22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jego cel został osiągnięty — Nico nie chciał wychodzić na bardzo zainteresowanego, zachowując się pod maską nonszalancji, skoro gdzieś wewnątrz przejmował go jej los. Nie rozważał opcji, w której zostawią jej teraz samą, mimo że najchętniej położyłby się już do łóżka. Chwila słabości szybko zamieniła się w myśl, że była to dobra okazja, aby móc z nią chwilę porozmawiać. Na spokojnie, kompletnie niezobowiązująco, bo nie był jeszcze psychicznie gotowy, aby wyjaśniać z nią ich wspólną przeszłość. Czy kiedykolwiek odważy się zapytać o szczegóły całej sytuacji? Na razie tego nie rozważał; nie miał pewności, czy w ogóle po dzisiejszym wieczorze, przyjdzie im się spotkać po raz kolejny.
Nie musiała rozumieć, że w głębi duszy pomyślał o czymś innym, może z biegiem czasu przypomni sobie tę chwilę i pomyśli, że to nie tylko fajerwerki gościły wtedy w jego myślach. Póki co nawet cieszyło go to, że tak swobodnie podeszła do jego słów, nie analizując ich głęboko, bo dopiero po czasie nieco przestraszył się, że jego aluzja mogłaby wprowadzić między nimi niekomfortową atmosferę.
Uśmiechnął się szeroko na jej nagły optymizm. Mógł przysiąc, że jeszcze chwilę wyglądała tak markotnie, że nie robił sobie nadziei, aby namówić ją na spacer. Poszedł jednak za patentem, który zawsze działał — zapamiętał to bardzo dobrze, zresztą jak wiele rzeczy o niej. Próba odwrócenia jej uwagi od problemu poszła pomyślnie i teraz tylko zostało ciągnąc dalej temat, aby czas zleciał im jak najszybciej i najmilej. Chociaż… czy chciał, aby ten wieczór się skończył? Na obecną chwilę nie, bo wiedział, że cztery godziny straszyły tylko na pozór, a jak już ruszą na spacer, to czas sam zacznie uciekać. Sam prowokował lwa, a mimo to spojrzał na nią spod byka, gdy zaczepiła się o luźny żart. Uważnie ocenił jej sylwetkę, starając się nie wybrzmieć jak… jak co? Zazdrośnik? Nico, to jest twoja była!
— Oh, z pewnością by się ucieszył, zdecydowanie powinnaś skorzystać — rzucił luźno, uważając na ton swojego głosu. Kusiło go dodać po moim trupie, bo z pewnością nie puściłby jej ot tak. — Ale póki co, zgodziłaś się na spacer ze mną, więc jak już to mogę cię po drodze odprowadzić do księcia — zażartował, choć jedyne miejsce, w które zamierzał ją odprowadzać, to na autobus za cztery godziny. I jeszcze upewni się, że na pewno nim odjeżdża, żeby czasami nie pomyślała o ucieczce w ramiona Randalla!
Nawet jeśli ludzie się nie zmieniali, to jednak dorosłość robiła swoje. Zachowania mogły pozostać takie same, ale w swojej starszej, być może przytłumionej formie. Nie tylko Lilian chciała poznać jego, sam Nico bardzo chciał się dowiedzieć, jaka teraz była. Co prawda, już niektóre rzeczy dało dojrzeć się gołym okiem, bo Rosenhall był osobą, która przygląda się ludziom; i nie tyle co analizuje ich zachowania, ale po prostu chłonie wszystkie szczegóły. Nie ważne, czy były to jakieś nerwowe tiki, czy zwyczajne przyzwyczajenia, często je zapamiętywał, zrzucając winę na swoją pamięć wzrokową. Najchętniej dowiedziałby się o niej wszystkiego, ponownie poznając ją wręcz na wylot, jednak nie wiedział, czy był na tyle uprawniony, aby móc sobie na to pozwolić.
