-
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Naprawdę źle czuła się w sytuacji, w której za sprawą własnego ojca utknęła. Kiedy zasugerował jej przeprowadzkę do Toronto, miała mieć wolną rękę i skupić się na zarządzaniu filią kasyna, którą w tym mieście otworzył. Wszystko miała ułożyć po swojemu, a on miał nie wtrącać się nie tylko do jej pracy, ale przede wszystkim też do życia.
Może jednak w ten sposób widziała to wyłącznie Mindy, która nigdy nie usłyszała z jej strony takiej obietnicy. Wyobraziła sobie coś, czego naprawdę pragnęła, jednocześnie nie biorąc pod uwagę tego, że nawet z tak dużej odległości jej ojciec mógłby chcieć sprawować nad nią kontrolę.
Co więcej, przez pewien czas naprawdę pozwolił jej uwierzyć, że tak nie było.
I chyba to właśnie z tego powodu tak bardzo bolało ją to, że jednak się rozczarowała. Kiedy ni z tego, ni z owego stary Montague postanowił zaburzyć jej codzienność obecnością mężczyzny, który miał sprawować nad nią nadzór, Mindy była przeogromnie wściekła. Kierowała tę złość przede wszystkim w stronę ojca, ale w związku z tym, że on znajdował się setki kilometrów stąd, Montague rozładowywała to wszystko przede wszystkim na Bailey’u. Odkąd zaczął pracę, miał z nią ciężki kawałek chleba.
Nie inaczej było zresztą dzisiaj, kiedy musiał przetransportować ją do innego miasta, ponieważ tam nazajutrz miało czekać ją spotkanie biznesowe. To zaś oznaczało lot spędzony w milczeniu, a później meldunek w pięciogwiazdkowym hotelu. A choć Mindy mogła spędzić czas tam, w ten sposób gwarantując sobie, że nie będzie musiała zbytnio narażać się na towarzystwo Baileya, nie zrobiła tego.
Wyskoczyła na zakupy, podczas których miała odprężyć się, ale to nie było możliwe, skoro on cały czas był gdzieś obok. Kilkakrotnie próbowała go zgubić, jednak bezskutecznie. Udało jej się to dopiero pod pretekstem wyjścia do toalety, z której wymknęła się w drugą stronę wykorzystując akurat moment jego nieuwagi. Złapała taksówkę i wybrała bar, z którego daleko nie było do hotelu.
Nie miała jednak pojęcia, co wydarzyło się w środku. Jak przez mgłę kojarzyła to, z kim tam rozmawiała. Nie wiedziała również, w jaki sposób trafiła do hotelu, a w zasadzie nie była nawet świadoma tego, że znajdowała się właśnie tam. Kiedy zaczęła odzyskiwać kontakt z rzeczywistością, w pierwszej kolejności uderzył w nią przede wszystkim przeogromny ból głowy. To on popchnął ją do tego, aby spróbować zdobyć szklankę wody, którą zwykle stawiała na szafce nocnej. Nie znalazła jej jednak, zamiast tego zrzucając z niej z hukiem coś, co się na niej znajdowało. Wtedy też zaklęła pod nosem i na ułamek sekundy rozchyliła powieki. Pożałowała tego natychmiast, dlatego chwyciła poduszkę i przycisnęła ją sobie do twarzy, przy okazji wydając z siebie przeciągły dźwięk, który świadczył o jej frustracji.
Bailey Harrigan
-
niedawno wyszedł z więzienia i przypadła mu rola "niańki" rozpieszczonej córki bogacza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Był tu tylko po to, żeby ją przypilnować, podczas gdy ona nadal mogła robić to, na co tylko miała ochotę. Wiele w jej życiu nie miało się zmienić, ale mimo to nie chciała ułatwić Baileyowi pracy. Zamiast tego jeszcze ją utrudniała, a dziś szczególnie się popisała, gdy nagle gdzieś mu zniknęła. Wystarczyła chwila nieuwagi i wymknęła się Harriganowi, przez co był zły nie tylko na nią, ale też na siebie, bo jak mógł dać się porobić jak dziecko?
Wściekanie się na siebie musiał jednak odłożyć na później, ponieważ w pierwszej kolejności musiał ją odnaleźć, co w erze telefonów nie powinno być trudne i nie byłoby, gdyby Mindy nie przejrzała jednej z jego metod pilnowania jej i nie zablokowała mu dostępu do swojej loklizacji. To jednak było do przewidzenia, dlatego brunet zabezpieczył się także na inne sposoby, ale nim one podziałały, minęła chwila. Był już jednak na jej tropie i w końcu udało mu się ją odnaleźć, co zrobił w porę, nim doszło do najgorszego.
