ODPOWIEDZ
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

062.
Stała przed lustrem w niewielkim pokoju na górze posiadłości The Carvers Cottage, tym z oknem wychodzącym na ogród, gdzie już ustawiono krzesła i łuk z kwiatów. Słońce wpadało do środka miękkim światłem, odbijając się od jasnych ścian i podłogi, a Zaylee wpatrywała się we własne odbicie. Nie była zestresowana. To ją nawet trochę zaskakiwało. Przy altanie zbierali się goście, ale na piętrze panował względny spokój, przerywany tylko przez nerwowe kroki jej matki.
Czy na pewno wszystko mamy? — zapytała Dorothy po raz kolejny, krążąc między łóżkiem a drzwiami. — Bo ja mam wrażenie, że czegoś brakuje. Zawsze czegoś brakuje. Na pewno brakuje.
Zerknęła na nią z rozbawieniem, którego nawet nie próbowała ukrywać.
Mamo, przestań — rzuciła spokojnie. — Nic nie brakuje. Sprawdzałaś wszystko trzy razy.
Trzy razy to za mało — odparła Dorothy natychmiast, jakby to była oczywistość. — To ślub! Tu nie ma miejsca na żadne wystarczy!
Zaylee poprawiła ramiączko swojej sukni i odwróciła się lekko bokiem, żeby spojrzeć na odkryte plecy. Błękitny materiał układał się dokładnie tak, jak powinien. Wybrała tę suknię, bo była prosta i wygodna. Nie chciała niczego, co będzie ją ograniczać w trakcie uroczystości.
Mamo — odezwała się ponownie, odwracając głowę w jej stronę. — Wszystko jest gotowe. Naprawdę — zapewniła z uśmiechem, na co matka zatrzymała się w miejscu, spojrzała na nią i przez chwilę wyglądała tak, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale chyba zabrakło jej argumentów.
Jeszcze kilka dni temu siedziały wraz ze Swanson siedziały przy stole, analizując kolejne raporty. Sprawa seryjnego mordercy wciąż pozostawała nierozwiązana. Wiedziały, że nie są nawet blisko, ale na pewno nie wystarczająco blisko, żeby zamknąć śledztwo przed ślubem. Musiały świadomie odłożyć ją na bok i po prostu cieszyć się dniem, na który obie tak długo czekały.
Zaylee poprawiła włosy, pozwalając matce wsunąć w kosmyki kilka ozdobnych wsuwek. Nie minęła chwila, a Dorothy znów zaczęła chodzić po pokoju.
A obrączki? — rzuciła nagle.
Są na dole — odpowiedziała Zaylee, odgarniając luźne pasmo włosów za ucho.
Kto je ma?
Lucas.
Lucas?! A jeśli je zgubi?
Nie zgubi.
A jeśli
Mamo — przerwała jej Zaylee, tym razem trochę bardziej stanowczo, ale nadal spokojnie. — Wszystko jest pod kontrolą — zagwarantowała, bo przecież nie byłaby sobą, gdyby - pomimo natłoku pracy - nie dopilnowała, żeby przygotowania do ślubu nie poszły perfekcyjnie. Może nie mogła wszystkiego nadzorować osobiście, ale cały czas pozostawała w kontakcie z menadżerką obiektu i ludźmi, którzy zajmowali się całą organizacją.
Podeszła do okna i spojrzała na ogród. Ludzie zaczynali zajmować miejsca. Całość wyglądała dokładnie tak, jak planowały z Eviną. Była gotowa. Ostatni raz zerknęła w lustro i wygładziła dłonią materiał błękitnej sukienki, po czym ruszyła w kierunku drzwi, które Dorothy otworzyła przed nią gwałtownym szarpnięciem. Zaylee posłała jej rozbawione spojrzenie i przeszła przez korytarz. Schody prowadzące w dół były wąski i lekko skrzypiące przy każdym kroku.
Jeśli zmienisz zdanie, to…
Nie zmienię — przerwała matce, nawet się nie odwracając.
