26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdzie się nie wybierał.. I nie planował w najbliższej przyszłości wypuszczać jej ze swoich ramion, nie ważne co robili. Odpoczynek brzmiał jak absolutnie zajebisty pomysł i każdy drżący zmęczeniem mięsień jak najbardziej się z tym faktem zgadzał. Zmarszczył lekko brwi, słysząc ten krótki jęk i bolesną ekspresję, która przemknęła przez jej twarz.. Przesadził? - U good? - zagadnął nawet nie próbując ukrywać swojej troski, poświęcając więcej uwagi dłoniom na jej skórze. Na moment zatrzymał dłoń na głowie Vi, ręka na jej plecach była w gotowości, żeby pomóc się wygodnie ułożyć. Przerwa. Zdecydowanie przerwa. - A ja ciebie kocham. - odpowiedział mruknięciem, przymykając na moment oczy z lekkim uśmiechem, kiedy postanowiła schować twarz w jego szyi, oferując lekkiego całusa i to małe dziabnięcie. Urocza. Zgodził się na to nieokreślone "później" kolejnym mruknięciem, chociaż znacznie ważniejszy był dla niego jej komfort, niż kolejne cholera wie jak długo spędzone w chaotycznym cieszeniu się własnymi ciałami. Seks wychodził im dobrze, to wiedzieli już od całkiem dłuższego czasu, nie? A chwile spokoju.. Był naprawdę bardzo chętny, żeby je poznać. Wydawało mu się z resztą, że będzie takich chwil potrzebować częściej w pierwszych kilku miesiącach swojej trzeźwości i różnie może być z jego libido; miał tylko nadzieję, że jego nowa małżonka nie będzie miała mu za złe.
Żona. Jego żona.
Koncept nadal wydawał mu się absolutnie zbyt piękny, żeby być realnym.
Złapał głębszy oddech, który zaraz wypuścił z zadowolonym westchnieniem, gdy przylgnęła do jego boku, wtulając się ciasno i domagając, by przytrzymał ją przy sobie nawet mocniej. Uśmiechnął się leniwie, lekko przechylając własne ciało ku niej. Ot, łatwiej mu było obejmować plecy nowej pani Bennett, rysując spokojne, leniwe wzorki na jej plecach w ten sposób. Założył drugie ramie za swoją głowę, na moment zmuszając mięśnie brzucha do jeszcze jednego wysiłku, by móc się trochę podnieść, położyć prostego całusa na czubku głowy Vi. - Jeszcze się na mnie nie napatrzyłaś?.. Mnie się wydaje, że znasz moją twarz na pamięć. - nadal miał na telefonie zapisany plik który mu wysłała, z cyfrowym obrazem jego głupiego ryja. Wciąż uważał, że marnowała się jako barmanka, chociaż nie wiedział, czy kiedykolwiek wcześniej wypowiedział swoją uwagę na głos, w końcu.. W końcu był albo najebany, albo na kacu, albo czekał, żeby się najebać. Ciężko się w takim stanie formułowało sensowne zdania czy przeprowadzało rozmowy, które rzeczywiście dokądś prowadziły. To też była nowa część jego życia, którą zdecydowanie chciał z nią zwiedzić.. Było bardzo wiele aspektów życia jako takiego, które chciał z nią odkryć. - Fair. - sam wiedział, że czasami będzie się tak po prostu na nią gapił, jakby była najcenniejszym elementem tego świata.. Bo dla niego była. Przelotnie przesunął wierzchem dłoni po jej policzku, gdy na niego zerknęła, posyłając krótki, ciepły, może nieco senny uśmiech. Jego. Tylko jego. I to w dodatku już oficjalnie, na papierze, co? Farciarz. Przycisnął ją do siebie na moment mocniej, wykonując jej życzenie niemal od razu; coś, co chciał robić zawsze, kiedy tylko ubierała w słowa własne życzenia.. Obiecał jej to. W momencie w którym przysięgał, że będzie jej do końca życia, że będzie ją kochał, szanował i wielbił dokładnie tak samo, jak tego konkretnego dnia; każdego kolejnego dnia ich wspólnego życia, już zawsze.
