ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

003.
Nico był naprawdę zadowolony ze swojego powrotu do Toronto. Już po tym miesiącu był w stanie stwierdzić, że podjął jedną z najlepszych możliwych decyzji. Praca w mniejszym zespole projektowym nie robiła dużej różnicy, bo i tak zajmował się głównie projektami, za które był odpowiedzialny wcześniej, natomiast ogromnym plusem było posiadanie rodziny na wyciągnięcie ręki. Mógł podjechać do rodziców, kiedy żywnie mu się podobało i upewnić się na własne oczy, że z mamą było wszystko w porządku. Mógł pójść zawrócić głowę Leo i nieco go przy tym powkurzać, a także problemem nie było umówienie się na siłownię z Markiem, przy okazji wjeżdżając mu na ambicję, że tym razem nie da rady się nie spóźnić. Łatwiejsze także było doglądanie młodszej siostry i upewnienie się, że nikt po raz kolejny nie krzywdził jej serduszka. Rzeczywistość była przyjemna i naprawdę ją doceniał. A w tych wszystkich rozmyślaniach o powrocie przewijała się jedna sytuacja, jedna osoba, która zaprzątała mu głowę. Nadal wspominał to ich jedno spotkanie, widział w myślach oczy, skierowane wprost na niego i na samo wspomnienie tego wieczoru jego serce robiło wielkiego fikołka. Sytuacja była bardziej skomplikowana, niż mogłoby się to wydawać; bo oprócz tego przypadkowego wpadnięcia na siebie, nie mieli ze sobą kontaktu. Przez ten miesiąc przynajmniej kilka razy wchodził w stare konwersacje z Davenport i ściskało go serce na widok ostatnich wiadomości. Wracał ból, który temu wszystkiemu towarzyszył, wiedział, że niezbyt rozsądne były powroty, zwłaszcza że rozstali się w jednej wielkiej niewiadomej.
Powrót do Toronto był również powrotem starych znajomości. Oprócz Lilian, spotkał się z kilkoma osobami, a dzisiaj postanowił przejechać się do Oakville na cotygodniowe odwiedziny i przy okazji wybrał się na wiosenny festyn. Dojechał tam dopiero na wieczór, dołączając do starych przyjaciół, wypijając z nimi piwo i rozmawiając na pomniejsze tematy. Atrakcją wieczoru miały być fajerwerki — i tu akurat cieszył się, że Cheetos został w Toronto, choć czytał, że miał to być ten rodzaj cichy fajerwerek, przyjaznych dla zwierząt. Jeśli tak będzie, to naprawdę doceniał inicjatywę miasta o dołożenie do atrakcji i zapewnienie komfortu innym. Szedł gdzieś kilka kroków za trójką znajomych, rozglądając się po parku, który znał bardzo dobrze. Całe miasto znał jak własną kieszeń i jednocześnie większość miejsc przywoływały u niego same dobre wspomnienia. Z tym lekko nostalgicznym nastrojem, odłączył się od grupy, zbaczając z kursu i idąc na oddalone o kilka minut wzniesienie. Ktoś właśnie schodził stamtąd na dół, jakaś para siedziała pod drzewem, a jedna postać zajmowała ławkę, którą swego czasu nazywał ze swoją dziewczyną ich ławką. Westchnął przyglądając się panoramie miasta i mimowolnie spojrzał na siedzącą osobę, której profil dostrzegł przy lekkim obróceniu głowy. Lilian.
Poczuł mocniejsze bicie serca w klatce, nie do końca wiedząc, czy było to uwarunkowane niezrozumiałym stresem, czy faktem, że właśnie siedziała akurat w tym miejscu. Czy tak jak on, pamiętała o tych wszystkich ich wspólnych miejscach, czy przypadkiem tam się znalazła, robiąc sobie przystanek?
Musiał podjąć męską decyzję; podchodzić czy nie? Co mógł stracić? Jedynie będzie żałować, że nie odważył się wykonać ku niej kroku, aby podtrzymać tę znajomość. Dlatego podszedł, siadając obok niej na ławce i patrząc dalej na park, na który teraz spoglądali nieco z góry.
— Minusem takich festynów jest strasznie wydeptana trawa. Później potrzebuje chwili, aby się zregenerować. — Na powitanie rozpoczął randomowo temat, który kiedyś był bliski jego sercu. W końcu gdy Leo wyjechał robić karierę do Europy, ktoś musiał przejąć jego osiedlowy biznes koszenia sąsiadkom trawników. — Ale dobrze wiedzieć, że miasto nadal kontynuuje tradycję. — Bo kwietniowy festyn był od kiedy pamiętał. Jeszcze jako dzieciak latał tutaj, nawet wtedy, gdy nie mógł, spędzając tym sen z oczu rodziców, ale nie mógł opuścić okazji przyjścia na tę imprezę, nawet jeśli dostał szlaban. Z perspektywy czasu nie żałował, w końcu to tutaj jego relacja z Lilian… nabrała tempa. — Wszystko dobrze? — zapytał, odwracając głowę w jej kierunku, aby spojrzeć na nią uważnie. Wręcz od razu przyszła mu myśl, że była piękna; ale uciął swoje rozmyślania w tym momencie, aby nieświadomie nie robić do niej maślanych oczu.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian starała się zanadto nie myśleć o powrocie Nico, choć wspomnienia minionego spotkania powracały do niej ilekroć przechodziła obok pokoju, który wynajął. Mimo tego próbowała się otrząsnąć; zepchnąć wizerunek mężczyzny na bok i skupić się wyłącznie na pracy. Akurat tej w pensjonacie nigdy nie brakowało, bo wiecznie niezadowolona babka Dolores ciągle wynajdowała wnuczce nowe zajęcia.
Nico nawiedzał ją sporadycznie wieczorami. Wtedy, gdy zmęczenie nie pozwalało jej zasnąć. Wracała myślami do jego zapalczywego spojrzenia, do dłoni, którą miękko ułożył na jej plecach, i do tego krótkiego momentu, gdy odsunął sprzed jej twarzy niesforny kosmyk włosów. Za każdym razem czuła delikatny dreszcz, poprzedzony skurczem gdzieś w podbrzuszu. Ekscytowała się tym drobiazgiem, choć nie wiązała z nim większych nadziei.
Nico po prostu wzbudzał w Lilian sentyment. Tak to sobie tłumaczyła.
Podobny sentyment odczuła wieczorem podczas festynu w Oakville, gdy wspięła się na wzgórze i przysiadła na ławce. Na wydarzeniu pojawiła się z koleżankami, ale te szybko rozpłynęły się w tłumie, wciągnięte przez grupkę nowo poznanych chłopaków. Lilian nie miała ochoty na kolejne znajomości, choć nigdy nie stroniła od ludzi. Wyjątkowo postanowiła spędzić czas w osamotnieniu.
Więc z ogromną nostalgią wspięła się po dobrze znanej dróżce, którą ostatni raz przemierzała kilka miesięcy temu. Każdy krok budził w niej znajome wrażenia, co przyjmowała z delikatną ekscytacją. Jednocześnie chłonęła widok szarzejącego nieba i poruszających się wokół zarośli; czasami przesunęła wzrok po twarzach innych spacerowiczów, jednak nikt nie zwrócił jej szczególnej uwagi.
