34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rzadko mówiły wprost o miłości. Obie wychodziły z założenia, że jeśli uczucie jest prawdziwe, nie trzeba go nieustannie nazywać ani potwierdzać słowami. W ich relacji ważniejsze od deklaracji były codzienne gesty - kubek herbaty postawiony na stole dokładnie wtedy, kiedy druga odczuwała zmęczenie, ciepłe spojrzenie rzucone w przelocie czy poprawiony na ramionach koc w chłodny wieczór. Właśnie dlatego, gdy już zdarzało się, że któraś z nich wypowiedziała te słowa na głos, miały one zupełnie inny wydźwięk. Nie były częścią codziennego słownika, więc nie ulegały zużyciu. Nie spowszedniały i nie stały się automatycznym zwrotem powtarzanym wyłącznie z przyzwyczajenia. Taki sposób okazywania uczuć sprawdzał się w ich relacji. Nie potrzebowały częstych deklaracji, żeby mieć pewność, że są dla siebie najważniejsze.
Zaylee z reguły nie była osobą, która spontanicznie inicjuje przytulanie czy okazuje bliskość fizyczną bez konkretnego powodu. Na co dzień trzymała się raczej z dystansem, który był dla niej naturalny i nie wynikał z chłodu, tylko z przyzwyczajenia i charakteru. W sytuacjach prywatnych wybierała raczej gesty mniej bezpośrednie. Tego dnia jednak nie miało to większego znaczenia. Ślub sprawiał, że zwykłe zasady codzienności przestawały obowiązywać w takim samym stopniu. Wraz z małżonką znajdowały się w centrum uwagi bliskich, którzy podchodzili kolejno, by złożyć im życzenia i w symboliczny sposób towarzyszyć w rozpoczęciu nowego etapu życia.
Nie będzie tak źle — wyszeptała tuż przy uchu Swanson, gdy już znalazły się pod altaną. Nie miały żadnego układu i nie trenowały wcześniej kroków. Wprawdzie Miller lubiła tańczyć, ale nie zamierzała torturować Evinę jakimiś kursami, na które i tak nie miały czasu. To byłaby już przesada. — Po prostu daj się prowadzić — dodała z uśmiechem, wprawiając nogi w ruch.
Wspólnie zdecydowały, że rockowa ballada idealnie sprawdzi się w pierwszym tańcu. Nie chciały niczego ckliwego ani przesadnie wolnego, a wybrany utwór pozwolił na zrobienie kilku obrotów. Nawet nie podeptały się wzajemnie, a to był już wystarczający sukces.
Jak tak dalej pójdzie, to moja matka zapłacze się na śmierć — mruknęła, ledwo zauważalnie wskazując głowę na Dorothy, która zalewała się rzewnymi łzami. Pani Miller zawsze była bardzo wrażliwa i łatwo się wzruszała, ale tego dnia przechodziła samą siebie. Nic dziwnego, w końcu jej pierworodna brała ślub. Z pewnością inaczej wyobrażała sobie ten dzień, mając nadzieję, że Zaylee wyjdzie za mąż za jakiegoś przystojnego lekarza, ale na szczęście dość szybko przekonała się do Eviny. W przeciwieństwie do Otto, który nawet teraz trochę łypał na detektywkę spode łba. Dalej w pełni jej nie ufał, ale chyba zaczął wierzyć, że jego córka była naprawdę szczęśliwa.
Mówiłam ci już, że wyglądasz fantastycznie? — zapytała, poruszając się w rytm muzyki. Odgarnęła ukochanej niesforny kosmyk włosów za ucho i umieściła obie dłonie na jej karku. Przez cały czas trwania piosenki, nawet na chwilę nie oderwała wzroku od jej błękitnych tęczówek.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie miały podobne potrzeby i charaktery. Okazywały czułość na swój sposób, bo pomimo niezwykłego uczucia, którym się darzyły to żadna z nich nie była romantyczką. Cechowało je bardziej praktyczne podejście, a skoro już coś wiedziały z całą pewnością to czemu miałyby to bezsensownie powtarzać? Było tyle innych rzeczy, które zamiast tego mogły zrobić lub powiedzieć, aby zapewnić o swojej miłości.
Były jednak dni, gdy pojawiała się wyjątkowa potrzeba bliskości. Wtedy jak najbardziej padały wyjątkowo czułe deklaracje i zatrzymywały się we wszystkim po to, aby spędzić czas w swoich objęciach. Czasami miały one naprawdę terapeutyczne właściwości.
Ten dzień był wyjątkowy pod każdym względem. Nawet jeśli w przyszłości zdecydowałyby się na jakieś ekstrawagancje w postaci odnawiania przysięgi małżeńskiej (co było niezwykle wątpliwe) to jednak nic nie było w stanie dorównać właśnie temu momentowi, gdy po raz pierwszy zostały ze sobą związane.
