ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
187 cm
lekarz specjalista medycyny ratunkowej Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is melancholia. Wanting to eat yourself whole.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie planował tego w sposób do jakiego był przyzwyczajony. Właściwie trudno byłoby wskazać moment, w którym ta decyzja zapadła, bo nie towarzyszyło jej ani rozpisanie w głowie żadnego możliwego scenariusza, ani chłodna kalkulacja tego co wypada. Raczej pojawiła się gdzieś pomiędzy jednym a drugim powrotem myślami do tamtego wieczoru w Malvern, kiedy siedzieli naprzeciwko siebie przy niewielkim stoliku, a rozmowa toczyła się bez wysiłku, bez potrzeby ciągłego pilnowania własnych słów, bez tej wewnętrznej kontroli, która przez lata stała się jego drugą naturą. Właśnie to było najbardziej niepokojące. Łapał się na tych myślach w najmniej odpowiednich momentach.
Na przykład w szpitalu. Między jednym a drugim pacjentem, kiedy rutyna przejmowała kontrolę nad jego rękami i decyzjami, nagle jego myśli potrafiły skręcić w zupełnie innym kierunku, nieproszone i niepasujące do miejsca, w którym się znajdował. Wystarczyło coś drobnego; fragment rozmowy zasłyszany na korytarzu, sposób, w jaki ktoś uniósł brew, nawet ton głosu, który przez ułamek sekundy przypominał jej zaczepność, żeby przez krótką chwilę przestał być w pełni obecny tu i teraz.
I to go irytowało. Nie dlatego, że było nieprzyjemne, tylko dlatego, że wymykało się spod kontroli. Przywykł do tego, że jego głowa pracuje w określony sposób, że potrafi oddzielić to, co istotne, od tego, co zbędne. A jednak pojawiała się tam, zupełnie nie na miejscu, w momentach, które powinny należeć wyłącznie do niego i do tego, co robił.
Krótka rozmowa w barze, która nie powinna była wyjść poza schemat uprzejmej wymiany zdań między klientem a barmanką. A jednak wyszła. Przesunęła się gdzieś dalej, w miejsce, które zwykle pozostawało zarezerwowane dla ludzi, których znało się dłużej, lepiej, głębiej. Cisza wracała do niego najczęściej. Nie konkretne słowa ani nie zdania, które mogłyby zostać zapamiętane i odtworzone. Taka cisza, która nie wymaga wypełnienia.
Pamiętał za to dokładnie moment,w którym rzucił tę propozycję, ukrytą pod brzmieniem bardziej luźnej uwagi niż konkretnego zaproszenia. Powiedział, że mógłby jej pokazać drugą stronę miasta i miejsce, które oprócz snobistycznej otoczki, faktycznie ma coś godnego do zaoferowania.
Restauracja, do której ją zabrał, nie była jedną z tych przestrzeni, które epatują bogactwem w oczywisty sposób. Nie było złotych zdobień ani ostatantecyjnych dekoracji - wszystko było stonowane i dopracowane. Bywał tu wcześniej, nawet całkiem regularnie, bo miejsce znajdowało się blisko szpitala i często przedstawiciele medyczni wybierali je na binzesowe kolacje. Swoją drogą, każdy liczący się w mieście znał George Restaurant.
- To jest obowiązkowe miejsce do odhaczenia w finansowej dzielnicy. - zażartował, gdy w końcu zaprowadzono ich do stolika. Teraz siedzieli w miejscu, które było jego. - Na pewno obowiązkowe do zyskania odznaki snoba. - strzepnął z poły marynarki kurz, jakby wycierał przy tym nieistniejący emblemat.
- Swoją drogą, jestem ciekaw, czy znajdziesz tu coś, co nie będzie pasowało do twojej teorii. - Nawiązał do ich poprzedniej rozmowy. - Jeżeli to okaże się kompletną porażką - dodał lżej po chwili. - Następnym razem wybierasz ty. - Nie powiedział "następnym razem" przypadkiem. I chyba oboje to zauważyli.

Liyana Sinclair
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Mejka
27 y/o
For good luck!