Wstał z ławki, kierując się drogą zaraz obok Davenport. — Jak to co, idziemy na spacer — rzucił, choć nie do końca wiedział, gdzie mogli się udać. — Idziemy szlakiem znajomych miejsc, aby zobaczyć, jak bardzo się zmieniły. Albo przynajmniej żebym ja mógł zobaczyć, czy nadal je poznam — zagadnął. Nie wiedział, na ile Lilian odwiedzała swoje rodzinne miasto. Natomiast Nicolaos, jak już tu bywał, to jedynie na swoim osiedlu, w okolicach rodzinnego domu, nie wybywając na tereny, które kiedyś były poza obszarem rodzicielskiego nadzoru — a mimo to i tak ciągle w nie uciekał; bo przecież zakazane smakuje najlepiej, prawda? — Zamierzam. Przeszkadza ci to? — zapytał, wcześniej nie myśląc o tym, że równie dobrze mogła nie chcieć jego towarzystwa, że jego obecność mogłaby być dla niej niekomfortowa. — Wiesz… niebezpiecznie jest samotnie krążyć po nocach albo siedzieć na przystanku. Oakville nie ma wysokiego wskaźnika przestępczości, ale nadal lepiej nie kusić losu. — Dbał o dobro ogółu; w końcu nie warto było podnosić wskaźnik i naruszać dobrą opinię publiczną miejscowości, prawda? Wcale nie robił tego z własny pobudek, wcale nie chciał spędzić z nią chociaż jeszcze godziny dłużej… Nie wiedział, dokąd doprowadzą go takie potrzeby, obawiał się ponownego przywiązania, a jednocześnie… po dwóch piwach nagle nic nie było mu straszne. — Dawno przeprowadziłyście się do Toronto? — zagaił, zerkając na nią kątem oka. Przez chwilę skupił się na jej stroju, który z pewnością nie zakładał, że będzie na dworze do aż tak późna. Ściągnął ramoneskę, zostając w samej bluzie i zarzucił jej kurtkę na ramiona. Zrobiłby tak każdemu, nawet nic nieznaczącej koleżance. Prawda? Nieprawda.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła nie zauważyć zmiany w usposobieniu Nicolasa, gdy mówił o Randallu. Mimo okoliczności oraz ich relacji, która wciąż pozostawała niewygodnie zawieszona pod znakiem zapytania, Lilian łapała się na tym, że podjudzanie mężczyzny sprawiało jej satysfakcję.
Nie miała jednak pewności, czy jego nastawienie wynikało stricte z jej obecności, czy raczej z ogólnej niechęci do tego bawidamkowatego przygłupa. Ostatecznie postanowiła się nad tym nie zastanawiać. Zbyt dawno nie czuła się przy Nico tak swobodnie, aby teraz psuć nastrój analizowaniem każdego ukrytego znaczenia.
W porządku — prychnęła wyraźnie rozbawiona, choć usilnie próbowała zachować poważny ton. Pomysł był fatalny, ale tkwiąc dalej w tej ironicznej słownej grze, postanowiła po prostu przytaknąć Nicolasowi i zgodzić się, aby odprowadził ją do Randalla. W tym momencie chyba oboje zdawali sobie sprawę, że Lilian i tak nie przekroczy progu jego domu, a przynajmniej miała taką nadzieję.
Szlakiem znajomych miejsc? — powtórzyła zdumiona, zatrzymawszy spojrzenie na twarzy towarzysza. Zaraz pokiwała głową. Mimowolnie odebrała ten plan jako coś intrygującego i skierowała oczy ku ciemnej drodze, w której stronę mieli właśnie podążyć. — Nie wiem, czy nie będziesz zawiedziony. Wiele naszych miejscówek już nie istnieje — poinformowała zgodnie z prawdą. Niby minęło zaledwie pięć lat, ale Oakville nie stało w miejscu. Zmieniło się. Zniknęły dwa place zabaw, na których uwielbiali huśtać się wieczorami. Ich ukochana lodziarnia przeszła gruntowny remont i wraz z dawnym klimatem straciła też cały urok, bo od tamtej pory lody już nigdy nie smakowały tak samo. Zlikwidowano również park obok szkoły, aby poprowadzić deptak oraz drogę prowadzącą do nowego osiedla. W miasteczku bywała rzadko, ale przy każdej wizycie miała wrażenie, że odbierano jakieś fragmenty przeszłości; te bardziej namacalne, wręcz żywe, które jeszcze w liceum odwiedzała z Nicolasem oraz przyjaciółmi.
