-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Rozstanie z narzeczoną przyszło nagle ale wisiało nad nim od dawna, tego nie dało się ciągnąć i zamazać, jego zdrady i kolejne momenty w których żył z dziewczyną jak po prostu lokatorzy. Chciał dla niej jak najlepiej więc nie walczył i nie próbował do siebie przekonywać. Miał świadomość jakim skurwielem się stał i jak mocno zranił każdym kolejnym ruchem. Zdrady przychodziły mu równie łatwo co otwieranie kolejnych butelek z alkoholem, a zapach perfum obcych kobiet dało się wyczuć od niego na odległość. Niestety był mendą i to nie unikało wątpliwości, nie walczył z tym faktem. Byłby próżny twierdząc, że jest czysty nawet jeśli był gliną, niestety ta robota wyniszczała czasem ostatnie szare, normalnie pracujące komórki.
Pomijając jednak to, Nathan miał kilka twarzy ale nigdy nie zionął ogniem wobec swojej ukochanej młodszej siostrzyczki. Zawsze stawał na wysokości zadania jako ten duży i odpowiedzialny starszy brat, czasami nawet i umiał dołożyć komu trzeba. Dla niego obok matki to była najważniejsza kobieta w życiu, taka której nie śmiałby skrzywdzić - co ogólnie gryzło się pewnie całościowo. Ale tak było i nawet teraz gdy oboje żyli całkiem odmiennym torem życia, to chciał być obecny w jej serduszku, chciał czasem sprawdzić co u niej i jak sobie radzi. Do obgadania mieli trochę, w tym rozstanie starszego Mayfielda i to jakim gnojkiem jest. Dlatego też w sumie wysłał jej parę dni wcześniej smsa z pytaniem kiedy może wpaść, kiedy ona ma czas i życzenie aby się spotkać. Zaopatrzył się w gówniarski zestaw sprzed lat, a więc jej ulubione żelki i może damski, ulubiony jej trunek z bąbelkami i może delikatnymi procentami. W takim zestawie pojawił się pod drzwiami do jej mieszkania, anonsując dzwonkiem do drzwi swoją obecność.
Blair Mayfield
-
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nie mogła powiedzieć, że Nathaniel był złym bratem, a ona niedobrą siostrą. Mieli jednak swoje lata, własne życia prywatne i bądź co bądź, ich spotkania nie były tak częste, jakby mogli chcieć. Czasami jednak udawało im się złapać, robili update swojej codzienności, aby mogli mieć wrażenie, że są na bieżąco. Miała nieco zagwozdkę, czy powinna dzielić się z bratem swoimi niepewnościami. I to nie tak, że w ostatnim czasie nie dogadywała się z Charliem, jednak mieli dużo sytuacji, w których namacalne było to, że coś było nie tak. Próbowała zrzucić winę na przeciążenie pracą, na jego nadchodzący kontrakt na Teneryfie, próbowała się uspokoić… mimo to, jej myśli dalej błądziły, dalej rozmyślała, a kobieca intuicja podsuwała kolejne pomysły, których po prostu nie akceptowała. Nie była w stanie przyjąć ich do świadomości.
Nadszedł w końcu moment, kiedy ich wolny czas zgrał się. Czym prędzej poszła otworzyć mu drzwi, wpuszczając go do środka i krótko przytulając na powitanie. — Kogo moje oczy widzą, zestarzałeś się trochę przez ostatnie tygodnie — powiedziała, nie szczędząc sobie siostrzanej uszczypliwości, ale takie były uroki rodzeństwa, zwłaszcza jeśli mieli dość bliską relację i wiedziała, że nie odbierze tego personalnie. — Planowałam zrobić nam dobrą kolację, ale przeciągnęło się spotkanie zarządu, więc nie dałam rady. Może coś zamówimy? Na co masz ochotę? — zapytała, bo mimo że chęci miała dobre i szczere, tak czwartkowy zarząd nieco zweryfikował jej plany i postanowił przetestować jej cierpliwość. Okropnie nie lubiła, gdy te stare zgredy nie mogły dogadać się odnośnie jakiegoś tematu, czasami odnosiła wrażenie, że była dojrzalsza niż znaczna połowa ich.
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Z Blair wiedli teraz różne życie, czas gonił a praca dawała im w kość, nawet jeśli byli w skrajnie różnych miejscach i zawodach. Nathaniel często to jej dawał znać gdy przeholował i wylądował po akcji w szpitalu, gdy trafiła go pierwsza kula czy naruszył kość. To z nią miał tą więź, której nie chciał tracić nigdy, jego siostrzyczka była tą kobietą, do której miał sentyment i której nie dałby skrzywdzić, sam tego też za żadne skarby nie chciał zrobić. Był zainteresowany co u niej, jak praca i firma, jak jej życie prywatne i miłosne. Dużo może się nie zmieniło ale w tym szale i pędzie o głupie spotkanie było ciężko.
