozycji i cierpliwie znoszę niewygodną pozycję, w której jest uwięzione moje ciało. Czuwam, otoczony ich spokojnymi oddechami, ciepłem ciał i mieszanką perfum i seksu. Skuleni na materacu zbyt małym na naszą trójkę, otoczeni brudnymi naczyniami po wczorajszej kolacji i porozrzucanymi ubraniami musimy wyglądać jak kupka rozpaczy i nieszczęścia, lecz nigdy wcześniej nie czułem się lepiej.

Szukam – kobiety (Pani już się znalazła Francesca de Villiers) i mężczyzny – do stworzenia relacji romantycznej, w której wszystkie strony są zaangażowane w związek ze sobą nawzajem. Mają się na wyłączność, razem mieszkają i wspólnie pracują nad szczęśliwym związkiem.
Chcę, aby cała trójka była w sobie zakochana i nie chcę angażować osób postronnych do tej relacji, więc jeżeli chcesz stworzyć kogoś, kto będzie zawieszał oko na jeszcze innej parze nóg – odpuść.
Kooocham dramy. Jestem nastawiona na wątki, w których ich związek mierzy się z wieloma trudnościami. Począwszy od kłótni wewnątrz związku (prozaicznych o obowiązki domowe i te nieco poważniejsze, np. o różnice w oczekiwaniach), aż po problemy zewnętrzne – sceptyczne otoczenie: rodzinę, dalszych znajomych, środowisko zawodowe, gdzie plotki lub zrządzenia dnia codziennego będą wystawiać ich na próbę.
Myślę, że nie są do końca wyoutowani ze swoim statusem – może Twoja rodzina nie akceptuje Twojej biseksualności? Albo po prostu koncept poliamoryczny jest dla nich nie do pojęcia.
Nie szukam jednak toksyczności, zależy mi przede wszystkim na tym, aby relacja była żywa i dawała im też komfort i bezpieczeństwo, aby mieli o co walczyć.
Chętnie rozegram kryzysy (skłócenie dwójki; problemy z komunikacją; trudne pogodzenie różnych potrzeb i innych charakterów; wakacje u rodziny, która nie wie, że jesteśmy w związku poli), a także te piękne chwile (wzajemne wspieranie się; randki; seks; życie codzienne) i wymianę kilku wiadomości w esesmanach.
Lubię rozmawiać o postaciach na DC – tworzyć wspólną fabułę i burzę mózgów, ustalać smaczki z przeszłości, podsyłać sobie jakieś zdjęcia/piosenki oddające klimat – i ogólnie czuć, że wątek żyje i ma się dobrze!
Kogo szukam? Kogoś, kto nie ucieknie : ))) Rozumiem zastoje, doły i ciężkie chwile – jestem wyrozumiała! Też mam czasem pod górkę, ale byłoby super, gdyby ta gra jakoś szła do przodu, więc oczekiwałabym posta przynajmniej raz na pięć dni (sama uroczyście oświadczam, że również postaram się wywiązywać z tego deadline’u). Jeżeli masz zniknąć – poinformuj, a nie wychodź po angielsku.
Ogólnie to mam kilka pomysłów na gry, ale jestem bardzo otwarta na Was i z niecierpliwością czekam na wspólne stworzenie tej historii <3



PS. Szukam osób, które nie piszą wszystkiego na kolanie, lubią tworzyć nieco dłuższe posty niż 600 znaków i dodają opisy emocji oraz przemyśleń bohatera *_*
Ostatnio zmieniony pn maja 11, 2026 10:41 pm przez Theodore Tellier, łącznie zmieniany 2 razy.
gall anonim
31 y/o
For good luck!
178 cm
Udziałowczyni w Wentworth Development / Prezenterka Telewizyjna w Vancouver
Awatar użytkownika
Skaza rodu Wentworth, utrapienie Campbella, życiowa pomyłka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

The Man Who Loved Two Sisters
STATUS: NIEAKTUALNE | 16/05
ObrazekObrazek
#secret affair #sister husband #the wentworth legacy #secret pregnancy
Zanim świat dowiedział się, że jesteśmy Wentworthównami, byłyśmy po prostu El i Poppy. Dwiema dziewczynkami, które pod stołem trzymały się za ręce, przysięgając sobie, że nigdy nie dorosną. Eleanor była moją tarczą, moją jedyną bezpieczną przystanią w domu, który przypominał muzeum – zimnym, sterylnym i pełnym kruchych pozorów. Wtedy wierzyłam, że ten sojusz przetrwa wszystko.