- Opowiedzieć.. cokolwiek? Hm... - wrócił do spokojnego błądzenia palcami po jej plecach, przymykając oczy i pozwalając, żeby myśli biegły spokojnie, gdzie tylko chciały. Chciała słuchać po prostu jego głosu i.. W sumie całkiem to rozumiał. Ścisnął lekko dłoń, którą splotła z jego, biorąc kolejny głębszy oddech, rozluźniając mięśnie, pozwalając swojemu ciału zapaść się ciężej w materac. - ..tęskniłem za tobą tak idiotycznie bardzo na odwyku, że nie mogłem się skupić na niczym.. I może to dobrze w sumie, bo trzeźwienie nie było najprzyjemniejsze, ale.. - pokręcił lekko głową, przez moment marszcząc brwi. Przypomniał sobie dreszcze, nudności, nie-fizyczny ból, który mógł porównać z rozbitym szkłem odbijającym się w środku czaszki z każdym uderzeniem serca. Chciał umrzeć. W tamtej chwili, w tamtym pierwszym tygodniu musieli go związać, żeby powstrzymać od darcia własnych przedramion paznokciami. Usłyszał później, że to było całkiem typowe, a i tak miał szczęście. Podobno jego halucynacje były całkiem niegroźne, nie próbował nikogo pobić, a agresję kierował tylko wobec siebie, nigdy nie zagrażał nikomu innemu.. Nie chciał jej o tym wszystkim opowiadać. Nie w tym konkretnym momencie, więc po chwili pauzy, skupił się na innych rzeczach. - Nie możesz mieć swojego.. W sumie niczego, wszystko idzie na przechowanie, jak w areszcie. Jak już jesteś do życia i się zachowujesz jak człowiek, to są komputery z Internetem w świetlicy, a rodzina dzwoni do ośrodka, zamiast do ciebie.. Tak czy siak, tęskniłem za tobą jak idiota, więc uczyłem się twojego języka w desperacji. Próbowałem. Te wasze znaczki to dalej czarna magia dla mnie. - parsknął krótko, przywołując w myślach marne próby zapamiętania tych wszystkich krzesełek i koniec końców poddając się całkiem szybko. Dzięki Bogu "normalne zapisy" też istniały i tylko dlatego mógł cokolwiek zapamiętać. - Ciężko było w sumie.. Lubię poezję dalej, więc po prostu szukałem ukraińskich autorów i tłumaczyłem sobie teksty. I powtarzałem za google translate wymowę. Śmiesznie było. I frazy, które chciałem tobie powiedzieć kiedyś, jak już wytrzeźwieję, przeproszę i będziesz wciąż chciała mnie znać.. A teraz jesteś moją żoną. To na pewno mój koślawy ukraiński. - zażartował na końcu, uśmiechając się lekko na swoje własne głupie szczęście. Wciąż nie do końca rozumiał dlaczego się właściwie zgodziła za niego wyjść, dlaczego w ogóle chciała go znów mieć i... Jak do tego w ogóle doszło? Wzięła go do swojego łóżka, a potem jakoś tak wyszło, że wylądowali w Vegas? Tak, definitywnie będzie miał dużo tłumaczenia do zrobienia przed swoją rodziną, jak już wrócą, ale o tym wolał nie myśleć. Jeszcze nie. Na tamtą chwilę chciał się cieszyć faktem, że była blisko i tak bardzo jego, jak się tylko dało.