Nie powiedziała tego dlatego, że tak wypada albo że to poszło już zbyt daleko, żeby się wycofać. Zaylee była pewna w taki sposób, który nie potrzebował dodatkowych słów ani tłumaczeń. To nigdy nie była decyzja o tym, że wszystko będzie łatwe. Tylko o tym, że chce iść przez to wszystko właśnie z Eviną.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W końcu nadszedł ten wielki dzień. Oczywiście, że nie udało im się zamknąć sprawy przed ślubem, bo wciąż miały zdecydowanie zbyt mało konkretnych śladów, aby nawet wytypować potencjalnych podejrzanych, ale całe szczęście obawy Swanson pozostały niespełnione. Wokół z pewnością był zbyt wielki chaos, aby mogła poświęcić w podświadomości nawet chwilę, aby uciec myślami w kierunku pracy. Zamiast tego towarzyszył jej ten dziwny i znajomy stan: jednocześnie rozluźnienie jak i podskórny stres związany nie tyle z nerwami, a faktem, że miała przed sobą jakieś zadanie do zrealizowania.
- Denerwujesz się? Na pewno musisz się denerwować - skomentowała matka detektywki, której zdecydowanie towarzyszył o wiele więcej nerwowej energii niż jej żeniącej się córce.
- Na miłość boską, Elaine! Czym tu ma się denerwować? To nie jej pierwszy raz! - niemalże wykrzyknął David, a Evina posłała mu w lustrze zarówno karcące jak i rozbawione spojrzenie.
- Dzięki - mruknęła, ale trudno było stwierdzić czy podziękowania kierowała bardziej w stronę swojego ojca czy poprawiającej jej fryzurę Margaret.
Rzecz jasna spodziewała się tego, że prędzej czy później usłyszy jakiś komentarz odnoszący się do jej nieudanego pierwszego małżeństwa, ale w żaden sposób nie działało to na nią demotywująco. Wiedziała, że tym razem składana obietnica rzeczywiście złączy je na dobre. Dopóki śmierć ich nie rozdzieli i obie liczyły, że stanie się to dopiero po długich dekadach spędzonych razem. Przeszły przez tak wiele razem, że gdyby ten związek miał się rozpaść to już by się to stało. Były pewne siebie i tej decyzji oraz tego, że poradzą sobie ze wszystkim, co jeszcze je czeka we wspólnym życiu.
- No... Może i się nie denerwujesz, ale jednego dla odwagi i rozluźnienia nie zaszkodzi. Tak dla tradycji - stwierdził, a Evina dostrzegła, że stanął przy toaletce z dwoma kieliszkami wódki w dłoniach, aby wręczyć jej jeden z nich.
Może i nie powinna, ale przyjęła go bez wahania. W tle zauważyła matkę kręcącą na ten widok głową, ale nie przejmowała się nią. Uniosła go jedynie nieco wyżej, gdy David zabrał się za wygłoszenie krótkiego toastu.
- Ufam w twój wybór. Wiem, że sama nie masz żadnych wątpliwości i oby tak pozostało... No to za nowy początek! - oświadczył, a detektywka niemal się zaśmiała.
Mężczyzna nie był świadomy tego, że właśnie użył nazwy sekty religijnej, przez którą obie niemalże zginęły na różnych etapach śledztwa. Wspomnienia z tej sprawy nawiedzały je, co jakiś czas i niewątpliwie napytały sobie biedy w tamtym okresie, ale jednocześnie właśnie dzięki Nowemu Początkowi były razem. To właśnie ten przypadek je połączył i szczerze... Evina mogła za to wypić.
Odłożyła ze stukotem pusty kieliszek wódki na toaletkę. Ostatni raz Margaret dokonała inspekcji zarówno makijażu jak i poprawianej fryzury. Suknia w kolorze złamanej bieli również wydawała się leżeć na niej wprost idealnie bez jakiegokolwiek zagniecenia, które mogłoby burzyć ten obraz.
- Wyglądasz fenomenalnie - zapewniła ją kuzynka i detektywka była pewna, że z trudem powstrzymuje się od wyściskania jej, bo nie chciała zniszczyć tego nad czym tak usilnie pracowała.
