-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
„Tylko parę piw”, mówił wtedy. „Przecież ogarniam”.
Teraz, stojąc w środku rozświetlonej galerii handlowej, nagle poczuł, że brakuje mu tchu. Przechodzący nastolatkowie śmiali się głośno, a on widział tylko tamte rozbite reflektory. Samochód w warsztacie czeka na naprawę, ale Noah wiedział, że niektórych rzeczy – tak jak tamtej nocy – nie da się wyklepać i polakierować na nowo. Wypuścił koszyk z rąk i po prostu wyszedł na zewnątrz, w stronę parkingu, bojąc się sprawdzić, czy jego własne odbicie w szybach wystawowych nie patrzy na niego z oskarżeniem.
Stał przed wejściem do galerii, próbując uspokoić oddech, gdy nagle wśród tłumu mignęła mu znajoma sylwetka. Audrey. Miała na sobie ten sam płaszcz, który kupiła jeszcze w czasach, gdy byli nierozłączni. Kiedyś byli kimś więcej – a przynajmniej mogli być. Noah pamiętał wieczory, gdy napięcie między nimi było tak gęste, że wystarczyłoby jedno słowo, ale on, przerażony tym, jak bardzo mu zależało, po prostu stchórzył. Bał się tej pieprzonej utraty kontroli. Została bezpieczna, choć bolesna przyjaźń. To była ta sama Audrey, która przez ostatnie miesiące nie odpisywała na SMS-y i zawsze „miała coś pilnego”, gdy dzwonił, dusząc się od poczucia winy.
– Audrey? – zawołał, zanim zdążył pomyśleć. Poczuł uścisk w żołądku. Kiedy jego świat zaczął pękać, kiedy najbardziej potrzebował jedynej osoby, która go rozumiała, ona zniknęła. A teraz stała tu, w galerii, otoczona kolorowymi wystawami, nieświadoma, że on od miesięcy żyje w piekle. – Dlaczego, Audrey? – zapytał, a w jego głosie słychać było więcej bólu niż złości. – Dlaczego wtedy, kiedy najbardziej cię potrzebowałem, nagle przestałaś odbierać?
Audrey LeBlanc
-
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracji1 osobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Postanowiłam, że pierwszym moim przystankiem będzie zoologiczny. Dla mojego małego przyjaciela przyda się jakaś nowa zabawka lub legowisko. Wiem, że nie korzysta z tych obecnych.. Jednak mam wielką ochotę kupić nawet najbardziej kiczowy, ale żeby po prostu mieć coś nowego. Dodatkowo jego ulubione smaczki też się prawie skończyły, więc to idealny układ. Wychodząc podziękowałam za pomoc i skierowałam się w stronę kawiarni. Kawa na początek mojej zabawy, brzmi dość dobrze. Zwłaszcza jeśli zamówię ją z dodatkowym syropem i mlekiem. Wychodząc z jakimś kiczowatym kubkiem, stanęłam zdziwiona. Nikomu nie mówiłam, że mam wolne, a tym bardziej gdzie idę. Przez chwilę myślałam, że się przesłyszałam. Głównie przez fakt, że bardzo dawno nie słyszałam tego głosu. Zamknęłam na chwilę oczy, policzyłam do trzech i postanowiłam do niego podejść.
— Noah. Myślałam, że przez ten czas, doszło do ciebie, dlaczego tak się stało — Trochę się zirytowałam. Sama nie wiem, czy to jego obecnością lub pytaniem. Nie lubię do tego wszystkiego wracać, zwłaszcza jak byłam ignorowana właśnie przez niego. Dodatkowo czułam w kościach, że ta rozmowa zepsuje mi do końca humor i nic już nie zrobię z tego co miałam zaplanowane. Wypiłam resztę swojej karmelowej kawy i wyrzuciłam kubeczek do śmietnika. Zrobiłam to ciut za mocno, ale nie to było teraz ważne.
