ODPOWIEDZ
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

⋆。‧˚ʚ🍉ɞ˚‧。⋆

Miała wrażenie, że została całkowicie sama.
Rozmawianie z ojcem przed operacją było jej najgorszym koszmarem. Nie potrafiła zrozumieć samej siebie, dlaczego zdecydowała się na transplantację. Dała mu część siebie. Jasne, ktoś mógłby uznać, że została stworzona, dzięki jego plemnikowi. Tyle że to było dla niej przeogromne poświęcenie, na które zdecydowała się dla... firmy. Dla wielkiej korporacji, byle jej własny ojciec jej nie zdetronizował. Wręcz zmusił ją do dawstwa narządu, a ostatnie spotkanie z rodzeństwem niczego nie ułatwiało. Chciała być móc wierną wobec Cory. Postawić ojca przed ścianą, żeby przejrzał na oczy. Szkoda, że głos Cherry nigdy nie był respektowany.
Przed zaśnięciem miała irracjonalne myśli. Wspominała każdego. Charliego, któremu uratowała życie za dzieciaka. Corę, która wcale nie była głupia, jak rolka papieru toaletowego, bo przecież się rozwijała. Caspiana, który jako jeden z niewielu potrafił wypowiedzieć własne zdanie. Ale też Ethana. Kiedy mówił, że jest jego i nie miał zamiaru się dzielić.
Operacja poszła zgodnie z planem.
Obudziła się z ciężkimi powiekami, a każdy z bliskich miał jakieś plany. Bolało ją to, że żadnego z nich nie było przy niej. Jedynie matka czekała na nią po wybudzeniu. Aż dziwne, że Christopher pozwolił jej siedzieć przy córce. Nic nie pamiętała. Leki przeciwbólowe w ogóle nie pomagały. Pierwszą dobę praktycznie przespała. Budziły ją jedynie pielęgniarki, sprawdzające parametry życiowe, zmuszające ją do posiłku i wstania. Nie miała im tego za złe. Zasypiała raz, za razem, tracąc poczucie rzeczywistości.
Drugiego dnia sięgnęła po telefon. Musiała zorientować się, co działo się w firmie. Milion maili, pełno powiadomień. Jednak życie nie zatrzymało się wraz z operacją. Potrzebowała kogoś wewnątrz, dlatego sama napisała do Ethana z prośbą o raport. Nie miała jeszcze siły, by spojrzeć na dłużej w telefon, by wystukiwać kolejne wiadomości w ekranie telefonu.
Za to kiedy tylko usłyszała jego głos, rozbudziła się. To musiały być jakieś halucynacje, inaczej nie byłaby w stanie tego ująć. Nabrała głębokiego oddechu, próbując wszystko analizować, a gdy uniosła jedną powiekę, zobaczyła go. Ucieszyła się jak idiotka. Tyle że rozmowa z pielęgniarką pełna zwykłych uprzejmości wzbudzała w niej przedziwne ukłucie zazdrości. Poczekała, aż kobieta wyjdzie, by podnieść się delikatnie na dłoniach. Spojrzała na niego... Wyglądał zdecydowanie zbyt dobrze, a ona okropnie słabo.
Nie musiałeś podrywać pielęgniarek na moich oczach... — mruknęła na samo przywitanie. Czy wypowiedziała głośno własną zazdrość? Nie, po prostu to była nieodpowiednia rozmowa. Tak przy szefowej podrywać inną kobietę? Faceci musieli mieć tupet. Chciała mieć go tylko dla siebie.
Masz dokumenty? — o laptopa nie miała odwagi poprosić — jak w biurze? Wszystko w porządku? — nie było jej raptem cztery dni, a pracoholizm już wychodził jej bokiem. Łatwiej przyszła jej rozmowa o Northland Power, niż pokazanie, że ucieszyła się na jego widok — Cora nie wprowadziła żadnych czwartkowych piżam? — dopytała, unosząc oba kąciki ust ku górze. Pewnie już to zrobiła. Mogła być specjalistką od marketingu, ale była głośna, przepychała się łokciami, prawie jak sama Cherry...
Tak, rozmowa o firmie była bezpieczna, ale za to jej wzrok na jego tęczówkach już niekoniecznie. Był jak merci. Wyrażał więcej niż tysiąc słów.
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rzucenie się w wir pracy od zawsze było najlepszym sposobem, by zająć głowę czymś pożytecznym i pozbyć się uporczywych myśli, które mimowolnie uciekały w stronę Cherry. Po ich wizycie na dachu Ethan nie miał wyjścia - pozostało mu zatopić się w świat cyferek, tabelek i raportów i cierpliwie czekać, tak, jak obiecał.
Już wcześniej z trudem znosił chłód i dystans ciemnowłosej, ilekroć mijali się na korytarzach firmy, jednak odkąd wzięła zwolnienie na transplantację, zaczął odczuwać dziwną pustkę. Firma bez niej funkcjonowała, ale zdecydowanie nie była taka sama. Bez niej nie czuł się tam na miejscu. Zarówno jego ciało, jak i myśli dokładnie podpowiadały mu, gdzie naprawdę powinien być.
