-
We only go out at night. Get drunk on shadows, just to feel alive.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Powinien trafić do szpitala, ale nie miał zamiaru na to pozwolić.
Potrzebował dłuższej chwili, żeby dotarła do niego odpowiedź, jej sens i konsekwencje takiej decyzji. Zdążył w międzyczasie przejrzeć się w lustrze i zapalić, chociaż Blackwell nie pozwolił mu się zbyt długo cieszyć tytoniem. Nie miał siły się przepychać, za to aktor zdołał w końcu przyciągnąć jego uwagę na siebie. Oparł się dłonią o maskę rozdzielczą, blisko schowka, jakby trudno mu było się utrzymać bez tego. Zostawił na tapicerce ślady krwi. Przekręcił głowę i spojrzał na Tristana na początku z lekkim niedowierzaniem 一 bo zabrał mu papierosa 一 potem z konsternacją 一 bo zwrócił się do niego po imieniu, a nigdy wcześniej tego nie robił. Chociaż? Tutaj coś mu się nie zgadzało. Był tak bardzo rozkojarzony. Na koniec jego spojrzenie wyrażało element zaskoczenia połączony z nutką irytacji, chociaż ta mogła też wynikać z faktu, że po prostu wszystko go coraz bardziej bolało i nie mógł porządnie nabrać powietrza, a w głowie coraz bardziej mu się kręciło.
一 Zwariowałeś? Natychmiast zawróć. Nie żartuję 一 mówił, przerywając w trakcie wypowiedzi, aby próbować nabrać głębiej powietrza. Kropla krwi leniwie spłynęła na jego górną wargę, barwiąc usta czerwienią. Nie mogli wparować do szpitala, na pewno nie teraz, krótko po wypadku. Wszystko się wyda, od razu. Nie mógł do tego dopuścić i był autentycznie zaskoczony tym, że Tristan o tym nie myślał. 一 Co jest z tobą? Zawracaj, bo wysiądę 一 dodał po chwili, marszcząc gniewnie brwi. Nie żartował. Odepchnął się, uderzył plecami o oparcie fotela z cichym stęknięciem i sięgnął drżącą dłonią do klamki. Był gotów wyskoczyć prosto na drogę. Po karku przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz, który jednak ustąpił, kiedy udało im się osiągnąć porozumienie. Bowie nie rozumiał czemu Blackwell się tak dziwnie zachowuje, ale nie miał na to teraz siły.
一 Zaparkuj pod przychodnią. Poczekamy kilka godzin, żeby nikt nie połączył tego z wypadkiem. Spadłem ze schodów 一 powiedział, dalej drżącym głosem. Kiedy siedzieli i czekali, atmosfera była napięta, a Bowie starał się nie odlecieć, co ledwo mu się udawało, bo kiedy tylko ciężkie powieki opadały, z trudem zmuszał się do pozostania przytomnym. Najchętniej poszedłby spać, nie rozumiał tego oślego uporu aktora, ale uległ namowom, dochodząc do wniosku, że przynajmniej ktoś założy opatrunek na te paskudne rany na twarzy.
一 Poradzę sobie, nie jestem dzieckiem 一 mruknął trochę opryskliwie, chcąc mieć to już za sobą. 一 Nie musisz tu czekać, dzięki za podwózkę 一 dodał, próbując otworzyć drzwi, co udało mu się dopiero za trzecim razem. Był wręcz przekonany, że Blackwell ma go już dosyć i chce w końcu wrócić na chatę. Nie tak miała wyglądać ich kolejna wspólna noc. Na seks raczej nie było szans, więc po co miałby tu sterczeć?
Na zewnątrz oparł się o auto i łapał oddechy, mając nadzieję, że dzięki temu przestanie mieć mdłości. Oparł dłonie o swoje kolana i pochylił się lekko. Po kilku wdechach ruszył w stronę gabinetu lekko chwiejnym krokiem. Ludzie, którzy na niego patrzyli pewnie myśleli, że jest jakimś menelem, ale przynajmniej nikt go nie rozpoznał, chyba.
Lekarz przyjął go szybko i w dyskretny sposób. Badania trwały jakiś czas i łącznie spędził w gabinecie ponad godzinę. Mężczyzna stwierdził wstrząśnienie mózgu jako najpoważniejszy uraz. Poza tym kilka stłuczeń. Nic, włącznie z nosem, nie było złamane, chociaż kilka ran trzeba było szyć. Oczyszczono wszystkie rozcięcia i założono mu opatrunek na nos. Z leków dostał tylko paracetamol na ból, a z zaleceń odpoczynek przez kilka dni, ograniczenie jakiegokolwiek wysiłku fizycznego i psychicznego oraz kontrolę w przyszłym tygodniu.
Skoro Tristan zdecydował, aby jednak na niego poczekać, to wsiadł do jego samochodu, rzucił pismo od lekarza na półkę i drżącą dłonią wyciągnął z kieszeni telefon. Nie wiedział co powiedzieć. Przeprosić? Podziękować? Momentami dalej nie wiedział jak w ogóle do tego doszło i zapomniał większości z tego, co mówił lekarz. Dobrze, że wszystko było opisane na tych świstkach, o których też już zapomniał. Chciało mu się pić, ale jedyne o czym myślał w tym momencie, to znowu wyścigi.
一 To teraz zabierz mnie tutaj… A potem do domu 一 mruknął, podając mu swój telefon, na którym odnalazł adres kumpla. Przecież ten wisiał mu kasę za wygraną i nie chodziło o pieniądze, a o honor. Musiał upomnieć się o to, co jego. Wszyscy mają wiedzieć, że może i skasował auto, ale nie na darmo. Nie potrafił do końca otworzyć powiek, a płytkie oddechy dalej nabierał tylko spomiędzy warg, co jeszcze bardziej wysuszyło mu usta, ale i tak był zdeterminowany. Zafiksowany na jednym, jak zdarta płyta.
