-
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Po Teneryfie potrzebowała całkowitego resetu.
Cały czas zadawała sobie pytanie. Quo vadis? Dokąd zmierzasz, Ivy? Dlaczego twoje kroki kierowały się w miejsce, gdzie leczyłaś diabła? Pamiętała przecież Madoxa. Był tu szefem, wielkim panem na włościach, a ona uratowała mu życie. Teraz sama potrzebowała ratunku. Zakochała się w zajętym facecie. Na to nie istniała jakakolwiek recepta. Mogli spędzić piękne chwile na wyspie, ale wrócili. Potrzebowała odreagowania.
Tylko nie potrafiła zrozumieć jednego.
Dlaczego akurat szła do klubu, w którym ratowała komuś życie? Wydawało się jej to nieistotne. Weszła, a sam widok klubu przyprawił ją od dreszcze. Prawdziwa świątynia rozpusty. Z głośników wybrzmiewały latynowskie rytmy, a każdy był skąpiej ubrany od niej. W swojej błękitnej sukience do połowy ud przypominała dziewczynkę do komunii. Wcale nie wyglądała grzecznie, ale odróżniała się od stałych bywalców. Delikatnym makijażem, spiętymi do tyłu włosami i rumieńcami, które pojawiły się od razu, gdy spoglądała na tańczących ludzi na parkiecie.
I na tancerki. Wpatrywała się w nie z błyskiem w oku i z nieukrywanym podziwem. Jedna z nich zwłaszcza wpadła Ivy w oko. Musiała przekazać jej jedną wiadomość. Dlatego zamiast udania się do biura, czekała, aż zakończy występ.
— Przepraszam... — zaczęła, dotykając kobietę delikatnie w ramię. Od razu odsunęła ją — ale wyglądasz cudownie — uśmiechnęła się szeroko. Misja wykonana, prawda Harrison? Nie do końca zgadzała się z tym stwierdzeniem.
— Pracujesz tu? — idiotyczne pytanie, aż sama chciała strzelić sobie dłonią prosto w czoło — bo nie mogłam oderwać od Ciebie oczu — i po chwili dodała — byłaś dosłownie nieziemska — mogłaby być nią. Taką pewną siebie, ociekającą seksem oraz pewnością siebie. Jej daleko do tego było — nie podrywam Cię, ale... — dodatkowo jeszcze miała wrażenie, że coś dzwoni w kościele, tylko nie wiedziała którym — musiałam Ci to po prostu powiedzieć — taka była Harrison z sercem na dłoniach. Mogła przypominać paskudnego creepa, ale sprawienie komuś uśmiechu na twarzy było tego warte.