Z tym, że musiał dać Cherry przestrzeń do namysłu. Na oswojenie się z tym, co jej powiedział, ale przede wszystkim na skupienie się na rodzinie oraz na sobie w trudnych chwilach. Zamierzał zostać gdzieś w pobliżu i czekać w gotowości, jeśli tylko będzie go potrzebowała. Kusiło go, żeby zrobić coś więcej, dowiedzieć się czegoś o operacji Marshall, ale ograniczył się wyłącznie do zapytania o to Cory, doskonale zdając sobie sprawę, że dzięki otrzymanej podwyżce zyskał u niej pewne względy. Dopiero po uzyskaniu odpowiedzi zwrotnej o sukcesie poczuł, jak jego dotychczas spięte mięśnie w końcu zaczynają się rozluźniać.
Krótka wiadomość od Cherry w sprawie raportu następnego dnia sprawiła, że mimowolnie uśmiechnął się sam do siebie. Przez chwilę zastanowiło go, czy przemawiał przez nią wyłącznie pracoholizm, czy kryło się za tym coś jeszcze, niemniej przygotował co trzeba i po południu udał się do szpitala.
Z bukietem piwonii w ręku podszedł do recepcji i z pomocą miłej młodej pielęgniarki, która akurat miała zajrzeć do Marshall, po chwili znalazł się w odpowiedniej sali. Widok śpiącej ciemnowłosej, tak kruchej, drobnej i spokojnej, na moment zatrzymał go tuż przy drzwiach. Wciąż tu była. Na tę myśl przyjemne ciepło rozlało się po jego ciele. Odłożył teczkę przy łóżku, prowadząc cichą wymianę zdań z pielęgniarką, która sprawdzała na monitorze wszystkie dane, będąc uprzejmym tak, jak miał to w swoim zwyczaju. Nie odpowiadał za to, w jaki sposób pielęgniarka to odbierała, gdy posyłała mu szerokie uśmiechy. Właściwie, kiedy Cherry otworzyła oczy i podniosła na niego spojrzenie, odliczał sekundy, gdy w końcu zostaną sami. Na jej uwagę kąciki jego ust rozszerzyły się pod wpływem rozbawienia.
Czy bycie miłym zawsze postrzegasz jako podryw? - zapytał w zamian, spoglądając na dziewczynę nieco cieplej, niż zamierzał. Wyczuwał drobny przejaw zazdrości, ale postanowił skwitować to jedynie chwilowym poszerzeniem uśmiechu. — Nie podnoś się. Powinnaś odpoczywać - upomniał ją łagodnie, bo zupełnie nie widział potrzeby, by się specjalnie dla niego forsowała, a sam podszedł do niej bliżej. Na pytania o firmę skinął głową. Mógł się tego po niej spodziewać.
Mam coś lepszego - odparł i uśmiechnął się nieco łobuzersko. - Dla Ciebie - powiedział, wyciągając przed siebie bukiet piwonii, patrząc na nią łagodnie. Takich samych, jakie widział u niej ostatnio w mieszkaniu. - Z nadzieją, że choć odrobinę umilą Ci pobyt tutaj - dodał zaraz nieco cieplejszym tonem. Na końcu języka miał wyznanie, że wyrażały znacznie więcej, ale w porę się ugryzł, pozwalając obecnym słowom opaść między nimi w chwilowej ciszy.
Hmmm… nagle okazuje się, że muszę zaopatrzyć się w piżamę - przyznał z cieniem rozbawienia czającym się w kącikach jego ust, gdy ostatecznie odłożył bukiet na stolik obok. Zdążył już zauważyć, że Cora miewała naprawdę szalone pomysły. - Ty w swojej wyglądasz słodko - wskazał brodą na tę, którą miała na sobie, a w tonie jego głosu nie dało się odnaleźć choćby cienia żartu. Raczej był to lekki komplement, bo naprawdę podobała mu się w tym wydaniu. Z resztą, jak w każdym - czy to w marynarce i ołówkowej spódnicy, czy białej sukience, czy w piżamie w pudle, albo i bez niej. Zawsze wyglądała dla niego idealnie.
Jak się czujesz? - zapytał z uwagą, uprzednio podsuwając sobie do jej łóżka krzesło i zajmując miejsce. Nie mógł przed sobą zaprzeczać, że interesowało go wszystko, co jej dotyczyło.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

⋆。‧˚ʚ🍉ɞ˚‧。⋆

Widziała to spojrzenie pielęgniarki. Niby znajdowała się w sali dla VIP'ów, ale brak profesjonalizmu z jej strony był wręcz zatrważający i irytował Cherry. Pamiętała: jesteś moja i nie mam zamiaru się dzielić. Słowa Ethana wybrzmiewały w jej głowie, ale czy on był jej? Tego nie była w stanie określić, przegryzła mocno wewnętrzną stronę policzka. Czy to była słynna zazdrość? O Hartleya? Niemożliwe, dopiero co się poznawali, zaczynali się do siebie nawzajem docierać.