mrs bennett
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Marry me for kicks,
you try,
it's how it is


Te ostatnie dni dosłownie sprawiły, że czuła się, jakby była na jakimś cholernym haju. Przechodziło przez nią zdecydowanie za dużo emocji. Była przeszczęśliwa, że jest ze swoim przyjacielem, że jakoś udało im się dojść do porozumienia… że złączyli się w jedno, składając sobie obietnicę - co prawda przed Elvisem - że będą już na zawsze razem.

Na zawsze.

Ta myśl rozgrzała ją od środka, ale jednocześnie cholernie przeraziła. Kurwa… ona wzięła ślub. Z mężczyzną, którego nie widziała od jakichś dziesięciu lat. Z mężczyzną, z którym po miesiącach widywania się... rozstała, a potem zamiast dać mu porządnie dojść do siebie po odwyku, wylądowała z nim w miejscu, w którym dosłownie lały się litry alkoholu, ćpańska energia i god knows what the fuck else. Poczuła ścisk w klatce piersiowej, ale szybko zamknęła oczy, pokręciła głową i wtuliła się w niego mocniej. - Mhm, tak, wszystko dobrze - uśmiechnęła się do niego ciepło i przez chwilę patrzyła na jego buźkę, kiedy odpowiedział, że też ją kocha. Dopiero potem zanurzyła twarz w jego szyi i złożyła na niej kilka drobnych pocałunków. Mąż. Był jej mężem. Znowu to dziwne uczucie. Czy to nie było za szybko? Czy nie przesadzili? Czy się nie pospieszyli? Czy to była jedna z tych rzeczy, które odhacza się na bucket list, żeby potem móc usiąść i zaśmiać się z tego, że się to zrobiło? Czy było to coś zupełnie innego? Wiedziała, że darzyła go bardzo głębokimi uczuciami. Wiedziała, że wywołał w niej emocje tak mocne, jakich jeszcze nigdy nie czuła. Był jej osobą… ale czy była to wciąż ta sama wersja osoby, za którą szalała, kiedy byli gówniarzami? Czy już ktoś zupełnie inny? Odmieniony? Bardziej realny?

Leżała na nim, wtulona w jego ciało, i miała totalny mętlik w głowie. Ten jej typowy self-sabotaż, z którym powinna od razu wypłynąć na powierzchnię, zamiast walczyć pod taflą wody, która powoli zbierała się w jej płucach i zaczynała ją dusić. Sprowadzać na dno. Ale nie mogła. Kochała go. Znowu zmrużyła oczy i wróciła do tej chwili. Do nich obojga. Do jego ciepła pod policzkiem. Dopiero kiedy usłyszała głos Lexiego, prychnęła cichym śmiechem i poprawiła się tak, żeby lepiej na niego spojrzeć. - Oczywiście, że nie… lubię na ciebie patrzeć - uśmiechnęła się szeroko, wszystkimi ząbkami na widoku. - Poza tym masz bardzo symetryczną twarz. Zajebiście dobrze się ją rysuje, wiesz? - Uniosła brew i zbliżyła się do niego, żeby musnąć jego usta, chwilę po tym, jak on złożył buziaka na jej głowie.

Chciała go poznać.

Z innej perspektywy niż tylko z pozycji w pościeli, które wykonywali aż za dobrze. Bała się, że ta pasja, ten pociąg seksualny, który mieli między sobą - a był kurwa, zajebisty, bo jeszcze nigdy nie czuła takiej chemii i takiego ognia - był może kierowany zakazanym owocem. Czymś, czego nie mogła mieć, kiedy byli młodsi. Faktem, że kiedyś ją odrzucił. Że kiedyś nie chciał jej w ten sposób, a teraz, kiedy wiedziała, że jednak jej pragnął… wszystko smakowało inaczej. On smakował inaczej. Miała mętlik w głowie. Ten typowy. O VE R T H I N K I N G. Który, do cholery, rujnował każdą potencjalnie dobrą relację w jej życiu... Wiedziała, że nie chciała się poddawać. Nie chciała wycofywać się tak łatwo tylko dlatego, że miała wątpliwości, choć w jej głowie brzmiały one bardzo racjonalnie. Inni ludzie biorą ślub, bo znają się na wylot. Znają swoje historie, swoje charaktery, swoje codzienne dziwactwa, sposoby milczenia i sposoby kłócenia się. A oni? Oni znali się głównie od strony łóżkowej. Troszkę odd, co nie? Ale nie musieli być tacy jak wszyscy inni. Tym bardziej, że Lexiemu chyba to nie przeszkadzało. Jej też nie. Przynajmniej z jednej strony. Z drugiej bała się, że okaże się nudna. Że nie będą mieli o czym rozmawiać. Że zamiast rozwiązywać problemy rozmową, będą skupiać się na idei angry albo make-up sexu i tak będzie wyglądała reszta ich życia. Eh.

Westchnęła w środku, ale zaraz uśmiechnęła się delikatnie, kiedy nie miał nic przeciwko temu, żeby jej o czymś opowiedzieć. Słuchając tego, co mówił, czuła, jak robi jej się ciepło na serduszku. Zaciskała dłoń coraz mocniej i wpatrywała się w niego z czułością w oczach. Sam fakt, że w tamtym najciemniejszym momencie swojego życia on po prostu chciał uczyć się rzeczy o niej… chciał wiedzieć więcej o jej języku… chciał. Po prostu chciał. - Znaczki, phi! - prychnęła pod nosem. - Ledwie kilka godzin jesteś moim mężem i już mnie obrażasz. - Zaśmiała się i uszczypnęła go delikatnie, jednak po chwili przysunęła się bliżej i pocałowała go lekko w policzek. - Jesteś kochany, wiesz? - spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem. - Я дуже тебе ціную - dodała po ukraińsku.