- Jasne, że nie będzie - odparła, bo jak mogłoby być źle skoro były razem? - Ten jeden raz pozwolę ci się poprowadzić.
W jej głosie brzmiała osobliwa nutka zarówno rozbawienia jak i czułości. Obie uwielbiały sprawować kontrolę, ale były sytuacje takie jak ta, gdy należało lekko odpuścić. Inaczej jedynie zadeptałyby się w tańcu i nigdy nie odnalazły harmonii.
Wybór utworu był tak bardzo w ich stylu. Żadnych rzewnych utworów, przesłodzonego romansu. Zwyczajna rockowa ballada, która pasowała do nich w stu procentach. To było coś, czego mogły swobodnie słuchać w domu podczas kolacji czy beztroskiego wylegiwania się na knapie z kieliszkiem wina. Dlatego właśnie była to idealna piosenka.
Odpuściła. Dała się poprowadzić, a jej dłonie znalazły się na biodrach narzeczonej, którą chciała przyciągnąć bliżej siebie. Przez moment miała wrażenie, że faktycznie nie istnieje nikt inny poza nimi, a cały świat ograniczył się do tej niewielkiej dzielonej ze sobą przestrzeni wypełnionej dźwiękami spokojnego utworu i miarowym rytmem kroków, którym dała się porwać.
- Całe szczęście, że mamy na miejscu koronera - zauważyła żartobliwie, gdy tylko Zaylee wskazała na swoją matkę.
Nie dało się nie zauważyć tego, że Dorothy od dłuższego czasu nie mogła się uspokoić, a łzy praktycznie nieprzerwanie płynęły z jej oczu. Inni trzymali się nieco lepiej chociaż widziała też niewątpliwe wzruszenie jeszcze u sporej liczby gości. Uśmiechnęła się też lekko, widząc jak Sam wraz z Vinniem dyskutują coś zawzięcie między sobą ściszonymi głosami. Przynajmniej ta dwójka złapała ze sobą dobry kontakt i mogli wspólnie spędzić większość wesela.
- Coś wspominałaś... - mruknęła, wracając spojrzeniem do oczu narzeczonej żony, gdy tylko usłyszała kolejny komplement. - Na pewno jednak nie mogę się równać z tobą. Jesteś naprawdę przepiękna.
Czuła, że żadne ze słów, które przychodziły jej teraz do głowy nie były w stanie odpowiednio opisać jej narzeczonej. Każde z nich wydawało się być zbyt proste czy banalne. Miller na pewno taka nie była.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie do końca rozumiała sens odnawiania przysięgi małżeńskiej. W jej logice, skoro coś zostało już powiedziane i przypieczętowane, to powinno obowiązywać. Jej rodzice zrobili coś podobnego na trzydziestą piątą rocznicę ślubu, co tylko pogłębiło jej konsternację. Zaylee patrzyła wtedy na nich jak na ludzi, którzy najwyraźniej zapomnieli, że już kiedyś przeszli przez ten cały proces. Ojciec też tego nie rozumiał, ale Dorothy miała na ten temat własną, niepodlegającą negocjacji opinię. Uznała, że to piękny gest, symboliczny, wzruszający i w ogóle przecież cudowny, więc Otto mężczyzna – człowiek rozsądny, doświadczony i najwyraźniej święty – po prostu się zgodził. Dla świętego spokoju, dla harmonii domowej i prawdopodobnie dla własnego zdrowia psychicznego. Trzeba było przyznać, że mądry był z niego mężczyzna. Takiego Evina powinna się uczyć, zwłaszcza wtedy, kiedy koronerce padało na łeb i zaczynało odpierdalać. Dobrze jednak, że pod wieloma względami była podobna do ojca, a nie do rodzicielki.
Przynajmniej na parkiecie nie szarpały się o to, która z nich ma prowadzić. Teraz obowiązywała jedna prosta zasada - jeśli któraś z nich się pomyli albo nadepnie na stopę tej drugiej, udają, że to był element choreografii. I to działało zaskakująco dobrze. Nawet wtedy, gdy faktycznie cały ich układ był jedną wielką improwizacją.
Dzisiaj mam fajrant — oznajmiła, chociaż zdecydowanie wolałaby ratować ludzkie życie na własnym weselu niż stwierdzać zgon wśród zaproszonych gości. Lekarzem się jest, a nie bywa. Ujęła dłoń małżonki i obróciła ją wokół własnej osi. A potem jeszcze jeden piruet, tym razem w drugą stronę. Dobrze, że wybrany przez nie utwór nie wymagał jakichś większy pokładów energii. Już i tak ostatnie dni przygotowań i niezamknięta sprawa seryjnego mordercy nieletnich dały im w kość. A jeszcze musiały przetrwać całą noc zabawiania bliskich.
