ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
outfit

Gdyby ktoś chciał kiedyś nakręcić reality show pod tytułem: „Największe rozczarowania życia”, to byłaby główną aktorką tej telewizyjnej produkcji. To miał być jej wieczór. Odreagowanie po męczących dniach, gdy jej emocje bawiły się zajebiście na Rollercoasterze, który przyprawiłby nie jednego o mdłości. Gość na zdjęciach wyglądał na mocne 12/10. Chodzący ideał. W rzeczywistości był to nudny jak flaki z olejem typ, który bardziej prowadził rekrutację na przyszłą żonę. Brakowało jeszcze jakiejś umowy do podpisania i prezentacji gdzie krok po kroku omówiliby wszelkie możliwości swojej potencjalnej znajomości. Nawet nie tknęła swojego kieliszka z alkoholem, bo pod wpływem procentów jeszcze zacząłby jej się podobać, a wtedy musiałaby prostą drogą pojechać do psychiatry. Jeszcze gorzej było w momencie, gdy zaproponowała fejkowe zaręczyny dla darmowego deseru. Tak, to był ten moment, w którym musiała się ewakuować i o ile zazwyczaj takich typów gasiła jak peta, tak tym razem postanowiła dosłownie uciec: przez wąskie okno w restauracyjnej toalecie.
I ktoś mógłby pomyśleć, że na tym cała ta randka miała się zakończyć, ale kurwa nie... Poprawiała właśnie sukienkę i zamierzała szybkim krokiem odejść z dala od lokalu, ale mężczyzna czekał na nią już przy swoim samochodzie.
„Martwiłem się”.
Ja pierdolę...
I gdy on zaczynał nawijać coś o tym, że może coś źle poszło, że powinni spróbować jeszcze raz, to ona myślała tylko o jednej osobie, która w tej chwili mogła sprawić, że ta noc będzie chociaż trochę znośna i zakończy się śmiechem. Już w telefonie miała zablokowaną wystarczającą ilość psychopatów, żeby dodawać do kolekcji typa z Toronto. Trzeba było więc to zakończyć dobitnie i tym pięknym sposobem uszczknąć chociaż trochę dla siebie. Wyciągnęła telefon i napisała dwie wiadomości do Jasona, którego mieszkanie było najbliżej.
1. Jesteś w domu?
2. Udawaj mojego męża, który wrócił z delegacji.

- Masz rację. Porozmawiajmy w jakimś spokojniejszym miejscu. Może u mnie? - zaproponowała wiedząc, że co jak co, ale na taką propozycję poleci każdy samiec alfa. Szczególnie, że w czeluściach swojej torebki miała zapasowe klucze do mieszkania chłopaka, po tym jak ostatnim razem nie mógł jej wywlec z łóżka, a musiał wychodzić. Była więc jedna opcja: Jason albo zgon psychiczny na miejscu.
Spacerkiem przebyła drogę do mieszkania przyjaciela już w o wiele lepszym nastroju, bo w głowie pisała scenariusz dostępnych możliwości, które mogły się odpierdolić. Bo jeśli ten wieczór miał być katastrofą, to przynajmniej katastrofą na jej warunkach. Otworzyła drzwi kluczem i weszła powoli do mieszkania, które było pogrążone w ciemności. Kurwa, na ten widok sama się zestresowała. Czuła mokre pocałunki na swojej szyi, a jej serce galopowało w piersi jak stado koni. Bo co jeśli Jason zrobił ją w chuja? I była w mieszkaniu sama z tym obślizgłym typem?

Jason Choi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

outfit

Wieczór był jeszcze młody, a to zwykle wiązało się z tym, że Jason uderzał na miasto. Ta jedna rzecz nie zmieniała się w nim pomimo upływających lat - od nocek zarwanych przy konsoli czy innym netflixie, wolał się spocić w jakimś klubie nocnym, porwać tańcowi, spić drogimi, słabymi drinkami i zmacać lub zostać zmacanym. Jeśli mu się szczęściło, zwykle w końcu i tak wracał do swoich czterech ścian - ale z towarzystwem. Aplikacje randkowe bywały przydatne, niemniej uważał je za dość sztuczne, niepotrzebnie komplikujące już i tak skomplikowany proces wyrwania kogoś, kto przecież i tak zjawił się w jego życiu tylko na moment. W klubie wszystko było prostsze - błysk w oku, wspólny taniec, nawet rozmawiać nie trzeba było, bo przecież muzyka na to nie pozwalała.
Godzina była na tyle wczesna, że tego wieczora Jason zdążył upatrzyć sobie jeden z lokali, wychylić jednego drinka, przepłynąć przez tłum. Wciąż był jednak trzeźwy, kołnierzyk jego ubrania nie zdobił ślad żadnej szminki, nawet fryzura nie zdążyła mu się jeszcze zepsuć. Nie słyszał powiadomienia smsa, poczuł jednak wibracje w tylnej kieszeni. W pierwszej chwili chciał to zignorować, szczególnie że właśnie wypatrzył długonogą brunetkę, której chyba też wpadł w oko - ale coś go tknęło i postanowił sięgnąć po komórkę.
O ile w przypadku swojej własnej osoby Jason często zachowywał się w sposób od lekkomyślnego po zwyczajnie bezmózgi, tak gdy w grę wchodziły osoby, które uważał za swoich znajomych, sytuacja ulegała diametralnej zmianie. Gabi należała do tej grupy, co więcej, Choi wiedział doskonale, jak łatwo sama ładowała się w często spierdolone akcje. Jason zaś niestety miał w sobie coś z protektora, więc gdy zapowiadało się na to, że ktoś ma kłopoty, od razu poważniał i wkraczał do akcji. Nie miał pojęcia o co chodzi, ale z tych zdawkowych wiadomości wywnioskował jedno - musiał wracać do domu. Teraz.
Złapanie ubera o tej porze nie było łatwe, nocne życie w Toronto dopiero się rozkręcało i wszystkie auta nagle były zajęte. W końcu mu się jednak poszczęściło, chociaż miał wrażenie, że te dwadzieścia minut jazdy trwają dwie godziny. Czy pamiętał o tym, że kiedyś dał Gabrieli zapasowy klucz? Nie, przypomniał sobie o tym dopiero przeskakując po kilka stopni na raz w drodze na swoje piętro. W głowie już miał kilka scenariuszy dotyczących tego, co właściwie dziewczyna znów odjebała, a znając ją, była to konkretna kabała. Zdecydowanie jednak nie spodziewał się tego, że kiedy pchnie drzwi wejściowe do własnego mieszkania, zobaczy jak jakiś obcy facet obściskuje Blais, z której twarzy mógł wyczytać obrzydzenie i... chyba strach?
- Co tu się do kurwej nędzy wyprawia? - ryknął od wejścia. Dziewczyna będzie się musiała srogo tłumaczyć z tej scenki, ale wpierw trzeba się było pozbyć fagasa. Wcielając się w rolę, o której Gabi wspomniała w smsie, Jason kontynuował - Łapy precz od mojej żony! - i niczym prawdziwie wściekły, przykładny mąż, rozdzielił prędko dwójkę, nieznajomego popychając na ścianę i tam też go przytrzymując. Miał ku temu siłę, nawet jeśli byli mniej więcej równi wzrostem, Jason zdecydowanie przewyższał go masą mięśniową.
Jason to the rescue, once again.
- Ktoś mi wyjaśni, co tu się dzieje? Znów sobie jakiegoś kochasia przyprowadziłaś, jak mnie nie było?

Gabriela R. Blais
ODPOWIEDZ

Wróć do „#31”