Zadziorne uśmiechy do pielęgniarki tak — poprawiła go, patrząc mu prosto w oczy. Myślał, że nie widziała? Tym samym uśmiechem potrafił ją oczarować, a teraz robił to z inną i dodatkowo na jej oczach. Mogły to był zwyczajne uprzejmości, ale mózg Marshall szybko to odrzucił. Miała oczy, widziała i kuło ją to mocno — wystarczyło mi odpisać i zdać raport, nie widzieć, jak pożerasz inne wzrokiem — prychnęła, by zaraz skrzywić się z bólu. Zbyt mocna mimika, śmiech powodowały lekki dyskomfort. Chwyciła się w miejscu blizny. Pod piżamą wyczuwała opatrunek — siedzenie to nie forsowanie się... — wymruczała pod nosem. Ethan zaczynał sprawiać na niej coraz lepsze wrażenie. Troszczył się o nią, a kiedy wyjął kwiaty, to kilka sekund spędziła z otwartą buzią. Nie tego się spodziewała, potrzebowała odrobiny ochłonięcia, wyczekania, by znaleźć odpowiednie słowa, ale każde wydawało się być nieodpowiednie.
Ja... — zaczęła finalnie. W głowie miała dwa wilki - jeden z nich był zadowolony, a u drugiego powiewała czerwona flaga — dziękuję — dodała finalnie. Rozpuszczała się. Zdecydowanie kwiaty umilą jej pobyt w sterylnej sali szpitalnej, gdzie jedyną rozrywką było przeglądanie firmowych maili — skąd wiedziałeś, że to moje ulubione? — musiała poznać odpowiedź. Stalkował ją? Ale czy powinna go za to oceniać? Sama przetrząsnęła każdy jego profil. Na szczęście na fake'owym koncie, bo przez przypadek polajkowała mu zdjęcie sprzed trzech lat.
Nie żartuj sobie ze mnie — mruknęła Cherry. Piżama i Hartley. Więc spał nago? Gdyby tylko jej organizm miał siły, to na policzkach pojawiłyby się delikatne rumieńce. Czemu leżąc na szpitalnym łóżku, wyobrażała go sobie nago? Potrząsnęła przez moment głową — chciałeś powiedzieć żałośnie — poprawiła go, jak to miała w zwyczaju. Tłuste włosy, nieumyta twarz, pewnie pachniała potem. Szpitalne jarzeniówki na pewno nie poprawiały jej wyglądu, a wręcz uwydatniały każdą niedoskonałość i słabość.
Interesuje cię to? — wzrokiem powędrowała w stronę jego dłoni. Mógłby ją mocno trzymać za rękę, wdzięczna by mu za to była — dobrze... Jestem na takiej dawce przeciwbólowych, że nie jestem pewna, co do końca się ze mną dzieje — a mimo to walczyła sama ze sobą — ale jest dobrze... zwłaszcza skoro się pojawiłeś, dodała już we własnej głowie. Rodzeństwo się nią opiekowało. Nawet gdy czuła, że ich zdradziła. Oddała nerkę ojcu, który postanowił wydziedziczyć własne dziecko, przez jedną sytuację przekreślić wszystkie lata. Za to Ethan był i troszczył się, chwytało ją to za serce.
Dziękuję, że przyszedłeś — bez jakichkolwiek pretensji, czy próby oszukiwania samej siebie. Potrzebowała go przy własnym boku — nie spodziewałam się tego — krótki SMS, albo donoszenie raportu, a na pewno nie bukietu piwonii — jestem tutaj sama i... — zastygła nagle, widząc otwierane się drzwi. Właśnie do pokoju wjechał nie kto inny, jak Christopher jebany Marshall. Na takie spotkanie nie była gotowa.
Cherry, jak się czujesz? — słaby, a jednak dalej dominujący głos — czy to pan Hartley?! — zadowolenie jakie pojawiło się na twarzy ojca Cherry, zwiastowało jedno. Katastrofę — miło mi pana poznać, Christopher Marshall — pielęgniarce pokazał palcem, by zaparkowała obok łóżka, po czym wyciągnął w stronę Ethana rękę.
Tato, powinieneś odpoczywać — zaczęła Cherry, marszcząc delikatnie obie brwi. Oby szybko zniknął, niczym mantrę powtarzała to w głowie.
Przyszedłem sprawdzić, co się dzieje u mojej ukochanej córeczki, ale widzę... — obrzydliwy uśmiech — że ma się, kto Tobą zająć cieszy mnie to — brakowało jeszcze pytania o ślub. Cherry nabrała głębokiego oddechu, ale Christopher widocznie chciał ją teraz zignorować — co Cię tu sprowadza Ethan? Możemy przejść na ty? — zagadnął praktycznie od razu, jakby właśnie poznawał przyszłego małżonka własnej córki. Pamiętała ten ton, coś musiało pójść nie tak i długo nie musiała czekać — nie powinieneś oglądać mojej córki w tak żałosnym wydaniu.
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pielęgniarka nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Była sympatyczna i wyczuwał na sobie jej wzrok, a sposób, w jaki go zagadywała, wzbudzał w nim pewne podejrzenia co do jasności jej intencji, niemniej nie dało się jej porównać do kobiety, dla której pojawił się w tym szpitalu. Nawet, jeśli stan Cherry pozostawiał wiele do życzenia, a ona sama miała kompleksy z powodu swojego wyglądu po operacji. Widok leżącej w łóżku delikatnej, kruchej istoty tylko utwierdzał go w przekonaniu, że dla niego była nieidealnie idealna.