— Dlaczego? Sam mnie ignorowałeś, a ja miałam swoje własne problemy, uczelnie i pracę. Nie mam czasu na kogoś, kto ucieka. Zasługuję na coś lepszego, a ty na ogarnięcie się Noah. Kiedy ja ciebie potrzebowałam, też znikłeś z mojego życia — Wydusiłam w końcu z siebie. Naprawdę nie chcę się kłócić, robić też scen w miejscu publicznym. Ja naprawdę mam dobry humor, który może zaraz się zmienić przez to wszystko. Nie tego się spodziewałam i raczej nie jego. Byliśmy kiedyś blisko, nawet bliżej niż chciałam to przyznać otwarcie. Czy on to samo czuł? Pewnie nie, a jeśli tak to on wszystko zniszczył. W moim życiu jest już i tak dużo problemów, związanych z samą matką. Nie wiem, czy jestem gotowa na kolejne, które da mi do mojego życia powrót Noah.
— Myślę, że jakiś kumpel w końcu odbierze i pogada, przecież był ważniejszy — Mała zmarszczka wywołana zdenerwowaniem, pojawiła się na moim czole.
Noah Beaumont
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Serce, które przed chwilą biło rytmem paniki, teraz uderzyło o żebra z zupełnie innego powodu. Audrey była żywym przypomnieniem wszystkiego, co było „przed”. Była częścią jego życia, kimś na kim mu zależało, ale stchórzył, gdy zaczęło się robić za poważnie. Rozumiał, że mogła mieć do niego o to żal, myślał jednak, że wszystko sobie wyjaśnili już dawno i że uda im się stworzyć przyjaźń. Gdy podeszła i podniosła wzrok, ich oczy się spotkały. W tym ułamku sekundy Noah zobaczył w jej spojrzeniu to, czego najbardziej się bał: nie nienawiść, ale ten sam rodzaj zdruzgotania, który nosił w sobie. Drgnął, jakby go uderzyła. Przez moment w jego oczach mignął błysk paniki, który szybko zastąpił wymuszony spokój. Odwrócił wzrok, wpatrując się w jakiś punkt za jej plecami, a jego dłonie mimowolnie zacisnęły się w pięści w kieszeniach bluzy. Czuł się osaczony jej słowami, ale wiedział też, że Audrey miała cholerną rację, że uciekł. Zawsze uciekał, gdy robiło się zbyt duszno, zbyt prawdziwie albo zbyt poważnie.
— Może i masz rację — wychrypiał w końcu, a jego głos stracił wcześniejszą pewność siebie. — Wszystko działo się za szybko, czułem, że tracę kontrolę nad tym, kim jestem poza „nami”. Obiecałem tę przyjaźń, bo naprawdę nie chciałem cię tracić zupełnie, ale... — przerwał, biorąc głęboki oddech. — Łatwiej było udawać, że nie istniejesz, niż przyznać przed samym sobą, że zachowałem się jak tchórz. - Po chwili dodał ciszej, nadal unikając jej wzroku. — Myślałem, że jeśli dam nam obu czas, to emocje wyparują i będziemy mogli zacząć od nowa. Jako kumple. Bez tego całego ciężaru.
Przez chwilę panowała ciężka cisza, przerywana jedynie stłumionym gwarem kawiarni w tle. Noah spuścił głowę, zacisnął szczękę, walcząc z własnym wstydem. Kiedy w końcu na nią spojrzał, w jego oczach był smutek.
— Zasługujesz na kogoś, kto nie znika, gdy robi się trudno. I masz rację, że uciekłem, kiedy najbardziej mnie potrzebowałaś. Myślałem, że odcinając się, oszczędzę nam obu bólu, ale widzę, że po prostu zostawiłem cię z tym wszystkim samą.
Zrobił krok w jej stronę, ale natychmiast się zatrzymał, widząc tę małą zmarszczkę na jej czole. Kiedyś wiedział dokładnie, jak ją rozprasować jednym żartem lub dotykiem. Teraz czuł się przy niej jak intruz.
