Gdyby ktoś chciał kiedyś nakręcić reality show pod tytułem: „Największe rozczarowania życia”, to byłaby główną aktorką tej telewizyjnej produkcji. To miał być jej wieczór. Odreagowanie po męczących dniach, gdy jej emocje bawiły się zajebiście na Rollercoasterze, który przyprawiłby nie jednego o mdłości. Gość na zdjęciach wyglądał na mocne 12/10. Chodzący ideał. W rzeczywistości był to nudny jak flaki z olejem typ, który bardziej prowadził rekrutację na przyszłą żonę. Brakowało jeszcze jakiejś umowy do podpisania i prezentacji gdzie krok po kroku omówiliby wszelkie możliwości swojej potencjalnej znajomości. Nawet nie tknęła swojego kieliszka z alkoholem, bo pod wpływem procentów jeszcze zacząłby jej się podobać, a wtedy musiałaby prostą drogą pojechać do psychiatry. Jeszcze gorzej było w momencie, gdy zaproponowała fejkowe zaręczyny dla darmowego deseru. Tak, to był ten moment, w którym musiała się ewakuować i o ile zazwyczaj takich typów gasiła jak peta, tak tym razem postanowiła dosłownie uciec: przez wąskie okno w restauracyjnej toalecie.
I ktoś mógłby pomyśleć, że na tym cała ta randka miała się zakończyć, ale kurwa nie... Poprawiała właśnie sukienkę i zamierzała szybkim krokiem odejść z dala od lokalu, ale mężczyzna czekał na nią już przy swoim samochodzie.
„Martwiłem się”.
Ja pierdolę...
I gdy on zaczynał nawijać coś o tym, że może coś źle poszło, że powinni spróbować jeszcze raz, to ona myślała tylko o jednej osobie, która w tej chwili mogła sprawić, że ta noc będzie chociaż trochę znośna i zakończy się śmiechem. Już w telefonie miała zablokowaną wystarczającą ilość psychopatów, żeby dodawać do kolekcji typa z Toronto. Trzeba było więc to zakończyć dobitnie i tym pięknym sposobem uszczknąć chociaż trochę dla siebie. Wyciągnęła telefon i napisała dwie wiadomości do Jasona, którego mieszkanie było najbliżej.
1. Jesteś w domu?
2. Udawaj mojego męża, który wrócił z delegacji.
- Masz rację. Porozmawiajmy w jakimś spokojniejszym miejscu. Może u mnie? - zaproponowała wiedząc, że co jak co, ale na taką propozycję poleci każdy samiec alfa. Szczególnie, że w czeluściach swojej torebki miała zapasowe klucze do mieszkania chłopaka, po tym jak ostatnim razem nie mógł jej wywlec z łóżka, a musiał wychodzić. Była więc jedna opcja: Jason albo zgon psychiczny na miejscu.
Spacerkiem przebyła drogę do mieszkania przyjaciela już w o wiele lepszym nastroju, bo w głowie pisała scenariusz dostępnych możliwości, które mogły się odpierdolić. Bo jeśli ten wieczór miał być katastrofą, to przynajmniej katastrofą na jej warunkach. Otworzyła drzwi kluczem i weszła powoli do mieszkania, które było pogrążone w ciemności. Kurwa, na ten widok sama się zestresowała. Czuła mokre pocałunki na swojej szyi, a jej serce galopowało w piersi jak stado koni. Bo co jeśli Jason zrobił ją w chuja? I była w mieszkaniu sama z tym obślizgłym typem?
Jason Choi