— Wiem, że chętnie pomożesz. Jesteś kochany — stwierdziła fakty, stając na palcach, aby krótko musnąć jego policzek. Miał serce na dłoni, naprawdę rzadko kiedy można spotkać tak uczynną osobę, a dodatkowo doceniała fakt, że miał dobre relacje z jej mamą. Camellia była rodzinną osobą, dlatego kontakt z jej bliskimi ceniła sobie naprawdę mocno. Nie wyobrażała sobie, aby jej wybranek serca miał kosę z rodzicami albo rodzeństwem, to byłby red flag już na samym początku.
Stones dostrzegała pozytywy w tej całej sytuacji — ich matki wcześniej nie wtryniały się w ich związek, mogli w spokoju cieszyć się tymi pierwszymi, słodkimi miesiącami bycia razem bez zbędnych komentarzy. Akceptowała ewentualne obrażenie się matek, wręcz przyjmowała to na klatę, bo bardziej niż to ceniła swój spokój i pewność… w końcu ciągnęło ich do siebie, byli w sobie zakochani po uszy od lat, ale kto mógł dać im gwarancję, że odnają się w tak bliskiej relacji? Nie chciała robić innym nadziei, a później ją okrutnie odbierać. Teraz była ich pewna i wiedziała, że to był dobry moment na podzielenie się tymi szczęśliwymi wieściami.
Zapisała sobie w myślach, aby przy okazji rozejrzeć się za odpowiednimi ochraniaczami. Było wiele ryzykownych zawodów, na pewno któryś z nich wymagał takiego zabezpieczenia. Zastanawiała się, czy będzie mu w tym wygodnie, bo w końcu każdy ochraniacz ograniczał w pewien sposób ruchy.
— Jasne, jest pewnie tylko jakieś osiemdziesiąt procent szans — parsknęła, posyłając mu pełne litości spojrzenie. Dobrze, że później zamknął swoje usta i skupił się nimi na czymś zdecydowanie ważniejszym. Klamka już zapadła; nie mógł wejść do budynku, a w innym przypadku ich związek mógłby być jednak zagrożony.
Krzyknęła za nim ostrzegawczo, kiedy zaczął iść w kierunku budynku. Czy mogła mieć chociaż chwilę spokoju? Podejrzewała, że nie. Pokiwała z rozbawieniem głową, gdy obrał inny kierunek, podejrzewając, że tylko się z nią droczył. Sama udała się w kierunku auta zaparkowanego ulicę dalej i podesłała Connorowi swoją lokalizację, aby wiedział, gdzie ma przyjść. Wykorzystała ten czas w stu procentach, będąc już spokojniejszą niż w trakcie swojej pracy. Przez to nadrobiła zaległości, które nawarstwiły się jej przez brak dzisiejszego skupienia; zmontowała rolkę do kampanii na instagrama, którym właśnie się zajmowała, przejrzała meile i przygotowała post, który wrzuci pod koniec tygodnia. Mogła zabrać się za przeglądanie materiałów z nadchodzącego spotu, który kręcili kilka dni wcześniej, ale do auta wszedł Connor, a sama Camellia nawet nie zauważyła, jak szybko minęły jej te dwie godziny.
— Taaak, jedziemy. Jestem potwornie głodna — stwierdziła, przerzucając laptopa na tylne siedzenie i wyruszając na ulicę, aby w międzyczasie podjąć decyzję o tym, co jedzą. Podyskutowali o tym, na co mieli ochotę, w końcu dochodząc do konsensusu, że żadne z nich nie miało siły dzisiaj gotować, więc za ten pełen emocji dzień, zdecydowanie należy im się mała randka na mieście.
Connie