Tak? Czyli mówisz, że coś obiło ci się o uszy? — przyciągnęła ją do siebie mocniej, jednocześnie machając do Sama i Vinniego, którzy zaczęli do nich machać jak szaleni. — To nie jest żadna kompetycja, Swanson — przypomniała jej, zwracając się do niej po nazwisku, jak to miała w zwyczaju. Wciąż pozostawały przy własnych nazwiskach i ustaliły, że po formalnej adopcji Sammy'ego, chłopiec otrzyma je oba. Z czasem one też mogły przyjąć dwuczłonowe, jeśli najdzie je taka ochota. — Ale jak chcesz przebić mnie na komplementy, to śmiało, próbuj — posłała jej wyzywające spojrzenie, w którym skrywało się mnóstwo czułości. Oczywiście i tak uważała, że Evina nie miałaby z nią szans. Zaylee zawsze uważała, że niezależnie od wszystkiego, to ona zawsze ma rację. A nawet jak jej nie miała, wolała brnąć w zaparte, zamiast odpuścić. Poza tym naprawdę mogły długo się licytować, która z nich wyglądała bardziej olśniewająco.
Prawda była jednak taka, że obie prezentowały się doskonale, a goście nie mogli oderwać od nich oczu. Dlatego, kiedy wybrzmiał ostatni fragment utworu, Miller ujęła twarz żony w swoje dłonie i w akompaniamencie aplauzu, ponownie połączyła ich usta w namiętnym pocałunku.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Evina również nie bardzo przekonywała wizja ponawiania przysięgi i nie widziała w tym większego sensu, ale może kiedyś coś im się odmieni na stare lata i stwierdzą, że jednak chciałyby jeszcze raz przeżyć coś podobnego, co w dniu ślubu. Biorąc jednak pod uwagę to, że już zaplanowanie wesela było dla nich prawdziwą udręką to tym bardziej podobny scenariusz stawał się bardziej niż nieprawdopodobny.
Na razie jednak nie musiały snuć rozważań na temat dalekiej przyszłości, bo o wiele przyjemniej było im teraz trwać w tym obecnym momencie. Pierwszy raz od dawna towarzyszył im spokój. Zniknęła gdzieś cała nerwówka związana z dopinaniem ostatnich weselnych szczegółów oraz stres związany z niezwykle frustrującą sprawą, którą prowadziły od dłuższego czasu. Zamiast tego były zwyczajnie szczęśliwe: rozluźnione i skupione głównie na sobie.
- Zaskakujące słowa z ust tak wielkiej pracoholiczki, doktor Miller - skomentowała z rozbawionym uśmiechem, gdy tylko koronerka przyznała, że ma wolne.
Już raz były na randce, która skończyła się interwencją lekarską, więc obstawiała, że raczej takich atrakcji im starczy do końca życia. W końcu los nie mógł im wiecznie zsyłać nieprzewidzianych komplikacji. Kiedyś na pewno wyczerpią pulę dziwnych przypadków losowych, które będą mogły im się przytrafić.
Muzyka niosła je po parkiecie w łagodnym i spokojnym rytmie. Nie potrzebowały większych wariacji. Wystarczało im to powolne tempo i zatopienie się we własnych objęciach. Po części czuła się niczym na balu maturalnym, gdzie wspólny taniec na parkiecie również miał mieć jakąś magiczną moc.
- Wiem, że nie jest - odpowiedziała, przesuwając dłonie po jej talii. - To jednak byłaby jedyna rywalizacja, w której przyznałabym się z dumą do przegranej.
W końcu jak mogłaby się równać z kimś tak cudownym jak jej żona? Evina była całkowicie oczarowana swoją wybranką i musiała się do tego przyznać bez bicia. Nie chodziło nawet o to, że miała jakiekolwiek kompleksy względem własnego wyglądu, ale w jej oczach to właśnie Miller zawsze będzie wyglądać lepiej i zachwycać ją bardziej niż ktokolwiek inny.
- Dobrze wiesz, że cię nie przegadam - dodała jeszcze, bo gadanie było przecież działką Zaylee.
Nie było mowy, aby teraz nagle zaczęła pisać niezwykle żywe i poetyckie peany czy hymny pochwalne na cześć urody koronerki. Coś takiego zdecydowanie znajdowało się poza jej zasięgiem i ta doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Z pewną ulgą przyjęła fakt, że wygrywany utwór w końcu dobiegł końca. Dzięki temu mogła zatopić się ponownie w miękkich wargach żony, która zaszczyciła ją kolejnym gorącym pocałunkiem, który jednak swoją namiętnością na pewno nie mógł gorszyć zebranych gości. Na to przyjdzie czas zdecydowanie później... i bez ciekawskich oczu.