176 cm
polewa piwo w hotelowym barze
Awatar użytkownika
The risk I took was calculated, but man, am I bad at math.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
Weszła do restauracji pół kroku za Horacym, rozglądając się po wnętrzu czujnym spojrzeniem, które zwykle pojawiało się u niej w nowych miejscach, jakby podlegały natychmiastowej ocenie. Wszystko tutaj wyglądało dokładnie tak, jak powinno wyglądać miejsce polecane przez ludzi w drogich garniturach – przytłumione światło, idealnie nakryte stoły, kelnerzy poruszający się niemal bezszelestnie między stolikami. Jednocześnie nie czuła, żeby to wszystko było ostentacyjne.
Lina rzadko bywała w miejscach takich jak to. Nie dlatego, że już z zewnątrz krzyczało, że tu jest jakby luksusowo, bo w zasadzie na pierwszy rzut oka ta przestrzeń wydawała się całkiem przyjemna. Powód jej niebywania w podobnych miejscach był znacznie bardziej prozaiczny i sprowadzał się przede wszystkim do finansów. Nie mogła pozwolić sobie na częste wypady do knajp, gdzie średnio jeden lunch kosztował tyle, co składniki na trzy, cztery obiady. I gdyby ktokolwiek kilka tygodni temu powiedział jej, że zostanie zaproszona do jednego z takich miejsc, uznałaby to za nietrafiony żart.
Ale to nie był żart. Ani to, ani fakt, że sukienkę, którą miała na sobie tego popołudnia, kupiła parę dni temu, choć zazwyczaj unikała impulsywnych zakupów, bo przecież te pieniądze zawsze dało się spożytkować jakoś rozsądniej. Pierwszy raz od dawna to jej nie powstrzymało. Nie wiedziała, czemu zależało jej, żeby wyglądać lepiej niż na co dzień, czemu w ogóle się tym przejmowała, skoro dotychczas nie miało to znaczenia. A może poniekąd się domyślała, ale to były myśli z rodzaju tych natrętnych, które odgania się jak muchy.
Kiedy usiedli przy stoliku, przez moment bardziej obserwowała jego niż wnętrze restauracji. Pasował tutaj jakoś tak naturalnie. A mimo to wcześniej siedział z nią w małej restauracji w Malvern dokładnie tak samo swobodnie.
A czy każda wizyta w Malvern nie odbiera ci przypadkiem prawa do tej odznaki? – spytała przekornie, z typową dla siebie mieszaniną lekkiej zaczepności i rozbawienia, natychmiast celując w niego spojrzeniem. – Nie żebym ja się przejmowała takimi rzeczami, ale żebyś potem nie narzekał, że wywalili cię z jakiegoś elitarnego klubu snobów. Ugh, boję się nawet pytać, jakie tam macie atrakcje – kontynuowała żart, ściągając z ramion skórzaną kurtkę, bo jak zawsze było jej za ciepło. Po przyjeździe do Toronto okazało się, że pojęcie ciepła może być kompletnie inne w dwóch różnych częściach Kanady.
Och, ja raczej szukam rzeczy, które ją potwierdzają. W torebce mam całą listę do odhaczenia – zażartowała, bo prawda była taka, że nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Nie chodziło w końcu o licytowanie się, a o coś kompletnie innego.
Kiedy padło to „następnym razem”, coś w niej odruchowo się napięło – nie przez same słowa, ale przez to, jak łatwo je przyjęła. Bez potrzeby natychmiastowego wycofania się, obrócenia wszystkiego w żart albo przypomnienia sobie, że ludzie zazwyczaj rozczarowują, jeśli pozwoli im się zostać za długo. Ona zazwyczaj nie pozwalała. Zazwyczaj.
Następnym razem… – Posmakowała te słowa na języku, jakby chciała się przekonać jak brzmią również w jej wykonaniu. Było w nich coś słodkiego. Uśmiechnęła się kącikiem ust – I tak wybieram ja. Musimy zachować równowagę, bo jeszcze za bardzo przyzwyczaję się do luksusów i snobistycznych rozrywek – skwitowała lekko, odchylając się lekko na krześle i sięgnęła po menu, ale rzuciła tylko na nie okiem, szybko wracając spojrzeniem do swojego towarzysza. – Czy dziwne nazwy potraw to jakiś fetysz snobów? – Zmrużyła lekko oczy, choć ledwo powstrzymywała rozbawienie. – Co polecasz? – uznała ostatecznie, że to będzie lepsza opcja – zdać się na niego – niż przebijać się przez listę niezrozumiałych nazw, pod którymi pewnie w gruncie rzeczy kryły się całkiem normalne potrawy.