Drgnęła i znowu uważniej spojrzała na mężczyznę, kiedy w przestrzeni padła jego odpowiedź. Chwilę później lekko skinęła głową, słysząc kolejne słowa. Pomimo że Oakville było miejscem bezpiecznym i doskonale znanym Lilian, to musiała przyznać mu rację. Noce bywały nieprzewidywalne. Rządziły się własnymi prawami, a po festynie po okolicy kręciło się jeszcze wielu pijanych ludzi, z którymi przypadkowa konfrontacja mogłaby okazać się zwyczajnie nieprzyjemna.
Dziękuję, Nico — Uśmiechnęła się delikatnie. — Na pewno jesteś zmęczony, więc tym bardziej dziękuję. — Jego postawa po raz kolejny ją rozczuliła, a bijąca otwartość sprawiła, że zaczęła czuć się przy nim coraz swobodniej. Wrażenie, że stąpała po grząskim gruncie i przez to co chwilę musiała uważać na słowa, powoli rozmywało się pod natłokiem kolejnego, trzeciego spotkania.
Paradoksalnie coraz rzadziej widziała w nim byłego partnera; człowieka, z którym boleśnie zatrzasnęła rozdział na lotnisku pięć lat temu. Znowu był po prostu Nicolasem Rosenhallem. I chociaż w Lilian wciąż buzowały dawne emocje, to coraz łatwiej patrzyła na niego bez poczucia rwania duszy i serca. Albo to dzięki pomocy piwa.
Słyszała już to pytanie w pensjonacie, jednak tym razem zareagowała znacznie spokojniej. Jeszcze miesiąc temu za nic nie chciała dzielić się tą informacją z Nico. Uważała, że nie powinien wiedzieć, iż jej przeprowadzka była bezpośrednio związana z powodami, przez które nie mogła polecieć z nim do Nowego Jorku. Rodzina Lilian od dłuższego czasu zmagała się z problemami starego hostelu. Brakowało pieniędzy, ludzi do pracy, a długi rosły z każdym kolejnym tygodniem. Prze to babka mocno naciskała na zatrzymanie wnuczki na miejscu.
Teraz Lilian była starsza i dopiero zaczęła rozumieć, jak mocno została zmanipulowana. Pod przykrywką rodzinnego obowiązku seniorka próbowała przywiązać ją do pensjonatu tak skutecznie, aby nigdy nie ośmieliła się wybrać własnego życia.
Spoglądała na mężczyznę i jednocześnie myślała o tym co straciła. Studia i miłość.
Parę miesięcy po tym, jak wyleciałeś. Babcia postanowiła sprzedać hostel i kupić nowszy budynek, aby otworzyć skromniejszy pensjonat — powiedziała. Zaraz poczuła kurtkę na ramionach i choć była zaskoczona, to ochoczo zacisnęła palce na materiale, po czym przyciągnęła ją jeszcze bliżej. To był kolejny dowód na to, że Nico naprawdę niewiele się zmienił. — Znowu dziękuję. Trochę zmarzłam — urwała. — Coś się stało, że zdecydowałeś się wrócić z Vancouver? Wspominałeś na wzgórzu, że rodzina nie wiedziała o twoich planach. — Powróciła do tematu, który znienacka przerwały im fajerwerki. Mimowolnie pomyślała, że mówił o tym, że nikt na niego nie czekał, więc zastanawiała się, czy chodziło o rozstanie.
Szli wzdłuż nieoświetlonego chodnika. W oddali ciągnęły się rozmyte światła centrum, które migotały gdzieś pomiędzy drzewami. Ich widok mimowolnie przypomniał Lilian o wszystkich kilometrach, które niegdyś pokonywali podczas bezsensownego włóczenia się po Oakville. Dziwne, jak łatwo odkrywało się nowe miejsca, gdy szło się obok odpowiedniej osoby.
Może najpierw chcesz zobaczyć jezioro? — Zatrzymała się i wskazała palcem na gęstwinę po drugiej stronie drogi. Znajdowało się tam zarośnięte pole, a kawałek dalej był prywatny zbiornik wodny, niezmiennie dalej chroniony jedynie poszarpaną siatką. Czasami przesiadywali tam, kiedy nie chciało im się pójść do szkoły.