Mogła jedynie podziękować im za wszystko i ruszyła w stronę wyjścia z pokoju. Goście powoli zaczynali się zbierać, a godzina ślubu zbliżała się nieubłaganie. Jeszcze trochę, a oficjalnie zostanie żoną najlepszej koronerki w Toronto, która jak nikt inny potrafiła jej działać na nerwy... oraz którą kochała mocniej niż sądziła, że jest w stanie kogokolwiek pokochać.
Zauważyła ją u dołu schodów. Już z tej odległości zdawała sobie sprawę, że wygląda niczym żywcem wyjęta z marzenia sennego. Nawet jeśli wcześniej mogłaby mieć jakiekolwiek wątpliwości to teraz przepadłaby całkowicie i nie mogłaby zaprzepaścić okazji, aby móc tę cudowną kobietę nazywać swoją.
- Jesteś naprawdę zjawiskowa... - skomentowała, gdy już udało jej się stanąć obok swojej przyszłej żony.
Objęła ją w pasie, przesuwając dłoń odrobinę w górę, aby musnąć palcami nagą skórę pleców i przyciągnęła do siebie. Nie obchodziło jej to czy może cokolwiek zniszczyć. Musiała ją pocałować. Nie była w stanie zignorować tego jak cudownie wyglądała i zdecydowanie nie potrzebowała żadnego urzędnika, aby udzielił jej na to pozwolenia.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wystarczyło kilka kroków w dół i kilka sekund lawirowania wzrokiem wokół kręcącej się na dole obsługi, żeby jej wzrok naturalnie zatrzymał się na narzeczonej. A kiedy już ją zobaczyła, przestała zwracać uwagę na cokolwiek innego. Prezentowała się dokładnie tak, jak Zaylee to sobie wyobrażała. Złamana biel leżała na niej perfekcyjnie, a Miller swoją błękitną suknią pasowała jej do oczu. Kiedy Swanson objęła ją w pasie, od razu dopasowała się do tego ruchu i odwzajemniła pocałunek.
A ty cuchniesz wódką — skomentowała z rozbawieniem, czując na ustach posmak alkoholu. Oparła jedną dłoń na jej ramieniu, a wierzchem drugiej pogładziła ją czule po policzku. — Wyglądasz olśniewająco — stwierdziła już całkowicie poważnie i odsunąwszy się na niewielką odległość, jeszcze dokładniej przyjrzała się ukochanej.
Nie myślała o ich kreacjach, jako czymś odświętnym. Nie próbowała wpasować Eviny w kategorię panny młodej czy idealnej chwili. Znały się przecież na tyle dobrze, że każdy dzisiejszy szczegół był jedynie przedłużeniem czegoś, co już istniało wcześniej.
Teraz już oficjalnie nie masz wymówki — oznajmiła ze swobodnym uśmiechem i znów przysunęła się bliżej, skradając jej kolejny pocałunek. — Widzimy się za chwilę — dodała, bo chociaż żadna z nich nie była przesądna i absolutnie nie wierzyły w to, że patrzenie na siebie jeszcze przed złożeniem przysięgi małżeńskiej może przynieść pecha, to obie chciały, żeby do łuku ślubnego poprowadzili je ojcowie.
Teraz musiała odnaleźć Otto, który pewnie gdzieś z boku zajmował się Samem. Ruszyła w stronę wielkich drzwi, ale zanim wyszła do ogrodu, odwróciła się i pokazała Swanson środkowy palec. Nie mogło być przecież zbyt romantycznie, to do nich nie pasowało. Dostrzegła ojca przy altanie, gdzie wygładzał Młodemu materiał jasnego garnituru i poprawiał przy jego szyi przekrzywioną, błękitną muszkę.
Wow! — chłopiec aż podskoczył na widok Zaylee. — Ale jesteś przepiękna! — podbiegł do niej, ale przed tym, jak postanowił ją objąć, obejrzał z każdej strony swoje dłonie, żeby jej przypadkiem niczym nie upaćkać. Dopiero wtedy uściskał ją mocno, a Miller zmierzwiła mu blondwłosą czuprynę, w której chyba jakiś ptak uwił sobie gniazdo, bo nigdy nie dało się jej okiełznać. Nie zmieniła tego nawet wizyta u fryzjera, bo włosy Sammy'ego i tak żyły własnym życiem.
