ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
173 cm
pisarka od siedmiu boleści
Awatar użytkownika
Yeah, now you wanna be my honey. Oh, can't you see? 'Cause I don't have those fears anymore.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#6
Victoria uniosła wzrok dopiero wtedy, gdy cień kolejnej sylwetki zatrzymał się po drugiej stronie stolika. Palce na moment zawisły nad stroną książki, bo jakby potrzebowała tej sekundy, żeby wrócić do rzeczywistości po długim ciągu identycznych podpisów, uśmiechów i krótkich rozmów, które zaczynały się ze sobą zlewać.
Księgarnia powoli pustoszała. Szum rozmów był już przytłumiony, bardziej rozproszony, a gdzieś w tle ktoś przestawiał filiżanki, tworząc cichy, metaliczny rytm. To jej odpowiadało. Lubiła, kiedy dźwięki były – nawet jeśli ledwie słyszalne.
Podniosła spojrzenie wyżej.
Mężczyzna stał spokojnie, bez pośpiechu, z książką w dłoni. Przez ułamek sekundy przyjrzała mu się uważniej, niż robiła to wcześniej z innymi. Może dlatego, że był ostatni. A może dlatego, że jego obecność nie była nachalna. Po prostu… był?
Przełknęła cicho ślinę, prostując się odrobinę na krześle. Zmęczenie siedziało w jej ramionach i karku, ale nie pozwoliła mu przejąć kontroli nad tym momentem. Jeszcze chwila.
Dla kogo? – zapytała spokojnie, unosząc lekko brew, kiedy sięgnęła po egzemplarz.
Jej głos był miękki, trochę cichszy niż na początku spotkania, ale wciąż stabilny. Wyćwiczony.
Otworzyła książkę na pierwszej stronie, przesuwając palcami po papierze, jakby potrzebowała znajomej faktury, żeby utrzymać się tu i teraz. Na moment jej spojrzenie zatrzymało się na tytule.
Pierwsza część trylogii opowiadała o kobiecie, która wprowadza się do domu idealnej rodziny – z zewnątrz nieskazitelnej, niemal katalogowej. Szybko jednak zaczyna zauważać rzeczy, które nie pasują do tego obrazu. Zbyt kontrolowane gesty, zbyt idealne odpowiedzi, napięcie ukryte w drobnych szczegółach. Każdy rozdział odsłaniał kolejną warstwę kłamstw, a granica między ofiarą a oprawcą powoli się zacierała.
Druga część szła jeszcze dalej. Bohaterka próbowała ułożyć sobie życie na nowo, ale przeszłość nie odpuszczała. Ktoś obserwował. Ktoś wiedział więcej, niż powinien. A najgorsze było to, że nie była już pewna, czy może ufać samej sobie.
Victoria przez chwilę wpatrywała się w te słowa, jakby czytała je pierwszy raz, choć znała je przecież na pamięć.
Jej palce zacisnęły się lekko na długopisie.
Potem wróciła spojrzeniem do mężczyzny.
Obie? – zapytała, wskazując lekko głową na drugi tom, który trzymał. – Odważnie.
Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu, bardziej zmęczony niż zaczepny.
Przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się uważniej, jakby próbowała coś z niego wyczytać. Nie naciskała. Po prostu czekała na odpowiedź, trzymając długopis nad stroną, gotowa zapisać imię, które zaraz padnie.

Shane Rogers
Ostatnio zmieniony pn maja 11, 2026 12:16 pm przez Victoria Heffernan, łącznie zmieniany 1 raz.
gall anonim
Mało co mnie rusza.
36 y/o
For good luck!