Nico Rosenhall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zwrócił uwagę na sformułowanie nasze miejsca, gdzieś w głębi serca ciesząc się, że nie tylko on uważał niektóre miejscówki za ich kwintesencję wszystkich wspólnie spędzonych chwil, randek, schadzek czy innych spotkań. Nie ukrywał również zaskoczenia tym, że większość miejsc miało po prostu nie istnieć — zupełnie jakby nagle wszystko wyparowało, wraz z ich natychmiastowym brakiem kontaktu. Nie podobało mu się to, bo nie minęło dużo czasu od jego przeprowadzki, chociaż pięć lat… każde dbające o swój rozwój miasto nie będzie stać w miejscu. Automatycznie zaczął żałować, że przy wcześniejszych wizytach nie gospodarował więcej czas na ewentualne, nostalgicznie spacery. Chociaż czy to pomogłoby mu w naprawieniu złamanego serca? Może dzięki temu na dzień dzisiejszy czuł się w jej obecności spokojnie, bez wielkiego spięcia.
— Co za zawód — westchnął, kopiąc jakiś niewielki kamyczek, który stanął na jego drodze. Czy jest optymizm nieco przygasł? Być może, ale i tak posłał jej zaraz niewielki uśmiech, żeby nie sprowadzać nad nich czarnych chmur. — No nic, to trzeba odwiedzić to co zostało. Przeżyły przynajmniej nasze ulubione miejsca? — zapytał. Górka i ławka istniały, to był niepodważalny plus. Chciałby móc jeszcze raz usiąść na ich ławkach, pójść z nią na lody albo posiedzieć na pomoście i popatrzeć w gwiazdy na nocnym niebie. Czy wymagał zbyt wiele? Nawet w jego podświadomości wydawało się być to teraz niemożliwe. Jeszcze niemożliwe, bo co stało im na przeszkodzie, aby znów się przyjaźnić? W końcu nie musieli chodzić na… randki.
— To nie problem. Z miłą chęcią ci potowarzyszę — stwierdził, machając rękę. Odpowiedział to dopiero po chwili zawahania, zastanawiając się, czy powinien aż tak się uzewnętrzniać. Nie chciał wywierać na dziewczynie żadnej presji swoją obecnością czy chęcią odnowienia kontaktu, ale… wydawało się, że sama była dosyć chętna, aby nie przechodzić obok siebie obojętnie. Teraz tym bardziej mieli ku temu idealną okazję, aby spędzić razem spokojną chwilę — bez krzywego spojrzenia czy oczekiwań jej babki, bez patrzenia na zegarek, że zaraz odjedzie autobus. Cztery godziny to było naprawdę dużo, ale podświadomie miał przeczucie, że nie będzie to czas, który ciągnąłby się wieczność.
Czy powinien pytać dalej? Póki co pokiwał głową, robiąc w myślach szybką kalkulację i na język cisnęło mu się pytanie, czy to dlatego z nim nie wyleciała. Czy to jej babka postanowiła, że ma przekreślić swoje marzenia na rzecz interesu? Był o krok od zapytania, choć nawiązywało to do zakazanego tematu; rozmowa na temat przyczyny jej odmowy wylotu nadal między nimi wisiała, ale mimo to Nico nie czuł, aby dziś była odpowiednia pora, aby o tym dyskutować. — Naprawdę podoba ci się bardziej w Toronto niż Oakville? Zawsze myślałem, że kochasz to miasto — zapytał, nawiązując do ich rozmowy w pensjonacie, próbując dalej nawiązać rozmowę na temat tego jak żyła i jak ewentualnie się zmieniła. Miał świadomość, że było to ich rodzinne miasto, sentyment często gdzieś pozostanie, jednak gdzieś dopisywał zawsze tę miłość do mniejszego miasteczka przyczynie jej pozostania na miejscu. Co prawda gryzło mu się to z tym, że wiedział, że chciała żyć w dużym mieście. Kiwnął lekko głową na jej podziękowania; pamiętał, że była trochę zmarzluchem, jak podkradała mu jego bluzy, a on uwielbiał ją w nich widzieć, zwłaszcza gdy nagle zakładała ją do szkoły. Zawahał się na chwilę, po jej pytaniu. W głowie szukał odpowiedzi, która nie byłaby kłamstwem, ale mijałaby się z prawdą. Choć czy był sens wymyślać coś na poczekaniu, skoro prawda i tak zawsze wychodzi na jaw? — Nie wiedzieli, bo rodzice nie do końca popierali ten plan — odparł najpierw. Jego bracia od razu się ucieszyli, ale rodzice najpierw zadali pytanie, co z pracą? Nie dziwił im się, przecież od zawsze Nico mówił, że była to jego robota marzeń. — Moja mama zachorowała i powiedziała nam o tym w święta. Średni czas na takie wyznania, ale pewnie tylko wtedy mogła nas wszystkich razem złapać — odpowiedział, patrząc przed siebie na drogę. Prawdopodobnie był to jeden z niewielu razy, kiedy komuś mówił o tym z większymi szczegółami. — Przeprowadziłem się, żeby być bliżej. Żeby w przyszłości nie czuć do siebie żalu, że…że nie spędziłem z nią wystarczająco czasu, gdyby coś poszło nie tak. …że nie pomogłem. — Zdecydował się jednak na tę wersję. Zdecydowanie miał w sobie to jeszcze nie przepracowane. Rodzina była bardzo ważna dla Rosenhalla, więc choroba mamy była bolesną informacją.
