Zablokowany
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Aaron Blackwood
Mackenyu Maeda
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
31 października 1996, Nowy Jork, USA
zaimki
on/jego
zawód
Detektyw wydziału zabójstw
miejsce pracy
Toronto Police Service
orientacja
Biseksualny
dzielnica mieszkalna
Guildwood
pobyt w toronto
Od dziecka
umiejętności
Dobrze posługuje się bronią palną. Potrafi jeździć na snowboardzie oraz grać w koszykówkę. Kucharz z niego ponadprzeciętny i często gotuje dla swoich bliskich. Ambitny, pewny siebie oraz lojalny.
słabości
Zdarza mu się być aroganckim oraz impulsywnym. Trudności sprawia mu nauka języków obcych, zwłaszcza tych z dużą ilością dziwnych liter. Nie jest typem osoby, która potrafi szybko rozwiązywać konflikty tym bardziej, kiedy czuje, że nie zawinił. Uparty i niekiedy zbyt mocno trzyma się własnego zdania, przez co zdarza mu się mieć problemy z przyjęciem ostrej krytyk.
To, czego nauczyłem się w klinice, to, że każdy z nas ma swoją własną historię. Niektóre są brawurowe, niektóre dramatyczne, inne zwyczajne i pozornie nudne. Każdy człowiek ma swoje wzloty i upadki, a kluczem do zaakceptowania siebie i zmienienia tego, co nam się nie podoba, jest opowiedzenie inny co zdarzyło się w naszym życiu. Tak przynajmniej twierdził mój terapeuta, wymuszając na nas podzieleniem się własnymi historiami. Oto moja:

Rozdział I - Dzieciństwo

Urodziłem się w Nowym Jorku, jeśli wierzyć mojej mamie, jako kolejne dziecko państwa Blackwood. Patrząc na ilość rodzeństwa, jaką posiadam, rodzice nie próżnowali. Sam nie wiem, może mieli w planach dorobienia się całej drużyny piłkarskiej? Jeśli tak, los nie pozwolił im spełnić tego marzenia. Niewiele pamiętam z okresu, kiedy nosiłem pieluchę. Z pewnością byłem szczęśliwym bobasem. Budziłem matkę w nocy płacząc i wołając jeść. Rzucałem zabawkami, starając się trafić w mój własny, wybrany cel. Z opowieści mamy wynika, że dość szybko nauczyłem się chodzić, zwalając po drodze wszystko, co można było zrzucić. Ciągnąłem za obrusy, serwetki, firanki, robiąc bałagan. Przywilejem dziecka było nieponoszenie konsekwencji.
Kiedy skończyłem trzy lata, świat zabrał mi ojca, którym nie zdążyłem się nacieszyć. Nie pamiętam jego twarzy, zginął w pożarze, gdy byłem zbyt mały, by nawet odczuć jego brak.
Przenieśliśmy się do dziadków mieszkających w Toronto , gdzie przebywam do dzisiaj. Zostałem skazany na wychowywanie się bez taty, którego poniekąd zastąpił mi mój najstarszy brat. Ale tylko częściowo, tej więzi nie można było odbudować z nikim innym. Dlatego płakałem. Mogłem nie wiedzieć, dlaczego, ale płakałem, wołając „tata”.
Reszta dziecięcego życia była inna, nie tak sielankowa, jak wcześniejsze. Może to zasługa mojej rozwijającej się świadomości, a może dom nigdy nie pogodził się ze śmiercią głowy rodziny. Wyczuwało się smutek, chociaż nadal nie wyrosłem na tyle, by zrozumieć co go wywoływało. Długo nikt nie chciał mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie ma taty. Dlaczego ja go nie mam, a mają moi koledzy. Dlaczego nie może mnie nauczyć grać w piłkę i pokazać, jak to jest się golić.
W tym okresie stosunki z rodzeństwem były raczej normalne. Raz się dogadywaliśmy, innym razem walczyliśmy o klocki. Standard. Ale zawsze byliśmy za sobą. Ja za młodszą siostrą, ci starsi za mną, jeśli trzeba było. Byliśmy jednym zespołem. Czasem mam wrażenie, że śmierć taty połączyła nas bardziej.