Z ciebie też bardzo elegancki przystojniak — pochwaliła go i wskazała głową w kierunku budynku. — Musisz zobaczyć Evinę. Ona to dopiero wygląda fantastycznie — dodała, a dziesięciolatek wystrzelił w tamtą stronę jak z procy. — Nie zapomnij o kwiatkach! — zawołała jeszcze za nim. Samuel miał iść w orszaku ślubnym i rozsypywać przed pannami młodymi płatki róż.
Otto patrzył na nią w milczeniu. Przez chwilę tak stali naprzeciwko siebie, aż w końcu ojciec uśmiechnął się lekko. Podszedł do Zaylee, składając pocałunek na jej policzku i użyczył jej swojego ramienia, aby poprowadzić ją w miejsce, gdzie przy jeziorze został rozstawiony łuk ślubny.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wydawało się być naprawdę zaskakujące jak potrafiły się odnaleźć spojrzeniem nawet jeśli znajdowały się w pomieszczeniu pełnym ludzi. Może i faktycznie poza paroma z osobami z obsługi nie mogły liczyć na szczególny tłum wewnątrz gościńca, ale już kilkukrotnie zdołały się przekonać o tym, że istniała między nimi jakaś dziwna więź, tajemniczy magnetyzm nawet, który sprawiał, że instynktownie zdawały się być świadome tego, gdzie znajdowała się ta druga jeśli tylko była w pobliżu.
To był jeden z tych razy, gdy nie potrafiła powstrzymać się od uśmiechu w trakcie pocałunku. Nawet nie przypuszczała, że będzie jej towarzyszył w tym momencie taki spokój i ekscytacja, ale z drugiej strony... Dlaczego miałby być inaczej?
- Jak zwykle spostrzegawcza - mruknęła żartobliwie, bo nie było mowy o tym, aby Zaylee w jakikolwiek sposób przeoczyła posmak alkoholu, który pozostał na jej wargach.
Całkiem odruchowo przymknęła na ułamek sekundy powieki i wtuliła policzek w jej dłoń. Dopiero po chwili odwróciła twarz, aby ucałować wnętrze jej dłoni, co zwykła robić w podobnych momentach. Mimo wszystko Swanson miała w sobie ogromne pokłady czułości, które potrafiła w niektórych momentach z siebie wydobyć dla narzeczonej... wkrótce żony.
- Po co miałabym mieć wymówkę? - zapytała, uśmiechając się z rozbawieniem.
Odwzajemniła jeszcze ten jeden pocałunek, który trwał według niej zdecydowanie zbyt krótko, ale nie miała, co marudzić skoro i tak miały się zobaczyć ledwie za chwilę.
Miała już ruszyć razem z Davidem w stronę łuku ustawionego niedaleko jeziora, gdy nagle w zasięgu jej wzroku pojawił się pewien uradowany dziesięciolatek, który niemal od razu wpadł w jej ramiona. Mogła go jedynie przytulić i zaśmiać się na wymyślne komplementy, które jej prawił, ale dosyć szybko chłopiec dostał nakaz, aby trzymać się blisko Elaine, która miała mieć go na oku razem z Dorothy podczas ceremonii. Dopiero wtedy mogła wyruszyć w kierunku kwiatowego łuku, pod którym miały złożyć przysięgę małżeńską.
Goście znajdowali się już na swoich miejscach. Każdy z nich spoglądał na alejkę, którą miały przejść z zaciekawieniem oraz zachwytem. Sam David, który prowadził córkę do przysłowiowego ołtarza wydawał się być przepełniony dumą. Może i na początku nie był zachwycony z tego, że Evina postanowiła związać się ze sporo od siebie młodszą koronerką, ale miał więcej niż dosyć czasu na to, aby się przekonać do Miller.
Delikatna muzyka wybrzmiewała w tle tworząc naprawdę przyjemną atmosferę. Wkrótce też obie narzeczone mogły stanąć naprzeciw siebie, a mistrzyni ceremonii poprosiła zebranych o uwagę, aby rozpocząć cały proces zaślubin.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Otto poprowadził ją przez alejkę aż do samego łuku. Nie dałaby sobie obciąć ręki, ale wydawało jej się, że ojciec nawet nieco się wzruszył. To nie było do niego podobne, więc równie dobrze Zaylee mogła to zmyślić. Nigdy nie pochwalał jej wyboru i nie uważał, żeby Swanson była dla niej odpowiednią partnerką. Już nawet nie ze względu na różnicę wieku, ale na sam fakt, że była kobietą. Dopiero z czasem zaczął akceptować decyzję swojej córki. W pewnym sensie była to też zasługa pojawienia się w ich życiu Sama, który natychmiast zaskarbił sobie sympatię wszystkich dziadków.