Och, czyli zero uśmiechów do pielęgniarek. Czego jeszcze nie powinienem robić? - zbłąkany uśmiech nieco rozjaśnił mu twarz, gdy podjął spojrzenie ciemnowłosej, nie odrywając od niej swoich zielonych tęczówek. Nie mógł odgonić od siebie myśli, że swoją obecną postawą rzeczywiście pokazywała zazdrość i niezmiernie ciekaw był, do czego zaprowadzi ich wypowiedziana właśnie przez niego drobna prowokacja. Na wzmiankę o pożeraniu innych wzrokiem pokręcił głową w rozbawieniu. - Uważasz, że przyszedłem tu na podryw? - przekrzywił nieco głowę na bok, a jego wzrok stał się łagodniejszy w momencie, gdy zobaczył wymalowany na jej twarzy ból. Mógł sobie jedynie wyobrazić, przez co musiała przechodzić. I trapiło go, że nie mógł jej pomóc. - Na razie wszystko powoduje forsowanie. Musisz odpoczywać - powiedział, tym razem nieco bardziej stanowczo. Nie wyobrażał sobie, jak teraz miałaby przeglądać te raporty i udawać, że nic się nie stało. Musiała odpoczywać, żeby odzyskać pełnię sił i wrócić tam, gdzie było jej miejsce.
Kwiaty miały być dla niej miłym dodatkiem do jego obecności oraz przypominać jej o nim, kiedy wróci do swoich obowiązków, jednak jej reakcja przekroczyła jego najśmielsze oczekiwania. W jego głowie rozbrzmiała niczym echo myśl: Cherry Marshall zabrakło słów. Uśmiechnął się delikatnie, gdy ostatecznie mu podziękowała.
Podobne miałaś ostatnio w wazonach w swoim mieszkaniu - wzruszył nieznacznie ramieniem, jakby nie było to nic wielkiego, ale wiedział, że zrobi to na niej wrażenie. Często zwracał uwagę na szczegóły, które innym zwykle umykały. Nie musiała mu mówić wszystkiego, potrafił czytać zarówno z mimiki i mowy ciała, jak i z otoczenia.
Nie żartuję. Nie noszę piżamy - przyznał z powagą w głosie, lecz pozbawioną ciężkości. Czy wspomniał o tym specjalnie? Błysk w jego oku go zdradzał, ale nie zamierzał ostentacyjnie brnąć w ten temat. — Wiem, co chciałem powiedzieć - zwrócił jej uwagę, spoglądając na nią znacząco z lekkim uśmiechem, tym samym kompletnie zaprzeczając jej poprawce. Słowa ż a ł o ś n i e zdecydowanie brakowało w tym momencie w jego umyśle, gdy na nią patrzył.
Oczywiście, że tak - przytaknął bez wahania, skupiając na niej całą swoją uwagę w razie, jakby nadal miała co do tego wątpliwości. Słuchał jej uważnie, potakując głową, aż na jej podziękowanie bez namysłu delikatnie złapał ją za rękę, by jeszcze bardziej udowodnić jej, że naprawdę dla niej był, a przy okazji choć swoją ciepłą dłonią otulić jej delikatną skórę.
Cała przyjemność po mojej stronie, Cherry - mruknął miękko, kciukiem łagodnie muskając ją, by dodać jej otuchy i odwagi przed tym, co chciała mu powiedzieć. Niestety, nie było jej dane dokończyć, gdy nagle drzwi się otworzyły. Sprowadzony z powrotem do rzeczywistości, odsunął od niej dłoń, jednocześnie spoglądając na wjeżdżającego starszego człowieka na wózku i na ułamek sekundy zamarł w bezruchu. Christopher Marshall we własnej osobie.
Ethan automatycznie wyprostował się na krześle, mimowolnie zaczynając odczuwać napięcie w barkach, ale słysząc swoje nazwisko momentalnie na jego twarzy wystąpił uprzejmy uśmiech.
Mnie również, Ethan Hartley - wstał na moment, by uścisnął mężczyźnie dłoń, mocno, wprawnie, tak, jak go tego nauczono. Po chwilowym zmieszaniu spowodowanym niespodziewanym spotkaniem z głową rodziny nie było już śladu, niemniej w jego głowie nadal paliła się czerwona lampeczka, która nakazywała mu być ostrożnym. Miał nadzieję, że Christopher w żadnym razie się nie zdradzi, oraz że czujne oko Cherry nie spostrzeże niczego podejrzanego. Jednocześnie zdawał się być w potrzasku między tym, któremu coś obiecał, a tej, która potrzebowała od niego lojalności. I wsparcia, gdy kątem oka zauważył, że odetchnęła nieco głębiej. Przytaknął głową na pytanie o przejście na ty.
Tak, oczywiście - kącik jego ust drgnął nieznacznie ku górze w akcie uprzejmości. — Raporty. Pana… Twoja córka nie potrafi odpoczywać - wtrącił zaraz, powracając na chwilę wzrokiem do Cherry, jakby samo jego spojrzenie miało przynieść jej chociaż odrobinę pocieszenia. Był po jej stronie. - I bynajmniej wcale tak nie uważam. Po takiej wymagającej operacji to naturalne, że nie czuje się na siłach, potrzebuje jeszcze chwili, by dojść do siebie - przyznał z przekonaniem, bez żadnych wątpliwości co do tego, że ciemnowłosa wcale nie musiała zawsze wyglądać jak milion dolarów, a już tym bardziej nie w tak trudnych chwilach. Obecnie potrzebowała wsparcia i odpoczynku bardziej niż kiedykolwiek. - Za to Ty zdajesz się mieć już znacznie lepiej. Widać, że opiekę masz na naprawdę wysokim poziomie - dodał zaraz z uznaniem, chcąc przenieść uwagę na starszego pana, ukradkiem spoglądając na równie młodą pielęgniarkę, co poprzednia. Marshalle powinni mieć wszystko, co najlepsze, prawda?