Siedząc już na ławce, niespokojnie poruszała nogami, jakby nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Niecierpliwie zerkała na niebo nad Oakville, czekając na pierwszy rozbłysk fajerwerek. Chyba była masochistką, bo w tym miejscu miały przywołać one jeszcze bardziej wyraźne i intensywne wspomnienia. Te, które przed laty zapoczątkowały jej młodzieńczy zapał do miłości.
Patrzyła więc uważnie, początkowo nie rozpraszając się ani widokiem pary pod drzewem ani niczym innym. Co jakiś czas zmieniła pozycję: przekręciła głowę, inaczej machnęła nogą lub zarzuciła długą kitą, bo pupa stopniowo zaczynała swędzieć ją od tak długiego przesiadywania w miejscu.
Właśnie spróbowała doglądnąć dołu, skąd wesoło migały światła festynu, gdy niespodziewanie usłyszała znajomy głos. W pierwszej chwili drgnęła gwałotwnie i natychmiast spojrzała w stronę Nico, odruchowo odchylając się na bok.
Czy była zdziwiona? Owszem. Nie miała pojęcia, jak długo zamierzał zostać w rodzinnych stronach, ale biorąc pod uwagę minione dni, była niemal pewna, że zdążył już wyjechać do Vancouver. Zamrugała, odrobinę wytrącona, po czym uśmiechnęła się uprzejmie i odsunęła się, aby zrobić dla niego miejsce na ławce.
Przychodzę tutaj co roku — powiedziała spokojnie, zgodnie z prawdą, odpowiadając na jego wzmiankę o miejskiej tradycji. — Naprawdę nic się nie zmieniło. Nawet popcorn smakuje tak samo, chociaż mogliby w końcu wymienić maszyny. Te wyglądają już na mocno zużyte — zaśmiała się i mimowolnie wskazała palcem na dół na czerwony namiot, gdzie jej dawni sąsiedzi serwowali słone przekąski.
Lubiła klimat tych kwietniowych festynów i prawdopodobnie czuła do nich sympatie z tego samego powodu, co Nico. Być może dlatego kontynuuowała tradycję i w osamotnieniu, w tym miejscu, które okrzyknęła ich własnym, pielęgnowała pamięć o dawnym związku.
Tak, tak — odpowiedziała szybko, gdy zdała sobie sprawę, że odrobinę zbyt nachalnie przyglądała się Rosenhallowi. Nerwowo skierowała spojrzenie ponownie na park, a następnie na ciemne niebo. — Czekam na fajerwerki. Nie spodziewałam się, że się spotkamy.
Na końcu języka miała, że gdyby wiedziała, ubrałaby się nieco lepiej. W jej odczuciu szmaciana sukienka w stokrotki i loafersy wypadały fatalnie w tych okolicznościach. W dodatku na kościstych kolanach miała siniaki od szorowania tych przeklętych kafli w toaletach, dlatego — jakby miało to jakiekolwiek znaczenie — zasłoniła je dłońmi, przy ponownym spojrzeniu w stronę Nicolasa.
Sam przyszedłeś? — Odruchowo rozejrzała się dookoła, ale nie złapała nikogo, kto rzeczywiście mógłby mu towarzyszyć. — Moje koleżanki złapały jakichś chłopaków i zostałam sama — dodała żartobliwie, wyjaśniając swoje położenie.
Nie była pewna, czy to za sprawą tego miejsca, dziwnego światła księżyca, czy może wyobraźni, ale Nico wydał jej się jeszcze bardziej atrakcyjny — chociaż wcześniej była przekonana, że to niemożliwe, bo od zawsze trafiał w e wszystkie preferencje Lilian. Znowu, tak jak w pensjonacie, dosyć niegrzecznie przesunęła wzrok po linii jego szczęki, zatrzymywała się na kącikach ust, a potem wróciła do oczu. Mimowolnie rozpływała się pod wpływem tego kontaktu, dlatego, aby nie stracić rezonu, jeszcze mocniej zacisnęła palce na kolanach.

Nico Rosenhall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wspomnienia były czymś, czego Nico nie chciał nigdy stracić, ale z biegiem lat miał wrażenie, że niektóre zaczynały się nieco wycierać. Wracanie do niektórych miejsc działało kojąco, bo dzięki temu o niektórych rzeczach nie dało się wtedy zapomnieć. Oakville było dla niego kopalnią, aby przypominać sobie o swojej młodości; żeby wracać do starych czasów, kiedy życie smakowało najbardziej słodko, kiedy wszystko było niewinne i pełne pierwszych kroków, w których starał się odnaleźć. Czasami zdawało mu się, że brzmiał jak stary dziad, a w zasadzie nie miał dużo lat — w tym roku ledwo co dwadzieścia trzy, a jednak wystarczająco, żeby czasami się zapomnieć i zacząć mówić za moich czasów było tak…
Był przekonany, że zrządzenia losu nie były przypadkowe. Nie powinien dziwić się, że widzi ją po raz kolejny, już ostatnio uświadomił sobie, że świat nie był mały, skoro w wielkim Toronto, już podczas pierwszego wieczoru, wpadł akurat na nią. Sądził, że ich drogi bezpowrotnie się rozłączyły, a jednak przy kolejnej okazji wpadali na siebie, a on po raz kolejny nie mógł powstrzymać się, aby nie zamienić z nią kilku słów. Nawet jeśli w jego sercu dalej gdzieś żarzyła się żałość z powodu ich zakończenia znajomości, to dalej nie mógł się oprzeć pokusie spojrzenia w jej oczy i usłyszenia jej głosu. Może dopiero gdy usłyszy, że ułożyła sobie życie i ruszyła na przód, to sam zostanie zwolniony z niewidzialnego więzienia? Może to był jego klucz do kilku nieudanych związków, przez które przebrnął po drodze?
Czasami przypominał sobie o tych wszystkich festynach, które odbywały się Oakville. Wbrew pozorom, to miasto wręcz tętniło życiem. Wracał tu raz lub dwa razy do roku i starał się łapać jak najwięcej chwil z rodziną, odwiedzić starych przyjaciół, ale nigdy nie w okresie, gdy odbywały się te imprezy, które przyniosły najwięcej wspomnień. Jedynie przechodził obok tych wszystkich miejsc, wspominając i w głębi ducha licząc, aby jej nie spotkać. W tamtym momencie, nie był gotowy na spotkanie Lili. Czy teraz był? Ciężko stwierdzić, ale na pewno bardziej przyswajał tę ewentualność. Nie podejrzewał jednak, że ta chwila nadejdzie tak szybko.
— Co roku? Chyba jesteś fanką tej miejscowości, co? — zażartował. Obydwoje gdzieś w głębi serca kochali to miasto, nawet jeśli teraz można było ich uznać za uciekinierów. Zbyt wiele wartości ze sobą niosło, aby opuścić je ot tak na zawsze. — Niektóre rzeczy się nie zmieniają — stwierdził, patrząc na nią przeciągłym spojrzeniem. Ona sama wydawała się być taka jak zawsze — pogodna, uśmiechnięta, dla wszystkich miła. Czy nadal kryło się coś pod tym uprzejmym uśmiechem? Skrywane zmartwienia i niewypowiedziane marzenia? Z drugim spotkaniem odkrywał swoje kolejne potrzeby; chciałby móc poznać ją na nowo, tę dorosłą wersję Lilian i zobaczyć, czy dorosłość bardzo ją zmieniła. Jednak czy nie wymagał zbyt dużo od świata?
