34 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
trochę wokalista, trochę mechanik dookoła świata
Awatar użytkownika
holy fuck, why do i bother? i'm never gonna get any better. i've waited so long to declare, "i don't give a fuck if i die today". holy shit, i've lost my mind, reality is starting to unwind.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z w y c z a j n y, przeciętny człowiek, zamiast dać się sprowokować, wzruszyłby ramionami. Wrócił do tego, co robił, dokończył to, co zaczął — regulowanie gaźnika, przegląd osprzętu, przewodów. Cokolwiek, co pozwoliłoby zająć ręce, pomyśleć o czymś innym, a najlepiej to w ogóle zmienić temat i zapomnieć o konfrontacji, o wyrzutach, o pretensjach. O tym, z czym przychodziła, co p o t r z e b o w a ł a wyjaśnić.
On nie.
Początkowo: zamarł, potem...
Szczęka zaciśnięta zdecydowanie za mocno, mięśnie karku napięte do bólu i strzelenie kości przy zaciskaniu palców na szmacie — wszystko poczuł w ułamku sekundy, zanim rozluźnił się i ogarnął wystarczająco. Wystarczająco, aby zareagować, choćby nieodpowiednio i to z wielu powodów: bo rozmawiał z siostrą, bo wiedział, co mówi się w warsztatach samochodowych. "Jak przerwiesz, spieprzysz coś. Będziesz zaczynać od nowa. Dokończ".
Ale i tak przerwał. Mimo wszystko.
Obserwował Ramonę dokładnie, uważnie, wyglądał jednak tak, jakby próbował przewidzieć, co zrobi, zamiast zainteresować się tym, co rzeczywiście czuła. Widać to było, ba, nawet dość dobrze — w tym, jak stał, jak patrzył. Jak kątem oka kontrolował to, co robi z pudełeczkiem ręką, nawet jeśli przyglądał się jej twarzy. Nie oczom. To byłoby za trudne, może dlatego, że bratem był ostatnio ponad dekadę temu.
Odrzucił szmatę, potem śrubokręt, po czym w dwóch, maksymalnie trzech krokach podszedł do siostry. Chwycił dziewczynę za nadgarstek, przytrzymując w miejscu, zanim pomyślał, co robi. Potrząsnął głową, jakby próbował pozbyć się nagłego ścisku gdzieś pod żebrami.
Ramona... — odezwał się, tym razem z lekką złością, jakby tego było mało: źle skrywaną.
Westchnął.
Ramona — tym razem mówił ciszej, ale wciąż tak samo twardo, dość mocno zaciskając palce dookoła nadgarstka siostry. Dopiero po chwili zrozumiał, co robi, bo przez parę sekund uścisk ani trochę nie zelżał, aż nagle gwałtownie wypuścił jej rękę i cofnął się o krok, chowając obie dłonie do kieszeni zabrudzonych dresów. Chyba dostrzegł w sobie coś, czego sam się obawiał. Ściągnął brwi, trochę za długo zastanawiając się, co właśnie zrobił.
Odezwał się dopiero po chwili milczenia, po tym, jak cofnął się jeszcze o krok.
Oddaj — powtórzył któryś raz tego wieczoru. Gdyby powiedział to takim samym tonem, zacząłby brzmieć jak zdarta płyta, ale tym razem było w tych słowach dużo więcej szorstkości.
Wreszcie podniósł wzrok po tym, jak w nieskończoność przyglądał się jej nadgarstkowi.
Nie musisz mnie pilnować. Ogarnę to.

Ramona Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
what a dumb idea... do it!
31 y/o
For good luck!
173 cm
Instruktorka fitness CrossFit Toronto
Awatar użytkownika
On my tombstone when I go
just put "Death by Rock and Roll"!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszyscy wiedzą, że można się pogubić. Ramona tego doświadczała w tym momencie, czując że własna głowa i własne ciało ją zdradzają. Wydawało jej się już że wiedziała, ale za chwilę zaczynała wątpić. Wydawało jej się że wie co czuje by za chwilę okazało się, że jednak niekoniecznie, że pojawiają się nowe odczucia. I jedno zmieniało się pod wpływem drugiego, a to z kolei wpływało na pierwsze. I tak to się kręciło, zazębiało, zapętlało.

Zamroziła się kiedy ją złapał. Dosłownie. Zesztywniała. Stała więc odwrócona plecami, patrzyła w punkt przed siebie i ani drgnęła. Bała się że jak zamknie oczyma to wróci. On wróci. Wspomnienie, które miało być już tylko wspomnieniem, ale przeszłość której dotykało wróciła jakby... jakby to się miało zadziać znów.

O nie! Co to, to nie!

- Tyle kurwa ogarniesz - warknęła. - Jak do tej pory? - Zapytała. - Ile to już trwa? Ile nie śpisz?

Potrząsnęła głową, wykrzywiając się w czymś co miało przypominać brak zainteresowania, obojętność. Ale obojętna być nie potrafiła. Nie tak jak on. On wydawał się być wyprany z emocji... I czasem sama by tak chciała. Wiesz, nie czuć. A szczególnie w momentach kiedy było z nim jej tak trudno i intensywnie, kiedy widziała w nim trochę siebie, trochę ludzi których znała, a których już nie mogła uratować. Którzy się zaćpali, nazywając rzeczy po imieniu.

Więc nie, nie chciała mu nic oddać. Nie chciała zabrać, ale przede wszystkim nie mogła pozwolić na to żeby coś sobie zrobił. Bo w końcu zrobi. Zawsze tak to się kończy. Tu nie ma innego wyjścia, na koniec zawsze jest śmierć.

- Możesz mi wciskasz kit - dodała już mniej pytającym tonem, udającym zniechęcenie.

Trochę dziwnie było jej w roki osoby, która to ma pomóc, a nie być tą której się pomaga. Zwłaszcza że chodziło o Demiana, a nie kogoś kto byłjej obojętny. Kogoś kto zawsze zasłaniał ją ciałem. I gdy raz go nie było....

Może potrząsnęła głową też do swoich myśli, których nigdy do siebie nie dopuszczała, że przecież zawsze był. A gdy go nie było stało się coś do czego wracać nie chciała.

- Ale nie oddam ci tego, a jeśli jeszcze raz mnie złapiesz, oberwiesz. Rozumiesz?!

Hardo patrzyła wprost w jego twarz, bo w końcu on jej też odpowiadał spojrzeniem. Czy ją widział? Cholera, nie wiedziała. Szczerze? Wątpiła. Ale wiedziała że nie może mu pozwolić.

Demian Crowe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Abyss.
Nic co ludzkie nie jest mi obce.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#112”