Uśmiechnęła się całą sobą, gdy narzeczona stanęła naprzeciwko. Ujęła jej obie dłonie w swoje, a po tym, jak mistrzyni ceremonii wygłosiła krótką formułkę i zapytała, która z nich chciałaby zacząć od przysięgi, Miller skinęła głową. Nie odczuwała stresu. Dokładnie wiedziała, po co tutaj była i co chciała powiedzieć. Właściwie nigdy nie była niczego bardziej pewna.
Evina — zaczęła miękko, gładząc kciukiem wierzch jej dłoni. — Od dnia, w którym cię poznałam, wiedziałam jedno - jesteś najbardziej upartą, błyskotliwą i odważną kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałam. Nigdy nie planowałam, że spotkam w pracy kogoś, kto bezpowrotnie odmieni mój świat. I choć zawodowo mam częsty kontakt ze śmiercią, to przy tobie po raz pierwszy naprawdę poczułam, jak wygląda życie. Bo z czasem okazało się, że nie chodzi tylko o pracę. Chodzi o to, że chcę wracać do ciebie po każdym dniu, niezależnie od tego, jak wyglądał — mówiąc to, wszystko, patrzyła ukochanej prosto w oczy.
W głowie przewinął jej się moment, w którym pierwszy raz spotkały się w prosektorium, pochylając nad sprawą zabitego myśliwego. Wtedy Zaylee dopiero zaczynała swoją współpracę z policją i bardzo chciała się pokazać. Udowodnić, że zna się na rzeczy, a jej obecność w prosektorium, to nie jest zwykły przypadek, a wynik lat ciężkiej pracy, nauki i pasji. Tamtego dnia nie zrobiły na sobie najlepszego wrażenia, ale z czasem zaczęły się tolerować. I choć mogło się wydawać, że nie miały zbyt wiele wspólnego, połączył je sarkazm i specyfika pracy, gdzie obie lubiły drążyć temat, żeby dojść do prawdy. Ale to Nowy Początek, śledztwo, przy którym razem pracowały po ośmiu latach współpracy, okazał się punktem kulminacyjnym w ich znajomości.
Obiecuję być przy tobie zawsze — kontynuowała, w tle słysząc cicho szlochająca własną matkę. — W dobrych dniach, w trudnych sprawach i podczas chwil, kiedy wrócisz do domu przekonana, że to był tylko jeden prosty raport, a obie będziemy wiedzieć, że to kłamstwo. Obiecuję ci cierpliwość, wsparcie i miłość. Nawet wtedy, gdy będziesz zostawiać notatki ze śledztwa na stole w kuchni. I nawet wtedy, gdy znów będziesz próbowała prowadzić przesłuchanie ze mną tylko dlatego, że wypiłam kawę w jednym z twoich kubków — w tym miejscu Miller mrugnęła porozumiewawczo. — Wybieram ciebie świadomie i konsekwentnie. I przysięgam, że chcę iść przez życie z tobą, bez względu na to, jak bardzo wszystko inne będzie się zmieniać — zakończyła, nie mogąc przestać się uśmiechać. Czuła, jak serce łomocze jej w piersi, próbując rozsadzić klatkę piersiową z emanującego wewnątrz szczęścia.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba dla nikogo nie było zaskoczeniem, że to właśnie Zaylee jako pierwsza chciała wygłosić swoją mowę. To jej dużo milsze było słowo mówione, a Swanson zamiast tego wolała bardziej konkretne gesty oraz czyny, które potrafiły nieść za sobą o wiele więcej niż jakiekolwiek deklaracje... Właściwie to prawie zapomniała o tym elemencie ceremonii w całym natłoku wydarzeń, a później, gdy już została o tym uświadomiona przez szwagierkę to stwierdziła, że woli nic nie przygotowywać. Stwierdziła, że tak będzie najlepiej.