170 cm
wykładowca literatury angielskiej University of Toronto
Awatar użytkownika
wykładowca i fanatyk... studentek ale ciii.. potajmnie wzdycha do dawnej miłości sprzed lat.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os.
czas narracji-
postać
autor

Był może ciut nudny i przewidywalny, spędzając wieczory przy lekturze, rzadziej barze czy miejscu gdzie mógłby poznać miłość życia. On jednak układał rzeczy ważne i ważniejsze, a póki co po prostu rozwój osobisty oraz chęć poznania kultury i artystów, których miał pod okiem Toronto przeważały nad piorytety w stylu, załóż rodzinę, spłodz syna czy zasadź drzewo i zbuduj dom. On po prostu czerpał najwięcej swoich dobrych cech z literatury, z tego co takie nowe i nieznane. Odkrywał na nowo siebie i pasję do pisania, co kryło się za tym, że sam chętnie czerpał weny z innych. Typowe wieczorki poezji na które chodził czy księgarnię z wieczorami autorów mniej czy bardziej znanych w okolicy. To była okazja także dla niego aby przypomnieć o sobie, znaleźć na półce coś swojego, coś co wydał wieki temu z nadzieją na wielką karierę czy sławę. Dzisiaj raczył się jedynie wierszami, który upychal na zalanych kawą kartkach do szuflady. Tam były bezpieczne przed nachalnym wzrokiem koneserów czy krytyków. Tak było prościej, przerzucić się z pasji życia na naukę o tym. Będąc wykładowcą dalej był blisko literatury ale już od innej strony, bardziej technicznej i teoretycznej. Pasja jednak do słowa pisanego dalej w nim tkwiła i dalej chętnie słuchał innych. Dzisiejsze spotkanie było przypomnieniem dla niego jak niektórzy walczą o to aby dalej pisać i zachęcać czytelnika. Zgarnął więc oby dwa tomy, które prezentowała Heffernan. Kojarzył ją i chciał dawno sięgnąć po coś z jej konta, ale póki co nie było okazji. Teraz przy tym spotkaniu, mogli chwilę zamienić słowo a on mógł zasugerować coś od siebie, obu współpna korzyść. Oczywiście nie pamiętał już historii, które przytoczyła w swej książce, ale chciał to odświeżyć i do tego wrócić, był ciekawy czy znajdzie w tym trochę siebie.
Nigdzie się nie spieszył i czekał cierpliwie na sam koniec, po to właśnie aby zaczepić i zamienić z autorką kilka słów. Nie miał w tym głębszego celu ale po prostu wierzył, że dwie artystyczne dusze zawsze się dogadają, może nawet i sobie pomogą. Shane zardzewiał pod względem pisania i gdy już zawiódł na tym polu odnalazł się w wykładaniu literatury angielskiej na uczelni. Mimo złego wciąż próbował od czasu do czasu znaleźć pomysł czy wenę w sobie na kilka drobnych przemyśleń, wierszy o życiu i tym ck go spotykało. O dziwo ta forma jak nigdy przypasowała mu bardziej niż plan na głębsze teksty czy postacie, które musiałby kreować pod potencjalną książkę. Może w tym był jakiś ukryty przekaz, co powinien tworzyć lub w którą stronę zawrócić. Tak czy inaczej wreszcie był już tylko On przed nią, z obiema tomami, które miał zamiar pochłonąć jak najszybciej się dało.
- Dla Shane'a, poszukiwacza weny i zagubionych liter. - rzucił nieco z przekąsem ale jednak gdy wróciła wzrokiem na jego twarz, był poważny. Tu faktycznie chodziło o coś głębszego niż jedynie parę słów i motywacji, tu chodziło o poszukiwanie tej najlepszej wersji siebie, którą zgubił. Niestety.
- Tak. Obie. Lubię jak coś chodzi parami, a jeśli w życiu nie wychodzi to chociaż z książkami niech wyjdzie. A tak na poważnie sam pisze co nieco więc... - zagadnął, podglądając nieco co kobieta napisze faktycznie na pierwszej stronie. Drugą książkę odłożył również na stolik, tak jakby sugerując, że na niej też chcę jedną dedykacje, ale to może dopiero na koniec, coś co sama napisze po paru słowach, które zdążą zamienić ze sobą. - Ciekawi mnie jak Pani udało się poradzić z bezradnością i pustką w jednej chwili. Wiem sam po sobie jak pisanie może wyglądać, ile włosów można wyrwać z głowy i ile przekleństw wyrzucić. Zatraciłem to cośi usilnie próbuje się odnaleźć wraz z sensem. - chyba samo to jak brzmiał dużo mówiło o nim samym. Pasja i chęci były i tkwiły w nim ale co więcej, gdzie miał szukać tego czegoś, skąd zaczerpnąć. Tego był ciekawy z jej punktu widzenia, na jej własnej postaci.


