-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Brunetka zdawała sobie sprawę, że dla Dominica sam tak poważny związek to bardzo duży krok. Po rozmowie, którą odbyli na wspólnym wyjeździe, wiedziała że nie jest on gotowy myśleć o dalszych krokach. Nie naciskała na niego. Korzystała z tego co mają. Łapała każde wspólne chwile czując w środku, że uczucia mężczyzny to coś więcej niż zwykły, przelotny romans. Brakowało jej jednak momentami chociażby świadomości, że oboje dążą do tego samego. Nie chodziło o tempo w jakim się poruszają, ale wiedzą, że patrzą w tym samym kierunku? Na pewno przeniosłaby ich relację na wyższy poziom, a w Skye zaszczepiła większy spokój i pewność co do przyszłości ich związku.
Na razie jednak chwytała się tego co ma i korzystała z każdej wspólnej chwili, których po zmianie pracy było nieco mniej. Tym bardziej, że oboje byli małymi pracoholikami. Starali się jednak znajdować ten czas dla siebie, więc może faktycznie Murray powinna się zapytać jak Reyes chciałby spędzić swoje urodziny? Postawiła jednak na niespodzianki i może pierwsza nie do końca jej wyszła, ale z pozostałych chyba będzie zadowolony! - Oh chcesz mnie ukarać?- poruszyła wymownie brwiami, gdy tak uroczo się oburzył na jej sformułowanie o dzieciństwie. - Błądzić? Mówisz o ich błądzeniu, swoim czy moim? Mam nadzieję, że miałeś na myśli tych pierwszych- spytała śmiejąc się lekko z tego, chociaż poczuła pewien ucisk pod żebrami. Może faktycznie Dominic traktował związek z nią jako pewne błądzenie? Próbę związania się z przyjaciółką, z którą miała bardzo niesamowity seks i teraz nie wie jak się z tego wykręcić? Myśli Skye czasami uciekały w niebezpiecznych kierunkach, gdy nie do końca wiedziała na czym stoi. To też rozwalało jej poprzednie związki, gdy obietnice jej facetów nie pokrywały się z działaniami. A ona po prostu chciała kogoś, kto wie czego chce i robi wszystko, żeby to osiągnąć. Czy to tak wiele? Miała nadzieję, że nie.
Pocałunek i złożona obietnica miały być romantyczne i całe szczęście w jej głowie pozostał obraz mężczyzny, który dobrze ją zrozumiał. A jeżeli niekoniecznie, to niech chociaż dobrze to wykorzysta! - Czyli najpierw grzeczna zabawa, a potem niegrzeczna?- uśmiechnęła się zadziornie i podobał jej się taki plan. Nawet jeśli mieliby przez to wyjść na mało gościnnych gospodarzy, przyspieszając wyjście gości. - Lepiej poczekajmy aż sprawdzimy w jakim będziesz stanie po zabawie, bo może jutro będzie Cię męczyć kac- w końcu to bardzo wyjątkowe urodziny. Koniec pewnej ery (dzieciństwa).
Dominic Reyes
-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Przyznaj, że na to czekasz - kąciki jego ust rozszerzyły się bardziej, kiedy wspomniała o karze. Sama rozmowa była niebezpieczna, szybko przeradzając się w dwuznaczności, przed którymi nie potrafił się powstrzymać. Dobrze, że przez tę chwilę znajdowali się w większej od siebie odległości. No i wciąż blondyn musiał pamiętać o gościach. Kurwa, niedobrze. — Jeżeli mowa o moim błądzeniu, to znam jedno miejsce, po którym zawsze z chęcią mógłbym błądzić - przyznał z iście diabelskim uśmieszkiem, wprost nie potrafiąc opanować własnych myśli, nie domyślając się, o co Skye mogło chodzić. W zasadzie był tylko mężczyzną, na którego same słowa ciemnowłosej działały tak, że zapominał o całym świecie, a co dopiero, kiedy znajdowała się blisko niego. Błądzić po jej ciele mógł zawsze, bez wahania i z pełną premedytacją. Cała reszta już niewiele go obchodziła.
— Niegrzeczna już tylko z Tobą - przytaknął, żeby nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Nie widział w swoim łóżku już nikogo więcej oprócz niej. I właśnie to sobie wyraźnie wyobraził, więc jej następne słowa skwitował rozbawionym uśmiechem. — Myślisz, że kac mnie przed czymkolwiek powstrzyma? - zapytał, unosząc wysoko brew. Jeśli tak, to myliła się, i zamierzał jej to udowodnić.
Na szczęście po chwili udało mu się zmienić koszulę i spodnie na wygodniejsze, po czym wziął Skye za rękę i wyszli z sypialni. Z głową podniesioną wysoko obdarzył gości szerokim uśmiechem, upewniając się, że wszyscy się na nich patrzyli. A kiedy ciemnowłosa już już miała go puścić, przyciągnął ją do siebie, zaciskając rękę mocniej w talii i spoglądając w jej niebieskie oczy, żeby na koniec złożyć na jej ustach czuły pocałunek.
— Zostajesz przy mnie, kochanie - oznajmił z przekonaniem, traktując to jako oczywistość. Mimo tego, że to on był w centrum wydarzenia, nie mogła mu uciekać. Jeśli mieli pokazać wszystkim, że to, co ich łączyło, było prawdziwe, nie mogła usuwać się w cień. Poza tym, z nią u boku było mu znacznie raźniej.
Skye Murray