- Powinnyśmy gdzieś uciec na chwilę jak tylko przestaną na nas zwracać tak wielką uwagę - mruknęła cicho, oderwawszy się od ust Miller.
Nie ulegało wątpliwości, że przez jakiś czas będą pozostawać w centrum uwagi, bo każdy będzie chciał zamienić z nimi kilka słów oraz spędzić chwilę, ale wraz z rozwojem imprezy oraz ilością polanego alkoholu na pewno uwaga będzie stopniowo schodzić z ich dwójki...

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pracoholizm był straszną chorobą. Obie były od niego uzależnione i nic nie wskazywało na to, by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Wiedziały jednak, że prędzej czy później będą musiały przeorganizować swoje życie ze względu na Sama. Już teraz łatwo było przewidzieć sytuacje, w których nikt nie zdąży odebrać chłopca ze szkoły albo konieczne okaże się poproszenie kogoś bliskiego o pomoc w opiece nad nim. Na szczęście rodzeństwo Zaylee mieszkało w Toronto i cała trójka wręcz przepadała za dziesięciolatkiem. Sammy był już na tyle duży i samodzielny, że potrafił zrobić sobie kanapki, odrobić część lekcji czy zająć się sobą przez krótką chwilę, ale wciąż zbyt mały, żeby regularnie zostawać samemu w domu przez wiele godzin.
Z początku podejrzewała, że ich zawody będą przeszkodą w adopcji, ale ku jej zaskoczeniu nikt nie zakwestionował ani ich kompetencji, ani stabilności życiowej. Owszem, padło wiele pytań o godziny pracy, organizację dnia i możliwość pogodzenia kariery z wychowaniem dziecka, jednak szybko stało się jasne, że urzędników bardziej interesowało to, czy Samuel będzie kochany i bezpieczny, niż to, ile godzin tygodniowo spędzają na komisariacie. Mimo to Miller sama miała wątpliwości. Wiedziała, jak wygląda ich codzienność - nieprzespane noce, nagłe wyjazdy, telefony odbierane podczas kolacji i plany, które rozsypywały się w ostatniej chwili. Bała się, że Sam zbyt często będzie słyszał przepraszam, kochanie, mama musi jeszcze popracować. Jednocześnie coraz bardziej docierało do niej, że idealny moment nigdy nie nadejdzie, a rodzicielstwo nie polega na perfekcji, ale na obecności i staraniu się każdego dnia.
Lepiej się tym naciesz, zanim wezwą mnie do stwierdzenia jakiegoś zgonu — uśmiechnęła się do ukochanej, ale to wcale nie było niewykluczone. Teoretycznie była na urlopie, ale obie doskonale wiedziały, że w praktyce jeden telefon mógł przekreślić wszystkie plany, łącznie z uroczystością ślubną. Jeśli trafi się wyjątkowo trudny przypadek albo sprawa, z którą nikt inny nie będzie umiał sobie poradzić, to i tak będzie musiała pojawić się na miejscu zdarzenia.
Bycie najlepszą koronerką w mieście miało swoje zalety - renomę, szacunek i poczucie, że naprawdę jest niezastąpiona. Problem polegał na tym, że ludzie bardzo szybko przyzwyczajali się do jej niezawodności. Z czasem przestawali pytać, czy może przyjechać, a zaczynali zakładać, że po prostu to zrobi. Od dawna funkcjonowała w stanie ciągłej gotowości, a śmierć - niestety - nie respektowała urlopów, weekendów ani rodzinnych planów.
Kiedy Evina stwierdziła, że jej nie przegada, parsknęła śmiechem. To było tak bardzo prawdziwe, że aż trudno było temu zaprzeczyć. Zaylee potrafiła prowadzić dyskusję godzinami, z tym błyskiem w oczach, który jasno dawał do zrozumienia, że nie odpuści, dopóki nie postawi na swoim albo przynajmniej nie doprowadzi rozmówcy do kompletnego zmęczenia.
Wreszcie zaczynasz wyciągać właściwe wnioski — rzuciła z rozbawieniem, unosząc brew i posyłając Swanson triumfalne spojrzenie, jakby małżonce całe lata świetlne zajęło przyznanie racji.
Kiedy utwór dobiegł końca, ukłoniły się w podzięce i zeszły z parkietu, robiąc miejsce gościom, których zaprosiły do wspólnej zabawy, zanim wszyscy na dobre zasiądą do stołów i oddadzą się libacji.