Victoria Heffernan
36 y/o
For good luck!
173 cm
pisarka od siedmiu boleści
Awatar użytkownika
Yeah, now you wanna be my honey. Oh, can't you see? 'Cause I don't have those fears anymore.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Długopis dotknął papieru.
Zapisała imię spokojnie, bez pośpiechu, tak jak robiła to przez cały wieczór - równym, wyraźnym pismem, które nie zdradzało zmęczenia. Ale przy poszukiwaczu weny i zagubionych liter jej ręka na moment zwolniła.
Nie uniosła głowy. Tylko lekko się zatrzymała.
Dedykacje zazwyczaj brzmiały podobnie. Dla Mamy, dla Kasi z miłością, dla przyjaciółki, która mnie znosi od lat. Ciepłe, gotowe, bezpieczne. To było inne. Trochę zbyt szczere jak na pierwszą wymienioną frazę z nieznajomym. Albo właśnie dlatego wylądowało tak, jak wylądowało - bo nie starał się tego owijać w bawełnę.
Skończyła pisać i zamknęła okładkę.
Przesunęła tom po blacie w jego stronę, a kiedy w końcu podniosła wzrok, w jej spojrzeniu nie było rozbawienia. Raczej coś spokojniejszego - rodzaj cichej, roboczej uwagi, którą poświęcała rzeczom, które ją rzeczywiście interesowały.
- Większość ludzi zaczyna od pierwszej, a potem odkłada drugą na kiedyś - odezwała się spokojnie. Bez wyrzutu, bez ironii. - Kiedyś w przypadku trylogii rzadko nadchodzi.
Oparła się lekko o blat, krzyżując nadgarstki przed sobą. Przez chwilę patrzyła na niego z tą samą nieuchwytną uwagą co wcześniej. Mężczyzna, który sam pisze co nieco, stał tuż przed nią i chciał rozmawiać o pisaniu - nie o fabule, nie o tym, skąd wzięła pomysł i czy postać wzorowana jest na kimś prawdziwym. O tym właśnie - o bezradności i pustce.
To było rzadsze niż myślał, że jest.
Kiedy zaczął mówić o włosach wyrwanych z głowy i przekleństwach, przez ułamek sekundy poczuła coś znajomego w tej sekwencji. Znała tę kolejność. Najpierw jest strona, która nie chce wyjść. Potem jest cisza, która robi się za ciężka. Potem jest coś pomiędzy frustracją a poczuciem, że może po prostu nie ma się nic do powiedzenia. Ona przez lata pisała w ukryciu - wieczorami, kiedy był poza domem, na plikach schowanych głębiej niż powinny być schowane - i nigdy nie miała pewności, czy robi to dlatego, że musi, czy dlatego, że to było jedyne miejsce, w którym nikt jej nie kontrolował.
Ale tamtej myśli nie dokończyła. Odpuściła szybko, zanim zdążyła zakorzenić się głębiej.
- Nie wiem, czy mi się udało - odpowiedziała w końcu. Głos miała równy, bez ozdób. - To znaczy z bezradnością. Pisanie jej nie rozwiązuje. Raczej… przesuwa ją gdzie indziej. Nadaje jej inną nazwę, inną twarz, inną fabułę. I przez jakiś czas to wystarczy.
Przesunęła kciukiem po krawędzi drugiego tomu, który leżał jeszcze między nimi.
- Ale zatracić coś to inne słowo niż nie umieć pisać - powiedziała spokojnie, patrząc na niego. - Jedno i drugie brzmi podobnie od środka, ale jest inaczej zbudowane.
Urwała na moment, jakby sama ważyła, czy chce iść dalej.
- Co pan pisze? - zapytała. - Albo co pan pisał, zanim to coś gdzieś się zawieruszyło.
Wzięła do ręki drugi tom, ale nie otworzyła go jeszcze. Czekała.

Shane Rogers
gall anonim
Mało co mnie rusza.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bookland”