— Tak, idźmy tam — rzucił, skręcając w kierunku jeziorka. — Usiądziemy na pomoście, czy jest ci zbyt zimno? — zapytał, bo mimo wszystko nie chciał, aby marzła albo żeby była na drugi dzień chora. Mogli w końcu udać się do bardziej osłoniętego miejsca, nad wodą zawsze było chłodniej.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zastanowiła się przez chwilę, jakby naprawdę próbowała sobie to wszystko poukładać.
Nie jestem pewna, czy wszystkie. — Podrapała się po policzku, a potem spróbowała wykrzesać z siebie pokrzepiający uśmiech.
Lilian również nie chciała, aby zapał i ekscytacja związana ze wspólnym spędzeniem czasu szybko przygasł. W końcu nie musieli chodzić wyłącznie po starych miejscówkach miasta. Mogli przecież zobaczyć, zwiedzić i zaznaczyć wspomnieniami te nowe, bardziej rozbudowane perypetie Oakville, które burmistrz postanowił dofinansować.
Lilian w żadnym ze scenariuszy, które układała sobie jeszcze za czasów liceum, nie przewidziała, że kiedykolwiek rozstanie się z Nicolasem. Wtedy wydawali się wręcz idealni, a przynajmniej w oczach wszystkich wokół. Znajomi powtarzali, że są dla siebie stworzeni. Dogadywali się, byli w sobie nieprzytomnie zakochani i z łatwością okazywali sobie wsparcie oraz szacunek, którego wielu innym parom brakowało.
A potem wszystko rozpadło się przez jedną decyzję. Decyzję dotyczącą studiów i wyjazdu, który miał być początkiem czegoś nowego, a ostatecznie stał się końcem ich wspólnej codzienności. Ich kontakt urwał się na pełne pięć lat. Pięć lat, podczas których oboje zdążyli wydorośleć, zmienić się i nauczyć życia bez siebie.
Mimo to Lilian czuła, że chciała poznać go na nowo. Chciała odkryć, kim Nico stał się przez ten czas i czy między nimi wciąż zostało coś z dawnej bliskości. Była gotowa znów spędzać z nim czas, nawet jeśli nie miała pojęcia, dokąd mogłoby ich to zaprowadzić.
Hmm... — Ponownie potrzebując chwili na zebranie myśli. Powiodła spojrzeniem po ciemnym sklepieniu nieba, a kiedy w końcu znalazła odpowiedź, po prostu lekko potaknęła. — Moja sympatia do Oakville i do Toronto wynika z zupełnie innych rzeczy. Do Oakville mam sentyment. Dobrze wspominam dzieciństwo, liceum i... — zawahała się na moment — i nasz związek, Nico. To wszystko mnie ukształtowało.Ale Toronto daje większe możliwości. Tam łatwiej coś osiągnąć, rozwijać się i poznać nowych ludzi. To miasto ciągle żyje, a ja chyba zawsze byłam trochę szurnięta, więc tam naprawdę czuję się lepiej. Tak... bardziej sobą.
Z jednej strony Lilian zawsze była grzeczną, przykładną uczennicą. Rzadko sprawiała problemy nauczycielom. Z drugiej jednak miała w sobie coś nieobliczalnego. Uwielbiała spontaniczne pomysły i więcej niż raz wciągała Nico w dziwne rzeczy.
