— Czy na pewno wszystko mamy? — zapytała Dorothy po raz kolejny, krążąc między łóżkiem a drzwiami. — Bo ja mam wrażenie, że czegoś brakuje. Zawsze czegoś brakuje. Na pewno brakuje.
Zerknęła na nią z rozbawieniem, którego nawet nie próbowała ukrywać.
— Mamo, przestań — rzuciła spokojnie. — Nic nie brakuje. Sprawdzałaś wszystko trzy razy.
— Trzy razy to za mało — odparła Dorothy natychmiast, jakby to była oczywistość. — To ślub! Tu nie ma miejsca na żadne wystarczy!
Zaylee poprawiła ramiączko swojej sukni i odwróciła się lekko bokiem, żeby spojrzeć na odkryte plecy. Błękitny materiał układał się dokładnie tak, jak powinien. Wybrała tę suknię, bo była prosta i wygodna. Nie chciała niczego, co będzie ją ograniczać w trakcie uroczystości.
— Mamo — odezwała się ponownie, odwracając głowę w jej stronę. — Wszystko jest gotowe. Naprawdę — zapewniła z uśmiechem, na co matka zatrzymała się w miejscu, spojrzała na nią i przez chwilę wyglądała tak, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale chyba zabrakło jej argumentów.
Jeszcze kilka dni temu siedziały wraz ze Swanson siedziały przy stole, analizując kolejne raporty. Sprawa seryjnego mordercy wciąż pozostawała nierozwiązana. Wiedziały, że nie są nawet blisko, ale na pewno nie wystarczająco blisko, żeby zamknąć śledztwo przed ślubem. Musiały świadomie odłożyć ją na bok i po prostu cieszyć się dniem, na który obie tak długo czekały.
Zaylee poprawiła włosy, pozwalając matce wsunąć w kosmyki kilka ozdobnych wsuwek. Nie minęła chwila, a Dorothy znów zaczęła chodzić po pokoju.
— A obrączki? — rzuciła nagle.
— Są na dole — odpowiedziała Zaylee, odgarniając luźne pasmo włosów za ucho.
— Kto je ma?
— Lucas.
— Lucas?! A jeśli je zgubi?
— Nie zgubi.
— A jeśli —
— Mamo — przerwała jej Zaylee, tym razem trochę bardziej stanowczo, ale nadal spokojnie. — Wszystko jest pod kontrolą — zagwarantowała, bo przecież nie byłaby sobą, gdyby - pomimo natłoku pracy - nie dopilnowała, żeby przygotowania do ślubu nie poszły perfekcyjnie. Może nie mogła wszystkiego nadzorować osobiście, ale cały czas pozostawała w kontakcie z menadżerką obiektu i ludźmi, którzy zajmowali się całą organizacją.
Podeszła do okna i spojrzała na ogród. Ludzie zaczynali zajmować miejsca. Całość wyglądała dokładnie tak, jak planowały z Eviną. Była gotowa. Ostatni raz zerknęła w lustro i wygładziła dłonią materiał błękitnej sukienki, po czym ruszyła w kierunku drzwi, które Dorothy otworzyła przed nią gwałtownym szarpnięciem. Zaylee posłała jej rozbawione spojrzenie i przeszła przez korytarz. Schody prowadzące w dół były wąski i lekko skrzypiące przy każdym kroku.
— Jeśli zmienisz zdanie, to…
— Nie zmienię — przerwała matce, nawet się nie odwracając.
Nie powiedziała tego dlatego, że tak wypada albo że to poszło już zbyt daleko, żeby się wycofać. Zaylee była pewna w taki sposób, który nie potrzebował dodatkowych słów ani tłumaczeń. To nigdy nie była decyzja o tym, że wszystko będzie łatwe. Tylko o tym, że chce iść przez to wszystko właśnie z Eviną.
Evina J. Swanson