Nie sądziła, aby była w stanie napisać najlepszą mowę. Nie chciała też, aby była sztuczna. Wolała zamiast tego wysłuchać, co chciała jej powiedzieć Miller i wtedy... Po prostu jej odpowiedzieć. Prosto z serca i szczerze. Ufała, że właśnie wtedy odnajdzie najodpowiedniejsze słowa, które najlepiej oddadzą to, co czuła w danym momencie.
Uśmiechnęła się tylko na wspomnienie pierwszej sprawy, przy której się zetknęły. Nie było to najlepsze pierwsze spotkanie. Evina została ściągnięta do prosektorium z urlopu. Była świeżo po ostrej kłótni z mężem, a wyjątkowo pewna siebie młoda koronerka od razu zaczęła działać jej na nerwy, bo nie umiała wpasować się w jej styl pracy. Kto by pomyślał, że po tych wszystkich latach zamiast się zamordować będą składały sobie przyrzeczenie małżeńskie, planując spędzić ze sobą resztę życia? Chyba kompletny szaleniec by na to wpadł.
Wysłuchiwała jej uważnie, ale korciło ją powiedzieć, że Zaylee nie musi jej niczego obiecywać. W końcu przeszły już swoje. Zdążyła jej już udowodnić to, że nie wycofa się niezależnie od tego jak ciężko się robiło, a zdecydowanie miały do czynienia z sytuacjami bardziej ekstremalnymi niż większość przeciętnych par.
Jakiekolwiek konflikty między nimi wydawały się być naprawdę komediowe, bo nawet jeśli potrafiły się na siebie niebywale wściekać to nie było opcji, aby rozwiodły się z powodu źle użytego kubka czy stojącej w salonie wypchanej łasicy. To byłoby po prostu śmieszne.
- Z pewnością nasze pierwsze spotkanie nie należało do szczególnie udanych... - zaczęła powoli, chcąc również odnieść się do tego pierwszego razu, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały nad zwłokami zastrzelonego myśliwego. - Czasami patrzę wstecz i mam wrażenie, że zmarnowałyśmy tak wiele lat, które mogłyśmy spędzić razem, ale może tak właśnie miało być? Może obie potrzebowałyśmy czasu, aby do tego w pewien sposób dojrzeć lub zrozumieć to, co jest dla nas najważniejsze i czego oczekujemy od życia. Dzięki temu wiem, że teraz możemy zbudować coś stałego i trwałego. Wiem, że będziemy mogły dać sobie szczęście i komfort niezależnie od tego, co nas w tym życiu spotka.
Z pewnością dokonały na przestrzeni ostatniego półtora roku dokonały wielkiego przewartościowania w swoim życiu. Nauczyły się zachowywać o wiele lepszy balans pomiędzy pracą, a rodziną. Mało tego odkryły też, że pragną stworzyć dom dla dziecka, które zasługiwało na kochającą rodzinę. Żadna z nich nie potrafiła sobie zapewne wyobrazić, że taki scenariusz mógłby być możliwy. Razem czy osobno.
- Nie potrzebuję twoich obietnic czy zapewnień. Udowodniłaś mi już, że jesteś kimś kto będzie zawsze trwał u mego boku niezależnie od wszelkich przeciwności. Chcę, aby czuła się przy mnie, że możesz liczyć na to samo powiedziała jeszcze, ujmując pewniej jej dłonie i spoglądając jej głęboko w oczy z wyjątkową szczerością oraz uczuciem. - Nigdy nie byłam dobra jeśli chodzi o słowa... Chcę zatem po prostu postarać się o to, abyś zawsze czuła się szczęśliwa, bezpieczna i kochana tak jak na to zasługujesz... A zasługujesz na wszystko, co najlepsze. Będę się zatem starać być dla ciebie coraz lepsza każdego dnia.