Rozdział II – Nowe znajomości

Szkoła była miejscem, które miało wielki wpływ na człowieka. Nowe otoczenie, nowe znajomości, które zawierało się raz przemyślanie, raz pakując się w jakieś bagno. Mnie spotkało to drugie, ale czy nie był to mój wybór? Mogłem dobierać znajomych rozważniej. Ale kto na początku mógł wiedzieć, że pociągną mnie na dno.
W pierwszych klasach uczyłem się pilnie. Fascynował mnie świat, fascynowało mnie życie i to, co mogło ze sobą przynieść. Z entuzjazmem pojawiałem się w placówce edukacyjnej, zadowolony, że mogę poznać coś nowego. Tak przebrnąłem przez kilka pierwszych klas, w których człowiek nadal był dzieckiem.
Problemy zaczęły się w chwili, kiedy zacząłem wchodzić w okres buntu. Przebiegł u mnie wyjątkowo burzliwie, co najbardziej odbiło się na mojej mamie, chociaż na rodzeństwie również. Poznając nową paczkę ludzi, wpakowałem się w prawdziwe kłopoty. Ale fascynowali mnie. Ich buntowniczość, niezależność, wolność i postępowanie tak, jak oni chcieli, a nie jak chciał świat. Nie miałem autorytetu męskiego, nie miałem ojca, a brat nie nadawał się do przekazania podobnych mądrości. Dlatego dołączyłem do nich, skazując sam siebie na piekło, z którego ciężej było się wyrwać, niż zakładałem na początku.
Stałem się bardziej arogancki, gdzieś mając zasady. Nie wracałem do domu o określonej godzinie, imprezowałem. To odbiło się na moich ocenach, które wyjątkowo się pogorszyły. Ale jakie to miało znaczenie, skoro zacząłem żyć? Tak wtedy myślałem. To przy moich "przyjaciołach" po raz pierwszy sięgnąłem po alkohol, przez który wiele razy nie wracałem do domu przez kilka dni. Ignorowałem lekcje, woląc się bawić. Wtedy też spróbowałem narkotyków, które okazały się być moim przekleństwem na lata.

Rozdział III – Upadek

Spędzałem ze swoją paczką coraz więcej czasu. Przez nich stoczyłem się na dno. Zawaliłem kolejny rok w szkole, kłóciłem się z matką i rodzeństwem. Wszczynałem awantury, prowokując je na tyle, że nie raz pobiłem się z którymś z braci. Byłem pewien, że tylko ludzie z mojej ekipy, jak zacząłem o nich mówić, mnie rozumieją. Oni wiedzieli, na czym polega życie, oni wiedzieli, jaki jestem. Własna rodzina mnie nie akceptowała i nie rozumiała. Byli przeciwko mnie. Wtedy nie docierało do mnie, że chcieli dla mnie jak najlepiej, martwiąc się o to, jak z każdym kolejnym dniem tracę samego siebie.
Coraz częściej brakowało mi pieniędzy na narkotyki. Robiłem więc rzeczy, z których nie jestem dumny. Nie, nie upodliłem się tak, by się prostytuować, ale nie obce stały mi się kradzież, wymuszenia, czy zastraszanie. Wszystko, by tylko zdobyć kolejną działkę, dzięki której czułem się lepiej. Potrzebowałem odlotu i zapomnienia. Nie mogłem pozwolić, by umysł po raz kolejny próbował mi powiedzieć, że czas się ogarnąć. Nie chciałem. Chciałem być z nimi i chciałem ćpać. Taki przywilej uzależnionego.
Po raz pierwszy uciekłem z domu. Nie było mnie niemal miesiąc. Trzydzieści cholernie długich dni, podczas których rodzina nie wiedziała, co się ze mną dzieje. Jak możecie się spodziewać, nie zdałem do kolejnej klasy. A gdy wróciłem, wysłali mnie na terapię, która podobno miała mi pomóc. Buntowałem się, ale jaki miałem wybór? Byłem niepełnoletni, to opiekun decydował za mnie. Zostałem wysłany do kliniki, w której miałem zamiar pokazać wszystkim terapeutom, że ich nie potrzebuję.