Chcesz uciekać z własnego wesela? — zerknęła na Evinę i ujęła jej dłoń, żeby pociągnąć ją w kierunku honorowego miejsca. — Tak chyba nie przystoi, kochanie — dodała, uśmiechając się przy tym łobuzersko. Na razie i tak nie wchodziło to w grę i musiały poczekać, aż goście faktycznie przestaną zwracać na nich większą uwagę, bo jak na razie przyciągały spojrzenia wszystkich i nic nie zapowiadało, żeby miało to się zmienić w przeciągu wielu godzin.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie zmagały się z pracoholizmem, ale ten jakoś nie utrudniał im szczególnie życia. Na pewno nie w momencie, gdy miały obok siebie osobę, która doskonale rozumiała ten tryb życia. Nie miały wyrzutów wobec siebie, a co zaskakujące zawsze potrafiły znaleźć dla siebie czas. Zwłaszcza, gdy było to istotne.
Pomimo wielkiej miłości jaką dzieliły pewnego dziesięciolatka to stanowił on pewną komplikację w ich życiu. Będą musiały nieco zmienić utarte już schematy oraz zrobić wszystko, co w ich mocy, aby młody nie odczuł zbytnio ich nieobecności. Wciąż na pewno zdarzać się będą sytuacje, gdy jedna i druga będą niezwykle zajęte, ale nawet wtedy nie będą mogły go zostawić całkowicie samego (czy też pod opieką innych bliskich) bez choćby minimalnego kontaktu. To jednak na pewno była jeszcze kwestia, którą potem będą musiały jakoś rozwiązać.
- Dzisiaj naprawdę powinni nam dać spokój - mruknęła, ale nie zabrzmiało to zbytnio przekonująco.
Wciąż miały na wolności groźnego zabójcę, który mógł uderzyć w każdej chwili, ale nie chciała teraz o nim myśleć i zastanawiać się nad tym czy tego wieczora nie zostaną znalezione zwłoki kolejnego dziecka w wieku ich syna. Miały po prostu rozkoszować się tym dniem i nocą. Evina zbyt dobrze wiedziała, że jak już raz zacznie myśleć o sprawie to nie będzie mogła przestać.
Obie prowadziły dyskusję na zupełnie różne sposoby. Zaylee potrafiła faktycznie zalewać innych godzinami swoim wyjątkowo udanym słowotokiem. Swanson z kolei była bardziej milczącym typem, który ważył słowa. W większości przypadków wygłaszała po prostu jeden konkretny komentarz uderzający idealnie w sedno i zawierający w sobie wszystko, co najważniejsze. W końcu liczyła się często nie ilość, a jakość. Właśnie z tego założenia wychodziła.
- Wyciąganie wniosków to moja robota, skarbie - mruknęła jeszcze i naprawdę mogły być w tej chwili pewne, że małżeństwo w żaden sposób nie zmieni ich relacji.
Zawsze bowiem będą się ze sobą przekomarzać i rywalizować pod pewnymi względami. Nie pozbawi ich ono ciętego języka ani żadnej innej cechy, która była dla nich tak charakterystyczna. Po prostu w świetle prawa stanowiły teraz rodzinę, a każdy spojrzawszy na ich dłonie będzie wiedział, że miały już kogoś wyjątkowego w swoim życiu.
- Nie chcę ich całkowicie zostawiać, ale na pewno mogłybyśmy urwać się na chwilę. Powinnyśmy mieć coś z nocy poślubnej - rzuciła łobuzersko, ale na to z pewnością przyjdzie czas.
Ledwo skończyły swój pierwszy taniec. Przed nimi był jeszcze uroczysty obiad, a Evina zdawała sobie sprawę, że co najmniej połowa męskich krewnych będzie ją chciała obtańczyć. Z Davidem na czele, bo jakże mógłby nie zatańczyć z córką na jej własnym weselu?

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę starała się nie myśleć o pracy, co w jej przypadku brzmiało jak kiepski żart rzucony przez kogoś, kto nigdy nie widział prosektorium od środka. Nie potrafiła po prostu zostawić obowiązków i wrócić do normalnego rytmu dnia. Nawet kiedy miała wolny weekend albo kilka dni urlopu, jej umysł wciąż funkcjonował na pełnych obrotach. Przypominała sobie konkretne przypadki, szczegóły badań i wyniki sekcji zwłok, które mogły mieć znaczenie w wyjaśnieniu przyczyny zgonu. Czasami, zupełnie nieświadomie, analizowała w głowie sytuacje tak, jakby nadal była w pracy. Nie mogła się dziwić, że wszystkie jej związki kończyły prędzej czy później. Raczej prędzej, jeśli już czepiać się szczegółów. Na szczęście zgodziła się wyjść za kobietę, która doskonale ją rozumiała, bo miała dokładnie tam samo. Swanson nie robiła jej wyrzutów, kiedy wracała do domu nad ranem albo musiała zerwać się z łóżka w środku nocy. Nie używała pretensjonalnego tonu, gdy okazywało się, że Zaylee musi zostać po godzinach albo odejść od stołu w trakcie niedzielnego obiadu, żeby stanąć przy tym sekcyjnym. To by nie wyszło, gdyby związała się z jakąś urzędniczką, która pracuje w sztywno od dziewiątej do piątej i może cieszyć się wolnymi weekendami.