To przez nią zdarzyło im się wymknąć nocą na dach szkoły tylko po to, aby oglądać stamtąd wschód słońca. To ona namówiła go na kąpiel w jeziorze po imprezie, kiedy alkohol szalał w ich żyłach, mimo że był środek października i oboje później szczękali zębami z zimna. To ona pewnego razu przekonała go, aby pojechali nad ocean podczas burzy tylko po to, aby zobaczyć fale. Innym razem w środku nocy weszli na teren zamkniętego wesołego miasteczka i siedzieli na zardzewiałej karuzeli, jedząc frytki kupione na stacji benzynowej. A wszystko to było po części winą babki Dolores, która przez większość życia Lilian próbowała trzymać ją pod kloszem.
To znaczy? — zapytała szybko, kiedy wspomniał, że jego rodzice nie poparli decyzji o powrocie. Wyraźnie ją to zdziwiło. Przez resztę wypowiedzi obserwowała uważnie profil Nico. Z każdą kolejną informacją jej spojrzenie stawało się coraz bardziej przejęte. Oczy rozszerzyły się ze zdumienia, a chwilę później pojawił się w nich smutek i szczera żałość, której źródłem okazała się choroba pani Rossenhall.
Nie miała o niczym pojęcia. Mimo że zdarzyło jej się rozmawiać z nią kilka razy, kobieta zawsze sprawiała wrażenie pogodnej. Wyglądała dobrze, choć może trochę bardziej zmęczona niż dawniej, ale nigdy na tyle, aby Lilian zaczęła podejrzewać coś poważnego. Mimowolnie poczuła się głupio.
Hej. — zatrzymała się nagle i intuicyjnie zacisnęła palce na przedramieniu Nico, zmuszając go do tego samego. Mogła bywać lekkomyślna, ale mimo wszystko czasem potrafiła czytać ludzi. Wiedziała, co chodziło po głowie mężczyzny, dlatego postanowiła przegonić te sceptyczne myśli. — Wszystko będzie w porządku. Twój powrót na pewno doda mamie siły, więc nie zamartwiaj się aż tak — odezwała się łagodniej. — To wszystko, co się teraz dzieje jest tylko kolejnym przykrym etapem, ale to minie. Kiedy twoja mama wyzdrowieje, będziecie siedzieć razem przy stole i tylko wspominać ten okres. — Zsunęła dłoń z przedramienia Nico i przez krótką chwilę musnęła opuszkami jego skórę. Gdy po paru sekundach nabrała odwagi zacisnęła palce na jego ręcę. — Jestem tego pewna.
Ta chwila nie trwała jednak długo. Nieco zawstydzona własną śmiałością szybko wysunęła dłoń z jego uścisku i ruszyła przed siebie, jakby nic się nie wydarzyło. Temat drogi wkrótce całkowicie przegonił jej wcześniejsze zażenowanie, pozwalając skupić się na czymś bardziej neutralnym.
Nie jest mi zimno. Mam przecież twoją kurtkę — zaśmiała się cicho, po czym ostrożnie weszła pomiędzy zarośla.
Las od razu ich pochłonął. Było tam znacznie ciemniej niż na chodniku, a gęste korony drzew niemal całkowicie odcięły resztki światła. Lilian wyrwała się bardziej do przodu, przez co ciągle odgarniała gałęzie, które zdawały się tylko czekać, aby uderzyć ją w twarz. Raz po raz coś smagnęło ją w ramię, zahaczało włosy albo odkryte kolana.