Horacy Bell
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
triggerują mnie oczywiste posty od ai, znikanie bez słowa i kontrolowanie mojej postaci
34 y/o
For good luck!
187 cm
lekarz specjalista medycyny ratunkowej Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
This is melancholia. Wanting to eat yourself whole.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

On nauczył się takich przestrzeni wcześnie. Już jako dziecko wiedział, którego widelca użyć pierwszego i jak rozmawiać z ludźmi, którzy mogli zaważyć na jego przyszłości. Restauracje podobne do tej były tłem rodzinnych spotkań, biznesowych kolacji jego ojca i wszelkich uroczystości, podczas których wszyscy wyglądali idealnie, a mimo to atmosfera przy stole często przypominała partię szachów.
Kiedy wspomniała o odbieraniu mu snobistycznej odznaki przez wizyty w Malvern, parsknął cicho pod nosem.
Obawiam się, że to tak nie działa — odpowiedział spokojnie. — Myślę, że żeby zostać oficjalnie wyrzuconym z elitarnego klubu snobów, musiałbym zrobić coś naprawdę drastycznego. Może bez ironii wypić butelkę taniego wina? Albo założyć krótki rękaw pod marynarkę. - W jego głosie pobrzmiewało rozbawienie, ale też coś miększego, czego jeszcze miesiąc temu prawdopodobnie sam by u siebie nie rozpoznał. Coraz częściej łapał się na tym, że przy Linie jego wypowiedzi przestają być tak dokładnie kontrolowane. To, co działo się między nimi, przypominało raczej powolne przesuwanie granic, którego człowiek orientował się dopiero po czasie. Gdyby uczucie przyszło nagle i gwałtownie, pewnie od razu by się wycofał. Zorientowałby się, że traci grunt pod nogami i instynktownie wrócił do swojej bezpiecznej, chłodnej równowagi. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Ta skorupa pękała powoli. Prawie niezauważalnie. Każdego dnia odrobinę bardziej.
Cała filozofia takich miejsc opiera się na tym, żeby nie nazwać niczego normalnie.— stwierdził z rozbawieniem. — Nikt nie zapłaciłby sześćdziesięciu dolarów za domowy rosół... ale consommé z wywaru drobiowego z nutą kozieradki to zupełnie inna sprawa. Ewentualnie może być jeszcze dekonstrukcja klasycznego rosołu z azjatyckim twistem - pół filiżanki bulionu, jeden pierożek gyoza i listek czegoś zielonego na środku talerza. To już jest danie godne gwiazdki Michelin. - Pokręcił głową z teatralnym zmęczeniem. W jego głosie pobrzmiewało rozbawienie, ale też coś bliższego zmęczeniu niż rzeczywistej pogardzie. Bo prawda była taka, że znał ten świat od zawsze. Wyrósł w nim tak naturalnie, że przez długi czas nawet nie rozumiał, że istnieje jakaś alternatywa. Drogie restauracje, prywatne szkoły, ludzie rozmawiający o inwestycjach między przystawką a deserem. Kobiety w perfekcyjnie skrojonych płaszczach i mężczyźni, którzy już po uścisku dłoni oceniali wartość drugiego człowieka. Kiedyś wydawało mu się to normalne.
Później przez pewien czas próbował się od tego odciąć. Patrząc z boku, wydawało się, że będzie to tylko przejaw szczeniackiego buntu. Potrwa może rok lub dwa i Horacy wróci na łono rodziny.
I co najgorsze, ja naprawdę byłem jednym z tych ludzi, którzy się na to nabierali. Na szczęście w porę się opamiętałem. - Przez milisekundę przebiegł po jego twarzy bolesny skurcz, taki sam jaki pojawiał się za każdym razem, gdy Horacy dotykał myślami tamtej części życia.
Zamów Canard aux cerises. Mają tutaj rewelacyjną kaczkę. Chociaż ich risotto z truflami to też klasyk. - Uniósł wzrok znad menu.
Uważaj z tym przyzwyczajaniem się do luksusów. Najpierw dobra restauracja raz na jakiś czas, później zaczynasz narzekać na źle dobraną kartę win i zanim się obejrzysz, twoja dekoratorka kupuje ci świece za sto dolarów.

Liyana Sinclair
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Mejka
27 y/o
For good luck!