Poszedł do Larsa i zrobiłby to nawet na kolanach, chociaż nie było tak źle, bo jeszcze jakoś trzymał się na nogach. Kumpel by zszokowany i pewnie trochę było mu wstyd, że zostawił go tam i wolał ratować swoją skórę, ale Bowie miał to w dupie. Niczego innego się po nim nie spodziewał. Wziął swoją wygraną, zasalutował mu i zwinął się z powrotem do auta. Znowu zaczął drżeć, a po chwili przysypiać, ale w międzyczasie, nawet się nad tym nie zastanawiając, chwycił dłoń Blackwella. A może było odwrotnie? Nie był pewien, ale to było przyjemne uczucie.
tristan blackwell
-
Вот в чем вся хрень. Я хочу только тебя. И всегда только тебя. Я так сильно тебя люблю и не знаю, что с этим делать.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mając innej opcji, porzucił pomysł zawiezienia Vance'a do szpitala; zgodnie z umową podjechał pod przychodnię, ale godziny oczekiwania były dla niego niekończącą się pętlą piekielną, która miała do niego wracać w najbliższym czasie pod postacią koszmarów.
Komentarz zabolał; nieprzyjemnie przygniótł swoim ciężarem, równocześnie wywołując refleksję, czy to wszystko było grą wartą świeczki. Bo może już teraz wykraczali poza ramy niezobowiązującego romansu, brnąc w miejsce, z którego nie było już powrotu? 一 Jak chcesz 一 rzucił wymijająco, nawet nie próbując kryć przemawiających przez niego negatywnych emocji.
Mimo komentarza, nawet przez chwilę nie myślał o tym, żeby wrócić do domu. Kręcił się po okolicy, pogrążony we własnych 一 dość trudnych 一 myślach i wracał na ziemię tylko wtedy, gdy napotykał na fana proszącego go o autograf lub zdjęcie. Blackwell czuł, że jego stan nie przejdzie bez echa; że w sieci pojawią się komentarze, ale w jego głowie brakowało przestrzeni, aby zastanawiać się nad tym, jak to wytłumaczy.
C z e k a ł.
Nigdzie się nie wybierał, bo uczucia zjadłyby go żywcem, gdyby tylko odpalił silnik. Palił papierosa za papierosem, wstąpił do pobliskiego sklepu po wodę i zdrową przekąskę (finalnie jednak nie był w stanie jej przełknąć).
Czekał, a kiedy Bowie wsiadł do auta, odetchnął z ulgą (wierzył, że nie mogło być z nim źle, skoro profesjonalista zgodził się na wypuszczenie go do domu). Korciło go, by zerknąć na kartkę z zaleceniami, ale uszanował prywatność Vance'a, który przecież był jedynie jego k o c h a n k i e m.
Upór i niezdrowa fiksacja przyprawiały go o nieprzyjemny ścisk wnętrzności; Tristan coraz bardziej martwił się stanem chłopaka, nie mając pojęcia, jak miałby odciągnąć go od niebezpieczeństw półświatka. 一 Musimy 一 szybko zreflektował się nad niewłaściwie użytą formą 一 musisz to robić dzisiaj? 一 mruknął, niechętnie wklepując adres w nawigację. Wolał go tam nie wieźć; uważał, że lepszym rozwiązaniem byłby powrót do domu, aby wypocząć.
Nie miał jednak siły, aby dyskutować i próbować przekonać Bowiego do zmiany zdania; zorientowawszy się, że człowiek od wyścigów mieszkał w miarę po drodze, podwiózł artystę, a potem poczekał aż załatwi swoje sprawy. Chwycenie za rękę wynagrodziło mu większość trudów nocy; jego ciało zareagowało przejęciem, drżąc z nadmiaru emocji.
Dotychczas Blackwell myślał, że doskonale kontrolował emocje i swoje reakcje; że żadna rola nie stanowiła wyzwania, lecz rzeczywistość szybko (w bardzo bolesny sposób) zweryfikowała jego butne przemyślenia. Był jedynie słabym, zakochanym bez pamięci facetem, który nie miał wystarczająco odwagi, aby wyznać uczucia temu, którego kochał.
Jechał ostrożnie i powoli, koncentrując się jedynie na tym, aby bezpiecznie dowieźć ich do domu. Z wielu względów zależało mu na tym, żeby wciąż byli razem; nie wyobrażał sobie po prostu podrzucić Bowiego i wrócić do swojego życia, dlatego zabrał go do siebie.
Zaparkowawszy na podjeździe, niepewnie dotknął ramienia chłopaka; nawet niewinny dotyk sprawiał, że robiło mu się gorąco, a uczucia osiągały niemożliwy do opisania słowami poziom. 一 Bowie 一 szepnął miękko, nie chcąc sprawić mu niepotrzebnego bólu. 一 Jesteśmy 一 dodał, dostrzegając że chłopak zaczynał się przebudzać. 一 Pomóc ci? 一 Już wiedział, że Vance nie był dzieckiem, ale to nie sprawiało, że nie chciał mu pomóc.
Niezależnie od tego, czy artysta zdecydował się na pomoc czy znów ją odrzucił, wkrótce przekroczyli próg posiadłości Blackwooda. 一 Powinieneś coś zjeść, zrobię coś lekkiego 一 zaproponował. Zdrowe odżywianie było podstawą szybkiej regeneracji, dlatego chciał zacząć już teraz. 一 Idź się położyć, zaraz przyjdę.
Bowie Vance