wisienka ma
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

⋆。‧˚ʚ🍉ɞ˚‧。⋆

Ethan był dla niej niewiadomą. Kimś kogo nie była w stu procentach rozgryźć. Jednocześnie uwielbiała go prowokować, słyszeć od niego komplementy, a z drugiej strony wyczuwała od niego nieuzasadnione niczym zagrożenie. Nawet słaba na lekach miała przedziwny skurcz żołądka. Widziała uśmiech pielęgniarki, który jeszcze mocniej ścisnął jej brzuch. Nie potrafiła go chcieć, ale wyobrażenie sobie go z kimkolwiek innym było druzgocące.
To po co tu przyszedłeś? — wpierw uruchomiła się w niej obrona. Sama go tu zaprosiła, chciała go zobaczyć — poza tym podrywu się nie planuje — stwierdziła dość mocnym tonem, unosząc na niego wzrok. Z nią też nic nie planował. Chyba. — już dobrze tato, mogę siedzieć. Jeszcze nawet nie wstałam — wymruczała lekko niezadowolona. Słabość. Nie lubiła tego słowa. Pokazywanie takiej odsłony własnej osoby wbijało jej grube szpilki w serce. Na nią pozwalała sobie we własnych czterech ścianach, a nie powinna robić tego przy nim.
Czegoś jeszcze się o mnie dowiedziałeś? — dopytała, unosząc jedną brew ku górze — zaskakujesz mnie — i to pozytywnie. Naprawdę chciał ją poznać, dowiedzieć się o niej wszystkiego. Musiał zadać sobie trud, by zapamiętać stojące kamelię. Dla niej były zaledwie dodatkiem do apartamentu, wprowadzającym pozytywny akcent.
Nie kłóciła się już z nim. Krótko uniosła kąciki ust, przyjmując komplement. Poprawka mogła nie istnieć. Może podobnie jak poprawka na Ethanie? Był inny. Starał się, a Cherry coraz bardziej zauważała każdy czuły gest w jej stronę.
Ciepło rozlało się po jej ciele. Niemalże od razu wzrok padł na ich wspólnie złączone dłonie. Serce mocniej jej zabiło. Pasowała idealnie. Bezpieczna, kojąca i przede wszystkim nie narzucająca się. Choćby miała możliwość ucieczki, tym razem by tego nie zrobiła. Cała przyjemność po jego stronie. Tego już nie była pewna. Po jej też. Cisza panująca w sali była przyjemna. Wystarczyło na nią spojrzeć, by wiedzieć jedno, rozluźniła się. Cała atmosfera zmieniła się wraz z wejściem Christophera. Uśmiech zniknął z jej twarzy. Liczyła na zwykłe dziękuję z ust ojca. Standardowo nie był nią zainteresowany. Bardziej interesowała go rozmowa z Ethanem niż z nią.
Raporty? — zaśmiał się tak mocno, że po chwili się aż skrzywił — cóż, wyglądacie zdecydowanie zbyt dobrze na raporty... — cokolwiek miało to znaczyć. Cherry uniosła jedną brew ku górze. W całym życiu z własnym ojcem nauczyła się jednego. Nieproszona o głos nie odzywała się. Czekała na jego reakcję.
Nie mówię, że nie powinna odpoczywać — odparł z delikatnym uśmiechem — twierdzę, że nie powinieneś jej takiej oglądać — i po paru sekundach dodał — nikt nie powinien — mógł wyglądać na funkcjonującego w pełni mężczyznę, ale było to dość mocne kłamstwo. Normalny byłby bardziej głośniejszy, dominujący.
Ja? Oczywiście, że tak. Janet się mną opiekuję — spojrzał na pielęgniarkę maślanymi oczyma — tyle leków się nałykałem. Moje dzieci w ogóle się mną nie interesują — aż westchnął ciężko — Charlie na Teneryfie, Caspian coś na pewno robi, a Cherry gnije w łóżku — i choć Cherry chciała zaprotestować, powiedzieć coś o Corze, to uniesiony palec ojca skutecznie ją powstrzymał. Przy nim czuła się dalej jak mała dziewczynka — nie spodziewałbym się, że kobieta jest w stanie tak mocno pracować jak ona — prawienie własnych poglądów miał we krwi — chociaż zaraz zacznie na mnie wrzeszczeć, krzyczeć. Żebyś ją widział, jak ma okres. Prawdziwe piekło — aż brakowało typowego dla ojca powiedzenia. Prawie jak jej matka...
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewno nie po to, by podrywać pielęgniarki - rzucił z widocznym rozbawieniem, a jego oczy na ułamek sekundy rozbłysły, kiedy na chwilę odnalazły jej wzrok. Była jedyną, którą miał ochotę w tym momencie poderwać. A może już to robił wizytą w szpitalu, dobrym słowem i kwiatami? Zachowywała się, jakby w ogóle tego nie dostrzegała. Jakby nadal nie dopuszczała do siebie myśli, że był nią zainteresowany. Za chwilę miało się to zmienić.