Uśmiech sam się cisnął na usta gdy ją ujrzał, drobna ale już dorosła istotka, a przy tym taka piękna, jak kwiat rozkwitający z wiekiem. Teraz to widział, jego siostra stała się kobietą.
- Ohhh.. cóż za komplementy z Twojej strony. - rzucił ale i tak otwarł swoje ramiona dla niej, aby mogli uściskać się, aby mógł ją podnieść dla upewnienia się, że jednak coś tam waży, a nie!
- Dużo roboty? Problemów? - zagadnął, odwieszając gdzieś na wieszak swoją kurtkę, kultura i te sprawy, nie pochodził z ulicy aby się nie umiał zachować i tak dalej. - Hmmm.. możemy zjeść tajskie albo chińczyka, wiesz którego? Ten z pamiętnego obżarstwa na dachu w któreś Twoje urodziny. Jeśli dalej jest taki smaczny to wchodzę w to! - zagadnął, ale w międzyczasie wyłożył coś dla niej, coś co miał w głowie, że lubiła - no chyba, że coś się zmieniło, a On o tym już nie wiedział.
Blair Mayfield
-
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Wpadła w jego ramiona, ciesząc się, że go widzi. Uszczypliwości z jej strony były jedynie przejawem rodzinnej miłości. Uścisk brata dawał jej spokój, ale inny niż każdy inny. Tutaj wspominała czasy, w których bronił ją przed złem świata i kiedy mimo różnicy wieku, mogła przyjść do niego ze łzami w oczach po strasznym koszmarze, zwłaszcza w momencie gdy rodzice wychodzili na bankiety, a nianie były zbyt obce na wylanie swoich łez. To nie było nic dziwnego, Blair już od dziecka była oszczędna z wylewnością uczuć, które inni mogli potraktować za słabość. Dziś naprawdę mało osób miało okazję ich doświadczyć, choć póki co powodów do płaczu miała tyle co kot napłakał.
— To z pewnością przez pracę. Już mi powiedz, kto tam ci robi problemy — rzuciła żartem, zakasując rękawy; ale na pewno były jakieś zbiry lub sprawy, które zaprzątały mu głowę dłużej niż powinni. W każdej pracy zawsze znajdzie się jakiś męczący temat, który nieświadomie dodaje lat. Czy starość i zmarszczki można nazwać doświadczeniem zawodowym?
— Pracy zawsze dużo, problemów też niemało — stwierdziła z ciężkim westchnieniem. Nie miała tu na myśli problemów prywatnych, bo oprócz tego doskwiera jej robota. Opóźnienia u dewelopera wiązały się z dodatkową papierologią. — Wiem który, pasuje — pokiwała głową, chwytając za telefon, żeby przez aplikację wyszukać restaurację i powybierać opcje, które wtedy jedli — a przynajmniej taką miała nadzieję, bo już trochę czasu minęło od tych urodzin. W każdym razie, brat będzie zadowolony! — Opowiadaj mi w międzyczasie co u ciebie, zanim zanudzę cię gadką z roboty. Co tam u was słychać? — zagadnęła, nawiązując liczbą mnogą do niego i jego narzeczonej, nie wiedząc, że to zamknięty rozdział. Gestem zaprosiła go do salonu i jak tylko skończyła zamawiać to odłożyła telefon na kuchennej wyspie, aby jej nie rozpraszał. Uniosła lekko butelkę, którą przyniósł. — Masz ochotę na prosecco czy wolisz coś innego? — zasugerowała, nie zmuszając brata do picia babskich bąbelków, chyba że miał na nie dzisiaj ochotę!
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
DzIsiaj miło było poczuć jej ciepłe i szczupłe ciałko blisko, chociaż by góry się waliły i świat płonął, mała Blair wciąż była ważnym promyczkiem w jego życiu. Mało było kobiet, które szanował lub utrzymywał blisko siebie na tyle długo aby nie zranić lub nie obrazić. Ona trwała i była obok, a on odwdzięczał się tym samym. Zawsze chętnie ją wysłuchał lub tłukł tych złych chłopaków, którzy ranili jej serce lub jej po prostu dokuczali. Wcześniej dodatkowo chronił ją przed tymi potworami spod łóżka, które nie raz przyprawiały ją o płacz gdy nie było w domu rodziców. Te wszystkie obrazy przelatywały mu przed oczami za każdym razem gdy się spotykali po czasie, już dorośli a jednak wciąż dziecinnni.