Potem nadeszła dorosłość i Eleanor wybrała bezpieczeństwo. Przyjęła rolę idealnej dziedziczki, a ja... ja zostałam obsadzona w roli tej gorszej. Każdy mój błąd był podkreśleniem jej perfekcji. Kiedy w jej życiu pojawiłeś się Ty, pasowałeś do tego obrazka i d e a l n i e. Wyniosły, opanowany, z nienagannymi manierami – stałeś się kolejnym elementem świata, którego szczerze nienawidziłam. Wyciągałeś mnie z aresztów i kłopotów tylko dlatego, że El o to prosiła. Byłam dla Ciebie irytującym problemem, zbuntowanym dzieckiem, które psuło wizerunek Twojej idealnej żony. Nienawidziliśmy się z wzajemnością, a ja gardziłam Tobą za to, jak bardzo dałeś się oswoić moim rodzicom.

Gdy nad Waszym małżeństwem zawisło widmo rozwodu, a chwilę później diagnoza Eleanor, nasz świat się zatrzymał. Spędzając dni i noce przy jej łóżku, nagle przestałeś widzieć we mnie wyrodną siostrę. Zauważyłeś, że mój bunt to tylko krzyk samotności dziecka, które rodzina spisała na straty. Zobaczyłeś, że to ja - nie Eleanor - pielęgnuję nasze dawne marzenia i że dotrzymałam obietnicy – nie stałam się taka jak oni. W tym mroku, między jedną dawką leków a drugą, narodziło się coś, co nas przerosło.

To nie była tylko zdrada...
...to było coś więcej.
Gdy Eleanor odeszła, a ja poczułam, że pod moim sercem bije nowe życie, wpadłam w panikę. Świadomość, że noszę dziecko męża mojej zmarłej siostry w domu Wentworthów była nie do udźwignięcia. Uciekłam bez słowa. Krótko potem straciłam to dziecko w samotnym pokoju w Vancouver, a Ty nigdy się o tym nie dowiedziałeś. Zostałeś z moją rodziną, stając się dla nich niemal synem, strażnikiem ich fortuny i udziałowcem w firmie.

Śmierć ojca i jego przewrotny testament zmusiły mnie do powrotu. Domek nad jeziorem i udziały w firmie, które otrzymałam w spadku sprawiły, że znów stoimy naprzeciw siebie. Widzę cię u boku mojej matki, wciąż tak samo idealnego, a jednak... w Twoim spojrzeniu widzę ten sam ogień, który płonął w tamtej sypialni.

Wróciłam jako inna kobieta, ale z tym samym bólem i uczuciami...
ObrazekObrazek

Ogólnie Poppy była odpowiedzią na te poszukiwania, ale niestety szukający szybko się rozpłynął, a mi pomysł na postać podpasował, więc może ktoś się skusi?
Poppy to chaos w czystej postaci. Wiecznie spóźniona, z papierosem w dłoni i zbyt szczerym uśmiechem, który nie pasował do sztywnych kolacji. Była tą, która mówiła nie, gdy Eleanor potulnie mówiła tak. Wrażliwa, choć ukryta za pancerzem bezczelności i sarkazmu. Dziewczyna, która kochała za mocno i nienawidziła zbyt głośno. Mam multum pomysłów czym zaszła za skórę siostrze i mężowi.
Myślę, ze przyczynami kłótni małżeńskich El i Pana X były aspiracje siostry, która stawiała na karierę, a on bardziej pragnął rodziny. W efekcie sprawa utraconej ciąży może być ciekawą emocjonalną dramą do pociągnięcia.
Myślę, że pan X to taki złoty chłopiec Toronto. Człowiek, który ma wszystko (pieniądze, wpływy, firmę), ale nie ma nic. Żyje w cieniu zmarłej żony i jej rodziny, dopóki Poppy nie staje w drzwiach katedry, przypominając mu o każdej minucie ich wspólnego grzechu, o wszystkich uczuciach, o tym co naprawdę się liczy w życiu.
Poszukiwany Pan powinien być starszy o te kilka lat od niej (5-10lat?) bo Eleonor była starsza. Poppy będzie mieć pewnie jakieś 30, max 32.
Nie będę się tutaj rozpisywać więcej, ale zachęcam do kontaktu na PW, bo głowa pełna pomysłów i może razem dogramy historię, póki jeszcze nie jest stworzona w pełni. Chętnie przygarnę wszelkie pomysły i wspólnie je obgadamy.
Nie mam jeszcze dokładnie ustalone czym rodzina Wentworth się zajmowała, wiec to możemy wspólnie dogadać, ale raczej jest to znana w Toronto rodzina, wysoko postawiona i która pilnuje tego, co prasa o nich pisze, dlatego nie na rękę jej było jak za młodu Poppy przewijała się na plotkarskich prasówkach ze swoimi wyskokami.
Od śmierci siostry i tamtych wydarzeń mogły minąć jakieś 2 lub 3 lata podczas których ona nieco zmieniła swoje życie mieszkając w Vancouver, tam gdzie nie była rozpoznawana i widmo rodziny nad nią nie wisiało.
ObrazekObrazek
Ostatnio zmieniony pn maja 18, 2026 12:54 pm przez Poppy Wentworth, łącznie zmieniany 2 razy.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
29 y/o
For good luck!
192 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Most of all, I hate you because I think of you.
Often. It's disgusting, and I can't stop.
STATUS: AKTUALNE | 13/05
ObrazekObrazek
#haterstolovers #hurtslikehell #can'tstopthinkaboutyou