Nie mogę pozbywać się wszystkich asów z rękawa - pokręcił głową i uśmiechnął się nieco zawadiacko. Nie mógł jej zdradzić wszystkiego, skoro zaskakiwanie ją działało. Pozytywnie, biorąc pod uwagę fakt, jak patrzyła na piwonie i jak nagle zmienił się ton jej głosu. Starał się sprostać jej wygórowanym oczekiwaniom i przebić przez mur, jednocześnie próbując nie wyjść na desperata. Czas. Czas grał tu główne skrzypce.
Christopher Marshall zburzył ich chwilę. Jego śmiech sprawił, że brunet nieznacznie zerknął na Cherry z minimalnie uniesionym kącikiem ust, jakby zupełnie nie wiedział, o czym jej ojciec mówił. W rzeczywistości wiedział aż zbyt dobrze, o co mu chodziło, ale lepiej było udawać, że te insynuacje nie zrobiły na nim żadnego wrażenia, niż dać po sobie poznać, że starszy Marshall mimowolnie wzbudził w nim czujność.
Upór mężczyzny w kwestii oglądania Cherry w takim stanie powoli zaczynał robić się drażniący, dlatego Ethan na moment przygryzł wargę i przytaknął głową. Chcąc nie chcąc, zgadzał się ze stwierdzeniem, że nikt nie powinien jej takiej oglądać, ale z zupełnie innych względów, niż te, które miał na myśli Marshall.
Oby żadne podobne okoliczności nas do tego więcej nie zmuszały - odparł w zamian spokojnie, przenosząc spojrzenie z mężczyzny na jego córkę. Naprawdę wolał więcej nie widzieć jej w takich okolicznościach, bo wizyty w szpitalu nie należały do niczego przyjemnego. Lepiej było ich unikać, niż celowo decydować się na krojenie. Marshall powinien to docenić. Powinien.
Zauważył ten uciszający gest i nieznacznie zacisnął szczęki mocniej. Przestawał odpowiadać mu sposób, w jaki starszy mężczyzna wypowiadał się o własnej córce, ale wytrzymał cały jego wywód, robiąc dobrą minę do złej gry. Teraz tym bardziej zaczynał zdawać sobie sprawę, że jakikolwiek sprzeciw wiązał się z ryzykiem wyjawienia prawdy o intrydze, na którą Ethan świadomie się zgodził. I jednym złym słowem mógł wszystko popsuć, przez co Cherry przestałaby się do niego odzywać. Akurat wtedy, kiedy rzeczywiście zaczęli się do siebie zbliżać. Musiał działać szybko.
Ma to w genach - wtrącił drobne pochlebstwo odnośnie ciężkiej pracy, jakiej kobieta dokonywała w firmie, ale na wspomnienie o okresie mimowolnie uśmiechnął się nieco szerzej. - Myślę, że prawdziwy mężczyzna jest w stanie podołać każdemu wyzwaniu. Zgodzisz się z tym, Cherry? - zapytał, dając jej możliwość wypowiedzi. Dla niego Cherry nieustannie stanowiła wyzwanie, którego warto było się podjąć. Tylko słabeusz wiecznie narzekał na kobiety, nie potrafiąc uznać je za równe sobie.

Wisienka ma
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

arbuzik :lof:

Trudno było jej uwierzyć w kogokolwiek czyste intencje. Ethan nie był wyjątkiem. Za to w wyjątkowy sposób przebijał się przez jej skorupę. Nie chciała zostać zraniona. Za to coraz bardziej dostrzegała jego starania. Zabieranie jej z daleka od problemów i trudnych spraw, kwiaty, wizyta w szpitalu. I ten zadziornych uśmiech nieschodzący mu z twarzy. Uwielbiała każdy element, nawet jeśli wzbraniała się przed nim, wmawiając sobie przedziwne tłumaczenia związane z podrywaniem pielęgniarek.
Zawiesiła na nim krótko spojrzenie. Miał więcej asów w rękawie przy blefował? Chciała móc wiedzieć, czy naprawdę mu na niej zależało, czy to kolejna zagrywka jej ojca. Nie od dziś wiadomo, że jego wygórowane oczekiwania wynikały przede wszystkim z jednego płci. Wejście Christophera wszystko zmieniło. W głowie cały czas miała ich ostatnią rozmowę, pamiętała, w jaki sposób potraktował Corę i jedyne na czym jej zależało to ucieczka.
Tylko ona nie mogła.
Nie miała wózka, a wysiłek fizyczny był jeszcze niewskazany. Każde słowo brzmiało jak kara. Sztylet wymierzony prosto w serce. Spoglądała nerwowo to na jednego, to na drugiego. Dziwne spięcie w żołądku jeszcze sie spotęgowało. Znali się? Od wejścia mało kogo jej ojciec lubił, do Ethana podchodził z dużo większym szacunkiem i nie spytał o liczby. Poprzednich dyrektorów finansowych tyrał na wszelkie możliwe sposoby, za to go postanowił oszczędzić.
Ukuła ją ta zgoda. Spuściła wzrok, chwytając się dłońmi za ramiona. Spodziewała się po Hartleyu czegoś więcej, ale widocznie tylko jej potrafił się przeciwstawić.