Dotarł na miejsce, gdy sytuacja wyglądała już nieciekawie, ale zdołał powstrzymać mężczyznę, który próbował wykorzystać jej stan. I powiedzmy, że ten mężczyzna prędko się nie podniesie po tym spotkaniu… Na pewno zajmie mu to więcej czasu niż Montague, którą Bailey zabrał do hotelu, wcześniej upewniwszy się, że jej stan nie zagrażał jej zdrowiu.
Na miejscu nie zdołał znaleźć kluczy do jej pokoju, więc zabrał ją do swojego, gdzie położył ją do łóżka i wpakował pod kołdrę. Zrobił wszystko, co w tej chwili mógł dla niej zrobić, po czym sam wyciągnął się na znajdującym się nieopodal fotelu.
Mimo snu pozostał czujny, więc już pierwsze odgłosy przebudziły go. Nim jednak ruszył się z miejsca, przetarł twarz dłońmi, starając się dojść do siebie i odzyskać kontakt z rzeczywistością po kiepsko przespanej nocy. Widząc tę kupkę nieszczęścia na swoim łóżku, westchnął głośno, po czym podszedł do niej i delikatnie odchylił poduszkę na jej twarzy. – Jak się czujesz? – zapytał, choć już gołym okiem było widać, że pewnie fatalnie. Harrigan starał się teraz nawiązać z nią jakiś kontakt, aby tak sprawdzić jej stan, ponieważ nadal mogły pojawić się alarmujące efekty prochów, które wczoraj jej podano. Chociaż wycisnął wczoraj z faceta dość informacji, żeby zrozumieć, że nie powinno być bardzo źle, co akurat przyjął z ulgą.
Mindy Montague
-
przyszła dziedziczka narkotykowego królestwa, córeczka tatusia i manager lokalnej filii rodzinnego kasyna - montague paradiso
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wydawało jej się, że zaburzał jej poczucie wolności, z czym nie była w stanie pogodzić się bez słowa. Oczywistym jest, że miała spróbować mu to utrudnić, co robiła od samego początku, jednocześnie z jakiegoś powodu nie zważając na to, że przy okazji mogła wykreować dla siebie realne zagrożenie.
Być może nie musiała przejmować się tym, kiedy pierwszej nocy trafili do pralni przepełnionej podejrzanymi osobami, ponieważ wtedy Harrigan był obok i nic jej nie zagrażało, a jednak minionego wieczora przeszła samą siebie.
I nawet nie była tego świadoma.
Ciężko zresztą mówić o jakiejkolwiek świadomości, kiedy miała to nieodparte wrażenie, że głowa zaraz jej eksploduje. Nie była w stanie przypomnieć sobie, aby kiedykolwiek wcześniej odczuwała tego rodzaju ból, co pewnie zaniepokoiłoby ją, gdyby tylko była w stanie się na tym skupić. Utkwiła jednak w przeświadczeniu, że musiała wlać w siebie za dużo alkoholu, co zresztą wyjaśniało luki w jej pamięci. Przesadziła, a przecież dziś miało czekać ją jeszcze biznesowe spotkanie.
Musiała spróbować się ogarnąć, co miała gdzieś z tyłu głowy, jednak nie zamierzała zabrać się za to od razu. Potrzebowała jeszcze kilku chwil w łóżku i właśnie to chciała sobie zagwarantować, jednak zanim cokolwiek zrobiła, zdała sobie sprawę z tego, że nie była w pomieszczeniu sama. Nie od razu, jednak kiedy Bailey odchylił poduszkę, a Mindy zawiesiła na nim spojrzenie, na jej twarz wkradł się wyraz przeogromnej konsternacji.
Co, u diabła, robił w j e j pokoju?
Momentalnie ściągnęła sobie poduszkę z twarzy, a zaskoczenie przeszło w to, z czym spoglądała na niego zwykle - mieszankę niechęci i złości. — Perfekcyjnie — wymamrotała, choć nie trzeba być geniuszem, aby zdać sobie sprawę z tego, że bynajmniej nie mówiła prawdy.
Przemknęła spojrzeniem po jego sylwetce, w ten sposób upewniając się, że jego obecność tutaj nie była spowodowana niczym, czego mogłaby później pożałować. Niemniej, potrzebowała wyjaśnień. — Chcesz mi wytłumaczyć, co tutaj robisz? — zapytała, na razie nie mając jeszcze czasu odnotować, że raczej to ona była w tym pomieszczeniu i n t r u z e m. Może byłoby inaczej, gdyby nie to, że przy nim z jakiegoś powodu nie była w stanie logicznie myśleć.
Zresztą, jak miałaby, skoro czuła się tak okropnie?
Bailey Harrigan