Nie odczuł nachalności jej wzroku, bo sam łapał się na tym, że przyglądał się jej dłużej niż powinien. Bardziej zarysowanym kościom policzkowym, pełnym ustom, długim włosom, które wyglądały na tak miękkie jak zawsze. Wręcz miał wrażenie, że na swoich palcach czuł ich delikatną strukturę, jakby miział ją po nich wczoraj, a nie kilka lat wstecz. W jego oczach zawsze wyglądała pięknie; bez znaczenia, czy była wystrojona, czy jak budziła się rano, nieco nieprzytomna z potarganymi włosami, po jednej z nielegalnych nocowanek. — Ja… również się tego nie spodziewałem — wybąkał po chwili, wyrwany ze swoich myśli. — Szukałem dobrego miejsca na fajerwerki, a tutaj… to miejsce zawsze było dobre. — Do obserwowania niewielkiej panoramy miasta, a także kolorowych rozbłysków na niebie. Dobrze było im tutaj siedzieć i rozmawiać na błahe tematy, ale także milczeć i w ciszy celebrować obecność drugiej osoby. To miejsce niosło ze sobą pewną atmosferę, która sprawiła, że po raz pierwszy zdecydował się połączyć ich usta w pocałunku i na zawsze zapamiętać ich słodki smak. I nie wiedział, czy to kwestia rozpoczynającej się wiosny i ładnej pogody, czy po prostu wspomnienia sprawiły, że aż zrobiło mu się cieplej.
— Ze znajomymi, gdzieś tam są na dole. Judy i Taylor spiknęli się podczas mojej nieobecności, więc teraz chodząc nierozłączni, a Randall próbuje dzisiaj kogoś wyrwać — rzucił, machając ręką w przestrzeń na dole. Akurat był ze znajomymi, których obydwoje znali z liceum, więc z pewnością słyszała o ich nowinach. To on tutaj był zacofany względem tego, co się działo. Pokiwał głową na jej słowa i w język piekło go pytanie odnośnie jej obecnej… sytuacji. Spojrzał w głąb parku na dole, obserwując ganiające się dzieciaki, słodkich nastolatków, trzymających się za rękę. Czuł jej spojrzenie na swojej twarzy, więc śmiało odwrócił się w jej kierunku, nawiązując z nią kontakt wzrokowy. Między nimi było pewne osobliwe napięcie, spowodowane nie zadanymi pytaniami i upływem czasu, który… najwidoczniej niewiele u nich zmienił. — A ty? — zapytał, choć szybko stwierdził, że jego pytanie nie dawało żadnego kontekstu. — Nie chciałaś z nimi iść łapać chłopaków? — dodał, choć czuł się niekomfortowo, dlatego nim zdążyła odpowiedzieć, zaczął gadać dalej. — Ten festyn to zawsze dobra okazja, żeby kogoś poznać. Nagle zbiera się tu całe miasto i z szafy wychodzą osoby, o których nie miało się pojęcia. Albo wracają ci, którzy wyjechali do Toronto albo gdzieś… jak my. Albo Judy i Taylor. Albo Randall. Gadałaś ostatnio z Randallem? Chociaż może lepiej nie, to dupek, a gdyby cię skrzywdził to… — obiłbym mu mordę. — To nie byłoby miłe. — Choć prawdą byłoby, że chęć obicia mu mordy wystąpiłaby już w momencie, gdyby tylko zaczął się do niej przystawiać. Choć każdy myślał, że Lilian była dla niego zamkniętym tematem. Cóż, swego czasu i sam Nico tak myślał.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian wciąż czuła żal do samej siebie, że to właśnie w taki sposób zakończyła ich znajomość. Miała wrażenie, że dziś, po tych wszystkich latach, postąpiłaby inaczej. Na pewno spróbowałaby najpierw szczerze porozmawiać z Nico. I może nie tyle z babką Dolores, co z matką, która od śmierci ojca wyraźnie zobojętniała na wszystko wokół.
Wiedziała, że w tamtym czasie naprawdę nie mogła zostawić rodziny. To było dla niej oczywiste, bo w ich domu żałoba po ojcu przeplatała się z długami i problemami dotyczącymi hostelu w Oakville. Jednak mogła chociaż poprosić Nico, aby na nią poczekał. Trochę; zaledwie kilka miesięcy, podczas których zrobiłaby wszystko, aby ustabilizować sytuację w domu i lepiej przygotować bliskich na swój wyjazd.
Wychowałam się tu — zauważyła ze słyszalnym sentymentem w głosie, przy czym delikatnie wzruszyła ramionami i na krótką chwilę oderwała wzrok od twarzy chłopaka. Potrzebowała spoglądnąć w przestrzeń na znajdujące się niżej budki stanowisk festynu oraz ciemne niebo. Potem znów zerknęła w jego stronę i potaknęła, gdy gdy wspomniał o rzeczach, które pozostają niezmienne.
Lilian lubiła wracać do miejsc, które dobrze znała i które niosły ze sobą dobre wspomnienia. Z jednej strony miała poczucie, że przez to przywiązanie tkwiła w bezruchu; że nie zmieniła się tak jak Nico i wcale nie dorosła tak bardzo, jak powinna. Z drugiej jednak strony nigdy nie próbowała nikogo udawać. Starała się akceptować siebie w całości wraz z tymi wszystkimi drobnymi, czasem niezręcznymi odruchami i dziwną dziecinnością, która nie zniknęła wraz z wiekiem.
To akurat prawda — Od razu przyznała mu rację. — Zresztą coraz więcej osób to zauważyło, dlatego czasem jest tu... no czasem jest tu tłoczno — dodała, przypomniawszy sobie kilka podobnych sytuacji, gdy nie mogła usiąść na tej ławce. Ani żadnej innej na wzniesieniu. — Kiedyś tak nie było — prychnęła odrobinę rozbawiona i nawet na chwilkę zakryła dłonią usta, aby nie wypaść na niegrzeczną.
W tamtym momencie również pomyślała o ich pierwszym pocałunku. O ciepłych wargach Nico, które najpierw nieśmiało, a potem z większą nachalnością zaczęły łączyć się z jej ustami. Lilian była wtedy niedoświadczona i wyjątkowo pokraczna w wykonywaniu tego typu czynności. Na samą myśl jej policzki oblał rumieniec, dlatego na chwilę znowu odwróciła twarz w stronę festynu.
Och! — pisnęła, przy czym mimowolnie klasnęła dłońmi, ponownie zrównując spojrzenie z oczami Nico. — Słyszałam o tym! Chociaż w życiu bym nie przypuściła, że tych dwoje kiedykolwiek coś do siebie poczuje — wyraziła swoją opinie i celowo zignorowała temat Randalla, który według Lilian więcej wspólnego miał z neandertalczykami, niż ze zdrowo myślącym człowiekiem. Jednak tego Nico nie musiał od niej wiedzieć.
Niemal zachłysnęła się powietrzem, gdy podchwycił temat i nawiązał do anegdoty o jej koleżankach. Na moment rozchyliła usta, jakby chciała coś odpowiedzieć, ale szybko je zamknęła i delikatnie się uśmiechnęła. Dopiero dalsze słowa chłopaka sprawiły, że poczuła się swobodniej. W końcu krótko, acz szczerze się zaśmiała.