Chciała na tym skończyć. Naprawdę. Chciała zostać w tej ciepłejchwili, w jego cieple, w jego ramionach, w tej wersji świata, w której wszystko było proste, a ona była tylko dziewczyną zakochaną w swoim świeżo upieczonym mężu. Ale to siedziało w niej za głęboko. - Tylko… - odwróciła wzrok. Podsunęła się wyżej obok niego, usiadła i przyciągnęła nogi do klatki piersiowej, zakrywając się kołdrą. - Trochę się boję, że jednak zrobiliśmy błąd, Lexie… - spojrzała na niego kątem oka. - Nic o mnie nie wiesz. Poza tym, gdzie mam pieprzyki albo blizny na ciele. - Westchnęła głośno, a jej palce zacisnęły się na materiale kołdry. - Co, jeśli się znudzisz? Jak… jak nie będziemy mieli o czym ze sobą rozmawiać? - Ukryła twarz w kolanach. - Nie chcę być twoim błędem. - Bała się tego. Tak cholernie się bała, że będzie kolejnym błędem w czyimś życiu. Kimś, kogo ktoś kiedyś będzie przeklinał pod nosem, wspominając jako najgorszą decyzję podjętą w za dużych emocjach, w złym momencie, w złym mieście, pod światłami Vegas, które obiecywały wieczność, a następnego dnia pozostawiały tylko i wyłącznie kaca moralnego.

Mascara runs fast,
but you can’t catch feelings.


lexie <3
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mhm, tak, wszystko dobrze.
Kłamała. Znał ją na tyle, żeby wiedzieć, kiedy kłamała, ale z drugiej strony nie chciał naciskać, by powiedziała mu o co chodziło. Pewnie powinien. Pewnie będzie musiał się nauczyć prędzej czy później i nie uciekać w to, co dobrze znał, co w nowym, trzeźwym życiu miało być jedną ucieczka. Seks był prosty. Zwłaszcza z Vita, fantastyczny, gorący, pełen pasji, ciekawości i gamy emocji, jakiej nigdy wcześniej nie czuł. Seks z jego żoną był najlepszy.. Ale nie prowadził do komunikacji, prawda? Zapyta. Jakoś musiał. Może później. Bał się. Stwierdził to w duchu, może nawet był tym faktem całkiem zaskoczony, bo jednak.. Czego? Chciała go, prawda? Chciała z nim być. Chciała z nim mieszkać i ogarnąć to życie razem. Jeśli coś ją gryzło, chciał, żeby mu powiedziała, ustalić wspólnie jakiś plan ataku czy inny protokół tego, jak to coś naprawić czy zniwelować.. Eh, dużo nauki przed nim było.
Głaskał ją po plecach, pozwalając, żeby całe to ciepło zagłuszyło jego sumienie, a już zdecydowanie głupią potrzebę, by drążyć dziurę w całym. Byli w tym łóżku, fizycznie zmęczeni, potrzebując momentu, żeby złapać oddech zanim ruszą dalej z życiem i tyle mu wystarczało. Na razie. Krok za krokiem, prawda? Do przodu. Uśmiechnął się, gdy stwierdziła, że miał symetryczną, dobrą do rysowania twarz i zaraz lekko się zaśmiał.
- Mhm, mogę ci pozować. Powinnaś częściej to robić, tak czy siak, jesteś w tym świetna.. - miał tak wiele pytań, ale naprawdę nie chciał jej przytłoczyć. Czy dalej rysowała, dlaczego właściwie była nadal barmanką, skoro zdecydowanie mogła coś z własnym talentem zrobić, jak wyglądała ostatnia dekada jej życia, co właściwie robiła, kiedy nie była barmanką, w czasie wolnym, kiedy z nim nie sypiała.. Okay, może jednak rzeczywiście powinni częściej rozmawiać i mniej zajmować usta innymi rzeczami. Odetchnął lekko, przymykając oczy na moment; mieli czas. Mieli całe życie na opowieści i uczenie się siebie, dorastanie razem i borykanie się z życiem dzień po dniu.
Nie wiedział dlaczego ze wszystkich rzeczy, które mógł wybrać, akurat historyjka z odwyku przyszła mu na myśl. Było tyle innych, przyjemniejszych rzeczy, o których mógłby pomyśleć.. Ale ta konkretna miała dużo więcej znaczenia. Bo myślał o niej, chciał, żeby przy nim była nawet wtedy, kiedy być nie mogła, a myśl o niej rzeczywiście pomagała. Zmarszczył lekko brwi z krótkim "Ouch..", gdy uszczypnęła go za karę, zaraz otworzył oczy, by na nią spojrzeć, tłumiąc śmiech.
- Nawet jak obrażam twoje znaczki? - zażartował, podrzucając brwiami, zaraz jednak poważniejąc, kiedy postanowiła go przetestować. Serio musiał się skupić, okay? Znów się zmarszczył, podnosząc palec wolnej dłoni. - Okay, okay... Ty... bardzo mnie..? Tego ostatniego słowa nie znam. - przyznał szczerze, a spojrzenie przybrało przepraszający wyraz na moment. Uczył się.. Krótko. Pomiędzy sesjami i absolutnie beznadziejnym samopoczuciem. W dodatku w niezbyt konwencjonalny sposób, który może rzeczywiście dawał mu frazy, ale niewiele rzeczywistego pojęcia języka. Musiał to kiedyś zmienić, przysiąść porządnie, może nawet zapisać się na jakieś zajęcia, jak go będzie stać? Albo po prostu kupić sobie podręcznik i samemu studiować z jej pomocą; brzmiało jak całkiem urocza opcja.