Rozdział IV – Nadzieja

Pierwsze dni w klinice były dla mnie prawdziwym koszmarem. Buntowałem się, pokazywałem swoją niezależność, obiecując sobie, że nie uda im się mnie złamać. Byłem uparty, niczym Mustang z Dzikiej Doliny. Sam swoim panem, nikt inny. Na spotkaniach grupowych odmawiałem współpracy. Nie opowiadałem o swoich uczuciach, przemyśleniach. Nie widziałem w tym sensu. Wiele razy podpadałem lekarzom, wytrącając im leki z ręki, przez co podawali mi je siłą. Byłem potworem, ale wtedy tak siebie nie widziałem.
Po miesiącu poznałem ją. Była dla mnie dziwnym objawieniem, z tym radosnym uśmiechem niosącym nadzieję. Tak bardzo nie pasowała do chłodnego otoczenia, w którym codziennie musiałem przebywać. Siedziała w klinice znacznie dłużej niż ja. Zwróciła na mnie uwagę, sam nie wiem dlaczego. Może poczuła litość, a może wezbrało w niej poczucie nadziei, że może mnie naprawić. To nie miało znaczenia, bo ją polubiłem. A ona mnie. Kłóciliśmy się nie raz, głównie z mojej winy, ale to ona pomogła mi przetrwać kolejne tygodnie. To dla niej postanowiłem się zmienić. Brałem czynny udział w spotkaniach, udzielałem się, poniekąd otworzyłem. Zacząłem współpracować, co przyczyniło się do mojego uzdrowienia. Przyczyniła się do tego ta, którą pokochałem tak mocno, jak nie pokochałem nikogo. Była moim wsparciem, moją opoką.
Po wyjściu z kliniki nadal spędzaliśmy ze sobą wiele czasu. Czekała na mnie, co było dowodem jej miłości do mnie. Wróciłem do szkoły starając się jak nigdy, zaliczyć kolejne lata. Wraz z ukończeniem osiemnastu lat pobraliśmy się. Nie widzieliśmy sensu, by czekać. Kochaliśmy się. To było szokiem dla rodziny, ale cieszyli się, że moje życie wróciło do normalności.
Nikt z nas nie wiedział, że było to tylko pozorne.

Rozdział V – Bliżej dna

Problemy wróciły szybciej, niż podejrzewałem. Kłóciliśmy się coraz częściej – ponownie o mnie i o moje podejście. Tak, wróciłem do ćpania. Nie tak ostrego, jak wcześniej, ale nadal popalałem trawkę, czasem brałem coś mocniejszego. Jej się to nie podobało. Mówiła, że tylko się stoczę, bo to wystarczy, by wciągnąć się bardziej. Mówiłem, że przesadzała. Niestety, nie. Przekonałem się o tym w chwili, kiedy zabito mojego najlepszego kumpla. Wdał się w interesy z ludźmi, których się unikało. I poniósł za to konsekwencje. To mnie zniszczyło. Pokazało, jakie życie było kruche. Byłem zbyt słaby, by sobie poradzić. Narkotyki, które znałem, mogły dać mi zapomnienie, którego potrzebowałem. I dały na tyle, bym zapomniał o kochającej żonie, bym zapomniał o domu, do którego wracałem w takim stanie, że niejednokrotnie, ktoś musiał mnie do niego zanosić. Kłóciłem się z nią. Podczas jednej z awantur uderzyłem ją w twarz. Tego było dla niej zbyt wiele. Miała dość. Nie mam do niej pretensji, że ode mnie odeszła, chociaż wtedy stało się to dla mnie tragedią, która sprawiła, że ćpałem znacznie bardziej, coraz głębiej kosztując twardych narkotyków. Tylko w taki sposób radziłem sobie z bólem po utracie przyjaciela i żony.
Z pomocą przyszła mi rodzina. Kochające siostry, kochający bracia i kochana mama, która poświęciłaby dla mnie wszystko, mimo tego, jak traktowałem ją w przeszłości. Ale to była mama. Ta sama, która kochała swoje dzieci, niezależnie od wszystkiego. Kochała i mnie. Ta miłość mi pomogła.

