On nie.
Początkowo: zamarł, potem...
Szczęka zaciśnięta zdecydowanie za mocno, mięśnie karku napięte do bólu i strzelenie kości przy zaciskaniu palców na szmacie — wszystko poczuł w ułamku sekundy, zanim rozluźnił się i ogarnął wystarczająco. Wystarczająco, aby zareagować, choćby nieodpowiednio i to z wielu powodów: bo rozmawiał z siostrą, bo wiedział, co mówi się w warsztatach samochodowych. "Jak przerwiesz, spieprzysz coś. Będziesz zaczynać od nowa. Dokończ".
Ale i tak przerwał. Mimo wszystko.
Obserwował Ramonę dokładnie, uważnie, wyglądał jednak tak, jakby próbował przewidzieć, co zrobi, zamiast zainteresować się tym, co rzeczywiście czuła. Widać to było, ba, nawet dość dobrze — w tym, jak stał, jak patrzył. Jak kątem oka kontrolował to, co robi z
Odrzucił szmatę, potem śrubokręt, po czym w dwóch, maksymalnie trzech krokach podszedł do siostry. Chwycił dziewczynę za nadgarstek, przytrzymując w miejscu, zanim pomyślał, co robi. Potrząsnął głową, jakby próbował pozbyć się nagłego ścisku gdzieś pod żebrami.
— Ramona... — odezwał się, tym razem z lekką złością, jakby tego było mało: źle skrywaną.
Westchnął.
— Ramona — tym razem mówił ciszej, ale wciąż tak samo twardo, dość mocno zaciskając palce dookoła nadgarstka siostry. Dopiero po chwili zrozumiał, co robi, bo przez parę sekund uścisk ani trochę nie zelżał, aż nagle gwałtownie wypuścił jej rękę i cofnął się o krok, chowając obie dłonie do kieszeni zabrudzonych dresów. Chyba dostrzegł w sobie coś, czego sam się obawiał. Ściągnął brwi, trochę za długo zastanawiając się, co właśnie zrobił.
Odezwał się dopiero po chwili milczenia, po tym, jak cofnął się jeszcze o krok.
— Oddaj — powtórzył któryś raz tego wieczoru. Gdyby powiedział to takim samym tonem, zacząłby brzmieć jak zdarta płyta, ale tym razem było w tych słowach dużo więcej szorstkości.
Wreszcie podniósł wzrok po tym, jak w nieskończoność przyglądał się jej nadgarstkowi.
— Nie musisz mnie pilnować. Ogarnę to.
Ramona Crowe