Tylko…
"Tylko" było trochę jak "ale"; nic dobrego z nich nigdy nie wychodziło.
Patrzył na nią uważnie, kiedy się odsuwała i podnosiła do siadu; jego własna dłoń została na jej plecach, a sam nie ruszył się z miejsca, czekając aż w końcu powie, co jej tak ciążyło. Czyli jednak miała wątpliwości.. Pewnie nie opuściły jej odkąd mieli ten swój mały spat wcześniej, po prostu zmieniły nieco trajektorię, huh? Złapał głębszy oddech, przytrzymał powietrze w płucach przez dłuższy moment, by w końcu wypuścić je powoli, słuchając z przymkniętymi oczami. Spokój. Nie było o co panikować. Nie każda rozmowa musiała kończyć się tragedią. Suchość w ustach wzmogła tylko poczucie nerwowego dyskomfortu, rozlewającego się w jego klatce chłodnym lękiem, nieprzyjemnie zastępującym ciepło, które przed momentem jeszcze tam było. - Okay, to po kolei.. - mruknął bardziej do siebie, niż do niej, podnosząc się do siadu, krzywiąc lekko na sprzeciw mięśni, który zaraz zignorował. Zrzucił stopy z łóżka, złapał bokserki, które zaraz naciągnął na tyłek, wstając; kroki skierował do czegoś w stylu małego aneksu kuchennego, zgarniając dwie szklanki, wypełniając je zimną wodą, zanim do niej wrócił, podając jedną ze szklanek. Wypił swoją duszkiem, odkładając naczynie na nocny stolik, obszernym, płynnym ruchem zrzucił wszystkie seks zabawki na podłogę, stwierdzając, że ogarnie to potem. Usiadł na materacu po turecku, przodem do niej, dłonie luźno opierając na kolanach.
- Znasz tą modlitwę, która zaczyna każdy meeting? - zaczął w końcu, po złapaniu kolejnego, głębszego oddechu, chociaż już wiedział, że nerwowość w jego klatce, spinająca gardło, nigdzie się nie wybierała. Odchrząknął w marnej próbie przywołania się do porządku. - "Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego." - przywołał, na moment przymykając oczy i, zupełnie szczerze mówiąc, poczuł się nieco pewniej we własnej skórze. Przyznanie, że nie wszystko miał pod kontrolą, że były takie rzeczy, na których nie miał wpływu i fakt, że wybierał skupić się na tych, które rzeczywiście mógł zmienić.. Było w tym coś uwalniającego. Uspokajającego. Rodzaj wolności i pewności, której wcześniej nie czuł.
- Odpowiem ci anegdotą, okay? Moja mama umiera. Nie wiem, czy wiedziałaś, czy nie, ale umiera już od dłuższego czasu, wiesz? - zerknął na nią, pociągając podświadomie za własne palce, wykręcając je pod różnymi kątami. Potrząsnął zaraz głową, kontynuując; - Najcięższe to chyba jest dla mojego taty. Są ze sobą od dawna, wychowali tą trójkę popieprzonych dzieciaków i.. I to wszystko i tak jest za mało. - zmarszczył znów brwi, opuszczając spojrzenie, uścisk w klatce stał się dobrze znanym bólem, towarzyszącym prawie każdemu wspomnieniu o rodzicach i ich pięknej, ale w gruncie rzeczy tragicznej miłości. Bolało. Oczywiście, że bolało. - Mam całe życie, żeby poznać każdą twoją odsłonę, nawet te, które dopiero przyjdą. Nie, nie sądzę, że zrobiliśmy błąd, bo nie chcę tracić czasu. Nie chcę tracić czasu na życie, w którym nie jesteś tylko moja. - znów podniósł na nią spojrzenie, wciąż marszcząc brwi; miał tyle do powiedzenia, tak wiele mógłby dodać.. To on prawdopodobnie będzie tym nudnym, trzeźwym i zupełnie niezabawnym. To on będzie się raz po raz potykał, zanim znajdzie swój nowy rytm w życiu. To on się powinien martwić co to będzie, jeśli Vita stwierdzi, że wcale nie chce się z nim użerać... Ale nad jutrem nie miał kontroli. Na tą konkretną chwilę, wszystko było w porządku.