Christopher kiwnął głową. Za to Cherry coraz bardziej bladła. Zmuszały. Miała wolny wybór. Była przecież dorosła. Charlie jasno jej to zakomunikował, nie mogła pozostać męczennicą, ale znowu została. Nie chciała jakichkolwiek słów pocieszenia.
Ma to w genach. Pracę owszem, ale gdzieś podświadomie kiełkowała w niej myśl. Nie chciała zostać taka jak jej ojciec. Prezesura to jedno, granie silnej, niezależnej kobiety drugie. Kiwnęła głową. Prawdziwy mężczyzna. Znów szowinistyczna szopka.
Nie będę Wam przeszkadzał. Zdrowiej, Charity — i gestem dłoni poprosił, by pielęgniarka go wyprowadziła. Nie chciał psuć nastroju. Skoro Ethan postanowił zjawić się u niej w sali, niech korzystają ze wspólnego czasu. W końcu Hartley miał własną umowę do wypełnienia.
Dlaczego robiłeś za jego pupilka? — spytała cicho Cherry, unosząc delikatnie ku górze wzrok, by spojrzeć mu prosto w oczy. Spodziewała się po nim więcej. Z nią potrafił walczyć, ale widocznie jej ojciec był totalnie inną historią.
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzeba było przyznać, że Ethan miał ciężki orzech do zgryzienia. Cherry była najbardziej skomplikowaną i upartą kobietą, jaką przyszło mu poznać, przez co zbliżenie się do niej sprawiało mu nie lada trudności. Niemniej nie poddawał się, podejmując się tego niezwykłego wyzwania z ogromną przyjemnością i sporymi pokładami cierpliwości. To już jednak nie była tylko chęć jej zdobycia w wyniku zobowiązania, ale przede wszystkim ze względu na własne emocje, jakie ciemnowłosa w nim wyzwalała. Wiedział, że była warta podjęcia każdego ryzyka. A przynajmniej tak uważał do tej pory.
Pierwsze spotkanie z Marshallem było dla niego jak kubeł zimnej wody, sprawiając, że mimowolnie spiął mięśnie i stał się czujny wobec starszego mężczyzny. Nie odpowiadały mu te ataki słowne kierowane w stronę kobiety, ale zdawało mu się, że skrzętnie żonglował słowem, żeby wyjść z tego wszystkiego całkiem przyzwoicie. Dopiero po wyjściu ojca Cherry niezauważalnie się rozluźnił.
Na jej pytanie ściągnął nieznacznie brwi i przyjrzał się jej uważniej. Czyżby dostrzegał w jej oczach zawód? Starał się zadowolić obie strony, a jego wypowiedzi najwyraźniej zostały zinterpretowane tak, jakby Ethan stał po stronie Marshalla. Pokręcił głową.
Pupilka? Byłem po prostu uprzejmy na tyle, na ile wymagały tego okoliczności. Co wcale nie znaczy, że go popieram - odparł pewnym siebie głosem, poprawiając się na krześle. - On również ma wpływ na to, jak długo zostanę w firmie. - A nawet większy, niż mogłoby się zdawać, bo to jej ojciec polecił go na stanowisko dyrektora finansowego. Jeden fałszywy ruch, a pewnie bez skrupułów mógłby zniweczyć wszystko, nad czym pracował Ethan, z czego najważniejszym było zaufanie i bliskość Cherry. Choć nie odpowiadało mu, jak starszy mężczyzna odnosił się do córki, to obawiał się powiedzieć o słowo za dużo. Nie dlatego, że obowiązywała go umowa, ale dlatego, że naprawdę zaczynało zależeć mu na ciemnowłosej, a cała ta sytuacja stawała się poważna. Myśląc o tym, przysunął się w jej stronę, by znów delikatnie ująć jej dłoń.
Jestem po Twojej stronie, Cherry. I będę zawsze, kiedy będziesz tego potrzebować - przyznał ciszej, patrząc w jej brązowe oczy. Wypowiadając te słowa, dokładnie to miał na myśli, bez żadnego zawahania. Jej pytanie zapaliło w nim lampeczkę, jakie właściwie miała wobec niego oczekiwania. Jeśli dotychczasowe słowa nie były dla niej dostatecznym wyrazem lojalności, wystarczyło, by wyraziła chęć ku temu, żeby to pokazał. Tak naprawdę wciąż pokornie czekał na jasny sygnał, że naprawdę chciała go.

mine <3
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Z Ethanem wszystko wydawało się zarówno prostsze i trudniejsze. Z jednej strony ktoś okazywał jej bezinteresowną troskę. Potrafił zabrać jej telefon, pokazać najpiękniejsze strony świata, odciąć ją od pracoholizmu, a z drugiej działo się to. Nie potrafiła wytłumaczyć samej sobie, dlaczego zabolała ją jego reakcja.
Spodziewała się więcej?
Jawnego sprzeciwu, buntu, czegoś. Czegoś, co już raz zobaczyła, kiedy porwał jej Koko. Wtedy potrafił ją sprowadzić do poziomu. Nikt nie był w stanie tego zrobić. Gdzieś w głębi pragnęła, by podobnie postąpił z jej ojcem. By ją ochronić. Skrzętnie potrafił to zrobić od pracy, wyrywając ją od myślenia od niej, spowodować zagotowanie jej, a gdy czuła się najbardziej bezbronna, zawiódł. Zawód na jej twarzy mówił więcej od mercy. Więcej niż milion słów.