Minęło 12 lat, odkąd po raz pierwszy Twój śmiech zadzwonił w mojej głowie. Jakby tysiąc maleńkich dzwoneczków odbiło się echem od gładkich stropów czaszki. Pamiętasz jeszcze, jak nie mogłeś znieść, że to ja dostałam Twoje stypendium? Wepchnąłeś mnie tamtego dnia do fontanny na szkolnym dziedzińcu. Choć woda była płytka, moje ciało ogarnął paraliż. Przecież nie umiałam pływać. Wiedziałeś o tym. Betonowe dno było śliskie, porośnięte glonami i wyściełane mułem, na którym nie potrafiłam utrzymać równowagi. Z pewną dozą satysfakcji obserwowałeś jak kolejny raz upadam, a brunatnozielona woda wlewa mi się do ust. Widząc Twój błysk w oku, właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że Cię nienawidzę.

Z każdym dniem nienawidziłem Cię coraz bardziej. W szkole nie miałaś wielu znajomych, a Twój status społeczny był znikomy. W zasadzie żaden. Znajdował się w próżni. Nie rozumiałaś zatem, dlaczego tak bardzo Cię nie znoszę. Przecież było mnie stać na wszystko. Nie potrzebowałem tego stypendium, a mimo to, postanowiłem zatruwać Ci życie. Dzień po dniu. Każdy z nich ciągnął się w bolesną nieskończoność, niemalże pozbawiając Cię nadziei, że któregoś dnia się ode mnie uwolnisz. Twierdziłem, że jesteś słaba, a mimo to, zaglądając w Twoje oczy, miałem wrażenie, że topię się w bezradności. Przecież nic nie znaczyłaś, dlaczego miałem na Twoim punkcie obsesję?

Pożegnałaś mnie ze słodką satysfakcją, celując pięścią w mój piękny nos. Pewnie masz nadzieję, że go złamałaś, co? Sądząc po plamie szkarłatu, która zalała moją pierś, możesz być tego niemalże pewna, ale nigdy nie obejrzałaś się za siebie, żeby to sprawdzić. Choć minęły lata, odkąd ostatni raz nasze spojrzenia skrzyżowały się, przecinając zgęstniałe wokół nas powietrze, brakuje mi fragmentu duszy. Rana się zabliźniła, ale wycięty przez Ciebie fragment, wciąż Ci towarzyszy.

Nie sądzę, że kiedykolwiek jeszcze się spotkamy. W głowie trzymam szczelnie zamknięte listy. Nigdy nie napisane, nigdy nie wysłane, ale skrzętnie upchnięte na jej tyłach. Tak bardzo chciałbym Ci powiedzieć jak potwornie Cię nienawidzę, ale najgorsze jest w tym wszystkim to, że nienawidzę Cię za to, że nie mogę przestać o Tobie myśleć.
Myślę, że najlepiej, gdyby oboje byli w tym samym wieku albo dzielił ich rok różnicy.
Znają się od małego lub poznali w liceum. Założyłam, że ON pochodzi z bogatej rodziny, ale coś kierowało nim, żeby dostać stypendium. Wyobrażam sobie, że ukrywał swoje toksyczne relacje z rodzicami, którzy traktowali go jak powietrze, więc chciał coś im udowodnić, równocześnie pragnąc oderwać się od rodzinnego majątku, korzystając ze stypendium, co ona mu uniemożliwiła.
Być może z początku wcale jej nienawidził, a po prostu chciał jej dać nauczkę lub się odegrać, ale wzajemna spirala niechęci doprowadziła do tego, że stali się swoimi największymi nemesis. Zakładam, że ta pani nie była do końca taka „bezsilna” i biedna, a chociaż nie była tak lubiana jak on w szkole, potrafiła odpłacić się pięknym za nadobne. Ostatecznie w dniu zakończenia liceum przywaliła mu w twarz, łamiąc nos.
Tak czy inaczej, myślę, że ona miała kochającą rodzinę albo grupę bliskich przyjaciół - do przegadania - którzy zawsze w nią wierzyli, a tego zawsze mu brakowało, więc to było pierwszą kostką domina, która przechyliła się w stronę nienawiści.
Nie narzucam endgejmu, bo wiadomo różnie bywa, dlatego jeśli coś Ci nie będzie pasowało lub postanowisz zrezygnować, daj proszę znać <3 To dość ważna dla mnie relacja i chciałabym, żeby ostatecznie ta nienawiść rozwinęła się w stronę romantyczną, wypełnioną głębokimi, nie do końca łatwymi do nazwania uczuciami.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Organizacyne”