mrs bennett
LemonSpice
none
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

HollowayBennett była ciężkim orzechem do zgryzienia. Pragnęła bliskości, czuła potrzebę przynależenia do kogoś. Zawsze odepchnięta na bok. Od zawsze skupiająca się tylko na sobie, bo przecież w najgorszym wypadku narażała na zawód tylko samą siebie, no nie? Teraz miała kogoś, z kim mogła dzielić tę rzeczywistość i cholernie się tego bała. No bo jak to możliwe, że w jej życiu została wybrana po raz pierwszy? Jak to ktoś mógł ją chcieć nie tylko na chwilę, ale i w swoim życiu? Była niewystarczająca od zawsze. Przez Alexisa też była odrzucona… choć wydawało się to zwykłym niedomówieniem, czymś, czego nie ogarnęli jako gówniarze, to jednak siedziało to w jej sercu i umyśle przez długie lata. Dobra, musiała po prostu popłynąć z nurtem. Uspokoić się. Wrzucić na luz i po prostu cieszyć się tym, że leżała tutaj, w innym kraju... w jednym z najbardziej rozrywkowych miast świata no i, do cholery, miała męża!

Kiedy już uspokoiła się wewnętrznie, przyglądała się Lexiemu i uśmiechała się lekko na jego odpowiedź. - A dziękuję pięknie, staram się - odparła, odgarniając kosmyk włosów za ucho, po czym puściła mu oczko i parsknęła śmiechem. Sztuka była dla niej ważna, tak samo jak kreatywność. Praca jako barmanka jej się podobała, bo dawała jej możliwość otwierania się na ludzi i zawierania nowych znajomości, których nie miałaby szansy poznać, gdyby siedziała w domu i pracowała nad grafiką do gier komputerowych, zamknięta w czterech ścianach własnej sypialni. Może kiedyś odważy się i jednak spróbuje swoich sił w tej branży, ale na ten moment… na napiwki nie narzekała.
Uwielbiała się z nim przedrzeźniać, więc przewróciła dramatycznie oczami, westchnęła i odparła - Nawet - zmrużyła oczy i wysunęła język w jego kierunku. - Niech to będzie moją tajemnicą, husband - zaśmiała się. Vita była mieszanką wybuchową. Miała w sobie za dużo i za mało emocji jednocześnie. Bywały dni, kiedy nie czuła nic, i dni, kiedy czuła aż za bardzo. Akurat teraz musiało przytrafić się to drugie. Nadmiar uczuć połączony z overthinkingiem zdecydowanie jej nie pomagał, a że nie lubiła kłamać i być okłamywaną, to wolała wyrzucić z siebie wszystkie wątpliwości, które siedziały gdzieś głęboko w sercu.