Nie. Nie gadam z Randallem od jakichś trzech lat. Rzeczywiście próbował się ze mną umówić i nasza relacja po prostu zakończyła się w tym momencie. Jestem duża, Nico. Teraz potrafię o siebie zadbać — powiedziała z zadziwiającą lekkością. Nie wiedziała jednak, czy próbowała to udowodnić jemu, czy sobie, bo wciąż wątpiła we własną samodzielność. W końcu Dolores zawzięcie stała nad każdą jej decyzją.
Mimo wszystko Nico rozczulił Lilian. Miło było słyszeć, że mimo upływu tylu lat i mimo okoliczności, w jakich się rozstali, wciąż czuł się w obowiązku, aby ją bronić. To było miłe, jednocześnie trochę niekomfortowe. Zwłaszcza teraz, gdy atmosfera sprzyjała wspomnieniom do tego stopnia, że znowu powróciła myślami do tamtego wieczoru, kiedy po raz pierwszy się pocałowali.
I... nie chciałam łapać z koleżankami chłopaków. — Naprawdę, naprawdę potrzebowała mu to powiedzieć. Miała ochotę powiedzieć więcej: że nigdy się do tego nie nadawała; że ani z nim, ani po nim nic jej nie wyszło; że problem od początku leżał wyłącznie w niej. Słowa jednak zatrzymały się gdzieś w gardle. Przełknęła wszystko z goryczą i znowu się uśmiechnęła, ale tym razem z domieszką fałszu.
A na ciebie czeka ktoś w Vancouver? — zapytała po chwili, starając się, aby zabrzmiało to możliwie neutralnie, choć ciekawość od razu przebiła się w głosie Lilian.
Sama nie wiedziała, co wolałaby usłyszeć. Nico zasługiwał na kogoś wyjątkowego. Na kogoś, kto naprawdę by o niego dbał w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Z drugiej strony nie potrafiła całkiem się od niego odciąć. Gdzieś w środku wciąż czuła, że nie zapomniała do końca; że coś z tamtych uczuć wciąż się w niej tliło.

Nico Rosenhall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Potrzebował rozmowy, ale zamiast tego zastał głuchą ciszę. Sam nie odpisał na jej ostatnie słowa, w głębi duszy mając nadzieję, że pojawi się na lotnisku, rzuci mu się w ramiona i finalnie będą mieć swój happy ending. Jednak życie to nie film i tak też się nie wydarzyło. Nico przełknął gorycz związaną z urwaniem kontaktu i mimo że Lilian postąpiła tak, a nie inaczej, to nie mógł obarczać jej winą za to, że im nie wyszło. W końcu mógł o nich walczyć, mógł się odezwać, mógł chociaż spróbować odbudować to, co wspólnie budowali przez dwa lata. Nigdy nie chciał, aby robiła coś wobec swoich założeń, ale gdzieś wiedział, że potrzebowała wyrwać się od rodziny. Nawet gdyby doleciała do niego po roku — czy z góry los skazywał ich na porażkę, po roku związku na odległość?
Wychowałam się tu. On również. Być może właśnie dlatego wracał tu co roku z tak ogromnym sentymentem, jednocześnie czując się tu jak w prawdziwym domu. Nowy Jork był super, Vancouver dawało mu możliwości w karierze, ale Oakville było miejscem, w którym oddychał z ulgą, traktując to miejsce jako osobiste schronienie przed dorosłym światem. Tutaj nadal miał osiemnaście lat, chociaż niedługo pewnie dorosłe problemy nieco sprowadzą go do rzeczywistości.
Uśmiechnął się, słysząc jej parsknięcie. Przy nim nie musiała zachowywać się jak kulturalna dama z pałacu, bo wiedział, że potrafiła pokazać swoje rogi. Ile dałby, żeby znów usłyszeć jej śmiech.
— No nie było. Kiedyś mało kto by pomyślał, żeby się tu wspinać. Wydaje mi się, że nawet wejście było nieco bardziej zarośnięte — zauważył, rozglądając się po wzniesieniu. Najważniejsze było, że nikt z ich rodzin nie miał genialnego pomysłu, aby wchodzić na pagórek i szukać swoich dzieci, bo prawdopodobnie migdaliłyby się właśnie w tym momencie. Niby rzecz oczywista, a jednak z pewnością poczuliby się niezręcznie, gdyby ich rodzice aż tak obdarliby ich z prywatności. Teraz był zdecydowanie śmielszy niż w liceum, wtedy on sam dopiero raczkował w randkowaniu, mając niewielkie doświadczenie z jakąś dziewczyną, choć żałował, że to z Lilian nie mógł dzielić pierwszych wspólnych chwil. W tamtym momencie sądził, że ich miłość była na zawsze, choć szybko okazało się, że jednocześnie była naprawdę bardzo krucha.
— Prawda? Zawsze wydawało mi się, że są swoimi przeciwieństwami. Taylor non stop denerwował Judy i prowokował ją, chociaż… może z biegiem lat dostrzegam w tym jakieś podchody — stwierdził, przechylając lekko głowę i przypominając sobie niektóre wspomnienia, które mogłyby sugerować, że coś między nimi iskrzyło. W końcu kto się czubi ten się lubi, prawda? Gdzieś z tyłu głowy zostawił sobie myśl, aby porozmawiać z przyjacielem na ten temat; niby już trochę czasu gościł w okolicach, ale nie ze wszystkimi miał czas spotkać się twarzą w twarz.
Brak komentarza o Randallu odebrał w inny sposób, niż z pewnością Lilian zamierzała. Brak odpowiedzi świadczyło dla niego to, że coś było na rzeczy, ale być może z perspektywy ich dawnej relacji, nie chciała dzielić się z nim szczegółami. W oddali spojrzał na Randalla, który wydurniał się w kolejce do jednej maszyn z popcornem. On by mu się nie pochwalił? W końcu od zawsze lubił wbijać w Nico pojedyncze szpileczki.
Jej śmiech był czymś niespodziewanym i zdecydowanie nie spodziewał się usłyszeć go właśnie teraz. Spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem, choć na sercu poczuł ciepło, pomieszane z chwilową ulgą. Marzył o tym, jeszcze kilka chwil wcześniej. Randall ty żmijo; pomyślał jedynie na jej słowa, choć uśmiechnął się do niej ciepło.
— Cieszy mnie to, ale również nie zarzucam ci, że nie umiesz o siebie zadbać. Chociaż gdzieś mi umknął etap, w którym tak nagle urosłaś — odpowiedział z rozbawieniem. Nawet jeśli nie chodziło o wzrost, to widział w niej zmiany, ale to nic dziwnego; teraz była kobietą, a nie nastolatką, a w oczach Rosenhalla była jeszcze bardziej atrakcyjna. Jeśli kiedykolwiek myślał, że nie była w stanie podobać mu się jeszcze bardziej, to srogo się mylił. Teraz skupiał się na jednej myśli — na niebywałej uldze, że Lilian odrzuciła zaloty ich wspólnego kolegi. Akurat to ciężko byłoby mu przełknąć.
Nie chciałam łapać z koleżankami chłopaków. Serce zabiło mu nieco mocniej i pokiwał delikatnie głową w zrozumieniu. Nie chciała, bo już kogoś miała? Nie, na pewno nie. Wtedy z pewnością ubrałaby tą wypowiedź w inne słowa, bardziej dosadne, aby przekazać mu, że była teraz w szczęśliwym związku. Chciał dla niej jak najlepiej, chciał, aby znalazła osobę, która da jej tego, czego oczekiwała. On zawiódł w przeszłości, odbierając sobie szansę na bycie właśnie tą osobą.