- Dużo by wymieniać, złodzieje i reszta nie próżnują. Po za tym są jeszcze dupki z komendy którym trzeba chylić głowę. Żenada. - stwierdził, wzdychając głośno jak jakiś niedźwiedź. Fakt był taki, że się trochę wygłupiał i naśmiewał ale z drugiej strony to nie był łatwy zawód i z każdej strony czuł naciski - jedna rzecz gdy złoczyńca chodził po świecie dalej, a dwa gdy miał przez to po głowie przez górę. Tak źle i tak nie dobrze, a statystyki i wyniki trzeba wykręcić. - Praca, spanie i jedzenie. To jedyne rzeczy, które uważam za istotne aktualnie. - dodał ze śmiechem, rozglądając się nie o po wnętrzu jej uroczego gniazdka. Kobieco, schludnie i ładnie, a więc przeciwieństwo totalne jego męskiej nory. Chwilę odczekał aż zamówi po czym przyszedł bliżej kuchennej wyspie aby wyładować wszystko z siatki co ze sobą przyniósł. Zajął się tym w momencie jej pytania i w sumie to złapał się za tym, że siostra nie dostała aktualizacji jego stanu kawalerskiego, szlag. - U was? Ahhh.. czyli już wiem za co mnie teraz zabijesz. Za brak informacji, że T O już nie zbyt aktualna sprawa, młoda. - westchnął, przesuwając po swojej brodzie, trochę z nerwów a trochę z trudu tego jak się potoczy ta roznowa. Zdecydowanie przy takim tonie należało uderzyć w mocniejszy alkohol, ale nie był wybredny i polegał na gustach siostry.
- Zgaduje, że do takich sensacji i rewelacji potrzebny byłby mocniejszy alkohol, ale wystarczy chyba go co lubisz. Nie jestem wybredny i mogę otworzyć butelkę. - w sumie już ją od niej przejął pomału, podchodząc, ale widząc to jej cięte spojrzenie działał szybciej aby ominąć kuksańca. Mogła się domyślać, że rozpadek jego zwiazku to tylko i wyłącznie jego wina, jak zwykle zresztą.
Blair Mayfield
* Wybacz, odczytany post mi uleciał
-
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Ich rodzina nie była jeszcze tak upierdliwa, jakby mogła być, bo znając różne bogate dzieciaki, których znajomość wciskali jej rodzice od młodych lat, słyszała różne historie. Jako nastolatka czasami porównywała się do innych, zwłaszcza gdy była mocno zdruzgotana decyzjami starszyzny, a potem dochodziła do wniosku, że nie był taki diabeł straszny, jak go malują. Wiadomo, że mieli swoje dramaty, ale to jak każdy — czasami były zbytnio rozdmuchane, jak na przykład życiowa droga Nathaniela. Ciężko było zaplanować czyjeś życie, nawet jeśli były to własne dzieci. Mieli pięćdziesiąt procent szans, że uda im się namówić któreś dziecko na rodzinny biznes, u Blair poszło to dosyć gładko i skłamałaby gdyby powiedziała, że tego nie lubiła; bo projektowanie budynków i dbanie o ich najmniejszy cal, od bezpieczeństwa, po funkcjonalność i walory estetyczne, to było coś, co dawało jej sporą satysfakcję. Lubiła jeździć po świecie i oglądać różne budowle, czerpiąc inspirację, ale również dowiadywać się o samym procesie twórczym, dzięki którym coś stało się zabytkiem. Mayfield była ciekawa świata i zdecydowanie chłonęła jego artystyczną, wizualną część, napawając wzrok różnymi widokami. I im bardziej o tym myślała, tym skutecznie dochodziła do wniosku, że potrzebowała wakacji. Beztroskich, jak jedzenie mango na rozgrzanej plaży albo intensywnych, gdzie będzie mogła dostrzec nowe zakątki świata. Forma ją nie obchodziła, po prostu miała nieodpartą chęć ucieczki, żeby zresetować głowę.
— Taki los superbohatera, prawda? Musisz dbać o bezpieczeństwo swojego Gotham — zaśmiała się cicho, przyrównując go do Batmana. Aż widziała, jak mógł latać w leginsach nad Toronto. — Zawsze znajdą się gdzieś dupki. Ja mam ich odpowiedniki w starych prykach w zarządzie, którzy myślą, że z wiekiem pozjadali rozumy. — Wywróciła oczami. Czasami miała wrażenie, że nie brali jej na poważnie, a później pokazywała swój autorytet i milknęli. Głupie uśmiechy znikały i nieco bardziej skupiali się na jej świeżym i młodym podejściu. Ich rodzinna firma i tak była bardzo nowoczesna, jednak istniało kilka rzeczy, które Blair wolałaby zmienić.