W momencie, gdy powiedziała na głos to, co ją martwiło, poczuła, jakby zrzuciła z serca tonę ciężaru. Lekko zaszklonymi oczami uniosła wzrok i spojrzała na Lexiego, który nagle wstał. Przyglądała mu się i jego ruchom, a chwilę później wrócił do niej ze szklanką wody, którą przejęła i upiła kilka łyków. Odłożyła ją na szafkę obok i wpatrywała się w niego, kiedy rozsiadł się przed nią. Słuchała go uważnie, uniosła delikatnie brew i wbiła paznokcie w skórę własnych ud. Słowa, które do niej mówił, były bardzo piękne i gdzieś wewnątrz duszy czuła, że miały głębszy przekaz. Przytaknęła głową i odpowiedziała, - Lexie, to naprawdę piękne słowa - spojrzała mu prosto w oczy. - Pomimo tego, że się nie modlę i nie wierzę w Boga, czuję, że mają przekaz. Doceniam, że się tym ze mną podzieliłeś. - Nachyliła się delikatnie i ścisnęła jego dłoń. - Zinterpretuję to sobie troszkę po swojemu na przyszłość - posłała mu ciepły uśmiech. Pragnęła czuć pogodę ducha, jeżeli chodziło o kwestie, których nie mogła zmienić w swoim życiu, i odwagi, by jednak doprowadzać do tych zmian, na które miała wpływ. Chciała podejmować mądre decyzje… tylko chyba jeszcze musiała nauczyć się, co według niej i według jej własnego szczęścia było tą właściwą decyzją. Na ten moment bardzo się cieszyła, że tą decyzją był Lexie, jednak cholernie się bała. Strach nie był przecież niczym złym, a jednak trochę osaczał jej emocje w tamtym momencie.

Puściła jego rękę i oparła się wygodniej o wezgłowie łóżka. Słuchała, jak otwierał się przed nią w kwestii swojej mamy, czując, jak klatka piersiowa zaczyna jej się zaciskać. Nie potrafiłaby postawić się na miejscu, w którym znajdował się tata Lexiego. Żegnać się z kimś od dłuższego czasu, wiedząc, że ta osoba nie wyjdzie z domu, a zamiast tego odejdzie z tego świata bez możliwości powrotu. Miał rację. To było za mało. Będąc z osobą, którą się kocha, czas nigdy nie jest wystarczający. Vita po prostu nie miała w życiu osób, od których mogłaby nauczyć się tej bezwarunkowej miłości. Nie była też pewna, czy naprawdę znała każdą odsłonę Lexiego. Nie znali się tak dobrze, jakby chciała, a jego słowa o tym, że nie chciał tracić czasu na życie, w którym nie była tylko jego, roztopiły jej serce i wzburzyły łzy, które spłynęły po kącikach oczu. - Po prostu się boję, wiesz? - przysunęła się do niego, zarzucając ramiona na jego szyję, po czym pocałowała go delikatnie w usta. - Cholernie się boję, że jednak odkryjemy wersje siebie, których nie da się pokochać.

lexie
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm a fan of you,
I'm a fan of love,
I'm a fan of us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W jego małym świecie większość przestrzeni zabierała impreza. Życie składało się z łańcuszka stworzonego z pracy głównie po to, żeby mieć pieniądze na imprezowanie i trucie się różnymi środkami. Nie miał zbyt wielu rzeczy o które rzeczywiście dbał, poza swoją rodziną.. tyle że ta rodzina dałaby sobie radę bez niego, prawda? Ba, może nawet radziliby sobie znacznie lepiej, gdyby jego w tym obrazku nie było, przysparzając więcej zmartwień, niż był tego warty. Wysoko funkcjonująca równia pochyła, w której łapał pion tylko na moment, by zaraz go stracić, a wszystko dlatego, że niewiele rzeczywiście czuł. Apatyczny, obojętny, arogancki przez swój brak empatii, odnajdował przyjemność w prostych fizycznych zachciankach i używkach. Nie posiadał większych marzeń, pragnień, celów w życiu wykraczających poza jego strefę komfortu, nie miał jakoś specjalnie bliskich przyjaciół i był sobie samotną wyspą w tym szarym i niezbyt pociągającym morzu.. A potem Vita wróciła do jego życia i wywołała w nim więcej uczuć, niż był w stanie ogarnąć po tak długiej przerwie nie czucia niczego. Nawet jeśli zaczęło się płytko, od elektrycznego pociągu i seksu, już tego pierwszego dnia sprawiła, że nie musiał iść się ogłupić, a spać nie mógł tylko dlatego, że myślał o.. Wszystkim. Byłby idiotą, gdyby wypuścił z dłoni osobę, która rzeczywiście sprawiała, że coś czuł i zmuszała do użycia mózgu od czasu do czasu.