Nico Rosenhall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wydął lekko dolną wargę, będąc niepocieszonym tym, czego właśnie się dowiedział. Doceniał, że tak subtelnie chciała mu przekazać tę ciężką informację, że mimo wszystko posłała pokrzepiający uśmiech, od którego zrobiło mu się nieco lżej, ale nadal rzeczywistość była dość smutna. Nie spodziewał się nagłego pożegnania ze swoją przeszłością… cóż, najwidoczniej taki właśnie był jego los. Może była to lekcja, z której powinien wyciągnąć nieco więcej? Dostrzec, że powinien skupić się na teraźniejszości, bądź nawet na budowaniu przyszłości? Co prawda, jakiekolwiek plany wydawały mu się w tym momencie absurdalne, skoro od miesiąca żył praktycznie z dnia na dzień, a jedyną pewną rzeczą była praca i to, że miał w dalszym ciągu psa, do którego musiał wrócić. Teraz było to jednak łatwiejsze, gdy mógł poprosić bliskich o opiekę nad Cheetosem, choć nie było co ukrywać, że cała sytuacja była dla niego nowa. Z jednej strony, czuł się jak turysta i czerpał z tego garściami, a z drugiej miał usilną potrzebę, aby wreszcie się zaaklimatyzować. Rozglądał się za mieszkaniem, będąc wybrednym, bo nie palił mu się tyłek i nikt go nie pośpieszał. Poznawał nowych ludzi, poznawał miasto, które znał jedynie ze sporadycznych wycieczek szkolnych lub rodzinnych wypadów, jednak nigdy nie miał okazji zwiedzić go na tyle, aby poznać uroki życia nocnego, a także wszelkich walorów, które potrafi docenić dorosły człowiek.
Tak lekko wspomniała o ich związku, że aż sam nieco się zdziwił. Nie mógł jednak ukryć, że poczuł ciepło na sercu, gdy przywołała to jako dobre wspomnienie. Czy powinien się temu dziwić? W żadnym razie, w końcu było im dobrze, a przynajmniej tak mu się wydawało i najwidoczniej teraz dostawała ku temu potwierdzenie. Byli zgraną parą i między nimi była miłość, której niejeden im pewnie pozazdrościł. Może właśnie przez ludzką zazdrość w końcu zostało im to pożałowane?
— Szurnięta to krytyczne słowo. Po prostu… zawsze miałaś wiele pomysłów — odparł z rozbawieniem. Ale to właśnie w niej kochał. Cokolwiek by mu nie zaproponowała, on za nią szedł. Nawet jeśli najpierw jej pomarudził, że coś mogło być potencjalnie niebezpieczne, to potem pierwszy przechodził przez płot i asekurował ją, jak sama potem przez niego przechodziła. Okrywał ją kurtką, tak jak teraz, gdy wychodzili późno i bez większego planu, a czasami zgarniał na siebie winę za jej szalone pomysły, mając nadzieję, że z uprzejmością i grzecznym uśmiechem zostanie im wszystko wybaczone. Nie było to nic, czego mógłby żałować chociażby przez chwilę, wręcz przeciwnie, bo wszystkie zwariowane akcje wspominał do dziś i szczerzył się jak głupi do sera. — Toronto rzeczywiście ciągle żyje. W zasadzie na każdym kroku dzieje się coś ciekawego, ale ma w sobie też pewien spokój — stwierdził, bo w ostatnim czasie rozglądał się po wielu dzielnicach, zastanawiając się, gdzie najlepiej będzie ugościć swoje cztery litery przynajmniej przez najbliższy rok. Było w czym wybierać i atmosfera w częściach miastach potrafiła być skrajnie różna. — Polubiłabyś Nowy Jork — rzucił krótko, nieco nostalgicznie, nie wdrażając się w szczegóły. Czy musiała wiedzieć, że czasami miał marzenie, aby mimo wszystko pokazać jej to miasto od podszewki? Czy powinna usłyszeć, że te kilka lat temu patrzył na niektóre miejsca i wiedział, że mogłyby to być ich nowe ulubione miejsca? Że oczami wyobraźni widział, jak szeroko się uśmiecha, a spojrzenie Davenport błyszczy, przyglądając się wszystkiemu, co byłoby dla niej nowe?
— To znaczy, że ich zdaniem powinienem zostać tam, gdzie mam większe szanse na rozwój. — Magisterka, praca w dużym zespole projektowym; to wszystko miało potencjał. — W Vancouver mają jedną z największych siedzib. W porównaniu do tego, w Toronto jest naprawdę niewielka grupa projektowa. Nie przeszkadza mi to, bo nadal zajmuję się tym, co wcześniej robiłem. — Wzruszył ramionami. Miejsce daje większe możliwości, jednak on już miał możliwość wykazania swojego potencjału. Póki co, mógł robić to co robił, tyle że na odległość; może jedynie czasami będzie musiał udać się na wycieczkę do głównej siedziby, skoro jest powiązany z tamtejszymi projektami.
