Wendy Gardner
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Wendy Gardner
-
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor

Szybko wygooglowała nie tylko lokal, ale też o co mogło chodzić z kapeluszem, a potem bez strachu w oczach zanurkowała do swojej szafy. Otwierając ją oczywiście większość zawartości wysypała się na nią, ale nie poddawała się bo wiedziała, że ma w szafie coś idealnie na taką okazję! Jej szafa pełna była dziwacznych strojów i pewnie łatwiej byłoby jej znaleźć strój syrenki niż jakieś porządne ubranie na rozmowę kwalifikacyjną albo inne dorosłe przedsięwzięcie. Wepchnęła swoje pośladki w krótkie jeansowe spodenki (a jakżeby inaczej!), a zaraz na to zarzuciła frędzelkowy materiał. No jasne, że wszystko utrzymywało się na jej biodrach za pomocą paska z wielką ozdobną klamrą. Na nogi wsunęła czarne kowbojki pasujące do topu w tym samym kolorze, a pod szyją zawiązała biało czarną bandanę. Jasny kapelusz był idealnym zwieńczeniem jej stroju, w którym to wpakowała się do taksówki. Oczywiście przed tym zarzuciła na siebie frędzelkowatą brązową kurtkę, ale i tak na zewnątrz było tak rześko, że gdy wkroczyła do lokalu to marzyła o czymś na rozgrzanie.
Musiała przyznać, że lokal wyglądał o b ł ę d n i e! Pełno siana, ludzie poprzebierani tematycznie i — Och! Jest nawet byk! — pisnęła radośnie okręcając się wokół własnej osi prawie się przy tym wywracając, ale czy brak koordynacji powstrzyma ją przed wskoczeniem na byka? Wątpliwe! Już nie mogła się doczekać. Teraz jednak miała misję odszukać Patela, ale to było łatwiejsze niż przypuszczała. — William! — wykrzyczała radośnie zaraz szybko doskakując do baru i objęła przyjaciela jakby się nie widzieli całe wieki, ale przecież tak wiele się ostatnio wydarzyło, że naprawdę wydawało się jej, że minęła kupa czasu! W dłoń złapała fikuśny wisiorek Willa i poruszała zabawnie brwiami. — Niezłe cacko, ale te kowbojki — zagwizdała z uznaniem, bo czerwień rzucała się w oczy, po czym wsunęła się na wysokie krzesło obok niego i zamówiła po prostu piwo z nadzieją, że będzie lepsze niż ten ich ostatni sikacz na placu zabaw. Oparła łokcie o blat i nachyliła się w jego stronę szeroko się uśmiechając, a w oczach czaiło się nerwowe wyczekiwanie na najnowsze wieści, o których zresztą sam wspomniał w wiadomości. — Mam ci tyle do powiedzenia... tak napisałeś, więc zacznij może od tego czemu wieczór sponsoruje nam jakiś Madox i co się działo od naszego ostatniego spotkania — bo u niej… o cholibka, u niej też wiele się działo! Jej życie obecnie przypominało niskobudżetową komedię pełną pomyłek, w której emocjonalne uniesienia przeplatały się z absurdalnymi zwrotami akcji godnymi najgorszych telenowel. Od namiętnych włoskich pocałunków na trybunach po torontońskie awantury o dorastanied… Wendy czuła, że scenarzysta jej losu zdecydowanie przesadził z ilością dramatów na jeden sezon, a jeszcze nie było nawet finałowego odcinka!
Strach się bać.
William N. Patel-Noriega