— Nie ma nikogo, kto by na mnie czekał — odpowiedział, patrząc jej prosto w oczy. Nie było nikogo w Vancouver, nikogo nie poznał również przez ten miesiąc w Toronto. Nie byłby w stanie wiedząc, że była gdzieś niedaleko. Najpierw musiał pozamykać stare rozdziały. — W Vancouver tym bardziej nikt na mnie nie czeka. Już tam nie wracam. Wtedy, gdy spotkaliśmy się u was w pensjonacie, była moja pierwsza noc w Toronto po przyjeździe. Zajechałem późno i już nie chciałem budzić całej rodziny, tym bardziej że oni sami za bardzo nie wiedzieli o moich planach przeprowadzkowych — poinformował ją, bo po tej całej wymianie zdań poczuł pewien przypływ otwartości, aby poinformować ją, że teraz tutaj znajdowała się jego codzienność. Nie wiedział, jak to wszystko się ułoży, ale przynajmniej miał nadzieję, że być może kiedyś spotkają się mniej przypadkowo niż do tej pory.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian nigdy nie była uosobieniem dobrych manier, jednak nie dało się zaprzeczyć, że lata spędzone pod czujnym okiem babki wpoiły jej odrobinę ogłady.
Mimowolnie przesunęła spojrzenie ku otaczającym ich zaroślom, które nagle wydały się jej uboższe niż wcześniej. Były nie tylko przerzedzone i wydeptane, lecz miejscami także celowo przycięte, aby nie utrudniać nikomu przejścia.
W końcu potaknęła na słowa Nico, po czym znowu wlepiła wzrok w jego twarz i wsłuchała się w kolejną wypowiedź.
Najważniejsze, że się jakoś dotarli. Może następnym razem spotkamy się na ich ślubie — zażartowała i jednocześnie mocno rozbawiona tą dziwną aluzją, dwukrotnie machnęła przed twarzą dłonią, jakby próbowała odgonić tego typu spostrzeżenia.
Choć nie pozostawiało wątpliwości, że Judy i Taylor rzeczywiście do siebie pasowali, nie miała pewności, czy przewrotny los po raz trzeci skrzyżuje jej drogę z Nico. Siedząc naprzeciw niego, wciąż pozostawała w nieświadomości. Nie wiedziała przecież, że na dobre wrócił w okolice rodzinnej miejscowości. Ba! Był nawet bliżej, niż mogła sądzić.
Jeżeli chodziło o ich kolejnego znajomego z liceum, to Randall nigdy nie podobał się Lilian, ale nie przywykła do tak otwartego oceniania ludzi. Nawet nie przypuściła, że Nico mógł ją sparować z tym dosyć specyficznym bawidamkiem. I chyba gdzieś wiedziona jego błądzącymi myślami również odnalazła spojrzeniem Randalla, na którego widok jedynie prychnęła.
Mówisz, jakbyś był moim bratem, a przecież... — urwała w połowie i natychmiast przygryzła dolną wargę.
A przecież, co, Lilian? Zganiła sie od razu i speszona własną lekkomyślnością ponownie skupiła się na tym nieszczęsnym Randallu. Akurat błaznował, próbując gdzieś dostarczyć cztery kubeczki z piwem.
Wiem, że niczego nie próbowałeś mi zarzucić — zreflektowała się i choć na twarzy Lilian ponownie pojawił się uśmiech, któremu towarzyszyło urocze zmarszczenie nosa, to jej serce właśnie odbiło się czkawką. Nie chciała przypadkiem wprowadzić niekomfortowej atmosfery. Zwłaszcza, że znowu mogli ze sobą porozmawiać tak prosto i zwyczajnie, jak znajomi.
Na początku chciała to usłyszeć. Pod świadomie, głęboko i egoistycznie chciała usłyszeć, że nikogo nie miał, chociaż zarazem szczerz życzyła mu szczęścia. Nie rozumiała tych dwóch sił, które zderzały się w jej wnętrzu i przekrzykiwały jedna przez drugą.
Wzrok Nico zatrzymał się na jej oczach z taką intensywnością, że nie potrafiła odwrócić spojrzenia.W końcu otworzyła usta, lecz niezdolna wydobyć z siebie choćby słowa, jedynie przytaknęła. O ile wcześniej była zaskoczona, to po usłyszeniu kolejnej informacji Lilian całkowicie zamurowało.
Milczała. Uniosła brwi, a jej spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok, jakby szukała punktu zaczepienia; czegokolwiek, co pozwoliłoby jej ostudzić myśli.
Naprawdę nie wracasz? — zapytała w końcu, jednak nawet nie zdążyła ponownie skupić się na Nico, bo na niebie rozbłysły się fajerwerki. Intuicyjnie uniosła głowę. Kolorowe światła odbiły się w jej ciemnych oczach, rozpraszając umysł, który raptem przed chwilą krążył wokół słów Nico. Ta noc należała do innych. Próbowała to przyswoić; przyswoić, że naprawdę wrócił i nieświaodmie przestawił świat do góry nogami.
Nagle gwałtownie poderwała się z miejsca i złączyła dłonie jak do modlitwy. Zamknęła oczy i zacisnęła usta, i przez dobre kilkanaście sekund wyglądała, jakby intensywnie coś rozważała. Nico na pewno wiedział, że właśnie wypowiadała życzenie. W końcu kiedyś robiła to przy nim wielokrotnie.
Lilian miała dziwny nawyk. Nie wierzyła w moc życzeń wypowiadanych przy spadających gwiazdach. Zamiast tego wolała pokładać nadzieję w fajerwerkach, których głośne wybuchy, w jej przekonaniu łatwiej przebijały się do nieba. A w tym momencie ponownie chciała, aby Nicolas Rosenhall był szczęśliwy.
Gdy uchyliła powieki nic się nie zmieniło. Wystrzały nadal wesoło migotały nad ich głowami, ale nie musiała już tak się na nich skupiać, więc opuściła dłonie wzdłuż ciała i delikatnie wzruszyła ramionami.
To... — Trochę przytłoczona nadmiarem informacji; trochę zawstydzona tym, co swędziało ją w gardle, dwukrotnie stuknęła czubkiem buta w podłoże. — To może powinniśmy któregoś dnia...się spotkać?. Nie zapytała. Tak jak wystrzał fajerwerek, tak również teraz coś im przerwało. Kawałek dalej, na innej ławce usłyszała siarczyste przekleństwo i dalszą tyradę na temat późnej godziny i ostatniego autobusu z Oakville do Toronto.
Spłoszona, sarnimi oczami przeskoczyła z obceo chłopaka, który w popłochu dopijał puszkę piwa do Nico. Tak bardzo chciała z nim zostać i dłużej porozmawiać; o tym dlaczego rzeczywiście zrezygnował z Vancouver, co zamierzał teraz robić i gdzie mieszkać, jednak czas diametralnie się kurczył.
Nico, ja... przepraszam. Muszę, no wiesz, muszę iść — wydukała i wskazała kciukiem na ścieżkę, prowadzącą na plac. Zaczęła powoli się wycofywać, a jednocześnie wciąż z żalem spoglądała na chłopaka, jakby nie godziła się z końcem tego pożegnania. Niestety pod wpływem wszystkiego co czuła, nie miała odwagi dokończyć pytania i poprosić, aby spotkali się... kiedykolwiek. — Do zobaczenia? — I pobiegła na autobus.