Rozdział VI – Ostateczne powstanie

Kolejne miesiące spędzone w klinice, znacznie bardziej koszmarne, niż te ostatnie. Kolejne męczące dni, podczas których walczyłem sam ze sobą i ze swoim głodem, nad którym nie panowałem. Pragnąłem wziąć chociaż odrobinkę; liznąć białego błogosławieństwa. Błagałem o to ze wszystkich sił.
Pewnego dnia coś nagle się zmieniło. Stałem się dziwnie silniejszy, nie chcąc, by moje życie tak wyglądało. Jak? Zapytajcie Team Blackwood, oni z pewnością pamiętają znacznie więcej, niż ja. Wspierali mnie, chociaż byłem dla nich okrutny, podły i nie raz ich wyzywałem, krzycząc, że nie chcę ich znać i gardzę każdym z osobna. A jednak nie odwrócili się ode mnie nawet na chwilę. Rozmawiali ze mną. Przekonywali mnie, że marnuję swoją przyszłość, w której mógłbym zrobić tyle dobrego. Pamiętam łzy młodszej siostry, kiedy na mnie patrzyła. Pamiętam, jak było jej przykro, widząc mnie tak bladego, z podkrążonymi oczami, wychudzonego do granic możliwości. Ten obraz wyrył się w mojej pamięci na zawsze. Była w końcu moją ukochaną siostrzyczką, najmłodszą i najdelikatniejszą.
Za to wsparcie jestem im bezgranicznie wdzięczny. Wiem, że to właśnie dzięki temu wyrwałem się ostatecznie z sideł narkotyków, uwalniając się od zniewalającej mocy białego zapomnienia. Mogłem ostatecznie zmienić swoje życie, stając się lepszym człowiekiem.

Rozdział VII – Teraźniejszość

Wpłynąłem na swoją przyszłość, zainwestowałem w nią znacznie więcej, niż można było po mnie oczekiwać. Po wyjściu z kliniki i możnością nazwania się ‘czystym’ zrobiłem swój pierwszy tatuaż, który do dzisiaj przypomina mi o czasach, w których nie byłem sobą.
Postanowiłem pomagać innym w walce z nałogami w sposób bardziej czynny i przynoszący lepsze efekty. Jasne, mogłem zostać terapeutą, mogłem wpływać na psychikę, ale wiedziałem, że to za mało. Stąd właśnie postanowienie by zostać policjantem do spraw narkotyków. Zaciągnąłem się do Akademii Policyjnej odbywając wszystkie potrzebne szkolenia. Dawałem z siebie wszystko, bo zależało mi na tym tak, jak na byciu czystym. Chciałem zmienić ten świat, chciałem zrobić coś dobrego dla tych wszystkich nieświadomych ludzi, którzy wierzyli, że narkotyki mogą zostać ich przyjaciółmi. Nie mogły, teraz to wiedziałem. Moja przeszłość jawnie to pokazywała.
Zostałem policjantem, zapracowałem na swój własny dom (w kredycie), zaadoptowałem pierwszego zwierzaka. Nie wiem, co przyniosą mi kolejne dni. Nie wiem, jak będzie wyglądał mój kolejny tydzień, ale wiem jedno – już nigdy nie pozwolę na to, by narkotyki pojawiły się czynnie w moim życiu. Straciłem przez nie zbyt wiele. I wiecie co? Wcale nie było warto.