To prawda, pani detektyw — przytaknęła posłusznie, bo to rzeczywiście Evina była od wyciągania wniosków. — Ja wolę wyciągać narządy. I czasami brudy — puściła do niej oko, mając na myśli wypominanie różnych sytuacji przy jakichś sprzeczkach. Nie były to argumenty wysokich lotów, ale Miller bywała pierdolnięta i lubiła wsadzać kij w mrowisko, żeby trochę poddymić. No i wiadomo, że zawsze to jej musiało być na wierzchu.
Ujęła dłoń małżonki i przycisnęła ją sobie do ust, po czym splotła jej palce ze swoimi i pociągnęła ją w kierunku rozstawionych stołów, żeby mogły zająć miejsce na honorowych miejscach.
Może dam ci się na chwilę porwać — odparła zaczepnie, puszczając do niej oko. Wszystko zależało od tego, jak potoczy się cała impreza. Nie było wcale powiedziane, że nie będą zabawiać gości do bladego świtu. Ale nawet jeśli, to odbiją sobie nazajutrz. Co nie zmieniało faktu, że chętnie obmacałaby ukochaną, z dala od ciekawskich gapiów. Nie mogła oderwać wzroku od niej wzroku, bo prezentowała się przecudownie, więc jakim cudem miałaby do końca wesela trzymać ręce przy sobie? To było do Zaylee zupełnie niepodobne! — W budynku, na końcu długiego korytarza, jest całkiem puste pomieszczenie i z tego, co zauważyłam podczas przygotowań, raczej nikt tam się nie kręci — wyszeptała konspiracyjnie, kiedy zasiadły już za stołem. — Daj znać, jeśli za bardzo się za mną stęsknisz — dodała, uśmiechając się zawadiacko. Po uroczystym obiedzie na pewno będą rozchwytywane, ale po którymś kieliszku z rzędu, goście na pewno staną się bardziej wyrozumiali. Może nie na tyle, żeby całkowicie nie zauważyć ich nieobecności, ale przynajmniej na tyle, żeby domyślić się, że nie zniknęły bez konkretnego powodu.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na ogół nie przejmowały się zbytnio oddzielaniem pracy od życia prywatnego. Znosiły dokumenty do domu, rozmawiały przy śniadaniu o tym, co działo się na komendzie oraz o ostatnich przypadkach nawet w dni wolne, a często też sięgały po produkcje filmowe czy też literaturę związaną z zawodem. Ten dzień jednak był wyjątkowy i zasługiwał na to, aby były w pełni skupione wyłącznie na sobie. Potem będą mogły wrócić do swojej codziennej rutyny, gdzie rodzinne życie przeplatało się ze sprawami kryminalnymi i przypadkami gwałtownej śmierci.
- Aż strach zapytać ile masz brudów na mnie po tak długim czasie - zaśmiała się, bo mieszkając ze sobą od tak dawna zgromadziły już na siebie pokaźną ilość informacji.
Całe szczęście nie chciały sobie w żaden sposób zaszkodzić i nie bawiło ich też wyciąganie żenujących szczegółów na światło dzienne w obliczu rodziny czy znajomych. Chociaż Zaylee czasem lubiła się skarżyć na detektywkę, która podobno zawsze musiała wiedzieć lepiej i była uparta jak osioł.
Dała bez zbędnego protestu pociągnąć się w stronę stołów, gdzie mogły nareszcie odsapnąć, a potem spróbować specjałów z menu, które po części pomogła skompletować Elaine. Trzeba było przyznać, że należała ona do naprawdę wybitnych kucharek, a do tego miała dobre wyczucie jeśli chodziło o organizowanie rodzinnych imprez. Coś, czego zdecydowanie nie przekazała w genach swojej córce.
- Proszę, daj się porwać, łaskawa żono - powiedziała ściszonym głosem, ledwie panując nad własnym rozbawieniem.
Trudno było przewidzieć jak dokładnie potoczą się wydarzenia tej nocy. Nie urządzały wielkiego wesela, a jako gwiazdy wieczoru z pewnością nie bardzo będą miały się gdzie skryć, aby umknąć w odosobnienie. W dodatku otaczał je zastęp bliskich, którzy chętnie zajmą im nieco czasu czy to na parkiecie czy poza nim, aby porozmawiać lub wypić toast za pomyślne życie panien młodych.
- Oczywiście, że masz już upatrzone miejsce - niemal się zaśmiała, bo coś podobnego było do przewidzenia.