Nico Rosenhall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Zabawna wizja, ale… w sumie masz rację — zaśmiał się. Kiedyś ciężko było mu wyobrazić sobie jego przyjaciela w prawdziwym, stabilnym związku, a okazuje się, że przez tyle lat odpowiednia dziewczyna czekała tuż pod jego nosem. Dlatego nie zdziwiłby się, gdyby jedno z ich kolejnych spotkań było na ślubie wspomnianej pary, choć wolałby widzieć się z nią zdecydowanie szybciej. Lata bez jej obecności jakoś przebiegły, Nico przyzwyczaił się do jej nieobecności w swojej codzienności. Spotkanie jej niosło o tyle trudność, że teraz nie chciałby jej od siebie puszczać; co było ciężkie do wykonania, zważając na ich przeszłość. Rozsądek podpowiadał mu, że powinien uciekać, jednak najwidoczniej był zbyt emocjonalny, aby zignorować to, co chciało serce.
Były w nim dwa wilki — jeden był zazdrosny o jakąkolwiek potencjalną relację romantyczną Lilian, a drugi uważał, że było to mocno nie na miejscu, że choć przez chwilę próbował usprawiedliwić lata milczenia i chociaż przez chwilę spróbować rościć sobie prawa do jej serca. Co prawda, wszelkie swoje rozmyślania pozostawiał jedynie we własnych myślach i wyobrażeniach, a i tak wydawało mu się to zakazane.
Oparł się o ławkę, spoglądając na nią z wyraźnym rozbawieniem. A przecież?; dopytał w swoich myślach. — Z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że jednak nieco inaczej zachowują się bracia wobec swoich sióstr — stwierdził ze śmiechem. W końcu nie był najmłodszy — miał dwóch starszych braci, a najmłodsza była jego siostra, która w oczach całej trójki dżentelmenów uchodziła za księżniczkę. Ani włos z głowy nie mógł jej spaść; i w tym przypadku jego traktowanie Davenport się zbiegało z troską, którą obdarowywał siostrę. Jednak cała reszta… to smak ust Lilian znał i wspominał, to jej ciało w pewnym momencie, nie kryło przed nim żadnych sekretów. Również była jego księżniczką lecz ze znacznie lepszym i bonusowym traktowaniem.
Ciężko było mu zinterpretować jej reakcję, zwłaszcza po tylu latach. Cieszyła się? Obmyślała drogę ucieczki? Trudno stwierdzić. Dlatego cierpliwie czekał, z uwagą przyglądając się jej twarzy, na której w końcu dostrzegł blask fajerwerek. Odwrócił spojrzenie w ich kierunku; w końcu właśnie po to tu przyszli, aby obejrzeć to niesamowite show. I to był moment, w którym uzmysłowił sobie po raz kolejny, że ludzie nawet z wiekiem, nie zmieniali się diametralnie. Lilian wypowiadała w myślach swoje życzenie, zupełnie tak, jakby cofnęli się o pięć lat wstecz i spędzili swój ostatni festyn w Oakville. Razem, jako jeszcze nastolatkowie. — Nie wracam — odpowiedział jej cicho na wcześniejsze pytanie, choć w tym hałasie prawdopodobnie nawet tego nie usłyszała. Nie wiedział, komu lepiej było powierzyć swoje marzenia; czy wybuchającym na niebie kolorowym śladom, czy spadającym gwiazdom, które szybko znikały z zasięgu wzroku. Ale przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? Dlatego tak jak zawsze, wypowiedział w myślach swoje życzenie.
— Znowu się spotkać? — dokończył za nią, jednak zwrócił uwagę, że coś ją rozproszyło. Już był w stanie ciągnąć dalej odpowiedź, powiedzieć, że chce się z nią widywać mimo wszystkiego, co wydarzyło się w przeszłości, ale jej sarnie oczy i nagłe poruszenie sprawiło, że nagle zapomniał słów.
— Już uciekasz, kopciuszku? — zażartował, ale pokiwał głową. Czy tak czuł się książe, gdy kopciuszek pędził nagle do swojej karocy z dyni? — Do zobaczenia, Lils — odpowiedział. Miał nadzieję, że nie było to ich ostatnie spotkanie; że nagle przekorny los nie postanowi z nich zadrwić i rozmijać ich, aby pokazać, co stracili. Może powinien za nią pobiec? Pojechać z nią do Toronto i jutro martwić się pozostawionym w domu rodzinnym samochodzie i psie? Pies. Nie mógł zostawić go samego, tym bardziej że jego rodziców nie było na weekend.
Jeszcze chwilę posiedział na ławce, aż w końcu zszedł na dół z górki, dołączając do znajomych. Na pytanie, gdzie się podział, jedynie wzruszył ramionami, tłumacząc, że ciągle spotykał kogoś ze szkoły. I to nie było kłamstwo, bo każda wizyta w Oakville wiązała się z lekkim odświeżaniem starych znajomości. Pokręcił się z nimi jeszcze przez dwie godziny, wypił w międzyczasie kolejne piwo, próbując nieco wyjść ze swojego stanu rozmyślań i skupić się na przyjaciołach, którzy zaraz zaczną dopytywać o jego zachowanie. W końcu rozstali się, a Nico wyruszył w samotny spacer ku rodzinnemu domu, jednak przechodząc niedaleko przystanków autobusowych, dostrzegł znajomą postać i sukienkę w stokrotki, którą dziś już widział. — Lilian? Uciekł ci autobus? — zapytał, jakże błyskotliwie, bo co innego miałaby robić grubo po północy w mieście, który nie był już jej domem? — O której masz następny? — zagadnął, będąc gotowy jej potowarzyszyć. Tak z czystej troski… w końcu nie do końca bezpiecznie było stać tu ot tak samej.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znowu się spotkać. Brzmiało to tak prosto, jakby rzeczywiście mogli robić to codziennie. Niestety emocje Lilian kotłowały się w każdej części ciała i pchały na wierzch falę wątpliwości. Jeszcze ułamek sekundy spoglądała na Nico; jeszcze ułamek sekundy zdążyła pomyśleć, czy miała prawo go widywać, kiedy na niebo popękało od kolorowych świateł.
Czyli jestem właśnie tą księżniczką — zażartowała ostatkiem. Za młodu, jeszcze w podstawówce wielokrotnie bawiła się z innymi dziewczynkami w fabuły najpopularniejszych bajek o księżniczkach, ale jeszcze nigdy nie odgrywała roli Kopciuszka. To ciekawe i nawet według Lilian ta obecna chwila świetnie pasowała do scenerii.
Musiała uciekać. Może nie do karecy, ale do stalowej gabloty, która miała zaprowadzić ją do zamczyska złej, ekhem, macochy babki. Problem w tym, że pojazd zniknął bez swojej księżniczki. I bynajmniej nie zmienił się w dynię.
To nie tak, że przez dwie godziny stała bezczynnie na przystanku. Gdy autobus odjechał jej sprzed nosa, a kierowca z uporem maniaka zignorował zarówno krzyki Lilian, jak i jej desperacki bieg, próbowała znaleźć inne wyjście z sytuacji. Najpierw zaczepiała przechodniów, pytając o możliwość podwózki, lecz większość albo wracała do domów w Oakville, albo zmierzała (co wcale jej nie zdziwiło) na spontaniczną domówkę u Randalla. Później wróciła jeszcze na festyn, licząc, że odnajdzie koleżanki, ale te zdążyły przepaść w tłumie, rozchichotane i poprzytulane do starszych chłopaków. Choć zaoferowały, że zamówią jej taksówkę, Lilian doskonale wiedziała, że o tej porze nic sensownego nie dojedzie już do Toronto.
