Pierwszy wspólny wyjazd Dominica i Skye był wyjątkowy nie tylko ze względu na
ten pierwszy raz, ale także przez staniem się początkiem ich oficjalnego związku. Sądząc po sposobie, w jaki przebiegł pierwszy z dwóch wieczorów w Niagara Falls, najwyraźniej oboje potrzebowali szczerej rozmowy, dzięki której wreszcie wyjawili sobie miłość oraz wyjaśnili pewne sprawy, stając się lżejszymi w obawach.
Choć czy rzeczywiście? Po powrocie z pełnego wrażeń wypadu za miasto oboje musieli wrócić do rzeczywistości i stawić czoła decyzji, którą podjęli wspólnie - zmianie pracy Skye. Dominic, podpisując jej wypowiedzenie, z trudem wypuszczał dziewczynę z rąk, dobrze wiedząc, jak bardzo będzie tęsknił za częstszym widywaniem jej w pracy. Chciał mieć ją przy sobie, pracować z nią tak, jak do tej pory, spotykać się na wspólnych lunchach, ale zdawał sobie sprawę, jakich trudności przysporzyłby im ich związek w biurze. Szczerze mówiąc, miał w głębokim poważaniu, co ludzie myśleli na jego temat, ale nie mógł być egoistą wobec Skye. Zależało mu na tym, żeby rozwijała się w zawodzie i dobrze czuła się w swoim środowisku pracy, nie mógł więc narazić ją na żadne nieprzyjemności w relacjach między współpracownikami. Musiał pozwolić jej odejść.
Z tym, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że obietnic, które sobie złożyli na wyjeździe, tak ciężko będzie dotrzymać. Rozumiał fakt, że Skye musiała się wykazać w nowej firmie, choć delikatnie zwrócił jej uwagę raz, czy dwa, że przepracowywała się, spędzając tam czas dłużej, niż powinna, ale w końcu odpuścił, wykorzystując czas w pełni, kiedy w końcu udawało im się spotkać. Dlatego zależało mu na tym, żeby swoje własne urodziny spędzić z nią. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebował.
Trzydzieste urodziny. Słyszał na ich temat wiele pogróżek o przekraczaniu pewnego progu dorosłości i wchodzenia w nowy etap życia, ale nic sobie z tego nie robił, bo wizualnie nic przecież się w nim nie zmieniało. Nadal czuł się jak dwudziestokilkulatek. Jedyne, co ulegało zmianie, to jego mentalność. A działo się to wyłącznie za sprawą Skye, bo to ona zaczynała nadawać jego życiu kierunek. Wcześniej zapewne ten dzień spędziłby hucznie na imprezie do białego rana, ale teraz w zasadzie nie potrzebował fanfar i zabawy, a jedynie towarzystwa osoby, na której zależało mu, jak na nikim innym.
Tęsknił za nią. Delikatny zawód pojawił się na jego twarzy, gdy tego poranka zadzwoniła do niego z życzeniami i informacją, że dziś też musiała zostać dłużej w pracy. Nie protestował, po raz kolejny uznając dobro ukochanej osoby ponad własne i decydując się na pozostanie w pustym biurze dłużej, niż powinien.
Nie spodziewał się przyjęcia niespodzianki, co dało się zauważyć po jego kompletnie zaskoczonej minie, kiedy otworzył drzwi i zapalił światło, a z nienacka rozległ się huk i głośne okrzyki gości. W pierwszym momencie aż cofnął się o krok, a serce załomotało mu w piersi.
—
Oh my God, chcecie, żebym już na zawał padł? - rzucił, zanim zdążył pomyśleć o czymkolwiek innym, a wraz z udawanym wyrzutem na koniec w jego głosie pojawił się cień rozbawienia. Popatrzył po wszystkich zgromadzonych, przez chwilę wmurowany, czując jeszcze nieznaczne odrętwienie od nieprzyjemnych ciarek na plecach. Ale widząc podbiegającą do niego Skye, na jego twarzy pojawił się cieplejszy uśmiech. Bez namysłu otoczył ją ramionami i oddał jej pocałunek, dopiero teraz rozumiejąc, ile wysiłku musiała włożyć w organizację tej imprezy. Imprezy, której nie potrzebował, ale którą teraz przyjmował z uśmiechem na ustach, mimo zmęczenia po całym tygodniu pracy i instynktowną potrzebą spokoju u boku swojej dziewczyny.
—
Dziękuję, Słońce - mruknął, spoglądając na nią z łagodnym uśmiechem, ale kiedy zaczęła mu zakładać czapeczkę, zrobił minę kapryśnego dziecka. -
Naprawdę muszę? - zapytał, ale widząc, że nie odpuszczała, pokornie zgodził się na tę czapkę, kręcąc przy tym głową i patrząc na nią spod przymrużonych żartobliwie powiek, bo na pewno wyglądał komicznie. Po chwili, nadal trochę oszołomiony, zaczął się ze wszystkimi po kolei witać.
—
Dobra, dajcie mi chwilę, muszę się ogarnąć - klepnął w końcu w ramię Logana, po czym wziął za rękę Skye. -
Musisz mi pomóc - rzucił znacząco w jej stronę, a kącik jego ust poszerzył się w nieco łobuzerskim uśmiechu, po czym bez wahania zaciągnął ją do swojej sypialni.
Skye Murray