Pokiwała głową, zgadzając się. Praca, spanie i jedzenie. To wszystko zdawało się być niekończącym obiegiem, które przerywane było przez sporadyczne przyjemności. Jej ostatni tydzień był bardzo monotonny, dlatego tym bardziej cieszyła się na jego odwiedziny.
Była zszokowana jego odpowiedzią. Uniosła lekko brwi, patrząc z niedowierzaniem i zastanawiając się, kiedy ominęła tak ważny szczegół. — CO?! — rzuciła, kiwając niedowierzająco głową. — Zerwaliście? Ona z tobą, ty z nią? Co się stało? — zalała go pytaniami, ale to coś dziwnego, że chciała wiedzieć wszystko? — Strasznie mi przykro, jak się z tym czujesz? — zapytała, i na te mocne informacje stwierdziła, że nie będzie go faszerować babskim prosecco. Przekazała mu butelkę do otwarcia, podsuwając swój kieliszek, a jemu, w międzyczasie, napełniła niską szklankę w odpowiedniej ilości whisky. — Nie będę cię zmuszać do opowieści, jeśli nie chcesz… ale jeśli chcesz mnie pozbyć szczegółów, to przynajmniej musisz odpowiedzieć, czy coś odjebałeś — rzuciła, patrząc na niego uważnym spojrzeniem. Nie oskarżała go, ale… miała świadomość, że jej brat był wywijaką. Cóż, lepiej teraz niż po ślubie!
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
- Jest jak jest, w zasadzie Toronto jest w miarę bezpiecznym miastem ale... zawsze jest jakieś ale plus chyba mamy gnój we własnym podwórku a to nie pomaga. - przyznał, wzdychając przy tym mocno i ciężko. Czasami miał wrażenie, że on jedyny ma jakieś zasady i jaja do tej roboty, że jemu zależy na prawdzie i szczerości, a przy tym na solidnie wykonanej robocie. Póki co mało miał dowodów czy sugestii ale niektórzy wydawali się być pazerni na dodatkowy pieniądz pod stołem. - Ha! Na komendzie pełno takich ludzi plus masz podział na starą gwardię i świeże rybki. Możesz się domyślać jakie to jest użeranie się ze sobą nawzajem, już lepiej działać w terenie. Najlepiej samemu. - stwierdził tak dosyć ogólnie nakreślając, że takowy podział istniał - młodzi policjanci Ci nadgorliwi kontra Ci starzy z dwudziestoma latami pracy na karku. Jak się nie irytować wtedy gdy się widzi choćby jeden dziewiczy błąd z ich strony albo rozmowy, które brzmią jak dorosłych. Tak czy inaczej machnął na to ręką, chociaż w zasadzi mógłby lepiej jej opowiadać o pracy niż o tej miernej sytuacji uczuciowej i.. rozstaniu. Praca zawsze była ważniejsza i interesująca, a tu z kolei chociaż związek istniał parę lat tak z czasem stał się przykrym obowiązkiem czy przyzwyczajeniem.
- No tak, stało się. To dziwne? - zapytał z nerwowym uśmiechem i chichotem jednocześnie, chociaż widząc jej reakcję pewnie dopiero burza wybuchnie gdy wyjdzie, że to jego sprawka. Wzruszył ramionami, zamyślony podrapał się po głowie i w sumie to z wyjaśnieniami zaczekał aż otworzy jej butelkę i rozleje alkohol. Chciała mu nalać whisky, nawet nie oponował i w sumie to się zgodził i obserwował jak leje i leje. Wypił w sumie jednym haustem zawartość i na drugą nóżkę już sobie sam nalał za jej przyzwoleniem. - Możesz potrzebować usiąść bo... w sumie odjebałem i to moja wina, przyznaje się. Jakby to powiedzieć hmmm... pojawiły się inne obiekty interesujące w pobliżu stacji głównej i stało się. - to nie była mądra gadka z jego strony więc przewrócił oczami i poczekał aż i ona się napije chociaż łyk bo na trzeźwo nie ma co tłumaczyć.
- OKEJ! Przyznaje się już oficjalnie.... zdradziłem ją. Więcej niż raz. - posypywał głowę popiołem też i nawet nieco się skulił przed karcącym spojrzeniem siostry dla której mógł być trochę wzorem zajebistego faceta, partnera. Pod fasadą pewnie tak było ale może aż tak dobrze nie znali się jako rodzeństwo? Albo inaczej - może to Nate zmienił się w tym czasie tak mocno?
Blair Mayfield