Update:
Wiecie, co przyniosły kolejne lata? Rozwój zawodowy, który skończył się przeniesieniem do wydziału zabójstw. nie jestem w stanie powiedzieć, czy to zasługa moich osiągnięć (które niczym się nie wyróżniały na tle innych policjantów z narkotykowego), czy wina konfliktu, który miałem ze swoim przełożonym.
Teraz wiem, że moja przygoda zaczyna się na nowo w zupełnie innym miejscu, z zupełnie innymi osobami. Czy jestem na to gotowy? Cóż, nie ma już chyba niczego, z czym nie byłbym w stanie sobie poradzić.

Ciekawostki
» w przeszłości miał problemy z narkotykami. Z nałogu pomogła wyjść mu rodzina, której jest bezgranicznie wdzięczny
» pierwszy tatuaż zrobił po tym, jak oficjalnie mógł nazwać się "czystym". Kolejny planuje zrobić w chwili, w której znajdzie osobę, którą bezgranicznie pokocha
» kocha zwierzęta; często pojawia się w schronisku jako wolontariusz. Urządza również różnego rodzaju zbiórki na rzecz zwierzaków wszelkiej maści
» sypia nago. Nie lubi, kiedy ubrania go ograniczają. Dodatkowo uwielbia czuć pościel na swoim ciele
» często można spotkać go na siłowni
» nawet teraz tęskni za tatą, którego nawet nie pamięta
» wielki fan sushi i jedzenia azjatyckiego pod wszelkiego rodzaju postacią. Nic dziwnego, że tak często można spotkać go w chińskiej restauracji, w której już dawno powinien dostać kartę stałego klienta
» rozwiódł się po trwającym zaledwie półtora roku małżeńskie. Winę ponosił on i jego narkotykowe uzależnienie. Nie utrzymuje kontaktów ze swoją byłą żoną, która po ich ostatniej kłótni postanowiła wyjechać do innego miasta
» uwielbia kino samochodowe; według niego ma swój specyficzny urok, któremu ludzie nigdy nie powinni pozwolić zginąć
» nie ma określonego typu osoby, która mu się podoba - brunetka, blondyn, ruda. Jakie to ma znaczenie, skoro bez "tego czegoś" związek nie może istnieć?
» nigdy nie oglądał Króla Lwa. Ogólnie coś mało z Disneya widział
» pierwsze, co robi tuż po wstaniu, to wypija szklankę wody. Przyzwyczajenie, które zostało mu z terapii
» lubi czytać, chociaż do dzisiaj nie zdecydował, co jest jego ulubionym gatunkiem literackim
» w przeszłości próbował nauczyć się jazdy na nartach, ale snowboard okazał się być znacznie łatwiejszy
» nie lubi grać w piłkę nożną, koszykówka jest znacznie bardziej wartościowa
» ex-żona była jego pierwszą i jedyną miłością; liczy, że w przyszłości uda mu się pokochać kogoś tak bardzo, jak ją
» zaczął uczyć się francuskiego, chociaż jak do tej pory niewiele potrafi w tym języku powiedzieć. A przynajmniej tego, co miałoby jakiś większy sens
» zaadoptował psa - golden retrievera o wspaniałym imieniu Biscuit
» amator robienia zdjąć; posiada sporą kolekcję aparatów fotograficznych
» jeśli jest zdenerwowany lub czuje, że poziom agresji w nim wzrasta, udaje się na strzelnicę, aby chociaż trochę się wyładować
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
tak
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
tak
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
nie
Mua
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
0 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Witamy na forum Aaron Blackwood
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!
0 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

ZDOBYTE TROFEA
ZDOBYTE NAGRODY


WYKORZYSTANE



ODZNAKI SPECJALNE
txt
Obrazek
txt
txt
Obrazek
txt
Zablokowany

Wróć do „gentlemen”