Zdruzgotana, ze skrzeczącą wizją babki Dolores siedzącą jej niemal na ramieniu i krytykującą każdą podjętą decyzję, chwyciła dwa kubki piwa i wróciła na ławkę pod przystankową wiatą. Następną godzinę spędziła pogrążona w chaotycznych myślach. Roztrząsała wiele rzeczy, ale najbardziej dręczyło ją to, jak potraktowała Nico. Tak nagle i brutalnie przerwała rozmowę i po prostu uciekła na autobus. Na autobus, na który nawet nie zdążyła.
Za każdym razem, gdy wracała do tego wspomnienia, nerwowo stukała się w czoło albo obijała czubek buta o chodnikową płytę. Gdyby miała w sobie choć odrobinę więcej odwagi, pewnie wróciłaby na festyn, odnalazła Nico i przeprosiła za całe zamieszanie. Jednak aktualnie silniejszy od rozsądku był wstyd. Wolała więc siedzieć tutaj, pod szarą wiatą i zachować ten żałosny stan wyłącznie dla pustego przystanku oraz autobusu, który, hehe, miał pojawić się dopiero około siódmej rano. W końcu był weekend, więc komunikacja miejska w Oakville oraz połączenia do Toronto kursowały wyjątkowo rzadko.
Właśnie uderzała tyłem głowy o szklaną szybę wiaty, kiedy niespodziewanie pustą przestrzeń przeszył głos Nico. Natychmiast poderwała się z miejsca. Zakłopotana splotła dłonie za plecami i mocno zacisnęła usta, jakby w pierwszym odruchu zamierzała udawać, że wcale nie siedziała tu od godziny. Zaraz wypuściła powietrze, spuściła głowę i kopnęła niewidzialny kamyk.
Za cztery godziny — mruknęła i dopiero wtedy uniosła wzrok, aby umieścić go na twarzy Nico. Wyglądał na odrobinę zmęczonego, ale mimo tego mogłaby przysiąc, że na jej widok coś rozbłysło w jego oczach. Z drugiej strony prędko się zreflektowała, zganiając to na efekt ulicznej lampy, która rzucała na nich swoje światło. — Wracasz do rodziców? — bardziej zgadła, niż zapytała. Wątpiła, aby o tej porze ktoś specjalnie jechał do Toronto. Miała wrażenie, że dzisiaj nikt nie zamierzał tego zrobić, więc przytłoczona tą świadomością znowu usiadła na ławkę. Oparła łokcie o kolana, a brodę o dłonie.
Mogłam zostać z tobą do końca fajerwerek. Miałabym lepszy widok — zaśmiała się. Jednocześnie podsumowując zarówno pokaz fajerwerek, jak i śląc aluzję względem towarzystwa, z którym przyszło jej go oglądać.
Lilian nie zamierzała prosić Nico, aby z nią poczekał; nie zamierzała zatrzymywać go przed powrotem do domu. Nie czuła się do tego uprawniona, choć jej początkowe zaskoczenie i lekkie zdenerwowanie zdążyło rozwiać się w powietrzu. Znowu poczuła fascynacje; znowu była zaintrygowana trzecim już, przypadkowym spotkaniem Nicolasa.
Właśnie jawnie, wręcz bezczelnie świdrowała sylwetę mężczyzny spojrzeniem. Powoli przesunęła wzrok od kolan, przez biodra i brzuch, ku rozbudowanej klatce piersiowej. Zatrzymała się na moment na obojczykach, potem na szyi, ustach oraz nosie, aż w końcu dotarła do oczu. Tych ciemnych, czekoladowych oczu, w których odbijało się światło ulicznej lampy. Na ich widok mimowolnie wypuściła z ust ciche westchnienie.
Bolą mnie nogi — jęknęła znienacka i niespodziewanie zsunęła ze stóp loafaresy. Nie była pewna czy kierowało nią rzeczywiste zmęczenie, czy te dwa wypite w biegu piwa.

Nico Rosenhall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nawet nie oczekiwał cudu, jakim byłoby spotkać ją ponownie. Szwędając się za swoimi przyjaciółmi, zastanawiał się, czy kolejny miesiąc czasu minie nim znowu się spotkają. Chciałby móc do tego odliczać, nawet jeśli to trzydzieści dni zdawało się być wiecznością. Skąd mógł mieć pewność, że to będzie tylko miesiąc? Przekorny los może z nich zadrwić, urządzić im kolejną, kilkumiesięczną przerwę, bo żadne z nich nie będzie mieć śmiałości, aby w międzyczasie odkopać numer zagrzebany gdzieś w czeluściach telefonu i zadzwonić do drugiej osoby. Brzmiało to tak łatwo, a jednak psychiczne bariery nie pozwolą mu na wykonanie tak zuchwałego kroku.
Nie czuł się źle potraktowany, bo dobrze rozumiał, że musiała wrócić do Toronto. On nie miał takiego parcia, więc beztrosko mógł spędzić czas na festynie, nawet i do rana, ale… co to byłaby za przyjemność? Pogrążony we własnych rozmyślaniach, wywinął się z domówki u Randalla, wymyślając najbardziej wiarygodną wymówkę, że musiał od rana pomóc mamie — nikt nie kwestionował tego powodu, bo każdy znał jego sytuację. Było mu głupio to wykorzystywać, tym bardziej jeśli państwa Rosendale nie było na weekend w domu, ale… im mniej się wie, tym lepiej się śpi, prawda? Albo imprezuje. Szybko przekonał się, że odwalenie tej całej szopki było najlepszą decyzją, jaką mógł podjąć, skoro po drodze mignęła mu znajoma postać, którą w głębi duszy tak bardzo chciał jeszcze dziś zobaczyć. Może nie pojechała przez jego manifestację? Może umysł płatał mu psikusa, a kawałek sukienki w stokrotki był wytworem jego wyobraźni? Zbliżył się do wiaty i naprawdę nie dowierzał, że Lilian realnie tam siedziała. Był niemal tego pewien, w końcu nie upił się dwoma piwami.
— Cztery godziny… — pokiwał z niedowierzaniem głową, chowając ręce do kieszeni. Mógł całą swoją sylwetką zgrywać wyluzowanego i nawet nieco obojętnego, ale oczy, jak zawsze, nie umiały kłamać. Błysk w oku był oczywisty, choć nigdy nie przypuszczałby, że może być na tyle dostrzegalny. — Tak. Zatrzymałem się u nich na weekend z Cheetosem — potwierdził. Manewrował między Toronto a Oakville, zwalając się albo do braci, zwłaszcza do Leo i jego pensjonatu, albo do rodzinnego domu. Wiedział, że to nie mogło trwać w nieskończoność; potrzebował swojego miejsca, jednak skoro miał możliwość przeczekać, to wolał nie szukać mieszkania na łapu capu. Przyglądał się pochylonej postaci, opartej o własne kolana. Miał ochotę pogłaskać ją po włosach, powiedzieć, że cztery godziny miną im szybko, ale na szczęście miał w głowie na tyle rozumu, że powstrzymał się przed tą impulsywną myślą.