Nie miała pojęcia czy to jej wystarczy. Nie sądziła jednak, aby Zaylee potrzebowała większych zapewnień. Teraz zostało im chyba jedynie wyrecytować wszystkie oklepane formułki. Wiedziała, że Lucas czekał gdzieś w pobliżu z obrączkami, gotowy do tego, aby je im wręczyć w kluczowym momencie. Nie mogła już się doczekać tego, aż wreszcie będzie mogła ją wsunąć na palec koronerki, żeby uczynić ją swoją żoną.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była dobrą mówczynią. Słowa przychodziły jej z naturalną łatwością i często proszono ją o prowadzenie wykładów na uczelniach, wystąpień podczas seminariów czy paneli dyskusyjnych. Nigdy nie miała problemu z zabraniem głos w większym gronie i podobnie wyglądało to podczas kłótni, o czym Evina przekonała się o tym wielokrotnie. Kiedy dochodziło między nimi do spięć, to właśnie Zaylee najczęściej rozpoczynała rozmowę i próbowała doprowadzić do wyjaśnienia sytuacji. Nie potrafiła siedzieć spokojnie i udawać, że nic się nie stało. Bardzo różniły się pod tym względem z narzeczoną, ale mimo tych różnic potrafiły się uzupełniać.
Obietnice w przysiędze nie były rzucone na wiatr. I chociaż Miller nie raz udowodniła, że swoje oddanie wobec ukochanej i trwanie przy jej boku, niezależnie od tego, co się wokół działo. Lojalność, którą okazywała na co dzień, chciała potwierdzić również słowami. Tym bardziej przy świadkach, którym zdarzało się wątpić w ich związek i uczucia. Zwykle miały gdzieś opinie innych ludzi, ale skoro już zdecydowały się zaprosić gości, niech słuchają i patrzą uważnie. Im samym wystarczyłoby milczenie i patrzenie głęboko w oczy. Nie potrzebowały więcej.
A jednak Zaylee nie mogła powtrzymać uśmiechu, kiedy Swanson wygłosiła swoją przysięgę. Żadna z nich nie musiała przygotowywać się do tego momentu. Były na to gotowe, odkąd zdecydowały się na związek, który od początku traktowały poważnie. Ich uczucie nie było przelotnym zauroczeniem ani zapchajdziurą. Żadna z nich nie była też szczególnie kochliwa, bo całą swoją miłość ulokowały w pracę. I to właśnie praca skrzyżowała ich ścieżki.
Jeszcze raz uśmiechnęła się promiennie do ukochanej i oczami dała bratu do zrozumienia, że to jest ten kulminacyjny moment. w którym powinien podać im obrączki. Lucas potknął się o podest, z ledwością utrzymując równowagę, ale finalnie stanął obok i wyciągnął przed siebie dłonie z małą, białą poduszką, na której zostały umieszczone ślubne krążki ze stali chirurgicznej. Zaylee sięgnęła po jeden z nich i włożyła go Evinie na palec, a później nadstawiła swoją dłoń, aby ta mogła postąpić tak samo.
Drogie panny młode — zaczęła mistrzyni ceremonii. — W obecności zgromadzonych tu świadków, złożyłyście sobie dziś przysięgę miłości i wierności. Z radością ogłaszam waz żonami — oznajmiła, na co zgromadzeni zareagowali głośnymi oklaskami i wiwatami.
Miller ujęła twarz narzeczonej… nie, zaraz! Ujęła twarz żony w dłonie i uśmiechnęła się tuż przy jej ustach, nie odrywając od niej wzroku. Przez chwilę po prostu na nią patrzyła, jakby chciała upewnić się, że to, co się wydarzyło, jest rzeczywiste i nie zniknie po chwili w natłoku spraw i śledztw. W swoim spojrzeniu miała wyraźne poruszenie, ale też spokój i pewność. I to samo widziała w oczach Eviny. Delikatnie przesunęła kciukiem po jej policzku, chcąc takim prostym gestem zapamiętać trwający moment. Stało się. Oficjalnie były już po ślubie i nic nie mogło tego zmienić. Ta myśl wybrzmiała już w głowie Zaylee jasno i bez najmniejszych wątpliwości.
Dopiero po chwili zarzuciła jej ręce na szyję u połączyła ich usta w gorącym, pełnym pasji pocałunku, żeby ostatecznie przypieczętować zawarte małżeństwo.