– Praca, uczelnia... wiem, że masz ciężko. Nie przyszedłem tutaj, żeby psuć ci humor. Nawet nie wiedziałem, że tu będziesz – dodał, cofając się o pół kroku, jakby chciał dać jej przestrzeń do ucieczki, której on sam nie potrafił znaleźć. – Chciałem tylko... nie wiem, co chciałem. Nie chcę być kolejnym problemem na twojej liście — dodał, a w jego głosie pobrzmiewała rezygnacja. — Zaczepiłem cię, bo gdy cię zobaczyłem, coś mi podpowiedziało, by się odezwać, ale teraz widzę, jak bardzo egoistyczne to było. Chciałem poczuć się lepiej, widząc, że mi wybaczyłaś, nie myśląc o tym, ile siły kosztowało cię ułożenie sobie życia beze mnie.
Poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy. Przez chwilę stał w kompletnym bezruchu, a gwar galerii za jego plecami zamienił się w jednostajny, wysoki pisk – dokładnie taki sam, jaki słyszał tuż po wybuchu poduszki powietrznej.
— On nie odbierze, Audrey. Nigdy — powiedział spokojnym, niemal wypranym z emocji głosem. — Nikt nie jest ważniejszy, bo jego już nie ma. Zabiłem go.
Audrey LeBlanc
-
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracji1 osobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
— Mogłeś powiedzieć, że ciebie to przerasta. Być może wszystko teraz wglądałoby zupełnie inaczej. Bez zbędnego unikania oraz dodatkowych problemów pobocznych — Ciężko było mi to wszystko mówić, ponieważ dalej mnie boli jego zachowanie i postawa w moją stronę. Zachował się nieodpowiedzialnie i jak narobił syfu to chciał pomocy i wsparcia. Kiedy ja chciałam go blisko siebie, jako przyjaciela to mnie zignorował. Przyjaciele do picia byli dużo mocniej pomocni i ważniejsi. Jakby wszystkie lata znajomości były dla niego zupełnie niczym. Niepotrzebnym zabieraczem czasu.
— Ciężaru? To będzie dalej, jeśli tego nie rozwiążemy. Nie wiem, czy chcę wrócić do znajomości, która ma tak wyglądać, Noah — Pokręciłam głową na nie, naprawdę nie chcę tego. Nie jak to teraz wszystko wyglądało. Mam mu teraz opowiedzieć całe swoje życie, które go ominęło? To parę lat, jak matka zmusza mnie dalej do czegoś, czego nie chcę? Mimo tego, że jestem już dorosła i teoretycznie sama mogę podejmować decyzję? Nie jeśli wchodzą w to interesy mojej matki.
— Gdybyś przyszedł szybciej, może teraz dalej bylibyśmy parą. Zrobili większość rzeczy, które zaplanowaliśmy razem. Być może planowałbyś zaręczyny, ale nie jesteś tą osobą, która jest mi pisana na całe życie — Bardzo łatwo było planować, wymyślić scenariusz naszej byłej wspólnej przyszłości. Dobrze do siebie pasowaliśmy, staraliśmy się dostosowywać i dbać o siebie wzajemnie. Problemy i decyzje pokazały mi jedynie, że to tylko była nasza bańka. Pierwsza miłość, która boli najbardziej i to do niej nosi się różowe okulary, które nie widzą błędów. Do tej pory w głowie mam, jak kuzynka mnie uprzedzała przed tym krokiem i jak to jest zakochać się pierwszy raz w kimś, kto jest tak bliski.
Zmarszczyłam czoło na ostatnie słowa. Coś jest nie tak, dlaczego raptownie jego zachowanie się zmieniło. Tak mocno się zmieniło, wcześniej taki nie był. Coś musiało na niego wpłynąć. Nie powinnam drążyć tematu, wypytywać się o to co właśnie powiedział. Pamiętam, że miałam coś na studiach.
— Noah.. Jestem przy tobie. Powiesz mi, co widzisz? Co mam na sobie? — Spokojnie się do niego zbliżyłam. Jeśli ma atak, nie mogę robić szybkich ruchów i pytać się co się wydarzyło. Czy przez te wszystkie lata, jest z nim gorzej? Wyciągnęłam butelkę z wodą i podałam ją dla niego. — Wypij
Noah Beaumont
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słowa Audrey uderzyły go mocniej niż jakakolwiek kłótnia, którą odbyli w przeszłości. Stał przed nią, czując, jak każda sekunda milczenia staje się coraz cięższa. Widział ból w jej oczach i wiedział, że to on go tam zasiał.