Zawtórował jej śmiechem, kręcąc głową z rozbawieniem.
— Mogłaś, choć jak poszłaś, to już były one zdecydowanie mniej spektakularne — stwierdził. Pokazy fajerwerków zawsze były ładne, jednak był przekonany, że to obecność Lilian dodawała im dodatkowego uroku. Sprawiała, że stawały się one bardziej wyjątkowe — przez jej błysk w oku, niemalże dziecięce spojrzenie i ten krótki gest wypowiadania w ich kierunku życzenia. Rozczulała go tym, nawet i po wielu długich latach rozłąki.
Zerknął na wiszącą obok tablicę z rozkładami, ale nie mógł się na niej skupić, skoro czuł na sobie wręcz wyżerające spojrzenie. Wrócił do niej wzrokiem, w momencie gdy swoimi oczami dojechała do jego twarzy, utrzymując z nim kontakt wzrokowy, który sprawił, że Nico nieświadomie wstrzymał powietrze. Gdy odwróciła od niego spojrzenie, sam od jej głowy przejechał wzrokiem po sylwetce Davenport, skupiając się również na małych szczegółach jak siniak na kolanie, którego wcześniej nie zauważył, a kończąc na stopach, z których zsunęła buty. Uśmiechnął się swoim powalającym uśmiechem numer trzy i przysiadł obok niej na przystankowej ławce, rozgaszczając się wygodnie. — A to szkoda, że bolą, bo miałem właśnie zaproponować jakiś spacer. Tak na zabicie czasu, chyba że masz inne plany na te cztery godziny — zagadnął, zaraz uśmiechając się cwanie. — Chociaż pamiętaj, zawsze zostaje impreza u Randalla. Myślę, że chętnie cię przenocuje — dodał z rozbawieniem, z premedytacją się z nią drocząc i przy okazji lekko szturchając Lilian łokciem. Mieli swoją historię o nieszczęśliwej miłości, a oprócz tego byli przyjaciółmi. Może na tym powinni się teraz skupić?

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cztery godziny wydawały się Lilian nieskończenie długie, ale co mogła zrobić? Nie miała innego sposobu, aby dostać się do Toronto. Musiała poczekać. Mimo to, kiedy Nico ponownie wypowiedział tą cholerną cyfrę, po raz kolejny uderzyła w nią świadomośc, jak to długo.
Zwróciła uwagę, że Nico cechowała pewna nonszalancja. Mimowolnie pomyślała, że zupełnie nie przejął się jej tragicznym losem. Właściwie dlaczego miałby się przejmować, skoro nic ich nie łączyło? To była następna upierdliwa myśl, która wdarła się do głowy Lilian. Szybko jednak skupiła się na jego kolejnych słowach, nie chcąc, aby dostrzegł cień markotności, który przemknął przez jej twarz.
Potaknęła natychmiast, choć nie miała odwagi zapytać, gdzie zatrzymywał się, kiedy nie był u rodziców. Pewnie nocował u któregoś z braci albo u dawnych znajomych z liceum. Z drugiej strony wtedy zapewne by o tym wiedziała. W końcu w tamtym okresie mieli wspólne grono przyjaciół.
Spojrzała na niego, kiedy zawtórował salwą rozbawienia, po czym znowu żywo potaknęła.
W sumie masz racje. Kiedy schodziłam fajerwerki juz sie kończyły.
Z pewnością nie zrozumiała, o co chodziło Nicolasowi, dlatego tak bezwzględnie zgodziła się z tym, że fajerwerki mogłyby być mniej intensywne. Nawet nie podejrzewała, że miał na myśli emocje, które towarzyszyły mu, gdy była blisko: kiedy sama ekscytowała się rozbłyskami świateł i naiwnie wypowiadała życzenie za życzeniem. W tamtej chwili sądziła jedynie, że próbował ją pocieszyć; wesprzeć i przekonać, że niewiele straciła, choć w rzeczywistości ominęła ją ważna rozmowa.
Nie mogła nic z tym zrobić, więc z niezdrową ciekawością zerkała w stronę Nico. Niestety z tej odległości umknęło jej, że przestał oddychać, a kiedy odwróciła wzrok, nie zauważyła też, że wciąż się jej przyglądał. Spojrzała w ciemną przestrzeń drogi, po której od dobrych kilku minut nie przejechał żaden samochód. Na Nico ponownie skupiła uwagę dopiero wtedy, gdy niespodziewanie usiadł obok i szturchnął ją łokciem, aż jęknęła z zaskoczenia.
Na spacer chętnie znajdę siłę — odparła prędko, po czym energicznie wsunęła stopy w buty i aby lepiej zaprezentować mu swoje siły, dwukrotnie stuknęła lakierkami. — Z drugiej strony masz rację. Randall mógłby mnie przenocować, więc może powinnam skorzystać z tej opcji? — dopowiedziała z pewną zaczepnością, przypomniawszy sobie o tym, jak na wzgórzu Nico wypowiedział się na temat chłopaka. Z tego mogła podejrzewać, że dalej czuł względem niego niechęć. Najwidoczniej ich niewidzialna nić nieporozumienia ciągnęła się pomimo upływu lat.
Lilian absolutnie nie zamierzała być złośliwa. Po prostu chętnie podchwyciła słowną gierkę, przeciągając ją na swoją stronę. Wstała z ławki i wygładziła tył sukienki w stokrotki, w której zaczynało być jej zimno. Potem zmarszczyła nos, tak jak robiła to zawsze, gdy stroiła sobie żarty, i ruszyła wzdłuż drogi. Mogli kierować się albo w głąb Oakville, gdzie znajdował się zarówno dom Randalla oraz Rosenhallów, albo w stronę Toronto. Z oczywistych względów Toronto zostało wykluczone.
Pewien etap ich znajomości dobiegł końca, ale od tamtego czasu minęło już pięć lat. Nie byli już licealistami stojącymi u progu dorosłych decyzji. Nie byli też zakochanymi w sobie dzieciakami, których buzujące hormony napędzały zarówno dobre, jak i złe chwile. Mieli po niemal dwadzieścia trzy lata i nic nie stało na przeszkodzie, aby znów się zaprzyjaźnili. Tak jak kiedyś, gdy siedzieli razem w szkolnej ławce i jeszcze nic nie zapowiadało romansu między nimi.
Lilian patrzyła na Nico z czułością dawnej miłości, ale też z sentymentem kogoś, kto przed laty lubił go po prostu za to kim był. A był dobrym, niezłomnym chłopakiem o błyszczących oczach i właśnie tym podbił jej serduszko.
A jaki był Nicolas Rosenhall w 2026 roku? Lilian jeszcze nie miała pojęcia, ale naprawdę chciała się tego dowiedzieć i poznać go jeszcze jeden raz.
To co robimy? — zapytała. Nie mieli zbyt wielu możliwości. O tej porze Oakville nie zachęcało już do szukania rozrywki w pubach czy barach, zwłaszcza że znajdowali się raczej na obrzeżach miasteczka .— Czy ty... zamierzasz poczekać ze mną na autobus? — Z pewnością Lilian byłoby miło, gdyby potowarzyszył jej te cztery godziny. Z drugiej strony nie mogła tego wymagać, więc zamierzała ochoczo przyjąć każdą minutę, którą chciał jej podarować.

Nico Rosenhall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”