176 cm
polewa piwo w hotelowym barze
Awatar użytkownika
The risk I took was calculated, but man, am I bad at math.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tanie wino? Krótki rękaw? – powtórzyła po nim, nadając swojemu głosowi nieco teatralnego brzmienia. – Wow, to niewybaczalne. Totalnie rozumiem, czemu należałby ci się po tym snobistyczny ostracyzm – zadrwiła, kręcąc głową z udawanym politowaniem, jakby w jej świecie tanie wino i nie taka koszula miały jakiekolwiek znaczenie. Kiedy była dzieckiem, jej ojciec prowadził swój biznes, czasem więc zabierał rodzinę na kolacje czy spotkania ze swoimi wspólnikami czy potencjalnymi klientami. Ale mimo wyraźnie biznesowego celu spotkania, polewany alkohol był z pobliskiego sklepu, pewnie w dodatku kupiony na promocji, a mężczyźni ubrani byli w koszulki polo, a nie koszule i marynarki.
Kącik jej ust drgnął lekko, ale zaraz potem spojrzała na niego uważniej, kiedy mówił o całej tej otoczce. Podobało jej się, jak mówił o tym wszystkim bez tej typowej dla ludzi z jego świata obronnej wyższości. Nie próbował jej przekonać, że luksus jest niezrozumiany przez zwykłych ludzi, którzy najpewniej nigdy go nie doświadczą, ani nie udawał, że jest mu to kompletnie obce. Mówił o tym z dystansem kogoś, kto zna mechanizm od środka aż za dobrze, ale jednocześnie wydaje się doskonale świadomy tego, jak to brzmi dla kogoś , kto stoi z boku.
To zabawne… – zaczęła w końcu spokojnie, bez tej swojej typowej ostrości. – Takie traktowanie jedzenia jak czegoś, co trzeba „ubrać” w jakąś historię, filozofię właśnie, żeby było warte swojej ceny. Dlaczego właściwie? Normalność jest zbyt tania? – Uniosła lekko brew, ale bez złośliwości, raczej jak ktoś, kto naprawdę próbuje zrozumieć, ale nie do końca mu się to składa w logiczną całość. Zresztą może to wcale nie było pytanie do Horacego, bo Linie nie umknęły ani jego słowa, ani ten grymas, który zniknął równie szybko, co się pojawił. Jednak zanim zdążyłaby pociągnąć go za język, podpowiedział jej, co mogłoby jej tutaj podpasować.
Parsknęła cicho pod nosem i pokręciła głową, ale bez prawdziwego oporu.
Już sama chęć zamówienia kaczki za absurdalne pieniądze brzmi jak etap, przy którym powinna mi się zapalić czerwona lampka, że nie chcę skończyć ze świecami za sto dolarów – skwitowała, ponownie otwierając menu, choć raczej po to, żeby zająć czymś ręce niż naprawdę jeszcze coś czytać.
Jeszcze kilka tygodni temu takie miejsce tylko by ją przytłoczyło – elegancko ubrani ludzie, atmosfera, menu pełne niezrozumiałych nazw. Teraz siedziała tutaj zaskakująco spokojnie. A może to przez to, że była tu z Horacym? Kiedy do ich stolika podszedł kelner, Lina postanowiła zaufać swojemu towarzyszowi i wybrała faktycznie kaczkę, uznając, że drugiej podobnej ku temu okazji może nie być.
Kiedy zostali sami, Liyana uniosła wzrok z powrotem na Horacego, zatrzymując go na nim odrobinę dłużej. Zawahała się, ale tylko na moment.
Kiedy o tym opowiadasz, brzmisz, jakbyś naprawdę wiedział o czym mówisz, więc albo środowisko lekarskie jest tak snobistyczne, albo to sięga znacznie głębiej – zaczęła, jakby badała teren, co jednak nie przeszkodziło jej kontynuować – a ludzie nie tak łatwo opamiętują się z rzeczy, w których wyrośli. – Przez moment przyglądała mu się uważnie, jakby próbowała dopasować do siebie wszystkie wersje Horacego, które zdążyła już zobaczyć. Tego, który potrafił odnaleźć się w takich miejscach bez najmniejszego wysiłku. I tego, który mówił o nich z wyraźnym zmęczeniem.
Więc? – odezwała się lżej. – Co takiego musiało się wydarzyć, żebyś nagle uznał, że cały ten perfekcyjny świat jednak nie działa?

Horacy Bell
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
triggerują mnie oczywiste posty od ai, znikanie bez słowa i kontrolowanie mojej postaci
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”