Nigdy nie wychodziło im zbyt dobrze trzymanie rąk przy sobie. Zwłaszcza przy tych bardziej odświętnych okazjach. Ileż to razy szukały dla siebie ustronnego miejsca, aby oddać się własnej przyjemności? To byłoby aż dziwne, gdyby nie próbowały czegoś podobnego uskutecznić na własnym weselu.
- Dajmy im się rozluźnić i pozwólmy na to, aby stracili czujność - odparła, bo z pewnością w pewnym momencie będzie jej zbyt tęskno do dotyku żony.
Na razie jednak musiały się liczyć z tym, że goście będą chcieli zagarnąć dla siebie nieco ich uwagi. Nie mogły nawet w spokoju obmyślić swojego wielkiego planu, bo zaraz obok zmaterializowała się Dorothy, która zdążyła już opanować płynące z oczu łzy.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnią rzeczą, jaka przyszłaby jej do głowy, byłoby wyciąganie ich prywatnych spraw na światło dzienne. Nawet jeśli między nią a Swanson zdarzały się gorsze momenty, nigdy nie pozwalała sobie mówić o niej źle. Czasami, w przypływie frustracji, rzuciła przy rodzeństwie kilka gorzkich słów albo ponarzekała na jej upór, milczenie czy wieczne odkładanie wszystkiego na później, ale na tym się kończyło. Były to zwykłe skargi, które pojawiają się w każdym związku, kiedy emocje biorą górę. Nigdy jednak nie próbowała jej ośmieszyć ani przedstawić w złym świetle. Zbyt mocno ją kochała, żeby robić coś podobnego. Nawet kiedy była na nią wściekła, wciąż odruchowo jej broniła, jeśli ktoś próbował powiedzieć coś nieprzychylnego o detektywce. Rodzina znała tylko niewielki fragment prawdy, czyli właściwie tyle, ile Zaylee sama zdecydowała się pokazać. Wiedzieli, że Evina potrafi doprowadzić ją do szału, ale nawet wtedy mówiła o niej bardziej z wewnętrznej bezsilności niż z realnej złości.
Oczami dała żonie do zrozumienia, że tych wspomnianych brudów miała całkiem sporo i że nie gdyby chciała, to użyłaby ich bez wahania. Ale nie chciała. A na pewno nie w dniu ich ślubu.
Prosisz mnie o coś? Ty? To akurat nowość — odparła równie żartobliwym tonem. Rzadko kiedy któraś z nich prosiła o cokolwiek. Miller w ogóle wychodziła z założenia, że jej się po prosto wszystko należy. — Jak złożysz specjalne podanie, to może je rozważę. Niczego jednak nie obiecuję — zastrzegła, chociaż obie wiedziały, jak to się skończy. Urwanie się na moment z własnej imprezy należało im się jak psu buda i chłopu ziemia. Ostatnie dni były intensywne, powinny odreagować.
Prychnęła pod nosem, jakby fakt, że dojrzała ustronne miejsce był najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. To nie tak, że Zaylee biegała pod domu weselnym i szukała pomieszczenia, do którego będzie mogła zaciągnąć małżonkę. Znalazła je, kiedy błąkała się pomiędzy kuchnią a korytarzem prowadzącym do wyjścia na taras. To był przypadek. A przynajmniej tak próbowała wmówić najpierw sobie, a teraz Evinie.
Menu, które Elaine pomogła skompletować, okazało się dopracowane w każdym szczególe. Nie próbowała na siłę zrobić z wesela wystawnego bankietu pełnego wymyślnych dań, których większość gości nawet by nie tknęła. Wzięła pod uwagę, że pannom młodym przede wszystkim zależało na tym, żeby jedzenie było dobre, sycące i zwyczajnie sprawiało ludziom przyjemność. Na stołach pojawiły się klasyczne potrawy, które większość gości znała i lubiła, ale podane w elegancki, starannie przemyślany sposób. Były pieczone mięsa, świeże ryby, kremowe ziemniaki, sezonowe warzywa i lekkie sałatki, a obok nich kilka prostszych dań dla osób o mniej wyszukanych gustach. Elaine zadbała też o to, żeby w menu znalazły się opcje dla dzieci, wegetarian i ludzi z różnymi preferencjami żywieniowymi, dzięki czemu nikt nie musiał siedzieć przy stole z poczuciem, że nie ma czego zjeść.
Wujek Randall już sam zaczął się rozluźniać — zauważyła, wskazując głową na mężczyznę, który właśnie rozlewał do kieliszków alkohol ich rodzicom. No tak, Swansonowie nie wylewali za każdym, o czym Zaylee przekonała się podczas rodzinnych imprez w Whitby. Zawsze strasznie się tam upijała, a wuj Rnadall zawsze dbał o to, żeby miała pełne szkło. A trzeba zaznaczyć, że Miller wcale nie miała aż tak mocnej głowy. Wystarczyło kilka kieliszków wina, żeby szumiało jej w głowie, a gdy w grę wchodził mocniejszy alkohol, to zaczynała chodzić po ścianach.