Poczuł jej uścisk na swoim ramieniu, przez co zatrzymał się i spojrzał na nią nieco smutnym spojrzeniem, którego nie udało mu się jeszcze zmienić po ciężkim temacie. Nico nieświadomie mógł być dla niej jak otwarta księga, bo spędzili ze sobą wystarczająco czasu, aby nawet po latach potrafiła zweryfikować niektóre jego zachowania. Nie przewartościował swojego życia, dalej jego rodzina i bliscy byli dla niego szczególnie ważni. Westchnął cicho, wypuszczając wolno powietrze z ust. Jej spokojny głos był jak łagodzący ranę plasterek i dzięki temu sam nieco uspokajał swoje pędzące myśli. — Mam nadzieję, wolę być blisko i nie dokładać jej zmartwień o siebie, mieszkając tyle tysięcy kilometrów stąd — rzucił, bo nawet jeśli żył dobrze, tak wiedział, że rodzice przejmowali się, czy ich najmłodsze dziecko aby na pewno dobrze sobie radzi. Nigdy nie narzekał, jeśli już to marudził na kompletne pierdoły. Dostał szansę od losu i wykorzystywał ją w stu procentach, dlatego nie pozwalał sobie na szczególne wysmradzanie. Przesunął spojrzeniem na jej dłoń, która lekko musnęła jego skórę, zaraz całkiem dotykając jego ręki. Powrócił do niej wzrokiem, posyłając jej lekki uśmiech i po chwili, sam lekko ścisnął jej dłoń, pod palcami czując jej delikatną, znajomą skórę, której dotyk elektryzował w jego opuszki. Było to tak niebywale znajome uczucie i zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, zaraz po tym, jak wyjęła swoją rękę z tego krótkiego uścisku. — Dziękuje za te słowa. Mam nadzieję, że będzie tak jak mówisz. Na razie to dopiero początek, jeszcze się z tym wszystkim oswajam — przyznał. Inaczej jest rozmawiać przez telefon i słyszeć o tym, a co innego widzieć zmęczoną mamę, która kiedyś tryskała niewymuszoną energią, w porównaniu do teraz, gdy starała wykrzesać z siebie dwieście procent, gdy przyjeżdżały do niej dzieci.
— No tak, ale gdyby to nie wystarczało to mi powiedz, zmienimy trasę — odpowiedział, bo jednak pogoda nocą potrafiła drastycznie się zmieniać; nie chciał mieć na sumieniu jej przeziębienia. Przedzierali się przez zarośla i Nico wręcz nie wierzył w to, co właśnie wyrabiali. — Czuję się, jakbyśmy znowu mieli siedemnaście lat. Umiesz coś na jutrzejszy sprawdzian z angielskiego? — zaśmiał się, kiedy dotarli nad jezioro, które wyglądało dzisiaj wyjątkowo magicznie. Wielka tafla, w której odbijały się gwiazdy bezchmurnego nieba. Weszli na pomost, a Nico kątem oka spojrzał na jej buzię, po czym zerknął na włosy, do których przyczepiło się kilka liści, które z rozbawieniem ściągnął, strzepując je na dół. — Niektóre rzeczy się nie zmieniają, co? — zagadnął z rozbawieniem, spoglądając jej głęboko w oczy. Może zbyt długo, może zbyt nieodpowiednio i miał wrażenie, że to znowu chwila, która nie powinna mieć między nimi miejsca. — A wiesz co jeszcze robiliśmy, mając siedemnaście lat? — zapytał, unosząc lekko brew. Wiele rzeczy robili, jednak nic z tych rzeczy mu teraz nie chodziło po głowie! Wyciągnął z tylnych kieszeni swoich spodni telefon i portfel, zrzucając na ziemię, po czym chwycił Lilian w talii, zsuwając z jej ramienia torebkę, która została na pomoście razem z jego rzeczami. — Na bombę! — rzucił, biegnąc przed siebie i trzymając dziewczynę tak, że mogła objąć go nogami w pasie. Wskoczył razem z nią na rękach do wody, zupełnie tak, jak robił to jej zawsze, gdy traciła czujność, a on chciał ją nieco ostudzić.

Lilian Davenport
gall anonim
generowanie postów za pomocą AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”