Zależało mu na niej. Tak po prostu, bez żadnych ukrytych kruczków drobnym pismem na boku strony. Była dla niego ważna i nie, nie chodziło tylko o świetny seks, nawet jeśli rzeczywiście była najlepszą kochanką jaką kiedykolwiek miał, a ich ciała wydawały się być dla siebie stworzone. Nie istotne, nawet jeśli miała obwieścić celibat, jakoś by to przeżył. Potrzebował jej. Nie istotne, czy tańczyli na środku mieszkania, czy mieli siedzieć w ciszy, zajęci swoimi rzeczami; brał cały ten pakiet ze wszystkimi dodatkami. Wierzył, że miłość to wybór, a jego rodzice dali mu tego fantastyczny przykład, prawda? Nie wątpił, że gorąca pasja ochłonęła gdzieś pomiędzy drugim, a trzecim dzieckiem, a obsesyjne wielbienie zajęła rutyna.. I dobra, w końcu wybrali się nawzajem do tego codziennego życia, prawda? Nie ważne, czy to była wielka przygoda, czy składanie ciuchów i płacenie podatków; Vita była jego osobą, tą z którą chciał doświadczyć życia z każdej strony.

Uniósł jej dłoń do swoich ust, muskając skórę na wierzchu. - Obiecuję, że nie będę cię zmuszać, do niedzielnego kościółka. - parsknął krótko, bo wcale mu na tym nie zależało.. A ta modlitwa, w gruncie rzeczy, mogła być parafrazowana na wiele sposobów. Wydawało mu się, że dlatego tak dobrze działała. Na odwyku poznał wielu ludzi, część wierzyła w innego rodzaju boga, część nie wierzyła wcale i to było okay. W gruncie rzeczy chodziło tylko o to, by odłożyć na bok wszystko to, na co nie mieli wpływu i zająć się tym, nad czym rzeczywiście mogli pracować. - Tak naprawdę chodzi po prostu o wybór.. I jesteś moim wyborem. - dodał, wciąż trzymając jej dłoń, przesuwając palcami po knykciach, lekko marszcząc brwi. Zwłaszcza odkąd zrobił miejsce w swoim życiu, wykopując imprezy, narkotyki i alkohol. Wybrał życie i Vitę. Jego skromnym zdaniem, naprawdę dobry wybór i, jeśli rozegra swoje karty dobrze, może nawet uda mu się nie wpaść znów w łapy nałogu. Może. Chciał się postarać, zwłaszcza od tego wieczoru, w którym do niego dołączyła jako żona. Vita Bennett. Mimo, że to, w jaki sposób ogarnęli ten ślub nie było najbardziej trzeźwym wyborem, jego klatkę rozpierała szczera duma.

Strach był często trochę jak ten niedoceniony, niezrozumiany kolega w kącie; zwykle miał do powiedzenia dużo wartościowych rzeczy, jeśli pozwoliło mu się mówić.. W tym konkretnym momencie obydwoje bali się tego samego. W gruncie rzeczy chodziło o to, że nie chcieli się stracić, nawet jeśli na tą chwilę nie mieli się o co martwić. Oparł dłoń w jej talii, gdy zarzuciła mu ramiona na szyję, krótko oddając jej mały pocałunek. - Nie ucieknę. I jeśli ty też nie uciekniesz, to będziemy mogli coś z tym zrobić, jeśli zajdzie taka potrzeba, hm? - szturchnął jej nos swoim, przesuwając dłoń z jej talii, do policzka, gdzie otarł jej łzy kciukiem. - Tylko nie zamykaj się przede mną, dobra? Sam się muszę nauczyć rozmawiać.. Nie przychodzi mi to naturalnie. - przyznał, znów na moment marszcząc brwi. Jego domyślną opcją na radzenie sobie z konfliktem była dywersja, a jeśli to nie zadziałało, ucieczka. Wobec obcych ludzi? Spoko. Wobec jego własnej rodziny? Powinien nauczyć się być lepszy. Chciał być lepszy.

vita bennett
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”