
Nazajutrz z samego rana budzi cię twoja ulubiona niania, bo tego dnia w posiadłości Pierce’ów odbywa się uroczysty bankiet na zakończenie ogromnej akcji charytatywnej z fundacji twojego ojca. George Pierce jest nie tylko politykiem – gazety piszą o nim jako człowieku sukcesu; znanym, kanadyjskim filantropie. Ludzie go kochają.
Ten dzień jest idealny. Ty jesteś idealna. Z rozjaśnionymi od słońca włosami, rumieńcami na policzkach, w uroczej sukience – na zrobionym przez fotografa zdjęciu stoisz w środku, między mamą a starszym bratem. Ojciec dumnie obejmuje go ramieniem, ale to ty przyciągasz największą uwagę.
To ty jesteś oczkiem w ich głowie.
Dostajesz wszystko, czego chcesz.
Kiedy masz szesnaście lat wiesz już, że nawet życie takie jak twoje, nie zawsze jest wspaniałe. Chociaż daleko ci do zbuntowanej nastolatki, zaczynasz próbować brać sprawy w swoje ręce. Mówisz „nie”, kiedy wizja rodziców kłóci się z twoimi pragnieniami, a mimo to i tak zwykle kończysz przy nich. Lojalność, wierność rodzinie, nie możesz zawieść – tego uczono cię od dziecka. Na szczęście pójście w ślady ojca to obowiązek brata, nie twój. Ty wolisz zatracać się w marzeniach o karierze w blasku reflektorów. Chcesz mówić o tym, co ważne. Chcesz, by cię oglądano, słuchano i podziwiano. Kamery cię lubią. Ludzie cię lubią, nawet jeśli ty niekoniecznie lubisz ich.
Masz wielkie plany.
Masz wsparcie rodziny.
Masz na nazwisko Pierce.
Ale gdy masz dwadzieścia sześć lat… to nazwisko nosisz z ciężarem. Jesteś wdzięczna ojcu za kupiony loft w Distillery District. Za samochód i comiesięczny przypływ gotówki, nawet jeśli dawno kategorycznie stwierdziłaś, że nie chcesz jego pieniędzy. Nie słucha – nigdy tego nie robił.
Wysłuchuje twojego zdania tylko jeden, jedyny raz: gdy błagasz, żeby nie mieszał się w twoją pracę. Chciałaś stanąć przed kamerą, chciałaś prowadzić wiadomości, może z czasem mieć swój program… Ale skoro wiesz już, że życie nie zawsze bywa idealne, musisz pogodzić się z tym, że jest ktoś lepszy. Albo pozwolić ojcu, by twój sukces był jego zasługą. Zasługą tego, że nazywasz się Pierce.
Nie chcesz być tylko córką George’a Pierce’a.
Nie chcesz przyzwyczajać się do tego, że ludzie postrzegają cię przez jego pryzmat. Jakby nic z tych rzeczy, które osiągnęłaś, nie było twoje.
Zaczynasz spotykać się z tymi, którzy do świata twojego ojca należą jeszcze bardziej od ciebie. Z początku niewinnie, nieśmiało, z bijącym od adrenaliny sercem, gdy przekraczasz próg drogiej restauracji, gdzieś za miastem; gdzieś, gdzie szanse, że ktoś was rozpozna, wynoszą pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.
To ryzyko jest cudowne.
Nudzisz się. Pragniesz coś poczuć, tak zwyczajnie i spontanicznie, bez żadnych planów. Podświadomie chcesz też utrzeć ojcu nosa. Bo co, jeśli ktoś zobaczy?
Córka Pierce’a z właścicielem The Ritz-Carlton!
Córka Pierce’a i syn Beauforta z przeciwnej partii!
Brzmi jak nagłówki, które mogłyby rozpoczynać napisany przez ciebie artykuł. Może dzięki niemu twoje słowa po raz kolejny znalazłyby się na pierwszej stronie gazety.
Bawisz się, balansujesz między spokojnym, poukładanym życiem a czymś, czego z każdym miesiącem wcale nie chcesz przerywać.
Wreszcie robisz to, na co masz ochotę.
Stawiasz na swoim.
To jest twój świat.
Świat, w którym jesteś kimś więcej niż jedną z Pierce’ów.