– Masz rację – wychrypiał, a jego głos brzmiał obco nawet dla niego samego. – Byłem tchórzem, Audrey. - Przejechał dłonią po twarzy, próbując zebrać myśli. Prawda była taka, że wtedy, gdy wszystko zaczęło się układać za dobrze, czuł się, że ucieczka wydawała mu się jedynym wyjściem. - Byłaś jedyną osobą, która miała w moim życiu sens, i właśnie to mnie tak cholernie przeraziło – dodał ciszej, patrząc na jej zaciśnięte na torbie dłonie.
Zrobił niepewny krok w jej stronę, ale zatrzymał się, widząc jej dystans. Czuł się jak wrak człowieka przy kimś, kto w końcu odnalazł swój spokój. Patrzył na nią i widział, że błądzi myślami gdzieś daleko.
– To prawda, nie możemy wrócić do czegoś, co już nie istnieje – powiedział cicho, a każde słowo sprawiało mu ból. – Nie chcę, żebyś czuła się zmuszona do streszczania mi ostatnich lat. - Zrobił krok w tył, by dać jej więcej przestrzeni, której tak wyraźnie potrzebowała. Zrozumiał, że jego obecność tylko potęguje jej stres, zamiast go łagodzić. – Chciałem po prostu, żebyś wiedziała, że żałuję, ale przepraszam nie naprawi lat, w których mnie nie było, kiedy naprawdę mnie potrzebowałaś - poczuł nagłe ukłucie bezsilności. Zrozumiał, że zostanie przyjaciółmi to nie jest rozwiązanie – to tylko ładna nazwa na udawanie, że nic się nie stało.
Słowa o zaręczynach i wspólnych planach przeszły przez niego jak prąd. Przez ułamek sekundy poczuł to, co mogłoby być – ciepło wspólnego domu, poranki, o których kiedyś szeptali, i tę stabilność, której nigdy jej nie dał. Ale to wyobrażenie zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, sparaliżowane strachem. Czuł, jak dusi go ta przestrzeń między nimi. Chciałby cofnąć czas, naprawić błędy, stać się tym dojrzałym facetem, którego ona teraz potrzebuje, ale widział w jej oczach, że ten pociąg już dawno odjechał. Był dla niej wspomnieniem pierwszej miłości – tej, która uczy, jak nie dawać się ranić w przyszłości.
Wziął od niej butelkę, ale jego dłonie drżały tak bardzo, że plastik cicho zatrzeszczał. Nie miał ataku paniki w takim sensie, jakiego ona się obawiała – to nie był brak tchu, to był ciężar, który zgniatał go od środka za każdym razem, gdy patrzył w jej oczy.
– Widzę... – zaczął zachrypniętym głosem, zmuszając się, by skupić wzrok na tu i teraz. – Masz na sobie szarą bluzę i czarne getry. Wyglądasz... normalnie. - Wziął łyk wody, ale nie poczuł orzeźwienia. Przełknął ślinę, a potem spojrzał na swoje dłonie, jakby szukał na nich śladów, których nie dało się zmyć. – To nie jest tak jak wygląda, Audrey. Ja po prostu... ja nie potrafię z tym żyć, że tu stoję, a Kevin... – Głos mu się załamał, a w oczach pojawiło się przerażenie, którego nie dało się ukryć. Oddał jej butelkę, bojąc się, że ją upuści. – Piliśmy wtedy razem. Myślałem, że panuję nad sytuacją, że to tylko kilka kilometrów. On mi ufał, rozumiesz? Był moim najlepszym przyjacielem, a ja wbiłem go w tę latarnię, bo byłem pewny siebie, twierdziłem, że mam kontrolę. Zabiłem go. Zabiłem go, a potem uciekłem od wszystkich, bo nie mogłem znieść tego, że jestem mordercą własnego przyjaciela.
Audrey LeBlanc