Zachowywałeś się, jakbyś go popierał — odwróciła spojrzenie na kroplówkę. Powoli kapała, zwalniała, nawet gdy jej myśli przyśpieszały, robiły się z każdą sekundą coraz bardziej, mocniej intensywne — więc zostałeś pupilkiem — powiedziała cicho pod nosem. Na jego kolejne słowa uniosła wzrok — nie tylko on ma na to wpływ. — ta kropka nienawiści wybrzmiewała w jej słowach — a jednak wybrałeś stronę — potrafiła ocalić własną siostrę od wyrzucenia. Potrafiła stawiać na swoim w kwestiach firmowych. Z jakiegoś powodu to ona, a nie Charlie, była prezeską. Cały czas pracowała w rodzinnej korporacji. Dbała o pracowników, wymagała, a przede wszystkim walczyła. Zawsze sama.
Nie potrzebuję obietnic — zacisnęła mocniej jego dłoń — tylko działania Ethan —czegoś prawdziwego. Mógł na nią czekać, wzbudzał w niej przeróżne emocje. Chciała móc mu uwierzyć. Tylko raz uwierzyła w gruszki na wierzbie. Był to piękny, ale intensywny związek. Za to pozostawił blizny. Wierzyła mu, ale potrzebowała poczucia, że stał przy jej boku.

Not mine yet
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okoliczności tego niespodziewanego spotkania z najstarszym Marshallem nieco wytrąciły Ethana z równowagi. Musiał trzymać gardę i robić dobrą minę do złej gry, choć widział, w jaki sposób mężczyzna traktuje własną córkę, jak wypowiadał się o Cherry. Wyniosły, wręcz lekceważący ton jej ojca drażnił go bardziej, niż by tego chciał, ale starał się, jak mógł, operując zgrabnie słowami, żeby żadna ze stron nie poczuła się dotknięta. Najwyraźniej coś w tym planie nie poszło po jego myśli.
Jej wzrok mówił sam za siebie. W połączeniu z wyrzutem w tonie głosu sprawił, że brunet niepostrzeżenie westchnął. Doskonale pamiętał, co jej obiecywał. Mógł dać jej wszystko, czego potrzebowała, ale musiała mu powiedzieć na głos, że właśnie tego chciała. Musiała oznajmić mu, jakie miała wobec niego oczekiwania, bez tego wychodził tylko na mężczyznę, który chciał od niej trochę więcej, niż mógł otrzymać. Co według niej miał zrobić?
Jej słowa mimowolnie go zabolały, ale zamiast wdawać się z nią w zbędną w tym momencie sprzeczkę na temat tego, że kompletnie się z nią nie zgadzał, dla ich własnego dobra odetchnął głośniej, starając się zapanować nad emocjami.
Jednocześnie zwróciłem uwagę na to, że jesteś silna i pracowita - zaczął nieco rzeczowym tonem, bo to nie było takie zero jedynkowe, jak jej się wydawało - oraz że mam nadzieję nie widzieć Cię więcej w takim stanie, bo widok Twojego cierpienia nawet, jeśli zdecydowałaś o tym na własne życzenie, nie jest dla mnie niczym przyjemnym - wyznał ciszej, ale nie oderwał od niej wzroku, pokazując, że był w pełni świadomy swoich słów, których nie zamierzał wycofywać. - A mimo to jestem tu. Bo nadal mi na Tobie zależy - powtórzył to, co powiedział jej ostatnio na dachu. Nie był pewien, co powinien jeszcze zrobić, by mu uwierzyła. Dlatego w bezwiednym odruchu wziął ją za rękę, dzięki czemu miał nadzieję złagodzić trochę sytuację. I przy okazji kotłujące się w nim emocje. Uścisk jej dłoni i następna wypowiedź wywołały w nim pewien dziwny ucisk w gardle. Skinął nieznacznie głową, jakby przyjął to do wiadomości, po czym przełknął ślinę.
Żeby działać tak, jak tego ode mnie oczekujesz, muszę mieć pewność, że naprawdę mam ku temu powód - patrzył na nią przez chwilę, pozwalając, by słowa opadły między nimi. Niemal od początku mówił i pokazywał, że nie pozostawała mu obojętna, ale jedyne, co od niej otrzymywał w zamian to uniki. Nigdy nie była wobec niego szczera z tym, co do niego czuła. Dając siebie na sto procent musiał wiedzieć, że on też dostanie od niej tyle samo. Wystarczyło jedno proste wyznanie, którego oczekiwał od niej od pewnego czasu, ale wiedział, że teraz to nie był ani odpowiedni czas, ani miejsce. Odsunął od niej dłoń i ostatecznie wyciągnął z teczki raporty, o które prosiła, kładąc je na szafce obok.
Tylko nie przemęczaj się, Cherry, i dbaj o siebie, dobrze? - rzucił łagodnym tonem, zanim ruszył do drzwi, przy których jeszcze na moment się zatrzymał, o czymś sobie przypominając. - Zdrowiej, ale wróć. Będę czekał - delikatnie uśmiechnął się kącikiem ust, po czym zniknął za drzwiami, zostawiając po sobie unoszący się w powietrzu zapach piwonii.

Cherry Marshall

KONIEC
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”