Kocham cię do szaleństwa — wymruczała między jednym a kolejnym pocałunkiem. Najchętniej urwałaby się z uroczystości i zaciągnęła ją tam, gdzie mogłyby być całkiem same. Ale skoro zdecydowały się na wesele, musiały do rana zabawiać zaproszonych gości, odkładając inne przyjemności na później.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dużo chętniej na pewno Evina mówiła w kwestiach, które dotyczyły faktów niż jej własnych uczuć. Być może teraz było podobnie. Faktem bowiem było to, że kochała pewną koronerkę bardziej niż wydawało jej się to możliwe. Faktem też było, że od dawna stawały się dla siebie coraz lepszymi partnerkami i zawsze trwały wiernie obok siebie bez względu na to, co świat postanowił rzucić w ich stronę. To nie były tylko uczucia. To było coś realnego, co mogły poprzeć wieloma dowodami.
Wszyscy ci, którzy byli zebrani w czasie uroczystości nie potrzebowali tych oficjalnych przysiąg ani obietnic. To byli ci ludzie, którzy byli im najżyczliwsi. Ci, którzy znajdowali się blisko i nie mieli wątpliwości, co do tego, że są dla siebie stworzone. To właśnie na tych osobach zależało im najbardziej, bo dzięki temu mogli wspólnie świętować ten wyjątkowy dzień.
Nie mogła napatrzeć się na ten uśmiech. Nie przypuszczała, że ktokolwiek będzie na nią jeszcze patrzył w taki sposób. Mało tego, nie sądziła, że będzie tego pragnęła tak bardzo, a każdy dzień spędzony razem będzie niczym prawdziwy dar od losu... Nawet jeśli zdarzyło, że kłóciły się w sposób filmowy i doprowadzały się do szału w najgorszy możliwy sposób. Nawet wtedy nie chciały być osobno.
To był dokładnie ten moment. Sięgnęła po jedną z obrączek, posyłając przy okazji uśmiech szwagrowi, który cieszył się z tego wszystkiego nie mniej niż one. To był zwyczajny symbol. Jedynie formalność i pewna tradycja, ale jednak ten moment, gdy na palcu Zaylee pojawił się chłodny metal był z pewnością dla Swanson wyjątkowy.
Ułożyła dłonie na jej biodrach, gotowa przyciągnąć ją do siebie w każdej chwili, ale najpierw Chciała się jeszcze nacieszyć jej widokiem. Wiedziała, że jeszcze wiele razy będzie wracała myślami do tej chwili i właśnie dlatego pragnęła ją jak najlepiej zapamiętać. Niech wyryje się na dobre w jej pamięci.
Nie potrzebowały do tego żadnej zachęty. Same garnęły się do tego pierwszego pocałunku jako żona i żona. Musiały to przypieczętować na swój sposób chociaż na pewno będzie im mało. W końcu jeden pocałunek nie był wystarczający.
Jej usta smakowały tak jak zwykle, a jednak było w tym coś wyjątkowego. Nie umiała tego do końca opisać, ale w końcu nie musiała. Wystarczyło, że to czuła i mogła na dobre zatopić się w tym momencie póki nie zabrakło im tchu.
- Kocham cię najmocniej na świecie - zapewniła jeszcze ją krótko, wciąż pozostając blisko.
Raz jeszcze musiała ją pocałować. Nie mogły się jednak w pełni zapomnieć ze względu na znajdujących się wokół gości, ale kto powiedział, że w trakcie wesela nie znajdą dla siebie chwili czy dwóch, aby zniknąć gdzieś, gdzie mogłyby być całkowicie same?
Nie zostało im nic innego niż raz jeszcze przejść się alejką między gośćmi. Tym razem już jednak jako małżeństwo i skierować się do ogromnej altany, w której wszystko było już przygotowane tak jak należało. Czekała już na nich pierwsza, tradycyjna lampka szampana, aby mogły wypić za pomyślność tego związku, ale szczerze mówiąc to nie potrzebowały tego. Chociaż Swanson nie byłaby sobą, gdyby odmówiła alkoholu.
- Nasze zdrowie, kochanie - rzuciła z radością, unosząc kieliszek, gdy tylko ktoś z obsługi podstawił im tacę z dwoma napełnionymi szkłami.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”