Za to nasz syn chyba pogardził daniami wybranymi przez babcię — dodała z rozbawieniem, dostrzegłszy, że Sam, zamiast zjeść pożywne drugie danie, nakłada sobie na talerz makaron z sosem pomidorowym. Z jednej strony to cudownie, że nie miał podniebienia jak francuski piesek, ale z drugiej Miller wolałaby, żeby zjadł coś pożywnego.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet w skrajnych sytuacjach miały w sobie na tyle godności, aby nie rzucać w nerwach czegoś, co rzutowałoby negatywnie na małżonkę. Nie wspominając już o tym, że takie upadlanie czy zażenowanie drugiej osoby byłoby czymś nie do pomyślenia w ich przypadku. Jasne, może i uderzały poniżej pasa, gdy chodziło o kogoś wrogiego kto zdecydowanie za mocno zalazł im za skórę, ale w życiu nie odwróciłyby się przeciwko sobie. To był zbyt abstrakcyjny scenariusz, aby mógł zaistnieć.
Obie miały zapewne na siebie już pełne teczki wszelkich niepochlebnych informacji, ale niech to będzie tylko ich sekret. Coś z czego będą mogły się pośmiać tylko we dwie lub zarzucić sobie w trakcie którejś z wyjątkowo bezsensownych kłótni. Tylko o to chodziło.
- Naciesz się tym póki możesz. To wyjątkowy dzień - rzuciła w odpowiedzi jakby to miało tłumaczyć idealnie to dlaczego mogłaby się zdobyć na niepodobne do siebie zagrania. - Wolałabym to załatwić bez składania podania. Nie są one przypadkiem rozpatrywane w przeciągu pięciu dni roboczych?
Nie były aż tak zdesperowane i niewyżyte, aby szukać specjalnie podobnych miejsc, gdzie mogłyby specjalnie zniknąć z imprezy, ale pewne rzeczy dostrzegało się mimochodem. Ewentualnie nawet, gdyby nie udało im się znaleźć żadnego pomieszczenia w gościńcu to mogły porwać jedną z łódek dostępnych na brzegu jeziora i wypłynąć gdzieś na środek tafli. To jednak była zdecydowanie jedna z bardziej ambitnych przygód.
Nie było drugiej osoby, która tak idealnie znałaby zwyczaje żywieniowe członków rodziny i znajomych niż Elaine. Co prawda potrzebowała też rady od Dorothy, która mogła jej coś podpowiedzieć gdy chodziło o gości z ich strony. Trzeba było im przyznać, że wspólnie naprawdę spięły doskonałe menu. Chociaż na pewno niektórzy nie byli w stanie docenić pewnych jego niuansów. Przy stole znajdowali się tacy, którzy pochłonęliby dosłownie wszystko (jak Zaylee), ale też tacy wybrzydzający przy każdej okazji.
- Norma - skwitowała uwagę na temat Randy'ego, ale przecież każde wesele potrzebowało tego jednego wujka, który dbał o to, aby nikt nie siedział przy stole o pustym kieliszku.
Problem polegał na tym, że Randall oceniał wszystkich swoją miarą, a naprawdę niewielu było w stanie wypić tyle, co on. Był w końcu mężczyzną słusznych rozmiarów pochodzącym z rodziny słynącej ze swojej mocnej głowy. Przepicie go wydawało się być wyzwaniem na miarę herkulesowych zadań. Zresztą koronerka zdążyła się już o tym w jakimś stopniu przekonać.
- Przynajmniej coś je. Dzisiaj świętujemy, więc niech sięga po co chce... Chociaż pewnie któraś z naszych matek wepchnie w niego coś zdrowszego - odpowiedziała, bo na właściwe odżywianie chłopaka jeszcze przyjdzie czas.
Powoli już musiały przyzwyczajać dziesięciolatka, że nie będą wiecznie zamawiać chińszczyzny, pizzy czy burgerów. Niestety, oznaczało to także, że Evina będzie musiała wrócić do bardziej regularnego gotowania, czego szczerze nienawidziła ze względu na to, że pochłaniało tak wiele czasu. Nie czuła do tego powołania, ale jeśli miałaby w kuchni odpowiednie towarzystwo to może uległoby to zmianie. Przynajmniej małżonka dbała o to, aby nie narzekała na niedosyt wrażeń w kuchni, ale przy dziecku na pewno nie będzie mogła zajmować jej czasu tak skutecznie jak dotychczas.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”